Fot. ITV

Nadzorować i karać (The Prisoner)

Artykuł zawiera spoilery.

Trudno mi oglądać starsze seriale czy filmy. Nudzę się. Za bardzo przywykłem do współczesnych krótkich ujęć, częstych zmian perspektywy i dynamicznej muzyki. Nawet oglądając „starego” Doctora Who, mogłem co najwyżej docenić pomysły i grę aktorską, ale jako widowisko odcinki były dla mnie niestrawne. Tym większe było moje zdziwienie, gdy – zachęcony artykułem Macieja Gaździckiego – sięgnąłem po nakręcony w latach 60. serial The Prisoner i od razu się wciągnąłem.

To produkcja pionierska pod wieloma względami, stosująca tropy i chwyty, jakie miały się stać popularne w serialach dopiero wiele dekad później. Być może właśnie dlatego okazała się efemeryczna – dożyła zaledwie siedemnastu odcinków, a finał napisano podobno w jeden weekend, kiedy wieść o przedwczesnym zakończeniu serialu zmusiła twórców do improwizacji. Cóż, taki chyba los dzieł wyprzedzających swoje czasy. The Prisoner okazał się jednak na tyle ciekawy, że inspiracje i nawiązania można odnaleźć praktycznie w całej kulturze popularnej (np. szczególnie mocne w Zagubionych). Zafascynował mnie fenomen tego serialu, postanowiłem więc wskazać elementy, które moim zdaniem czynią go wyjątkowym.

Protagonista

Fot. ITV

Fot. ITV

Główny bohater serialu, były szpieg zwany Numerem 6, to człowiek, któremu już od początku łatwo i chętnie się kibicuje. Niewiele o nim wiemy, wydaje się pozbawiony rodziny i przyjaciół, a jego przeszłość w służbie Jej Królewskiej Mości okryta jest tajemnicą – ale to stanowczy, zabawny i sprytny indywidualista, odważnie stawiający opór Wiosce. W walce o pozostanie sobą i odzyskanie wolności Numer 6 wykazuje się daleko idącą przebiegłością oraz wytrwałością. To osobnik nie do zdarcia, absolutnie nieugięty, potrafiący oprzeć się naciskom nawet wtedy, gdy jest osłabiony czy skonfundowany. Dla chcących go złamać ludzi ma zawsze złośliwy przytyk lub ciętą ripostę; w momentach zagrożenia imponuje stoickim spokojem. A w dodatku jest po prostu dobrym człowiekiem: choć podobnie jak James Bond cieszy się zainteresowaniem płci pięknej, nie ma w sobie nic z kobieciarza, a inni więźniowie Wioski wielokrotnie zwracają się do niego o pomoc, której chętnie udziela. Twórca The Prisoner zamyślił sobie Numer 6 jako przeciwieństwo egoistycznego, lubiącego przemoc Bonda i zamiar ten udało się zrealizować.

Zagadkowość

Fot. ITV

Fot. ITV

Wspomniani Zagubieni do perfekcji opanowali sztuczkę tyleż skuteczną, co irytującą – wciąż mnożyć pytania, rzadko na nie odpowiadać. Czy nam się to podoba, czy nie, nasze mozgi po prostu nie mogą się oprzeć próbie rozgryzienia napotkanej zagadki, toteż serial stawiający na tajemnice zawsze przyciągnie widzów. The Prisoner umieszcza głównego bohatera na wyspie pełnej dziwnych budowli, niezrozumiałych rytuałów i groźnych, wciąż knujących przeciw niemu ludzi. Żyjącą tu społecznością rządzą niezrozumiałe zasady, każdy coś ukrywa, a próba zajrzenia za kulisy całej potwornej machiny prowadzi jedynie do kolejnych zagadek. Nie wiadomo nawet, gdzie właściwie wyspa się znajduje! Tylko jedno jest pewne: to miejsce chce naszego herosa złamać i zmusić do posłuszeństwa, a on nie zamierza na to pozwolić. Nic dziwnego, że im dalej w głąb serialu, tym rzadziej Numer 6 próbuje uciec, zamiast tego skupiając się na poznawaniu sekretów wroga i na sabotażu. On po prostu, tak samo jak my, pragnie odpowiedzi!

