Fot. The CW

Synowie marnotrawni (Supernatural, S10E05, 200th Episode Special)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Zacznijmy od tego, co najświeższe i chyba na ten moment najważniejsze. Jak Wam się podobał odcinek jubileuszowy? Bo ja przyznam, że zrobił na mnie ogromne wrażenie, bardzo mnie wzruszył. Bracia mieli w nim okazję spojrzeć na siebie, na swój związek, swoją wędrówkę, z nieco uproszczonej, ale bardzo im potrzebnej w tym momencie perspektywy. Jako że opowiadana w szkolnym przedstawieniu fabuła cofa nas o kilka sezonów do tyłu, był to też niejako reset, szansa na przypomnienie najmocniejszych lat serialu i tego, co w nim najważniejsze – braci Winchester, stojących zgodnie razem przeciw całemu światu. Przypomniany został nawet Adam!

Przemek: O, tak, to był wspaniały odcinek. Skoro zdołał wzruszyć nawet tak przygodnego widza Supernatural jak ja… Myślę, że gdyby jacyś fani naprawdę stworzyli musical na podstawie serialu, to właśnie w takim duchu byłby utrzymany. Duchu miłości do materiału źródłowego, sympatii do bohaterów, skupienia na więziach między postaciami i powrocie do korzeni. Ale w ogóle jaki inny serial byłby w stanie zrobić odcinek tak bardzo meta i nie ponieść sromotnej porażki? Takie cuda tylko w Supernaturalu. Jestem w ogóle pod wielkim wrażeniem tego, że udało się w jednej historii zmieścić zarówno żarciki oraz mrugnięcia okiem, jak i sensowną fabułę z ciekawym „potworem odcinka”.

Cathia: Absolutnie cudowny prezent zgotowany fanom. Dotychczas wielokrotnie pokazano, że twórcy mają świadomość, że fandom istnieje – bo to mieliśmy już właściwie w większości odcinków meta (reakcja Deana na wincest do dzisiaj wywołuje u mnie dzikie ataki śmiechu), jednak czasami to oczko puszczane było do nas jakby ironicznie, a fani – na przykładzie Becky – pokazani w krzywym zwierciadle. Ten odcinek dał nam nie tylko takiego wielkiego wirtualnego przytula, ale także swoiste przyzwolenie na własne fabularne szaleństwa – wszak „ty masz swoją wersję, ja mam swoją”. W dodatku powiedzcie mi, co może dać większe błogosławieństwo do pisania niż „Nie najgorzejpadające z ust Chucka, a przecież wiemy, że w wersji Marie byli kosmici, roboty i macki!!! Jestem też zachwycona tym, że twórcy zdają sobie sprawę z tego, że tęsknimy za początkami serii – odcinek to klasyczny „potwór tygodnia”, Dean naprawia Impalę, pada „We got work to do”, a na samym końcu chłopcy odjeżdżają w siną dal… Jak ja się za tym stęskniłam!!!

Mysza: Rzeczywiście Fan Fiction zdołało odnaleźć idealną równowagę między wszystkimi częściami składowymi serialu, które fani tak kochają. Mieliśmy więc „potwora tygodnia”, elementy humorystyczne, metaanalizę, ukłony w stronę fanów i fandomu oraz, co najważniejsze, powrót do serialowych podstaw, czyli skupienie się na więzi rodzinnej Sama i Deana. Cieszy mnie też, że w przeciwieństwie do innych odcinków, w których twórcy serialu troszeczkę nabijali się z fanów, tym razem okazali nam przede wszystkim swój szacunek i sympatię. Osobiście nigdy nie bolały mnie prztyczki, które fandom dostawał od Supernatural – bo nie oszukujmy się, jesteśmy troszkę zwariowani! – ale dobrze wiedzieć, że za tymi przekomarzaniami, mimo upływu lat, wciąż czai się ogrom ciepła i miłości. Dla wieloletniego fana to chyba najważniejsze.

