Fot. TNT

Bibliotekarze (w) akcji (The Librarians, PREMIERA: S01E01–02)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Pirjo: Bibliotekarz to dla mnie taka biedniejsza (biedne nie znaczy gorsze!) wersja Indiany Jonesa. Zagadki, pościgi po całym świecie, piramidy, dżungle, artefakty, spiski, sekretne organizacje. Osobiście kojarzy mi się ze świątecznymi popołudniami, kiedy to kolejne części przygód dzielnego i mądrego Flynna Carsena serwowała nam polska telewizja, a było to parę dobrych lat temu, bo seria ruszyła w 2004 i składała się z trzech długometrażowych filmów oraz komiksów i książek. Specyficzny, wyluzowany format zdobył moje serce – fabuły przygotowane od razu do emisji na małym ekranie i na DVD, z kiepskimi efektami specjalnymi, trochę przegadane, pełne klisz, były równocześnie urocze i naprawę świetnie nadające się do wielokrotnego oglądania. Sprawiające przyjemność. Sympatyczne. No i dodatkowo główny heros jest panem z biblioteki, nic tak nie dowartościowuje młodych humanistów! A jak Wy zapamiętałyście to – nie wahajmy się użyć modnego słowa – uniwersum? Oglądałyście klasycznego Bibliotekarza? Kiedy? W jakich okolicznościach? Dlaczego w ogóle sięgnęłyście po serial?

Cathia: Przyznam się bez bicia, że moja motywacja będzie straszliwie, jak to się mawia, płytka… Nazywa się Christian Kane i kiedy tylko zobaczyłam na jego profilu, że jest zaangażowany w kolejny projekt Deana Devlina (It’s a guilty pleasure, sue me!), wiedziałam, że będę to na pewno oglądać. W końcu dla Kane’a zdołałam przetrwać nawet Angela. Jednak widzę, że po tamte filmy też chyba sięgnę, bo klimat mi bardzo odpowiada.

Joanna: Ja uwielbiam przygodowe kino klasy B, C i D i jestem dumną posiadaczką dwóch pierwszych Bibliotekarzy na DVD. Wychowałam się na Kinie Nowej Przygody, na Indianie Jonesie i jego kuzynach, od Młodego Indiany Jonesa przez Relic Hunter po wszystkie Mumie – podsiąknięta mitem, nieco historycznie niewłaściwa przygoda pełna pościgów po całym świecie i tajemniczych przejść w starożytnych kryptach, plus nerdowie-bohaterowie ratujący świat przed kolejnym artefaktem? This is my jam. Plus niedawny jeszcze finał Warehouse 13 pozostawił w moim sercu i planie telewizyjnym wielką dziurę, którą, mam nadzieję, Bibliotekarze wypełnią.

Aeth: U mnie podobnie – kocham kino przygodowe, Indianę Jonesa i Świątynię Zagłady znałam w dzieciństwie prawie na pamięć, do dziś bezwzględnie kocham bieganie przez pół świata w pogoni za skarbami, brawurowe ucieczki przed krokodylami i zamaszyste wieszanie się na kandelabrach. Przyznam jednak, że Bibliotekarza poznałam stosunkowo niedawno – miałam świadomość, że ta seria istnieje i wiedziałam o niej na tyle dużo, by ucieszyć się na wieść o powstaniu serialowej kontynuacji, ale z filmem zapoznałam się dopiero jakiś miesiąc temu. Z filmem, bo niestety tylko z jednym, bo nie do końca podpasował mi fabularnie. Wiem, to pewnie bluźnierstwo przyznawać się do tego w tych kręgach, ale na swoją obronę dodam, że dawno nie cieszyłam się na żaden serial tak jak na Bibliotekarzy. Jestem tzw. sierotą po Warehouse 13 i jeśli The Librarians nie wypełnią mi dziury w sercu po przygodach Pete’a, Myki & co. – to nic już nie wypełni.

