Pionowa składowa dziejów, czyli dlaczego magia jest najgorszą rzeczą, jaka mogła przydarzyć się Westeros? Część II

Poniżej znajduje się druga część artykułu. Przejdź do części pierwszej.

Moralno-naukowa szara strefa

Drugim potencjalnym ograniczeniem może być religia. Z kart książki nie dowiadujemy się co prawda wiele o doktrynie wiary w Siedmiu, ale… za co właściwie Cytadela pozbawiła Qyburna łańcucha jego profesji? Czyżby wykonywał jakieś zakazane (wzorem naszego średniowiecza) sekcje zwłok albo inne badania, które bogobojna maesterska starszyzna uznała za ingerencję w boskie prawa lub ich pogwałcenie? Reakcja serialowego maestra Pycelle’a na próby ratowania Gregora Clegane’a sugeruje przekroczenie przez Qyburna jakiegoś poważnego moralnego i/lub religijnego tabu, książki jednak podają w tym względzie zbyt mało danych, by precyzyjnie określić co konkretnie Qyburn ma na sumieniu. Niezależnie od tego, na czym polegały jego eksperymenty, pomogły mu one osiągnąć biegłość w sztuce medycznej, czego namacalnym dowodem jest życie oraz większość przedramienia Jaimiego Lannistera. Z drugiej jednak strony przedstawienie Qyburna w książce oraz serialu na kilometr zalatuje toposem szalonego naukowca à la Victor Frankenstein, by nie rzec doktor Mengele. Jego zachowanie i sposób wypowiadania się nie pomagają rozproszyć snującego się nad jego aparaturą i stołem operacyjnym miazmatu czegoś bardzo, bardzo nie w porządku – co świetnie zostało wydobyte w serialu. Tom piąty nie przynosi odpowiedzi na pytanie czy dziwne zachowanie Góry, o, pardon, sir Roberta Stronga, jest wynikiem traumy pooperacyjnej, czy może nasz eks-maester dopuścił się na nim czegoś nieetycznego (lobotomia?), jednak absolutnie nie buduje to zaufania ani do niego osobiście, ani do profesji medycznej jako takiej. Jeśli zaś swoje wyniki Qyburn zawdzięcza jednak jakiejś formie magii, stawiałoby go to bliżej Melisandre i j jej magicznych pijawek niż maestra Luwina.

Qyburn Mengele

Oświetlenie i perspektywa nie pomagają ocieplić wizerunku Qyburna. | Fot. HBO via gameofthrones.wikia.com

Magia, panie! Czyli dlaczego i jak płonie obsydian

Pamiętacie, jak maester Luwin opowiadał Branowi o obsydianowych świecach, które młodzi adepci maesterskiej Cytadeli mieli próbować rozpalić w ramach próby wykazania im bezcelowości studiowania kunsztów magicznych? Uwaga skupia się tutaj na magii, w którą Bran uparcie wierzy, a któremu, jak wiemy, autor w końcu przyzna rację nad Luwinowym szkiełkiem i okiem. W opowieści starego maestra jest jednak głęboka mądrość, która umyka tym, do których bardziej przemawia czucie i wiara małego Brana. Człowiek, który odkrywa, że magia nie działa, zwraca się ku innym metodom, by nagiąć lub złamać prawa natury – które zresztą najpierw musi w tym celu dogłębnie poznać. W momencie, gdy świat zachowuje się wbrew wszelkim prawidłom because magic, umysł ludzki, po pierwszym szoku i niedowierzaniu, rozleniwia się: nie docieka, nie bada, nie poszukuje. Po co zastanawiać się, jakim sposobem obsydian płonie, a smok utrzymuje się w powietrzu, skoro wyjaśnienie jest zawsze to samo – magia, panocku? Magia zabija ciekawość i wynalazczość – skoro wszystko da się zrobić lub uleczyć za pomocą magii, to po co wymyślać inną metodę? Magia to zastój, to świat, w którym potomkowie bohaterów Pieśni Lodu i Ognia będą budować swoje zamki i statki w dokładnie ten sam sposób, co ich przodkowie, jak oni będą orać swoje pola parką wołów, jak oni będą umierać na czarną ospę i od gorączki połogowej, jak oni będą pisać przy świecach na pergaminie lub welinie gęsim piórem. Co zrobi większe wrażenie na potencjalnym adepcie sztuki leczniczej i kogo będzie chciał on naśladować – maestra potrafiącego uśpić pacjenta do zabiegu lub opatrzyć ropiejący kikut nie przyprawiając delikwenta o śmierć na sepsę, czy raczej kapłanów Rh’llora, którzy wskrzeszają zmarłych mamrocząc zaklęcia nad ogniem?

