Fot. Marta Weronika Najman

Spotkania z serialami (Serialkon, 2014)

Artykuł nie zawiera spoilerów, albowiem jest relacją z wydarzenia.

Pirjo: Serialkon i po Serialkonie. Przede wszystkim jestem dumna, że wypaliło i że pomysł, na który wpadliśmy jakieś pół roku temu, udało się z takim rozmachem i w tak krótkim czasie zrealizować. Znaleźliśmy bardzo fajnych współorganizatorów – Krakowskie Smoki – a Biblioteka i Arteteka w Krakowie zdecydowały się udostępnić nam swoje przytulne, kolorowe sale. Zacznę więc oficjalnie, od podziękowań dla tych, którzy przyczynili się do organizacji, pomagali w trakcie, dla gości, którzy przyjęli nasze zaproszenie, no i dla fanów seriali, czyli dla Was, drodzy czytelnicy, że zdecydowaliście się odwiedzić Serialkon. Nawet nie wiecie, jak cudownie jest obserwować, gdy pomysł – słowo rzucone w przelocie, myślenie życzeniowe, zarysowany nieśmiało plan – staje się ciałem.

Na czym nam zależało? Na stworzeniu takiego wydarzenia, na które sami chcielibyśmy pójść i dyskutować, pławić się w obecności osób, dla których seriale są tak jak dla nas ważną częścią codzienności, a często zajmują w sercach miejsca wyjątkowe. Platformy porozumienia, w ramach której to one będą na pierwszym planie. Na zaproszeniu osób, które o serialach piszą na swoich blogach i stronach internetowych, piastując funkcję ekspertów. Albo uczą o nich na uniwersytetach. A jak Wam się podobał Serialkon, Przemku? Arturze? Jego pierwszą część spędziliście na akredytacji. Praca u podstaw…?

Fot. Cathia

Fot. Cathia

Przemek: Owszem, ale bardzo przyjemna! Fajnie było zobaczyć jeszcze przed rozpoczęciem tylu podekscytowanych Serialkonem ludzi i super było móc im zaoferować spis wszystkich przygotowanych pieczołowicie atrakcji wraz z małym prezencikiem od sponsorów (CD-Action i Fantasy Comics). Dostaliśmy na stanowisku akredytacyjnym duże wsparcie ze strony wolontariuszy i ochrony, więc mogliśmy nawet zacząć wpuszczać ludzi wcześniej, niż to było planowane. No i oszczędziły nas listopadowe deszcze! Co miało duże znaczenie także po akredytacji, bo między udostępnionymi nam salami Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Arteteki trzeba się było przemieszczać, by dotrzeć na kolejne punkty programu. Przyznam, że czuję się pozytywnie zaskoczony tak licznym przybyciem uczestników na nasz nowiutki, raczkujący konwent oraz ich entuzjazmem. Dla mnie Serialkon to przede wszystkim okazja do spotkania ludzi równie mocno jak my zakręconych na punkcie seriali – więc cieszę się, że atmosfera była życzliwa. Zdecydowanie czułem się „wśród swoich”.

Artur: Dyżur na akredytacji był świetną okazją, żeby zobaczyć, że miłość do seriali nie zna ograniczeń wiekowych: niektórzy przychodzili (czy raczej przyjeżdżali) ze smoczkiem w ustach, inni już trochę odrośli od ziemi; była też garstka osób, w odniesieniu do których przyjęte w fandomie fantastycznym „Ty” nijak nie chciało przejść przez usta… A wszyscy połączeni wspólną pasją. Bardzo miłe doświadczenie.