Fot. TNT

Fot. TNT

Pirjo: No i nagle mamy serial, w którym dotychczasowy główny bohater akcji staje się mentorem, przewodnikiem, a pałeczkę przejmują młodzi adepci, formujący drużynę. Każdy z nich, jak się dowiadujemy na wstępie, został wyróżniony tym, że nadaje się na bibliotekarza. Na bibliotekarza, mind you! Prestiż! Fejm! Serce rośnie! No ale po kolei. Tym, co najczęściej pojawia się w komentarzach do pierwszych odcinków The Librarians, od tweetów przez Facebooka po poważne, rozbudowane artykuły, jest lista wymienianych jednym tchem innych seriali, do których się ten nowy produkt przyrównuje. Spotkałam się z porównaniami do Angela (wiadomo, Christian Kane), do Doctora Who (wielka, ożywiona biblioteka, która zakrzywia czasoprzestrzeń? Stary bibliotekarz w tweedach i z muszką?), do Supernatural (rytuały, rozrywkowe podejście do demonologii, a także postacie o imionach Ezechiel czy Kasandra), i do filmów takich jak Harry Potter (list „z Hogwartu”, dziwni „nauczyciele”, magiczny miecz, magiczne lustro z duchem w środku, elementy scavengers hunt) czy Pan Kleks (zjazd po poręczy! A także wyraźne zdziwaczenie głównego bohatera, który stał się o wiele bardziej charakterystyczną i ekscentryczną postacią, niż go pamiętamy). Ja widzę – z przyjemnością – w tym serialu także echa mojego ukochanego, niedocenianego serialu Witchblade oraz pewnego klasyka sprzed prawie dwóch dekad – Sliders. O Młodym Indianie Jonesie, emitowanym także w polskiej telewizji, nie wspominając. Uff… nie wiem, czy wymieniłam wszystko. Jak myślicie? Z czym Wam się kojarzy ten nowy serial i dlaczego w ogóle odruchowo go porównujemy z innymi? Co sprawia że jest tak wdzięczny i nadający się do licznych porównań? O co tu chodzi?

Cathia: Moje pierwsze skojarzenie: Warehouse 13. W końcu bohaterowie zakończonego niedawno (gdzie moje chusteczki?) serialu również poszukiwali różnych artefaktów, mających magiczne moce i należących do znanych historycznych oraz legendarnych osób. Od czasów Indiany Jonesa dziko i bezwarunkowo uwielbiam takie lekkie, łatwe i przyjemne (choć niekoniecznie dla bohaterów) awanturnicze questy, podróże przez burze itp. Każdy film, serial i każda książka korzystający z tego schematu mają duże szanse znaleźć się wysoko na mojej liście i będzie to miłość niezmienna. Doskonałym przykładem jest tutaj seria Clive’a Cusslera o Dirku Picie, bohaterze, który kolejno uratował Fidela Castro, wydobył Titanica, odnalazł Atlantydę, przeżył wybuch nuklearny, a świat ocalił już tyle razy, że sam stracił rachubę.

Pytasz, Pirjo, dlaczego porównujemy Bibliotekarzy z innymi serialami? Bo te porównania same się nasuwają, choćby poprzez wszystkie te elementy, które wymieniłaś, a one dodają sporo smaczku całemu oglądaniu. I jest to, jak sądzę, zabieg jak najbardziej celowy, który mnie zresztą całkowicie kupił.

Joanna: Macie rację, że już z samego założenia Bibliotekarze są zlepkiem wątków kulturowych i popkulturowych, o to głównie chodzi w tego rodzaju kinie i telewizji. Ja bym jeszcze dołożyła jako jeden z wybitnych wpływów Relic Hunter z Tią Carrere, no i oczywiście Tomb Raider… jeden inspirowany drugim, czerpiące z Indiany i całego grona dzieł action-adventure z lat 80. i nie tylko. I jeszcze dla mnie trochę nastrojowe skojarzenia z Xeną i Herculesem, innymi niewysokobudżetowymi produkcjami z wielkim sercem i kreatywnym podejściem do mitu. Warehouse 13 to oczywiście natychmiastowe skojarzenie – artefakty i budynek/istota o własnym umyśle rekrutująca agentów do świata niekończących się cudów? Cały gatunek trochę zjada własny ogon, ale z wielkim smakiem (może zabierzcie ode mnie metafory…).

