Nie, to nie plakat z kolejnego epizodu Gwiezdnych Wojen, tylko czwarty sezon Homeland. | Fot. Showtime

Siłą rozpędu (Homeland, PREMIERA: S04E01–06)

Nie, to nie plakat z kolejnego epizodu Gwiezdnych Wojen, tylko czwarty sezon Homeland. | Fot. Showtime

Nie, to nie plakat kolejnego epizodu Gwiezdnych Wojen, tylko czwarty sezon Homeland. | Fot. Showtime

Jeśli nie oglądaliście trzech poprzednich sezonów Homeland, czujcie się poinformowani, że lepiej by było, żebyście nie czytali niniejszej recenzji. Z kolei ci, którzy mają za sobą trzy sezony perypetii Brody’ego i Carrie, wiedzą, że fabuła jednego z najlepszych seriali ostatnich lat pędzi jak karuzela, bohaterowie są dobrzy w odcinkach parzystych, by w nieparzystych stać się zdrajcami i paskudnymi terrorystami, chcącymi wysadzić w powietrze przynajmniej całe CIA. Dlatego też ciężko cokolwiek sensownego napisać o paru pierwszych odcinkach czwartej serii, nie uchylając przy tym rąbka fabularnej tajemnicy.

Słowem: uwaga wszyscy, spoilery. 

Fot. Showtime

Fot. Showtime

Nie ukrywam, byłem mocno zdziwiony, gdy dowiedziałem się, że w moje urodziny (5 października) czeka nas premiera czwartej odsłony przygód niezbyt stabilnej psychicznie, ale (chyba) genialnej agentki CIA Carrie Mathison (Claire Danes). Szokująca i kontrowersyjna, aczkolwiek jak najbardziej logiczna i podobająca mi się końcówka trzeciej serii, w której Nicolas Brody (Damian Lewis) dowiedział się, że dźwig budowlany jest naprawdę wielofunkcyjnym urządzeniem w Iranie, świetnie wieńczyła dotychczasowe sezony zabawy w kotka i myszkę między CIA a siatką terrorystów. A tu taka, raczej wywołująca konsternację niż radość, niespodzianka.

Żeby nie było – nie mam problemu z uśmierceniem głównego bohatera. W niektórych produkcjach (choćby Gra o Tron, ale fani Luthera też wiedzą, o co kaman) wysyłanie na tamten świat najważniejszych postaci stało się rzeczą normalną. Cmentarze są pełne ludzi niezastąpionych, a życie i fabuła serialu muszą iść dalej. Jednak w tym przypadku wydaje się, że siłą napędową była fascynująca i skomplikowana relacja między byłym marines i agentką CIA. Cały czas było intrygująco, trzecia seria już trochę naciągana, z nic niewnoszącym do rzeczy wątkiem grumpy daughter, jednak wciąż dobra. Aż chciałem powiedzieć: stało się, amen, chwatit, nie ma takiego serialu, nie ma Brody’ego, dobranoc, przechodzimy do annałów i stamtąd patrzymy, kiedy (jeśli) ktoś zrobi bardziej subtelny i wciągający thriller psychologiczno-szpiegowski!

Ale korciło. Twórcy ulegli grzechowi chciwości i brną dalej. Odcinając kupony od dotychczasowej popularności serii mocno ryzykują, że pójdą w ślady licznych produkcji, które świetnie się zaczynały i trwały, by w ostatnich seriach utonąć w odmętach absurdu i bezsensu, wykopując dołek pod swoją popularnością i bardziej zapisując się w pamięci zbiorowej jako studium katastrofalnych skutków rozdętego ego twórców.

Zatem: rzecz dzieje się pół roku po końcówce trzeciej serii. Carrie awansuje i wraca do pracy w terenie. Jako „Królowa Dronów” (tytuł pierwszego odcinka czwartej serii) podejmuje dość kontrowersyjną decyzję o nalocie na wesele, na którym bawi poszukiwany talib, Haissam Haqqani. Carrie szybko ucieka z bezpiecznego Stambułu do ciekawszego (i groźniejszego) Kabulu, a później Islamabadu, gdzie od razu dochodzi do draki, w wyniku której mocno ucierpi Sandy Bachman (Corey Stoll), szef CIA w Pakistanie. Oficjalnie jest to wypadek, jednak z czasem okazuje się, że we wszystkim maczał palce pakistański wywiad, sam Sandy nie był niewinny (chyba?), co bardzo zainteresuje Carrie i stanie się głównym wątkiem sezonu.