Fot. Tamari Jvarsheishvili i George Sujashvili

Fot. Tamari Jvarsheishvili i George Sujashvili

Pirjo: Nasze zaproszenie przyjęło wiele znanych postaci piszących o serialach. Kasia z bloga Zwierz Popkulturalny, Ania z Mysza Movie, Paweł z bloga Zombie Samurai, Olga z Popmoderny, o Supernatural opowiadała Cathia, która jest niekwestionowaną ekspertką i królową tego fandomu. Długo można by wymieniać. Oczywiście my także wzięliśmy udział w dyskusjach i przygotowaliśmy kilka punktów programu. Była to szansa spotkania naszych autorów w świecie rzeczywistym. W bloku akademickim pojawiły się osoby związane z działającą przy Katedrze Porównawczych Studiów Cywilizacji UJ grupą Fantastyka i mit, a także pracownicy i doktoranci Instytutu Religioznawstwa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Okazało się, że granice między perspektywą fanowską i akademicką nie są w żadnym wypadku przepaścią. Osoby wyrosłe z fantastycznego fandomu piszą doktoraty, a profesorowie fascynują się serialami i analizują je przy pomocy wyrafinowanych, naukowych teorii. Jakie wrażenia z kontaktu z czytelnikami, Arturze? Przemku?

Przemek: Bardzo pozytywne. Punkty programu, w których brałem udział – prelekcja o Doctorze Who, panele o DW, Hannibalu i antologiach telewizyjnych – miały liczną, życzliwą i zaangażowaną publiczność, co zawsze ogromnie podnosi komfort uczestników, a gdy uczestnicy są rozluźnieni, zaraz i dyskusje toczą się ciekawiej. Tak było zwłaszcza przy Hannibalu, kiedy to panowała zaskakująco ciepła atmosfera. Także pomiędzy punktami programu widziałem nie znudzonych, zmęczonych ludzi, tylko pełnych energii miłośników seriali. Pojawił się nawet przesłodki mały Dalek!

Co bardziej fandomowe wystąpienia można było z daleka rozpoznać – po żywiołowych śmiechach, okrzykach i oklaskach. Niektóre wydarzenia, np. konkurs wiedzy o Grze o tron prowadzony przez naszego autora, Katona, czy prelekcja Joanny Kucharskiej o hatewatchingu, przerodziły się spontanicznie w dyskusje z publicznością. Inne, jak choćby warsztaty religioznawcze dr Przybył-Sadowskiej czy wystąpienie Olgi Szmidt o feminizmie, imponowały przemyślaną strukturą wypowiedzi i naukowym zacięciem. Połączenie na Serialkonie perspektywy fanowskiej z akademicką sprawiło, jak sądzę, że ludzie o różnym stopniu serialowego zakręcenia mogli znaleźć coś dla siebie. Z mojej perspektywy największą publiczność przyciągnęły osoby, o których wspominasz, Pirjo – Zwierz, Mysza, Zombie Samurai… I nic dziwnego, to przecież sympatyczni, interesujący ludzie, znakomicie zorientowani w swoich „dziedzinach”. Wielu z twórców programu spotkałem na Serialkonie po raz pierwszy i bardzo chętnie spotkałbym ich wszystkich ponownie!

Fot. Tamari Jvarsheishvili i George Sujashvili

Fot. Tamari Jvarsheishvili i George Sujashvili

Artur: Dodam, że Serialkon był dla mnie dużym zastrzykiem energii, którą dało się poczuć nie tylko w czasie prelekcji czy paneli, ale też przechadzając się po prostu po budynku Arteteki – wszędzie uśmiechy, wianki, przebrania.

Najprzyjemniejsze były dla mnie zdecydowanie panele – zarówno te, w których uczestniczyłem, jak i te, które obserwowałem. Lubię prelekcje, które pozwalają jednej (a czasem dwóm, w końcu co dwie głowy to nie jedna) osobie wgryźć się w temat, ale panele też mają swoje zalety: zestawienie kilku odmiennych osobowości i perspektyw. W zestawieniu z „wykładowymi” prelekcjami (zdarzają się wyjątki, czego najlepszym przykładem prelekcja Asi Kucharskiej) panele charakteryzują się o wiele bardzo wyluzowaną atmosferą konwersacji. Biorąc w nich udział, łatwiej się odprężyć i cieszyć sytuacją – spotkaniem z ludźmi, którzy lubią to, co ty.