Momenty były

Pirjo: Czy macie jakieś ulubione momenty tego odcinka? Bo dla mnie ciosem prosto w serce było wykonane pod koniec, anielskimi głosikami Carry on my Wayward Son… Pieśń finałowa tym razem podsumowywała romans Braci i ich fanów. Ale choć grande finale zrobił największe wrażenie, to ja i tak nie umiem zapomnieć o mnóstwie drobnych, uroczych detali. Na przykład chwila, gdy bracia wchodzą do szkolnego audytorium i orientują się, na co właściwie patrzą. Nie byli na to gotowi. Albo gdy Dean spogląda wprost w kamerę, czyli na nas. Albo gdy ogląda rekwizyty – zabawkową broń rozłożoną na stole. Albo piosenka Castiela. I mama chłopców… na suficie, w oceanie rysunkowych płomieni. Boy melodrama.

Przemek: Carry On… wygrywa w przedbiegach, ale fakt, mnóstwo uroczych momentów było w tym odcinku. W zasadzie cały się z takich uroczych elementów składał! Mnie najbardziej ujęła chyba inscenizacja wypędzania demonów – genialny pomysł z czarnymi chustami „wylatującymi” z ust aktorów! Jeszcze milszy był nieoczekiwany udział Deana w przedstawieniu – na scenie sczezł (i eksplodował) prawdziwy potwór, co przez publiczność oczywiście zostało wzięte za dobrą monetę. A już najmilszy był moment, gdy prawdziwi Sam i Dean odjechali w siną dal po drodze takiej samej, jak ta z dekoracji. Piękny moment.

Fot. The CW

Fot. The CW

Cathia: Nie będę oryginalna – Carry On My Wayward Son złapało mnie za serce i już nie puściło, podobnie jak wzruszyłam się, kiedy Kaliope powiedziała, co tak naprawdę przyciągnęło ją do tej szkolnej inscenizacji – „Supernatural porusza wszystkie tematy – życie, śmierć, wskrzeszenie i odkupienie. Ponad wszystko jednak opowiada o rodzinie”. Absolutnie genialny był też moment, kiedy Sam, prezentując odznakę, zorientował się, że dokładnie to samo robią ich odpowiedniki na scenie i szybko schował trefny gadżet. Spłakałam się. Oczarowały mnie też wszystkie elementy przywodzące na myśl pierwsze sezony, a o których już wcześniej wspomniałam. Last but not least, Fan Fiction to też drugi odcinek (na 200!), w którym na końcu ryknęłam radosnym wrzaskiem… CHUCK!!!

Mysza: Pozostaje mi ochoczo przytaknąć wszystkim wymienionym smaczkom oraz momentom i dodać dwa od siebie: wyjątkowa, dwusetna czołówka złożona ze wszystkich „kart tytułowych”, które do tej pory pojawiły się w serialu, oraz wspomniany przez Cathię Chuck. Nie wiem dlaczego, ale te ostatnie minuty odcinka wywarły na mnie potężne wrażenie. W chwili, gdy zrozumiałam, że spektakl obejrzał tajemniczy, ukryty przed kamerą „ktoś”, natychmiast wiedziałam – a przynajmniej liczyłam na to – że będzie to Chuck. Fakt, że twórcy zechcieli na ten jeden moment przywrócić tę postać, że udało się sprowadzić z powrotem Roba Benedicta, to, jakie znaczenie dla fanów miała to scena… autentycznie się wzruszyłam. Ostatni raz płakałam tak mocno, jak zmarł Bobby!

Tyrania fandomu

Fot. The CW

Fot. The CW

Pirjo: Porozmawiajmy jeszcze przez chwilę o perspektywie fanowskiej – ten wątek podejmowały ostatnio w swoich fabułach seriale takie jak Sherlock czy Doctor Who i zawsze później pojawiał się zarzut o lekceważące czy też nieprzyjemne traktowanie oddanych wielbicieli. Wydawało się nawet, że twórcy czują się przez fandom nieco zagrożeni i chcą pokazać, że nie ma on wpływu na tworzone przez nich genialne fabuły. Że nie dorasta im do pięt. Tutaj reżyserka przedstawienia i fanka książek z cyklu Supernatural jest postacią całkiem sympatyczną i nie jest tak przerysowana jak fani Szerloka w serialu BBC ani też nie zostaje bezsensownie zniszczona, jak choćby Osgood w Doktorze. Marie broni swoich racji, jest dzielna, inteligentna, odnosi sukces przy pomocy swojej artystycznej wizji, nie jest też stereotypowym, odklejonym od rzeczywistości, żałośnie przerysowanym nerdem. Na tyle, na ile możemy to ocenić, przygotowane przez nią przedstawienie jest naprawdę dobre, mocne, z konkretnym przekazem i świetną muzyką. Fikcja fanowska dostaje błogosławieństwo autora oryginału! Przyznaję, z chęcią obejrzałabym cały musical.