Natomiast jeszcze na moment o tym, o czym pisze Pirjo – gloryfikacja intelektu! Prestiż bibliotekarza! Ja wiem, że zwykle narzekam (poczytajcie, co wypisuję o Sherlocku w innych Wielogłosach na Pulpozaurze) na gloryfikację geniuszu, ale to dlatego, że zwykle dzieje się to kosztem empatii i sympatii, a także jakichkolwiek właściwych zachowań społecznych – geniuszom się wszystko wybacza, więc mogą być dupkami. Bibliotekarze za to uderzają w empatię już od początku – wątek Cassandry zwłaszcza. Plus to, że prawie wszyscy są tu geniuszami znaczy, że nikt nie będzie z tego powodu wywyższany.

Muszę jeszcze powiedzieć, że ufam Deanowi Devlinowi i Johnowi Rogersowi jak mało komu, głównie za sprawą Leverage – nie tylko dostarczają oni tego, co sami nazwali „competence porn” – postaci, które są dobre w tym co robią – ale także doskonale wiedzą, co i jak chcą zrobić emocjonalnie. Polecam bardzo, bardzo w tym miejscu blog Johna Rogersa, Kung Fu Monkey – za czasów Leverage dostawaliśmy fascynujące post mortem przy każdym odcinku i wydaje się, że The Librarians kontynuują tę tradycję. Blog daje fascynujący wgląd w świat produkcji telewizyjnej i na writers room serialu, a także dostarcza mnóstwo dodatkowych informacji o świecie przedstawionym. Naprawdę warto.

Aeth: Nikt jeszcze nie wspomniał o Sleepy Hollow? Uff, to dobrze, inaczej musiałabym po raz trzeci przywołać Warehouse 13 (widać, jak bardzo brakuje przygodowych seriali z sympatyczną paczką bohaterów, którzy co odcinek ratują świat przed zagładą – nigdy nie zrozumiem dlaczego!). Tak czy inaczej w Sleepy Hollow z jednej strony mamy rozwiązywanie historyczno-mitycznych zagadek (check), z drugiej magię, zło i demony (check), a z trzeciej cudowne, humorystyczne interakcje pomiędzy głównymi bohaterami (check) – z czego zgadza się nawet ekscentryzm jednego i twarde stąpanie po ziemi drugiej. I serio, nieważne, co ci bohaterowie w tych serialach robią – ważne, że robią i że ogląda się to z wielkim uśmiechem na twarzy.

Fot. TNT

Fot. TNT

Pirjo: Przejdźmy może do treści premierowych odcinków. Nie zdradzając zbyt wiele, można powiedzieć, że następuje w nich „powołanie drużyny” i zarysowanie mniej więcej klimatu oraz tematyki serialu. Dostajemy mnóstwo niesamowicie zabawnych gagów, prześmiesznych rozmów, błyskotliwych one-linerów, nawiązań do szeroko pojętej popkultury i głębokiego nerdostwa, ale po drugiej stronie są też chwile wzruszenia, emocji. Nie spodziewałam się, że w toku dwóch odcinków tak się przywiążę do magicznego miecza i że tak będę rozpaczać po jego (uwaga, spoiler! ;) ) bohaterskiej śmierci. Od razu mamy też to, co w awanturniczej konwencji kluczowe – obłędne artefakty, w pilocie konkretnie arturiańskie. Jest też sporo zgrabnych nawiązań do poprzednich części – ach, wzmianka o Drakuli! W tle z grubsza zarysowano pewną „teorię magii”, która ma nam wyjaśnić motywacje bohaterów. A, i jeszcze nindże w barze w Oklahomie! A co Wam wpadło w oko i co myślicie o fabule odcinków? Czy ta historia w ogóle ma sens, no i czy musi mieć sens?

Cathia: Oczywiście, że ma sens, na swój pokręcony sposób! :) Nie można wykreować takiego świata i wrzucić go dokładnie w naszą rzeczywistość, musi być ona w jakikolwiek najmniejszy sposób różna od naszej, inaczej zawieszenie niewiary pójdzie sobie na grzyby. Ładne pokazano to choćby w Supernaturalu, gdzie w The French Mistake Winchesterowie lądują w wymiarze, który okazuje się być naszym światem, światem widza i nagle się okazuje, że tu nie ma tej magii, która animuje wynaturzenia i potwory świata Sama i Deana. Dla mnie zatem świat Bibliotekarzy, WH13 czy Indiany to światy równoległe do naszego i nie zdziwią mnie nawet ninja w barze – ba, ja wręcz ich oczekuję! Dlatego uważam, że dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam i jedyne, co mnie przez chwilę dziwiło, to powolne umieranie głównego bohatera – bo jakże to? No ale jak się okazało, to jednak nie ta konwencja ;)