Pirjo: No właśnie, panele i prelekcje… Oprócz otrzaskanych w przemawianiu do tłumów i formułowaniu zgrabnych wypowiedzi blogerów czy pracowników naukowych mieliśmy osoby debiutujące i często mocno zestresowane. Uważam, że nie można ich wszystkich wrzucać do jednego worka i oceniać zbyt surowo. Wszyscy przecież kochamy seriale! Ja genialnie bawiłam się na wspomnianym przez Ciebie bloku dyskusyjnym o Hannibalu, co chwilę wybuchałam śmiechem. Czy Hannibal prowadziłby tumblr z modnymi krawatami, blog kulinarny czy instagrama o jelonkach? A może wrzucałby cytaty z Coelho? Czy „ziomans” Lectera i Willa prowadzi „przez żołądek do serca”? Aż dziwne, że o tak mrocznym serialu można rozmawiać z taką czułością. Ten panel był niespodziewaną gwiazdą w środku dnia, przestrzeń prelekcyjna pękała w szwach.

Świetna i dynamiczna była też dyskusja na temat przyszłości uniwersum Doctora Who, z bardzo kompetentnymi i wygadanymi prelegentami. Przyjemnie jest słuchać poważnych, treściwych wypowiedzi o czymś często lekceważonym jako „serial dla dzieci i zdziwaczałych nerdów”. Ale także dowiedzieć się, którego Doktora kto lubi i dokąd by się wybrał, gdyby miał szansę na wycieczkę TARDIS. Wiele wzruszeń i emocji wywołały konkurs oraz warsztaty wiedzy o GoT, ze wszystkich stron napływają pochwały dla prelekcji Olgi Szmidt z Popmoderny na temat seriali, w których na pierwszym planie mamy grupę kobiet i wątki kobiece, oraz dla prelekcji Rusty Angel o wątkach LGBTQ. Największe oklaski dostała Cathia, a na jej pogawędce o świecie Supernatural panowała najmilsza, rodzinna, szampańska wręcz, atmosfera. Jaki fandom, takie prelekcje? Podobne uczucie swojskości zapewnili chłopcy z Geekozaura, opowiadający o najlepszych – ich zdaniem – serialach w historii. Zwierz zachwyciła na żywo, a także zmusiła do myślenia – dlaczego TAK NAPRAWDĘ lubimy Downton? A seriale brytyjskie?

Hitem końcówki dnia była prelekcja doktora Adama Anczyka z Instytutu Religioznawstwa UJ. W ramach programu mieliśmy wydzielone bloki tematyczne o Doctorze Who (konwent wypadał dokładnie w dniu 51 rocznicy narodzin serialu), o religii w serialach oraz o płci w produkcjach telewizyjnych. Czy coś szczególnie przyciągnęło Waszą uwagę? Jak wspominacie ich poziom?

Fot. Marta Weronika Najman

Fot. Marta Weronika Najman

Przemek: Ja osobiście najlepiej się bawiłem na panelu o Zagubionych – częściowo dlatego, że właśnie ta produkcja zapoczątkowała moją miłość do seriali w ogóle, a częściowo, ponieważ uczestnicy dyskusji mieli bardzo różne spojrzenia na Lost, co dało ciekawe efekty. Kto by pomyślał, jak mocno będzie się różnić doświadczenie widza, który wciągnął się przy drugim sezonie, od wrażeń osoby, która „nadrobiła” całość już po finale serialu? Także na pytanie „co najbardziej w tym serialu cenicie?” padły fascynujące odpowiedzi – np. zaskoczyło mnie zdanie Piotra Sterczewskiego, że można Lost oglądać przede wszystkim dla różnych nowatorskich sposobów opowiadania historii (retrospekcje, futurospekcje itp.).

Wspomnę też, że fantastycznie prowadziło mi się z Arturem prelekcję doktorową, podczas której zastanawialiśmy się, co stanowi cechę wyróżniającą „prawdziwe science fiction” oraz czy Doctor Who ten ideał realizuje. Pozwoliliśmy sobie też na parę przytyków pod adresem co większych naukowych absurdów w serialu, w czym entuzjastycznie sekundowała nam publika – z każdego kąta sali padały kolejne przykłady. Miałem nawet okazję posprzeczać się krótko z jedną osobą o to, jak zgodnie z prawami fizyki zachowałby się w pamiętnym odcinku kosmiczny Titanic! A jednak mimo tych drobnych złośliwości atmosfera była naprawdę przyjazna, bo czuć było, że przecież tak naprawdę wszyscy kosmitę o dwóch sercach kochamy.

