Fot. The CW

Powroty, głupoty, kłopoty (Supernatural, S10E06–09)

Artykuł zawiera miliony spoilerów.

Pirjo: Ostatnio rozmawialiśmy o odcinku jubileuszowym, a teraz czas na podsumowanie pierwszej połowy sezonu. Zestawienie plusów, minusów, prognoz na przyszłość. Zacznijmy przewrotnie, bo od jednej z nitek metaplotu. Co mi chodzi po głowie? Otóż Rowena i Crowley oraz cały kuszący wątek z czarownicami. Czarownice są słodkie, barokowe, nieco zabawne, pamiętamy to z uprzednich sezonów. Odcinek wprowadzający na scenę Rowenę był jednym z moich ulubionych w nowej serii. Świetna, wygadana postać, dorównująca osobowością swojemu synalkowi. I ten doskonały, wyrazisty akcent. Widać, że owinęła sobie Crowley’a bez trudu wokół małego paluszka. Macie jakieś pomysły, o co chodzi? Dlaczego powróciła, dlaczego teraz, jaki są jej plany i cele?

Przemek: Pojawienie się matki Crowleya z jednej strony było zaskoczeniem – król Piekła i wątki rodzinne? – ale z drugiej strony stanowiło logiczne rozwinięcie trwającego od kilku sezonów uczłowieczania demona. Był już przecież syn Crowleya, więc czemu nie mama? Szczerze mówiąc ta pani nie wygląda mi na jakąś mistrzynię planowania – jej charakter wskazywałby raczej na działanie impulsywne, zbieranie popleczników, umiejętne korzystanie z okazji. Słowem – niedaleko pada jabłko od jabłoni. Stąd też zgaduję, że spotkanie z synem bynajmniej nie było przez Rowenę zaplanowane, ale skoro już się wydarzyło, to kobieta zamierza wycisnąć z tej sytuacji jak najwięcej.

Fot. The CW

Fot. The CW

Mysza: Twórcy zapowiadali, że dziesiąty sezon zagłębi się w, do tej pory jedynie pobieżnie poruszony, temat czarownic. Wplecenie w ten wątek matki Crowleya – postaci, która z sezonu na sezon zbiera coraz więcej sympatyków wśród widzów – jest prostym, ale jednocześnie bardzo sprytnym pomysłem. Także osoba Roweny, której tożsamość można było rozgryźć właściwie od samego początku (szkocki akcent był oczywistą wskazówką), jest ciekawym dodatkiem do dynamiki serialu. Nie do końca wiadomo, jaką rolę odegra nie tylko w fabule tego sezonu, ale także w życiu Króla Piekieł i jego demonicznych planach. Ja w każdym razie jestem zaintrygowana kierunkiem tego sezonu… nawet jeśli, jak na razie, jest on wyjątkowo delikatnie zarysowany.

Cathia: To ja się wyłamię :) Sam fakt wykorzystania czarownic bardzo cieszy, bo dotychczas mocno mnie dziwiło, że w sumie w serialu tak ich niewiele. Jednak jeśli czarownicą będzie tylko i wyłącznie Rowena, to nie będzie tak różowo. Mam bowiem dosyć mieszany stosunek do tej postaci. Z jednej strony już po ogłoszeniach castingowych spodziewałam się tego, że będzie miała coś wspólnego z Crowleyem, z drugiej strony „pójście” w jego matkę trochę mnie niepokoi. Jak już napisała Mysza, nic dziwnego, że jego postać jest eksploatowana, bo fanów ma całe mnóstwo, ale nie podoba mi się kierunek, w jakim to wszystko idzie. Uczłowieczanie Crowleya to w sumie naturalna konsekwencja Trzeciej Próby, ale odchodzi mi znacznie od postaci, którą pokochałam – zimnego, bezlitosnego sukinsyna, który kieruje się li i jedynie swoim własnym interesem. Nie da się jednak ukryć, że bawi mnie, jak Rowena próbuje zarzucić na niego sieci i jestem ciekawa, co z tego wyniknie. Ale o te czarownice to proszę jakoś dodatkowo!