Przemek: Ja też! Rzeczywiście, sądząc z tego, co zobaczyliśmy, był to umiejętnie napisany musical. I masz rację, chyba jeszcze żaden serial nie odniósł się do fanów z taką wyrozumiałością. Dominuje niestety podejście lekceważąco-kpiące, traktowanie wielbicieli jak „no-life’ów”. Co jest nie tylko przykre, ale i krzywdzące. Cieszę się, że z ust bohaterów padają w Fan Fiction słowa „Ty masz swoją wersję, ja mam swoją”. Bo rzeczywiście, dlaczego niby tylko twórca miałby mieć prawo do decydowania, co się dzieje w stworzonym uniwersum? Czy wkład fanów, bez których serialu po prostu by nie było, nie jest równie ważny? Bardzo polubiłem wszystkie biorące udział w przedstawieniu dziewczyny, mam nadzieję, że zrobią jeszcze niejeden musical!

Fot. The CW

Fot. The CW

Cathia: Kiedy przypominam sobie ostatnią fankę, którą w serialu przedstawiono, widzę duuuuży postęp. Becky była zabawna na początku, ale to, co zrobiono z nią w sezonie siódmym, wołało o pomstę do nieba. Szczęśliwie, tutaj dostaliśmy fangirl z tych, które najczęściej spotykam, czy to w sieci, czy na konwentach. Marie jest błyskotliwa, sympatyczna, inteligentna i ma talent, podobnie jak wielu członków Supernaturalowej Rodziny. Jak już mówiłam, ten odcinek to zdecydowanie wirtualny przytul i takie powiedzenie fanom, że ich doceniamy i że wiemy, że jesteście niesamowici, że więcej wśród Was osób takich jak Marie niż jak Becky.

Mysza: Sherlock może i rzeczywiście nie pokazał swych fanów w najlepszym świetle, ale nie oszukujmy się – Supernatural też sobie na wiele względem fanów pozwalało przez te lata. Osobiście zawsze za to twórców podziwiałam. O pozytywach fanowania mówić jest łatwo i jak widać po ogólnej fali zachwytu nad Fan Fiction, odcinek spotyka się z entuzjastyczną reakcją. O wiele trudniej jest spojrzeć też na „ciemne strony” bycia fanem, czy też posiadania fanów, i skonfrontować się z nimi. Cathia ma rację – przeważająca liczba fanów to mądrzy, sympatyczni, utalentowani ludzie z cudownym poczuciem humoru i za to, między innymi, ich ubóstwiam. Imponuje mi jednak fakt, że twórcy się swoich fanów nie boją. Owszem, bez fanów serial nie dotarłby tak daleko, ale to nie znaczy, że fani mogą sobie bezkarnie pozwalać na wszystko. Fajnie, że twórcy potrafią metaforycznie „dać nam po łapach”. Bo nawet jeśli odcinki meta skupiające się na fandomie bywają karykaturalnie przerysowane, zmuszają nas nie tylko do przyjrzenia się swoim zachowaniom, zarówno indywidualnym, jak i ogólnofandomowym, ale także do ich przedyskutowania.

Once More With Feeling

Pirjo: No właśnie, wracając do tematu poruszonego przez Przemka – fanowska fikcja okazuje się tu lepsza niż oryginał, niż „prawdziwe życie” Winchesterów! A co do musicali, wydaje mi się, że ten odcinek ciekawie wpisuje się w zjawisko, jakim są generalnie muzyczne odcinki znanych seriali. Trend zapoczątkowany przez Once More With Feeling w szóstym sezonie Buffy – Joss Whedon przez wiele lat walczył o zgodę na nakręcenie odcinka, który jednak wydawał się decydentom w stacji telewizyjnej pomysłem dziwacznym, bezsensownym i skazanym na porażkę – ma się obecnie doskonale. Od czasów Buffy epizody muzyczne mieliśmy w wielu niemuzyczych serialach, choćby w Community, Grey’s Anatomy, Scrubs, Ally McBeal, House czy w How I Met Your Mother. Czy Fan Fiction jakoś się tu wyróżnia? Co o tym myślicie, dziewczyny?