W kwestii paneli zgadzam się w pełni z Arturem – właściwie wszystkie, o które miałem przyjemność zahaczyć, wypadły dla mnie świetnie – to bardzo wdzięczny i wciągający format. Nawet dyskusja o czymś tak, zdawałoby się, banalnym jak antologie telewizyjne przyniosła interesujące wnioski. Czy wiedzieliście na przykład, że w latach 50. emitowano w USA „składanki” złożone z niesprzedanych pilotów seriali, a dzisiejsze Community też można zdaniem Joanny Kucharskiej uznać za – nietypowy – przykład formatu antologii? Z innych wystąpień – też słyszałem dużo dobrych słów o wystąpieniu Olgi Szmidt, jak również o refleksjach Zwierza nad Downton Abbey. Zasłyszałem też wiele entuzjastycznych reakcji na prelekcję Karoliny Rybickiej o Szekspirze na YouTube’ie. Myślę, że przeważająca większość twórców programu była rzetelnie przygotowana i to zaowocowało wysokim poziomem. A słabsze momenty? No cóż, zawsze są. Niektórzy nie do końca swój wywód przemyśleli; innych, jak to bywa, pokonał stres – tym życzę mniejszej tremy w przyszłości. Jestem pewien, że za rok będzie lepiej.

Artur: Przyznam szczerze: zadania organizatora/twórcy programu, trema przed własnymi wystąpieniami, a także potrzeba zjedzenia ciepłego posiłku w ciągu dnia sprawiły, że niewiele podczas Serialkonu zobaczyłem. Obfitość programu mierzę więc przede wszystkim liczbą ukłuć w sercu o każdej pełnej godzinie, gdy widziałem, ile tym razem mnie ominie. Nie zdarzył się slot, podczas którego nie pojawiłbym się chętnie na chociaż jednym punkcie programu, a najczęściej było ich więcej, tak że nawet bilokacja by nie wystarczyła. Tym bardziej się cieszę, że dopełnieniem Serialkonu będzie publikacja przynajmniej części prelekcji.

Fot. Pirjo Lehtinen

Fot. Pirjo Lehtinen

Pirjo: Z sygnałów, które do nas docierają, a także z tego, co sami zaobserwowaliśmy i poczuliśmy podczas wydarzenia, możemy wydać ocenę, że było ono więcej niż udane. Wiele osób czekało na dokładnie taki event, trafiliśmy świetnie z tematem, a i formuła mieszająca klasyczne prelekcje z debatami oraz konkursami wzbudziła entuzjazm. Program wydarzenia ogłosiliśmy z dużym wyprzedzeniem, więc nie było rozczarowań typu „kupowanie kota w worku”. Podczas Serialkonu panowała iście świąteczna, a równocześnie wyluzowana atmosfera, która często towarzyszyła uczestnikom jeszcze przez kilka kolejnych dni. Akredytacja przebiegła sprawnie, mimo że ludzi było sporo. I choć niektóre, mniejsze sale zapakowane były „na styk” podczas co popularniejszych prelekcji, to nikogo nie musieliśmy odprawić z kwitkiem, wszyscy chętni weszli na Serialkon i mogli uczestniczyć w wybranych punktach programu. Oznakowanie sal i budynków też było w większości przypadków chwalone, tak samo praca wolontariuszy, którzy pomagali zorientować się w bibliotecznych labiryntach. Stoiska z gadżetami i Games Room poszerzyły ofertę rzeczy, które można było robić podczas Serialkonu.

Jeszcze dziś, gdy przymknę oczy, słyszę gwar, śmiech, widzę dziewczyny w wiankach i ludzi we wspaniałych kostiumach! I już tęsknię! Wszyscy wypytują nas o kolejne edycje, więc spieszę zapewnić, że choć nie możemy tego na razie oficjalnie potwierdzić, to oczywiście mamy w planach następny Serialkon, tym razem dwudniowy i skierowany do jeszcze większej grupy osób. Większej, ale nie gigantycznej – na ten moment podoba nam się kameralny i pluszowy charakter Arteteki oraz formuła, którą przyjęliśmy. Miękka wykładzina i kolorowe, wygodne pufy oraz światło wpadające przez oszkloną ścianę mają przecież ogromne znaczenie dla komfortu gości i dla ogólnego wrażenia z imprezy. Takimi miejscami warto się chwalić. Weźmiemy też pod uwagę wszystkie uwagi krytyczne, jakie do nas dotarły.