Joanna: Crying After Excalibur 2k14 – ale jak to przez dwa odcinki? Moja droga, Cal był jednym z ważniejszych bohaterów w serii filmowej i jednym z najbliższych przyjaciół głównego bohatera! Mnie osobiście kupiono wątkami arturiańskimi, bo jestem czasami łatwa i tania. Trochę dla mnie za dużo i za szybko było w tych odcinkach, jeśli chodzi o formowanie się drużyny – ale to kwestia zwierzęcia, jakim jest pilot.

Aeth: Faktycznie, póki co przedstawienie drużyny, czyli faktycznych bohaterów serialu, wyszło nieco słabo kosztem ekspozycji Flynna i jego elewacji do roli mentora, ale kilka ważnych „bondingowych” scen naprawdę się udało, a przede wszystkim dostaliśmy niezłą jazdę po emocjach, świecie i konwencji. Przy okazji, ktoś jeszcze odczuł pewien MacGyver-vibe? Nieźle udał się też humor – słowo daję, zachłysnęłam się ze śmiechu, gdy tylko Eve bez patyczkowania się pociągnęła Ezekiela za kurtkę albo gdy ten przebiegł wprost przez szykujących się do starcia Flynna i Lamię. Takiego szalonego, zwariowanego, kreskówkowego humoru oczekuję! Im bardziej szalony, zwariowany i kreskówkowy, tym lepiej!

Fot. TNT

Fot. TNT

Pirjo: Kolejny nasuwający się temat to aktorzy. Noah Wyle wskoczył w swoją rolę, jakby się z nią nigdy nie rozstawał. Widać gołym okiem, że świetnie się bawi i ten entuzjazm jest zaraźliwy. Ale mamy w fabule kilku innych ciekawych aktorów, dla mnie takim faworytem jest Chris Kane, którego zdecydowanie zbyt rzadko widać na naszych ekranach, weteran seriali takich jak Angel (do The Librarians przypełznie w ślad za nim całe Whedonverse, wiadomo…) czy wspomniane przez Was Leverage. Już czuję, że jego nieco gniewny historyk sztuki (hej, historyk sztuki jako bohater akcji! Czujecie to?!?!) będzie postacią złożoną i bogatą, nawet jeśli szytą grubymi nićmi. I tutaj też widać, że aktora interesują wyłącznie fabuły fantastyczne i że odnajduje się w swojej roli niczym ryba w wodzie. A kto Wam się podoba? Co sądzicie o obsadzie?

Cathia: Oczywiście jestem zachwycona Christianem, ale mam wrażenie, że gra trochę na modłę Elliota Spencera z Leverage. Postaci są jednak na tyle podobne, że może to zrobić. Noah Wyle to dla mnie odkrycie – nie znałam wcześniej tego aktora i już widzę, że będę mu kibicować, bo kupił mnie całkowicie. Podoba mi się również Lindy Booth jako Cassandra, bo jest tak uroczo nerdowska, oderwana od rzeczywistości i niezmiennie kojarzy mi się z moim ukochanym 11 Doktorem, bo może i żyje na nieco innej płaszczyźnie niż wszyscy, ale serce ma na właściwym miejscu. Póki co aktorka pokazuje to wręcz rewelacyjnie.

Joanna: Serial ma solidnych aktorów wiodących i bardzo dobrą obstawę drugoplanową. To jest trochę norma z mniej świecznikowym serialami gatunkowymi – aktorzy, którzy dla mnie powinni przewijać się przez nominacje Oskarowe, walczą z mitycznymi bestiami na średniej jakości greenscreenie – ale z drugiej strony tyle dla nas lepszej rozrywki.

Przywołujemy ciągle Leverage – trochę ze względu na twórców i Christiana, ale dla mnie dynamika postaci jest już na wstępie bardzo zbliżona – Mama i Tata, trójka nieco dziwacznych dzieciaków… mamy jeszcze zwariowanego wujka i ciocię bibliotekę, ale zarys ten sam. I bardzo dobrze, patchworkowe dysfunkcyjne rodziny z wyboru, this is my jam. Tylko patrzeć, jak przytruchta Mark Sheppard.