Cathia: Część seriali zdecydowanie nie nadaje się do tego typu eksperymentów i przyznam szczerze, że kiedy przeczytałam informację, że odcinek jubileuszowy będzie musicalowym, nieco się przeraziłam. Radosne śpiewanie o sprawach poważnych dotychczas, moim zdaniem, wyszło dobrze jedynie we wspomnianej przez Ciebie Buffy, więc miałam naprawdę solidne obawy. Wyszło jednak znakomicie, może właśnie dlatego, że nie zmuszono do śpiewania głównych bohaterów (uzasadnienie mogłoby być nieco wtórne wobec wersji whedonowskiej), choć wiemy, że Jensen Ackles ma głos bardzo ładny. Ciężko mi bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której Sam lub Dean śpiewaliby o prowadzonym właśnie śledztwie, natomiast streszczenie ich historii w sympatycznej piosence wykonywanej przez dziewczynę wcielającą się w rolę wydaje się w tej całej opowieści… autentyczne, nie jest sztuczne. Piosenki też są przesympatyczne, wpadające w ucho, zresztą, można je ściągnąć na iTunes. Nie dziwię się, że były nucone na planie jeszcze przez długi czas, od środy chodzę po domu i śpiewam „John and Mary, husband and wife…” Zważywszy na to, jak bardzo nie mam głosu, mój małżonek przeżywa właśnie męki piekielne.

Mysza: Ja tam trochę żałuję, że Jensen nie miał okazji nic zaśpiewać, ale zgadzam się, że serial musi spełniać bardzo konkretne kryteria, by odcinek musicalowy wypalił. W How I Met Your Mother, Buffy czy Scrubs tego typu zagranie sprawdziłoby się ze względu na komediowy, często autoironiczny, świadomy charakter serialu. Jakby na to nie patrzeć, Supernatural idealnie się w tę kategorię wpasowuje. I choć też miałam obawy co do musicalowego odcinka, udał się on znakomicie. I jako fankę musicali szalenie mnie ujęło, że w Fan Fiction zawarto żarty z m.in. Andrew Lloyda Webbera czy musicalu Rent.

Ballady i Bromance

Fot. The CW

Fot. The CW

Pirjo: Pamiętacie nasz poprzedni Wielogłos? Zastanawialiśmy się wtedy nad zmianami postaci starszego Winchestera i niektórym z nas – nie będę wskazywać palcami! – bardzo się podobał szlajający się wraz z Crowleyem, pełen agresji i buzującej żądzy mordu Demon Dean. Ja miałam nadzieję, że wszystko szybko wróci do normy, że Sammy jednak jakoś swojego brata odratuje. No i odratował, niepokojąco łatwo mu to poszło. Cieszę się i rzecz jasna z rozkoszą oglądam każdą scenę, delektuję się tym, że między braćmi panuje teraz sielanka, idealna zgoda… podkreślona jeszcze w odcinku jubileuszowym. Ale nie jestem zaślepiona, i patrzę uważnie… Powiedzcie mi, czy tylko ja podejrzewam, że Znamię Kaina nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa? Tak, tak, wyjątkowo wredne, przedpotopowe znamiona z pewnością potrafią się komunikować!

Przemek: Ha, bez dwóch zdań jeszcze sprowadzi na Deana kłopoty. Że wyleczenie łatwo poszło, to normalna sprawa – zawsze tak jest, że zagrożenie, które kiedyś spędzało bohaterom sen z powiek, później jest już ledwie warte wzmianki. Dzisiejsi Winchesterowie zaciukaliby żółtookiego demona w godzinkę! Tak czy siak, też mnie ucieszyło wyleczenie Deana, podobnie jak fakt, że jednak bycie demonem na niego wpłynęło – jak nigdy wcześniej po rytuale dał sobie czas na odpoczynek, pozwolił Samowi roztoczyć nad sobą opiekę, nawet przez chwilę rozmawiali o uczuciach! Chyba faktycznie prawdą jest, że po znalezieniu się na dnie można iść już tylko w górę.

Pirjo: No właśnie, dziewczyny. Co Wy myślicie na ten temat? Czy dzięki wzruszeniom odcinka jubileuszowego zmieniłyście zdanie i podoba Wam się pogodzenie Braci? A może odczuwacie głębokie rozczarowanie?