Maester Aemon

Władza, zaszczyty, kobiety? Dzięki serdeczne, wolę naukę i święty spokój. | Fot. HBO via gameofthrones.wikia.com

W tym momencie aż prosi się o kontrę: a co, jeśli największy rozwój technologiczny Westeros to właśnie czasy Targaryenów i ich magii? Pomyślmy tylko: sama Czerwona Twierdza czy Sept Baelora to fantastyczne osiągnięcia architektury. A opracowany za ich czasów dziki ogień, który tak fascynował zwłaszcza ostatnich członków tego rodu? Może świadczyłoby to o tym, że magia jednak napędza rozwój? Kusząca hipoteza, jednak okazuje się, że to tylko pozór: jeśli, dajmy na to, Sept Baelora wzniesiono przy pomocy magii, a nie obliczeń architektonicznych, rusztowań i machin budowniczych, to mimo wspaniałego budynku, który powstał, nie dokonał się tak naprawdę żaden postęp w architekturze czy budownictwie, a technologia stoi w tym samym miejscu, co przed jego wzniesieniem. Po odejściu magii Westeros będzie tym samym bezradnym technologicznie miejscem, co poprzednio – jak dziecko, które zamiast próbować chodzić samo, opierając się o ściany i czasem przewracając, jeździ chodzikiem i nie jest w stanie samodzielnie ustać, gdy mu się ten chodzik odbierze. Magia jest powodem, dla którego w Westeros średniowiecze długo jeszcze się nie skończy.

Strumień kontra staw

To zresztą nie przypadek, że Westeros i inne uniwersa rządzone magią i mieczem mają ustroje społeczno-ekonomiczne wzorowane właśnie na tej epoce (czy raczej, różnych fazach tej epoki). Jakimś czynnikiem jest tutaj na pewno tęsknota za czasami, gdy świat wydawał się mniej skomplikowany niż obecnie (bardzo zresztą niesłusznie), a procesy zachodzące w naturze wydawały się równie magiczne i niepojęte, jak nam przywracanie zmarłych do życia czy ziejące ogniem smoki. Takie światy mają swój niezaprzeczalny urok, ale z ręką na sercu – kto z Was faktycznie chciałby mieszkać na co dzień w Westeros, nie jako śpiący na złocie potomek Lannisterów czy leżąca i pachnąca dama dworu, ale jako zwykły człowiek zarabiający na chleb? Pomijając już kwestie społeczno-prawne (awans społeczny w ustroju feudalnym w czasie pokoju to ciężka sprawa), temu światu brakuje twórczego fermentu, brakuje nadziei na zmianę i lepsze jutro, brakuje woli i energii, by tę zmianę zacząć wprowadzać już dziś, brakuje – no właśnie, pionowej składowej wektora historii. Westeros z pierwszego tomu ASoIaF nie wyglądało może, jakby stało u progu skoku cywilizacyjnego, ale dzięki maestrom miało szansę na stopniową ewolucję i rozwój. Westeros, do którego na smoczych skrzydłach wróciła magia, ma za to wszelkie perspektywy, by na zawsze już pozostać stojącym stawem z nenufarami – prześlicznym, ale na dłuższą metę nudnym.

Game of Thrones / Gra o Tron
fantasy
HBO, 2011–

Narvienn

Chaotic Good, Krukonka, anglistka i tłumacz z wykształcenia, przewodnik górski z zamiłowania. Interesuje się wszystkim od martwych języków po geologię, świetnie sprawia wrażenie, że zna się na wielu rzeczach, a w wolnych chwilach parodiuje ulubione obiekty swojego fanowstwa (np. Ksiądz Kto czy Drużyna K) i kaligrafuje. Od lat stara się wpaść na pseudonim, który umiałby wymówić ktokolwiek poza nią, na razie bez powodzenia.