For. ITV

Mistrzowie lajfstajlu (Downton Abbey, FINAŁ: S05E04–08)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Jeżeli masz ulubioną restaurację, a w niej ulubione danie, to od czasu do czasu musisz tam pójść, zamówić dokładnie to, co zwykle i z przyjemnością delektować się znajomym smakiem. Upewniając się, że jest identyczny jak poprzednim razem. Prawda?

Coś takiego mam z Downton Abbey. Wiem, czego się spodziewać (wyidealizowanej wizji świata, zaspokajającej potrzeby estetyczne oraz wstydliwą potrzebę melodramatu), a czego na pewno nie będzie (zaskoczeń). I dlatego właśnie sezon numer pięć całkiem mi się podobał. W serialowej restauracji jeszcze raz dostałam dokładnie to, o co prosiłam.

Fot. ITV

Fot. ITV

Więcej konkretów? Proszę uprzejmie. Mocną stroną sezonu było na pewno dalsze eksplorowanie więzi ewoluujących od początku serialu. Takich jak małżeństwo pana domu, Lorda Grantham, a także trwająca od zarania DA przyjaźń Lorda z Isis. Pies jest w końcu najlepszym i najwierniejszym towarzyszem człowieka. Albo związek dwóch starszych pań, Isobel i Violet, które najpierw nie za bardzo się lubiły, potem dotarły się i zżyły ze sobą, aż wreszcie nie mogą funkcjonować oddzielnie, a obserwowanie ich reakcji na zmiany autentycznie wzrusza. Gdzieś w tle majaczy wzorcowa relacja Małgorzaty Linde i Maryli Cuthbert z kolejnych tomów przygód Ani z Zielonego Wzgórza. Bogata w trafne dialogi i uwagę zwróconą na drobiazgi życia codziennego, gęsta i wielobarwna przyjaźń, którą cudownie się obserwuje. Scenarzystom należą się podziękowania za wprowadzenie do fabuły wątków romansowych właśnie dla tych dwóch bohaterek – to rzadkość we współczesnych serialach, a być może także przewaga pokazywanych na ekranie „dawnych czasów”.

W Downton nikt nie oburza się ani nie podśmiewa, gdy kobieta po sześćdziesiątce ogłasza swoje zaręczyny i planuje kolejne małżeństwo. Odnoszę wrażenie, że w dzisiejszym świecie jesteśmy mniej tolerancyjni pod tym względem i stygmatyzujemy osoby w starszym wieku, zamiast je szanować i respektować ich prawo do miłości oraz odważnego decydowania o własnym losie. Isobel zaręcza się więc z lordem Mertonem (żal mi, przyznam, doktora Clarksona, który od dawna zabiegał o jej względy), a w życiu Lady Violet pojawia się amant z przeszłości i dzięki ogromnemu kunsztowi aktorskiemu ich romans nie jest kuriozalny, jest gorący! Bardzo cieszy, że Maggie Smith dostała coś więcej do zagrania, przestała być tylko instytucją doradczą dla całej familii i fabryczką błyskotliwych bon-motów. Zresztą niesamowicie ubawił mnie też wątek służby w jej domu – o wiele żywszej i świeższej niż smętne w tym sezonie wyczyny pracowników posiadłości w Downton. Spratt i Denker! Czekam na ich kolejne wojny podjazdowe!

Fot. ITV

Fot. ITV

To by był chyba mój kardynalny minus: drętwota „pod schodami”. Poza klasycznym i pięknym wątkiem memoriału upamiętniającego bohaterów wojennych oraz tematem miotającej się między różnymi wpływami, ambicjami, źródłami nacisku kuchareczki Daisy nie mieliśmy w zasadzie nic ciekawego. Biedni, przeklęci chyba przez los Anna i Bates znów są w tarapatach i doprawdy już nie mogę znieść serii nieszczęść, jakie się im ciągle na nowo przytrafiają. Dostaliby wreszcie szczyptę happy endu, spokojny rok, pierwsze dziecko, należy im się nieco relaksu od Hiobowej dramy! Wątek „prawdziwej historii” pokojówki Baxter był mdły, Molesley nie okazał się w tym sezonie dość zabawny i nie miał nic do zagrania. Mój ulubieniec Thomas coś tam kombinował, ale niewiele, nie odstawił żadnego epokowego numeru, jego tricksterskie moce przygasły. Nie przekonał mnie wprowadzony nagle i równie szybko rozwiązany temat walki bohatera z własną orientacją seksualną. Thomas po prostu nie miał co robić.

Znacznie lepiej było na salonach. Cieszę się, że Lady Mary, jedna z najbardziej przeze mnie lubianych postaci, w toku tego sezonu wyszła z żałoby, wyraźnie odżyła i choć nie jest jeszcze gotowa na nowy rozdział w swoim życiu, to zamknęła właśnie stary. Nowe suknie, nowa fryzura, kilka szaleństw w jej stylu, wyścigi konne, wyraźne własne zdanie w sprawach rodzinnego majątku i aktywne testowanie kandydata na męża – niewątpliwie Mary bierze sprawy w swoje ręce. Za Gillinghamem nie przepadałam od początku, więc cieszę się, że nie został wybrankiem dziedziczki. To bardzo dobrze świadczy o jej guście! O wiele bardziej podoba mi się Charles Blake, niestety zesłany teraz na kilka miesięcy do Polski – może wróci w sam raz na odcinek świąteczny? To dla mnie taki typ chłopaka, który tworzy z tobą od razu pewną sekretną komitywę, specjalną więź, front „my przeciwko reszcie świata” i na dodatek chętnie wychodzi poza granice konwenansu, w perspektywę meta – bierze siebie i swą towarzyszkę poza pewien nawias, co jest oczyszczające i upajające, szczególnie w miejscu spętanym konwenansem.