Fot. The CW

Fot. The CW

Cathia: Jestem w jakiś sposób rozczarowana, bo nie po to w zwiastunach sezonu mieliśmy hasła w stylu „The Year of the Deanmon”, żeby to wszystko się skończyło po trzech odcinkach. Jednak, tak jak Pirjo, sądzę, że Znamię Kainowe jeszcze da się we znaki, to jest magia zdecydowanie zbyt potężna, by załatwić to taką kuracją. Inaczej, wybaczcie, poszłoby zdecydowanie za prędko. Owszem, mogłoby się skończyć tragicznie, gdyby nie interweniował Castiel, ale za łatwo to wszystko się potoczyło. Howgh. Podoba mi sie jednak to, że Dean próbuje wyhamować, próbuje znaleźć płaszczyznę porozumienia z młodszym bratem. Może wreszcie te ich rozmowy coś dadzą?

Mysza: Ja odegram Wielogłosowego malkontenta, bo tak szybkie rozwiązanie kwestii demonicznego Dean wywołuje mój głęboki sprzeciw. Abstrahując już od moich osobistych preferencji i tego, że DemonDean był dla mnie, po tylu latach serialu, o wiele ciekawszą, bardziej intrygującą postacią niż ludzki Dean (nawet taki zmagający się z uśpionym Znamieniem Kaina), wyleczenie Deana w jeden odcinek, na dodatek zaledwie trzeci w dłuuugim sezonie, jaki nas jeszcze czeka, wydaje mi się… cóż, nieprzemyślane i zbyt pośpieszne. Oczywistością jest to, że demoniczna przeszłość Deana jeszcze w serialu powróci i że Kainowe Znamię jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa, ale w moim odczuciu sceny flashbacków, nieważne jak okrutne czy poruszające, nie będą miały takiego samego emocjonalnego ładunku, jak gdybyśmy oglądali ekscesy demonicznego Deana „na bieżąco”. Nie wątpię, że z szybkiego wyleczenia Deana tak czy tak wyniknie jeszcze wiele sporów, kłótni i emocjonalnych chwil między braćmi, ale… no… po prostu mi się to nie podoba, no!

Kącik spekulacyj

Fot. The CW

Fot. The CW

Pirjo: Pospekulujmy. Czy po pięciu odcinkach wyłania nam się już może jakiś zalążek metaplotu? O czym będzie ten sezon? Osobiście uszczęśliwiłoby mnie, gdyby Winchesterowie podjęli zasugerowany im przez rozśpiewane dzieciaki temat młodszego brata, Adama. Ta sprawa od dawna domaga się wyjaśnienia! Przecież rodzina jest najważniejsza – czyż nie taka była puenta odcinka jubileuszowego? Dodatkowo mamy rozsypującego się, tracącego moc Castiela, no i nie do końca uregulowaną kwestię Metatrona, wciąż odgrażającego się, że powróci i że przejmie władzę. Niebo jest generalnie „ziemią niczyją”, jeśli tak mogę powiedzieć. Przydałby się mocny lider, na miarę Crowleya z gracją królującego w piekielnych komnatach. A poza tym to myślę, że jesteśmy w idealnym miejscu, pokazała to scena końcowa dwusetnego odcinka: bracia, synowie marnotrawni, razem w swojej stareńkiej, lecz dziarskiej Impali, jadący w kierunku zachodzącego słońca i nowej przygody. Z wzmocnionym poczuciem misji. Carry on

Przemek: No właśnie, parę ostatnich odcinków, a jubileuszowy szczególnie, umiejscowiły serial w ciekawym punkcie. Chciałoby się rzec: sweet spot. Odpoczynek przed ostatnią misją… jakoś tak mi powiało końcem, finałem, chociaż nie wiem, może twórcy Supernatural mają zamiar kręcić kolejne sezony. Ale uwolnienie Adama byłoby wspaniałym questem na zakończenie długiej podróży braci Winchesterów. Cała rodzinka zjednoczona, choć na moment. Albo przynajmniej: bracia ginący w słusznej, heroicznej sprawie.