Co więcej, okazuje się, że nalot dronów przeżył młody Ayan Ibrahim, student medycyny, który może okazać się bardzo przydatny amerykańskiemu wywiadowi i trochę wbrew swojej woli wpada między Scyllę Amerykanów a Charybdę bliżej nieokreślonych Pakistańczyków.

Fot. Showtime

Fot. Showtime

Wątki, jak to w Homeland, pączkują jak oszalałe. Pojawią się matczyne dylematy Carrie; ambasador USA w Pakistanie, którą wiele łączyło z byłym szefem CIA i jednocześnie mentorem Carrie, Saulem Berensonem; mąż samej pani ambasador (Marc Moses) tkwiący między młotem a kowadłem oraz konszachty wrednego szefa CIA, Lockharta. Wróci była pracownica CIA irańskiego pochodzenia Fara Sherazi, specjalista od podsłuchów Max oraz Peter Quinn (Rupert Friend).

Peter Quinn. Postać ważna, bo ma – jak się wydaje – wypełnić pustkę po Brodym. Widać między nim a Carrie chemię, dwuznaczność relacji, ale i zgrzyt. Napięcie zasadza się głownie na narastającym kryzysie moralnym Quinna, który do tej pory był twardym jak skała hitmanem CIA, facetem od cholernie brudnej roboty. Tymczasem początek czwartej serii upływa mu pod znakiem wątpliwości w sens tego, co robi. Próbuje nawet wypisać się z całej imprezy, jednak nie odnosi na tym polu znaczących sukcesów. Szybko dołącza do ekipy Carrie, próbującej dojść do tego, co tak naprawdę stało się w Islamabadzie. Szybko okazuje się, że Carrie jest oddana bezgranicznie sprawie. Nie ma większych problemów z wysadzeniem w powietrze paru rodzin, byleby dopaść jednego bandytę. Kto zna Carrie, ten wie, że robota jest tylko sposobem ucieczki od własnych problemów.

Quinn jest rozbity, zaś Carrie popada w pracoholizm, próbując uciec od demonów swojej psyche. Kolega zresztą nieraz porządnie zruga doświadczoną koleżankę. Jedno potrzebuje drugiego, nie jesteśmy jednak pewni, czy relacja między nimi ma charakter jedynie służbowy. Jedno i drugie ma swoje problemy, każde z osobna jest w stanie porządnie namieszać, więc ich spotkanie to gotowy przepis na mieszankę wybuchową.

Fot. Showtime

Fot. Showtime

Czwarta odsłona Homeland dalej trzyma w napięciu, fabuła sprawnie posuwa się do przodu, co rusz pojawiają się nowe postaci, pięknie wykorzystywane są szarości bieżącej sytuacji politycznej. Nie ma dobrych i złych, jedni i drudzy stosują wątpliwie moralnie metody. Drony kontra terroryści. Serial świetnie się wpisuje w nastroje świata zachodniego, który stopniowo leczy się z antyterrorystycznej gorączki, która doprowadziła do dwóch wojen i powstania Państwa Islamskiego.

Mimo to pod skórą czujemy, że ciągnie się to wszystko trochę z musu, siłą rozpędu poprzednich serii. Nie mam wątpliwości, że będzie to lepsze lub gorsze, na dość wysokim poziomie, jednak z tyłu głowy pobrzmiewa, że jest tego trochę za dużo. Fani najpewniej jeszcze wytrzymają, ja niestety też za bardzo lubię Homeland więc do końca będę śledził losy Carrie. Choć coraz mniej ją lubię…

A Brody i tak się w grobie przewraca.

Homeland
S04E01: The Drone Queen, emisja: 5.10.2014
S04E02: Trylon and Perisphere, emisja: 5.10.2014
S04E03: Shalwar Kameez, emisja: 12.10.2014
S04E04: Iron in the Fire, emisja: 19.10.2014
S04E05: About a Boy, emisja: 26.10.2014
S04E06: From A to B and Back Again, emisja: 2.11.2014

Paweł Słoń

Współautor at dobryfilmzlyfilm
Politolog z wykształcenia i powołania. Jako Współautor tworzy wraz z Karoliną Rybicką połowę duetu bloga DobryFilmZłyFilm. Publikował m.in. w „Znaku” i „Vice Polska”. Strefę komfortu opuszcza rysując komiksy, spisując wspomnienia z Malezji i bawiąc się w DJ-a.