Fot. ITV

Fot. ITV

Pamiętam zabawne scenki gospodarskie z zeszłego sezonu (arystokratyczny Woodstock, taplanie się w błotku po nocy, wraz ze świnkami, anyone?), a teraz mieliśmy przeprowadzoną wzorowo intrygę ze swataniem porzuconego Gillinghama i udawanymi pocałunkami. Mary czuje się dobrze w nieco awanturniczym towarzystwie Blake’a, ten kandydat dostarcza jej rozrywek, jest kumplem, pozwala młodej wdowie być po troszę dzieckiem – widzi w niej dziecko, podczas gdy reszta zewnętrznego świata dostrzega Królową Śniegu. Ich wyskoki są ekscytujące, ale bynajmniej nie są ryzykowne, nie przekraczają granic bezpieczeństwa – wręcz przeciwnie, Blake zapewnia „towarzyszce zabaw” duży komfort. Podsumowując, nie miałabym nic przeciwko takiemu zamążpójściu panienki Mary, ale muszę przyznać, że moje najgłębsze sympatie leżą gdzie indziej. Wiem, że pewnie na takie rozwiązanie nie ma szans, jednak najchętniej widziałabym Mary w małżeństwie z Tomem Bransonem. Ta dwójka ma wspólne cele i poglądy, doskonale się dogadują, ich dzieci wychowują się razem. Oboje są w pełni oddani rodzinie Crawley i kochali tę samą Sybil. Byłabym szczęśliwa, gdyby Tom zdecydował się zostać w Downton, a do tego potrzeba mu nowej żony!

No właśnie, choć świat się zmienia i wszyscy włącznie ze służbą rozmyślają o przyszłości, konwenanse trzymają się mocno. Mezalianse, zdrady, romanse pozamałżeńskie, nieślubne dzieci, seks przed ślubem, postawy antysemickie, homofobia i niechęć wobec osób z niższych klas – te wszystkie problemy pojawiły się w sezonie piątym i mąciły sielankową powierzchnię. Najbardziej irytującym był chyba temat sekretnego dziecka Edith, odważnej dawniej i postępowej dziewczyny, obecnie zaślepionej instynktem macierzyńskim, myślącej skrajnie nieracjonalnie, zaszczutej, monotematycznej, niezdolnej do podjęcia inicjatywy, poza może finałowym, desperackim aktem. Przykro było na to patrzeć! Dobrze, że niekomfortowy wątek mniej więcej się rozwiązał, sekret rozszedł po kościach, okazał być burzą w szklance wody, hałasem o nic.

Fot. ITV

Fot. ITV

O wiele przyjemniejszym tematem, choć niekoniecznie pozbawionym nudy, był prędki związek i zamążpójście Rose. Po licznych problemach z tą młodą bohaterką wydanie jej za „wystarczająco dobrego” kandydata sprawiło, że Crawleyowie odetchnęli z ulgą, i pośpiech bynajmniej im nie przeszkadzał. Mąż jest bogaty, sympatyczny, spolegliwy. Ma białą skórę, należy do właściwej klasy społecznej i na dodatek „nie widzi świata” poza śliczną żoną. Dość już skandali! Ten wątek najmocniej chyba pokazał, jak głęboko pewne uprzedzenia są w Downton zakorzenione.

Można powiedzieć: oceniajmy ich nie po tym, co potępiają, ale po tym, ku czemu dążą, co zasługuje na ich aprobatę! I w sumie ta kolonialna z ducha, „uprzywilejowana” warstwa dodaje scenariuszom nieco dwulicowości, nieco mroku. Sielanka podszyta jest – w swoich spodnich, intymnych warstwach, pod powierzchnią hierarchii, zabawy i angielskiej uprzejmości – pierwotną nierównością. Ciemniejszą stroną Orderu Imperium Brytyjskiego.

Ale to pod spodem, w ukryciu. W warstwie zewnętrznej mamy przede wszystkim to, o czym pisałam ostatnio: nieskończone okazje do świętowania. Bale, rauty, wyścigi i pikniki, proszone herbatki, wyjazdy do Londynu, zapraszanie gości na wieś. Życie towarzyskie kwitnie sobie w najlepsze, nie ma odcinka bez wystawnej celebracji arystokratycznego lajfstajlu, lajfstajl ten każdorazowo ugruntowującej i legitymizującej.

Po Gwiazdce i specjalnym odcinku Downton Abbey nie spodziewam się niczego mniej. Ulubione dania przygotowane wedle tradycyjnych receptur to przecież nie tylko znajome restauracje, to przede wszystkim klasyczne pozycje świątecznego menu! A miesiąc przerwy zaostrzy tylko mój apetyt.

Downton Abbey
S05E04–08, emisja: 12.10–9.11.2014

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.