Aeth: Ja przytaknę Pirjo w jej chwaleniu Noah, bo odniosłam niemal dokładnie to samo wrażenie. Do niedawna jeszcze z pasją oglądałam Falling Skies, gdzie Noah gra ostatniego prawego buntownika o ludzką przyszłość w wojnie z Obcymi, a do tego obarczonego wieloma dylematami ojca trzech synów w różnym wieku, więc widzieć go teraz, w tak niewielkiej odległości czasowej, wypruwającego dziwaczne, nerdowskie kwestie z urokiem małego chłopca było iście fascynującym przeżyciem. Praktycznie nie wierzyłam, że wow, to ten sam Flynn z tego jednego powstałego tak dawno filmu, który obejrzałam!

Plus chętnie pochwalę też Lindy Booth – głównie z racji tej, że z niezrozumiałych przyczyn strasznie lubię tę aktorkę i strasznie cieszę się, że znalazła się w takiej fajnej przygodzie i że ma taką fajną, nietypową bohaterkę o wielkim potencjale emocjonalnym.

Fot. TNT

Fot. TNT

Pirjo: To teraz może minusy, co? Wątek z Wężowym Braterstwem, którego główną reprezentantką była jak na ironię „wężowa siostra”, był jak dla mnie za bardzo przerysowany. Klisze kliszami, ale chodzi o tchnięcie nowego ducha w zgraną do bólu formę. Dodatkowo dziewczyna grała tak drętwo, że krzywiłam się, nie mogąc jej słuchać ani na nią patrzeć. Ta jej mimika! Postać jak z kreskówki, i to nie jest w tym wypadku komplement. No i westchnęłam tylko, gdy okazało się, że nawet nie jedna, ale dwie osóbki w tym serialu dysponują „fotograficzną pamięcią”. Przyznacie, że ta cecha to istna plaga w ostatnich serialowych latach? Główny zły boss też na razie niczym nie zaskoczył. Czekam, aż go pokażą pochylonego nad szachownicą albo zasiadającego w fotelu, z kotem na poręczy. Jest chudy, ponury, siwowłosy i otoczony luksusem plus armią ochroniarzy. Nuda, nuda, sny o potędze. A czy Was coś zdenerwowało lub znudziło?

Cathia: To jest chyba problem ze złymi postaciami i organizacjami, one zazwyczaj są mocno przerysowane. Liczę jednak, po pierwsze, na to, że się wyrobią, po drugie, że Wężowe Braterstwo będzie pojawiało się w nielicznych raczej odcinkach, ot, takie nemesis. Jest jeszcze jedna możliwość – tak ma być i tak zostanie. Oby nie. Drugą rzeczą, która mnie natomiast lekko zirytowała, jest – uwaga uwaga – Eve Baird. Klasyczna „silna baba”, nie widzę chwilowo żadnego momentu, w którym by mnie w jakikolwiek sposób pozytywnie zaskoczyła. Idzie jak taran, dzielna pani oficer… Hmmm, mam nadzieję, że to kwestia samego początku, ale taka choćby Sam Carter już od pierwszych odcinków SG1 była przy tym wszystkim chociaż odrobinę kobieca i śmiejąca się sama z siebie. No cóż, zobaczymy.

Joanna: Ja nadal ufam Devlinowi i spółce, więc mam nadzieję że a) bractwo okaże się trochę mniej jednowymiarowe, niż to dostaliśmy w pilocie i b) Baird się wyrobi. Bractwo to dla mnie efekt uboczny gatunku, gdzie mistyczne organizacje zła są na porządku dziennym, niestety. Baird za to ma potencjał jako genius wrangler, która nie będzie musiała wyjaśniać antyspołecznego zachowania podopiecznych (a la House i niezliczone klony), ale ma szansę wprowadzić inną perspektywę. Zgadzam się jednak z Cathią, że mieliśmy trochę za mało głębi postaci w pierwszych odcinkach. Ale znowu – silna baba u boku Bibliotekarza to podstawa wszystkich filmów i naprawdę fajna rzecz.