Fot. Pirjo Lehtinen

Fot. Pirjo Lehtinen

Przemek: Tak, krytyka jest bardzo ważna – dzięki niej wiemy, co nie do końca zagrało i co powinniśmy poprawić za rok. Myślę, że jak na pierwszą edycję pomysłu, którego jeszcze nikt przed nami w Polsce nie zrealizował, wyszło znakomicie. Cieszę się, że pewnej grupie osób mogliśmy dać wydarzenie, o jakim od dawna marzyli. Z mojej perspektywy także organizacja przebiegła niezwykle sprawnie, bez żadnych poważniejszych kłopotów. Słyszałem głosy krytyczne pod adresem „rozbicia” konwentu na dwa budynki i niewystarczającą pojemność niektórych sal – są to celne uwagi i weźmiemy je oczywiście pod uwagę, natomiast myślę, że warto pamiętać o tym, że m.in. dzięki umieszczeniu Serialkonu w budynkach biblioteki mogliśmy go uczynić konwentem darmowym. To chyba duży plus?

Zaś co do publiczności, to do wspomnianej już wspaniałej atmosfery mogę dodać, że absolutnie zachwyciły mnie kostiumy niektórych osób. Zapadł mi w pamięć szczególnie pan w perfekcyjnie wykonanym stroju Jedenastego Doktora – nigdy nie zapomnę chwili, gdy w trakcie panelu o DW podniosłem wzrok i na moment serce mi zamarło, gdy ujrzałem PRAWDZIWEGO DOKTORA w tylnym rzędzie. Zachwyciły mnie też dwie dziewczyny przebrane za postacie z mojego ukochanego słuchowiska, Welcome to Night Vale – Cecila i Carlosa. Pierwszy raz widzę taki cosplay w Polsce i cieszę się, że nie tylko ja jestem fanem krypnego miasteczka!

Fot. Cathia

Fot. Cathia

Pirjo: Na koniec może garść danych statystycznych. Przy Serialkonie pracowało około trzydziestu wolontariuszy, w tym z programu Erasmus Plus, a odwiedziło nas blisko 650 zaakredytowanych uczestników. Zorganizowaliśmy pięć konkursów z cennymi i bardzo fajnymi nagrodami, między innymi konkurs na najlepsze zdjęcie związane z ulubionym serialem, który ogłaszaliśmy także na blogu. W konkursie internetowym toczącym się na stronie wydarzenia główną nagrodę – figurkę Daenerys od HBO – otrzymała Sara Skupień. Na zgłoszone przez nią zdjęcie inspirowane serialem Supernatural oddaliście 428 głosów! Dodatkowo Krakowskie Smoki wyróżniły nagrodą użytkowniczkę Kata Haratym za zdjęcie inspirowane Battlestar Galactica, Pulpozaur docenił scenkę z The Walking Dead skonstruowaną z klocków Lego przez Zofię Reuter, a dodatkowe wyróżnienie otrzymała Ewa Siara-Sańpruch za fotkę z tortem weselnym. Wręczanie nagród było uroczystością zaiste wzruszającą! Jak i sam Serialkon.

Naprawdę, serce bije mi mocniej, gdy wspominam niedzielne emocje. Do zobaczenia za rok, a w międzyczasie na pewno zaprosimy Was na mniejsze spotkania związane z serialami i pojawimy się na kilku konwentach. No i oczywiście czytajcie Pulpozaura!

Przemek: Dzięki, że byliście! Czytajcie nas. I piszcie do nas. Nasze łamy są dla Was zawsze otwarte!

Rys. Karina Graj

Rys. Karina Graj

Fot. Karina Graj

Fot. Karina Graj

Serialkon
23.11.2014, Arteteka WBP, Kraków

 

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Artur Nowrot: czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na Wysznupanych. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)