Ale nie wszystko w toku akcji się wyjaśnia. Widz oczekujący pełnego, satysfakcjonującego wyjaśnienia raczej się zawiedzie – tym bardziej, że fabuła jest czasem celowo niejasna, z pogranicza marzenia sennego czy groteski. Na dobrą sprawę nie wiadomo nawet, w jakiej kolejności oglądać odcinki, bo oficjalna numeracja prowadzi do dziwnych fabularnych dziur i niespójności, które znikają, gdy pewne historie zamienić miejscami. Wszystko to sprawia, że ciekawość odbiorcy nigdy nie zostaje do końca nasycona, a serial nawet po latach prowokuje fanów do dyskusji. Niejasność sposobem na długowieczność?

Worldbuilding

Fot. ITV

Fot. ITV

Jednym z zaskakująco nowoczesnych elementów The Prisoner jest rozmach oraz dbałość o szczegóły, jakie wykazano przy budowaniu świata przedstawionego. Współczesnym serialom trochę zajęło zrozumienie, że widzowie naprawdę zwracają uwagę na detale i lubią światy przemyślane, dopieszczone, spójne wewnętrznie. Tymczasem w The Prisoner świat, czyli znajdującą się na wyspie Wioskę, zaprojektowano bardzo starannie. Uderza przede wszystkim kontrast między powierzchnią a tym, co się pod nią kryje. Oficjalne budynki, z zewnątrz budzące skojarzenia z popularnym uzdrowiskiem czy nadmorskim kurortem, od środka straszą zimnymi, futurystycznymi wnętrzami. Domki, w których mieszkają więźniowie, wabią pozorną sielskością, ale najeżone są kamerami i ukrytymi mikrofonami jak w Roku 1984. Mieszkańcy noszą się na kolorowo, grywają w szachy albo paradują przy muzyce orkiestrowej, po urokliwych uliczkach suną cicho elektryczne meleksy-taksówki, co krok wskazują drogę albo udzielają porad eleganckie znaki informacyjne – ale maska idylli co jakiś czas spada, odsłaniając brutalną prawdę: znajdujemy się w więzieniu. Wyspę patroluje złowrogie coś (istota? mechanizm?), przypominający białą kulę tajemniczy Rover, gotów natychmiast zaatakować i udusić nieposłusznych; zamaskowani strażnicy śledzą każdy krok mieszkanców, a buntowników zabierają na „reedukację”.

Fot. ITV

Fot. ITV

Co ciekawe, Wioska w jakiś sposób anektuje w serialu resztę świata. Wydaje się, że macki konspiracji sięgają dosłownie wszędzie. Gdy bohaterowi kilka razy udaje się wydostać poza wyspę, okazuje się zaraz, że agenci Wioski czyhają w każdym zaułku – nawet dawni współpracownicy i przyjaciele są umoczeni, a Numer 6 jest natychmiast odstawiany z powrotem do ciupy. Czasem wychodzi zresztą na jaw, że ucieczka była pozorna – w jednym pamiętnym odcinku strażnicy pozwalają bohaterowi wierzyć, że skutecznie ukrył się na pokładzie samolotu i trafił do Londynu, podczas gdy w rzeczywistości przeleżał po prostu kilkanaście godzin w skrzyni, która ani o cal nie ruszyła się z miejsca. Bohater niczemu nie może już ufać.

Obecny w Wiosce kontrast pozornej normalności i ukrytej grozy dotyczy także ludzi. Każdy z mieszkańców ma jakiś ukryty cel, komuś służy albo przed kimś gra. Nieraz wystarczy jedno trafne pytanie zadane przez Numer 6, by jowialny i serdeczny rozmówca nagle zamilkł przerażony. Sztuczny światek Wioski jest idylliczny tylko dlatego, że świadomi ciągłej obserwacji mieszkańcy odgrywają wciąż przedstawienie – niektórzy od tak dawna, że zaczęli w nie wierzyć. Każdy bohater, którego napotykamy, jest w jakiś sposób dziwny, skrzywiony, ma niepokojące rysy twarzy lub krypną manierę w głosie; nie można wierzyć w szczerość żadnego gestu, nikt nie jest godzien zaufania. Świat The Prisoner jest teatrem, w którym nie sposób zejść ze sceny.