Fot. The CW

Fot. The CW

Pirjo: Druga niteczka metaplotu to Znamię Kaina i DemonDean. Macie, co chciałyście, dziewczęta, kompulsywne wcinanie burgerów nie wystarczyło i Dean znów się osunął, omsknął, przeskoczył na mroczną stroną. W sam raz na koniec pół-sezonu! A wcześniej padły klasyczne dla Supernatural mocne obietnice i deklaracje w stylu „jeśli upadnę, to przysięgnij, że mnie zabijesz”. Wiadomo, nikt nikogo nie będzie zabijać, wszyscy jak zwykle będą się nawzajem ratować do upadłego. Ale chodzi o dramatyzm! Powiedzcie, co sądzicie o „pół-sezonowym potknięciu” Deana. Będzie jednorazowe, i po przerwie wrócimy do odcinków w stylu „potwór tygodnia”, czy też bracia ponownie zostaną rozdzieleni przez złośliwy los i złośliwych scenarzystów i pogrążą się w metaplocie psującym im statystyki pracy?

Przemek: Ja przede wszystkim jestem pod wrażeniem tego, jak skutecznie uśpiono naszą czujność. Kilka odcinków skupionych na rodzinie, więziach, otwieraniu się emocjonalnym, szlachetnym heroizmie – i bęc, nagle krwawa jatka. Świetnie pokazano usilne starania Deana, by jak najbardziej oddalić się od mrocznych żądz. Szczególnie dobra była rozmowa z Castielem – przed bratem Dean może udawać, ale aniołowi jednak powie więcej. Sądzę, że „potknięcie” Deana nie rozbije braci, przeciwnie, zmotywuje ich do wspólnego działania w celu rozwiązania problemu. Połowa sezonu to moment, gdy pozamykano zgrabnie w zasadzie wszystkie wątki odziedziczone po poprzedniej serii (umierający Castiel, osierocone anioły, upadek Deana itd.), toteż pora już chyba budować pod finał. Myślę, że Znamię będzie się coraz bardziej dawać starszemu Winchesterowi we znaki.

Mysza: Nie obstawiałabym rozdzielenia braci. Moim zdaniem scenarzyści jak zwykle zbyt dobrze się bawią, zmuszając ich do dramatycznych wyznań, znaczących spojrzeń i przeżywania man-pain. Zgadzam się z Przemkiem – sądzę że bracia zewrą szyki i będą próbowali znaleźć sposób, by uratować Deana. Kto wie, może właśnie Rowena jakoś wpasuje się w ten wątek? Osobiście nadal nie jestem zadowolona z rozwiązania wątku Demon!Deana. Wiedzieliśmy od momentu wyleczenia, że Znamię powróci, by dręczyć Deana, ale to wciąż jest ludzki Dean, nie jego demoniczna inkarnacja. Nieraz już widzieliśmy starszego Winchestera zmagającego się z mrocznym sekretem albo nadnaturalną siłą – to nic nowego. Bycie demonem było czymś oryginalnym, czymś, czego Supernatural, będące w swym dziesiątym sezonie, bardzo potrzebowało jako odskoczni od sztuczek i twistów, które scenarzyści serialu stosują od lat. Niemniej daję tej serii kredyt zaufania – chociażby za drobne smaczki, takie jak powrót postaci Claire czy scenę w której Dean i Sam oglądają The Three Stooges.