Co do spekulacji – mamy Znamię, mamy problem z Castielem, mamy wiszące wciąż nad Deanem zagrożenie w postaci żądnego zemsty żołnierza. Te kwestie na pewno będą rozwinięte. Nie wynika z nich żaden wyrazisty metaplot, ale jest to już jakiś początek. Wątek Castiela coś ciągle w tle, przeczuwam, że to stamtąd przyjdą Ważne Rzeczy.

Fot. The CW

Fot. The CW

Cathia: Boję się, że ten sezon będzie nieco rozlazły, bo w tym momencie widzę dwie możliwości. Po pierwsze, sprawy anielskie – janioły są jak zwykle w totalnej rozsypce, w dodatku zamiast po prostu pozbyć się Metatrona raz a dobrze, ten siedzi sobie w zrujnowanym więzieniu i tylko czekam, aż ktoś da się nabrać na te jego piękne słówka. Niestety, byłoby to tak bardzo wtórne… Drugim istotnym wątkiem może stać się Crowley, próbujący wreszcie ogarnąć Piekło oraz tajemnicza rudowłosa kobieta, którą widzieliśmy pod koniec jednego z odcinków. Zważywszy na to, jak potraktowała obsługę hotelową, do dobrych nie należy. Jeśli nie będzie to tylko klon Abaddon (zła ruda, no ileż można!), może wprowadzić sporo zamieszania. W kwestii Adama jestem zapewne w mniejszości, bo po tylu latach w Klatce może pojawić się już tylko jako szaleniec i MOTW, więc wolałabym, byśmy zostawili ten wątek w spokoju. Twórcy ewidentnie o nim pamiętają (w końcu pojawił się na scenie w odcinku jubileuszowym), więc musi istnieć powód, dla którego zostawiają to w spokoju.

Mysza: Trudno przewidzieć, dokąd zmierzają obecnie Winchesterowie. Twórcy wyraźnie zdają się sugerować, że mimo wielu otwartych wątków – umierający Castiel, piekielne problemy Crowleya, bezpańskie niebo, uwięziony Metatron, żołnierz na tropie Deana, nieodżałowany Adam, etc. – pamiętają co jest w serialu najistotniejsze: Sam, Dean i leżąca przed nimi Droga. Szczerze? Nie mam pojęcia, dokąd ten sezon nas poprowadzi. Tym trudniej mi spekulować, bo wciąż nie wiadomo, jaką przyszłość ma sam serial: czy pociągnie jeszcze 2–3 sezony, jak przewidujemy z Cathią? Czy też twórcy spełnią swoje groźby i zaserwują nam kolejne 10 sezonów? Fan Fiction wydaje się wręcz wymarzonym „powrotem do podstaw” i idealnym momentem, by Supernatural się w pewien sposób wyciszyło. W Niebie i Piekle panuje względny spokój, nasi bohaterowie jakoś poskładali się do kupy, chwilowo Ludzkość nie jest w żadnym bezpośrednim zagrożeniu… to świetny moment, by wrócić do odcinków monster of the week, zrestartowania serialu do tego, czym był na początku: historią o dwóch braciach w wypasionej bryce, polujących na potwory w rytm classic rocka. A to co czeka ich za horyzontem? Czas pokaże :)

Pirjo: Podoba mi się Twoja wizja, powrót do korzeni i do tego, co uczyniło serial tak wzruszającym i kultowym. A jak będzie naprawdę? Cóż, to się okaże. Spotkajmy się za kilka tygodni, żeby omówić nowe odcinki!

Fot. The CW

Fot. The CW

Supernatural
S10E05: Fan Fiction, emisja: 12.11.2014

Cathia: mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.

Mysza: fangirl pełną gębą. Geek z przypadku. Nerdette z wyboru. Bezwstydnie dwujęzyczna. Uzależniona od seriali – regularnie ogląda ich ponad 70, a wciąż dochodzą nowe. Chora na słomiany zapał i krótki okres koncentracji, godny Golden Retrievera z ADHD. Leniwiec to jej sekretne zwierzę totemowe. Łatwo kochliwa fandomowo i aktorsko – najchętniej weszłaby w poliandryczny związek z połową mężczyzn (i kobiet) w Hollywood. Cierpi na zaawansowane „gustus eclecticus”, które pozwala jej pochłaniać całą popkulturę bez względu na jej domniemaną jakość. Swoje przemyślenia spisuje na blogu MyszaMovie.

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)