Dla mnie trochę rażąca była gimnastyka, żeby ustanowić status quo serialu, zwłaszcza w stosunku do filmów – wyjaśnia to kwestia innych zajęć aktorów i zapewne stawki ich wynagrodzeń (zajrzyjcie na blog Rogersa w temacie Boba Newharta czy Jane Curtin), ale wszystko to było trochę za grubymi nićmi szyte. Ale pilotom wybaczałam o wiele więcej.

Aeth: Mnie w sumie przeszkadzały dwie rzeczy: wspomniany większy nacisk na postacie Flynna i Eve niż na pozostałą trójkę oraz wyjątkowe spartaczenie skądinąd ciekawego i obiecującego wątku Cassandry (która momentalnie stała się moją ulubienicą). W tym pierwszym przypadku sprawa jest poniekąd zrozumiała – swoiste pożegnanie z postacią Flynna i przekazanie pałeczki młodszemu zespołowi wymagało skupienia na bohaterze, który nas do Biblioteki w ogóle przyprowadził – ale trochę serce się krajało, gdy widziałam, ile niewykorzystanych okazji pilot przepuścił w kwestii zbudowania charakterów i relacji w przyszłej drużynie, z którą przecież w serialu spędzimy najwięcej czasu. Oczywiście wiadomo, że to tylko pilot, ale jak już trwał te dwa odcinki…

I druga sprawa – wątek Cassandry był tak strasznie pospieszny, że o ile mogę wybaczyć mu sam sens fabularny, to już trudno mi przejść obojętnie obok późniejszego rozwiązania. To mógł być fajny motyw rozciągnięty na kilka odcinków, a został wciśnięty w dziesięć minut pełnych nieoczekiwanych zwrotów akcji i gwałtownych zmian nastawienia. Konwencja konwencją, a u bohaterów jednak oczekuję odrobinę bardziej realistycznych zachowań.

Fot. TNT

Fot. TNT

Pirjo: Podsumowując, milutko spędziłam czas i wraca do mnie jak bumerang nieco zapomniane określenie „kino familijne”. Rzeczy skrojone pod telewizję, bez pretensji do bycia wybitnym dziełem, rzeczy w sam raz na niedzielne popołudnie, bo spodobają się całej rodzinie. Myślę, że w dobie seriali z aspiracjami trochę nam tego brakowało, takiego oddechu od górnolotnego zadęcia, od spinania się, by zadziwić świat nowym formatem i przewrotnymi, artystycznymi scenariuszami. Tu nie ma fikołków, ale jest przytulne ciepło. Więc będę oglądać dalej. A Wy?

Cathia: I to jeszcze jak! Uwielbiam taką konwencję, więc zamierzam nie przegapić ani pół odcinka.

Joanna: Nie do końca się zgadzam, że brakuje nam takiego oddechu, bo obok górnolotnych przedsięwzięć telewizyjnych i nie-telewizyjnych-bo-to-HBO mamy naprawdę sporo rzeczy robionych dla czystej frajdy (ramówka CW na pierwszy przykład), ale faktycznie mało tak uroczych. I zdecydowanie mało takich, które już w pierwszym odcinku zrobią zamach na moje serce wariacjami na tematy arturiańskie i tragedią dzielnego Cala.

Aeth: Powiem tak: obejrzeniu pilota stwierdziłam, że to jeszcze nie poziom bzika Warehouse 13 – ale jest na jak najlepszej drodze, by mu dorównać. Oglądam!

The Librarians
action adventure, fantasy
TNT, 2014–

 

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Joanna Kucharska
Zawodowo ogląda seriale. Jeszcze jej za to nie płacą, ale pracuje nad doktoratem na temat seriali internetowych, więc prawie prawie. W międzyczasie hate-watchuje większość seriali, które ogląda i pasywno-agresywnie udziela się na tumblerze.

Agnieszka „Aeth” Jędrzejczyk
Geek. Gracz. Kobieta. Miesza science-fiction, fantasy i fantastykę z serialami, filmami i grami video, a do tego wiernie wielbi twórczość Jossa Whedona, Playstation i zombie. Ogląda niemal wszystkie seriale fantastyczne w ramówce (przeszłej, teraźniejszej i przyszłej) i już nawet nie pamięta, od jak dawna. Od ponad dwóch lat pisze za to z orbity na wiedzmanaorbicie.pl.

Cathia
Mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)