Mieszanie w głowie

Fot. ITV

Fot. ITV

Cóż by to było za więzienie, gdyby skazańców nie próbowano złamać także psychicznie? Od samego początku serialu obserwujemy osadzonych dręczonych wyrafinowanymi technikami przesłuchań, poddawanych praniu mózgu albo iście po Pawłowowsku przyuczanych do posłuszeństwa za pomocą uderzeń prądu. Numer 6, jako wyjątkowo oporny, ma okazję doświadczyć na własnym ciele kilku naprawdę wymyślnych sposobów wydobywania prawdy z ludzi. A są to metody z pogranicza science fiction: włamywanie się do snów, cofanie delikwenta w rozwoju, przenoszenie umysłu do innego ciała…

Nie tylko Numerowi 6 miesza się w głowie – nas, widzów, także nikt nie oszczędza. Po pierwsze oglądamy psychiczne męczarnie, jakim poddawany jest protagonista, a nieraz są to sceny intensywne i nawet trochę trudne do zniesienia. Gdy bohater został sprowadzony umysłowo do poziomu dziecka, a złowrogi Numer 2 poddawał go reedukacji, czułem się naprawdę nieswojo (ponoć zresztą sami aktorzy przeżyli niemal załamanie nerwowe w trakcie kręcenia tak intensywnego odcinka). Po drugie nagromadzenie dziwnych, niepokojących zdarzeń i postaci nie pozwala widzowi się zrelaksować, cały czas ogląda się serial w napięciu, próbując odnaleźć jakikolwiek sens w prezentowanych wypadkach. Po trzecie twórcy starają się igrać z naszymi oczekiwaniami, dając nam np. odcinek, który na końcu okazuje się konfabulacją głównego bohatera albo inny, w którym skuteczna ucieczka z wyspy okazuje się tylko misterną iluzją. Wszystko to sprawia, że niczego nie można w The Prisoner być pewnym, a liczba możliwych interpretacji okazuje się wprost astronomiczna. Fani do dziś się spierają, czy psychodeliczny, groteskowy finał serialu przedstawia prawdziwy przebieg zdarzeń, czy może postępujący obłęd głównego bohatera…

Przesłanie

Fot. ITV

Fot. ITV

The Prisoner robi wrażenie także tym, że podejmuje niełatwe, a ważne tematy. Czym jest wolność? Czy istnieje sposób na oparcie się przemocy ze strony władzy? Jak jednostka może walczyć z potężnym wpływem społeczeństwa – i czy w ogóle powinna to robić? Pytanie o konformizm towarzyszy nam od pierwszego do ostatniego odcinka, prezentowane z wielu ciekawych stron. Ostatecznie większość mieszkańców Wioski jest z dożywotniego pobytu zadowolona, nawet jeśli przyuczono ich do tego bólem i strachem, a sama wyspa ma w sobie całkiem sporo z utopii. Czy wolność to aż tak wielka cena za idyllę?

Nie wolno też zapomnieć o – kluczowej, tytułowej – kwestii uwięzienia. Odczytywany jako alegoryczny traktat o kondycji ludzkiej, serial The Prisoner to historia człowieka zbuntowanego przeciw wszelkim ograniczeniom, walczącego z losem, nieustępliwego w dążeniu do mitycznej, doskonałej wolności. A jednak kontrowersyjne zakończenie wydaje się sugerować, że wolność absolutna to mrzonka, a każdy z nas jest strażnikiem swojego własnego więzienia. Ostatni kadr serialu jest identyczny jak pierwszy, koło się zamyka, bohater znów trafia do Wioski. Pesymizm? Czy może odwaga przyznania, że od pewnych ograniczeń uciec nie sposób?

The Prisoner
spy drama, science fiction
ITV/ ATV Midlands /CTV Television Network, 19671968

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.