Cathia:  Rzeczywiście, subtelnie dawano nam znać, że Znamię cały czas się czai i podniesie w końcu łeb. Podobało mi się to, w jaki sposób Dean próbuje zamydlić oczy Samowi – a to właśnie oglądając komedię w sposób skrajnie wymuszony, a to pochłaniając hamburgera za tostem… Bo dla mnie jest to nic innego jak próba oszukania młodszego Winchestera. Pamiętacie, po czym Crowley poznał, jak daleko Dean zaszedł na Ciemną Stronę? Nie jadł, wiemy też, że nie sypiał, a o oglądanie czegokolwiek poza ewentualnie pornosami też go nie podejrzewam. Dean próbuje więc na siłę udowodnić, że Znamię nie ma na niego wpływu. Niestety, ma. Irytujący jest jednak sposób, w jaki ustawiono tę finałową walkę. Sam i Castiel ewakuują się z pola bitwy, zostawiając tam Deana z kilkoma oprychami… Czego się spodziewali, na bogów, że Dean werbalnie udowodni im swoją wyższość? Wiemy, że zabijanie uwalnia moc Znamienia, więc to, że Deana poniesie, było do przewidzenia. Więc ja bardzo przepraszam, ale Sammy wparowujący tam po wszystkim i domagający się wrzaskiem, by brat powiedział mu, że to była sytuacja „ty lub oni”, irytuje mnie wyjątkowo. A niby jaka? Miał się dać zaciukać, by nie pozwolić dojść do głosu Znamieniu? Oh wait, ostatnio kiedy umarł, obudził się jako demon… Brak logiki koszmarny. Ale cieszę się, że mroczny wątek Deana będzie kontynuowany, bo jak wiecie, dla mnie skończył się zdecydowanie za prędko.

Fot. The CW

Fot. The CW

Pirjo: Przechodząc pomału do poszczególnych odcinków, zaskoczyło mnie, że tak łatwo rozwiązał się hype’owany wątek z Colem – choć teraz zaczynam myśleć i mieć nadzieję, że młody łowca, któremu Dean zabił tatę, jeszcze do nas wróci. Poboczną obserwacją jest dostrzegalny wzrost wyrozumiałości bohaterów dla istot demonicznych, powraca i utrwala się na przykład instytucja dobrego wampira. Świat staje się coraz bardziej wieloznaczny, kreślony w wielu odcieniach szarości, co nie ułatwia bohaterom ich zadań. Demoniczne i potworne przypadłości można trzymać w ryzach siłą woli, i każdy „egzemplarz” należy rozsądzać indywidualnie. Kto wie, czy monstrum w które wbija się magiczny szpikulec jest tak naprawdę złe? A może to jednak skomplikowana postać, której unicestwienie oznacza obciążające sumienie morderstwo? Czy bracia Winchesterowie to seryjni mordercy?

Przemek: Trend, o którym mówisz, przypomina mi, niestety, nie do końca udane „umrocznienie” postaci Doktora w ósmej serii Doctora Who. Jasne, można mącić klarowny obraz, stawiać trudne pytania, sugerować, że heros tak naprawdę jest zły – ale zawsze koniec końców trzeba wrócić do status quo, odbudować zszarganą reputację bohaterów. Przecież mamy im kibicować i współczuć! Winchesterowie walczą teraz po prostu ze złem w sposób bardziej zniuansowany, obaj bywali już po ciemnej stronie Mocy i chyba rozumieją, że świat nie jest czarno-biały. Wątek Cole’a zamknął się rzeczywiście szybko i również liczę na to, że ta postać powróci, bo gdyby np. „rozgrzeszony” Cole przystał do naszych bohaterów, mielibyśmy ładny komentarz do przejść Sama i Deana. Człowiek, który myślał tylko o zemście, koniec końców zaczął działać po stronie sił dobra.

Fot. The CW

Fot. The CW

Mysza: Mimo tego, jak bardzo kibicowałam Team Cole i liczyłam na to, że postać ta na stałe dołączy do sojuszników braci, w sumie jestem zadowolona ze sposobu, w jaki zakończono ten wątek. Fakt, że Winchesterowie myślą nie tylko o swojej rodzinie, ale także o cudzej – w tym wypadku Cole’a – daje mi nadzieję, że nie są totalnie zaślepieni the family business. Pamiętają, że istnieje na tym świecie coś więcej niż walka z monstrami i to, jak bardzo ich rodzina jest w ten „biznes” zamieszana. Cieszę się, że uświadomili Cole’owi, jak ważne jest, aby nie dał się wciągnąć w bycie myśliwym, jeśli ma po co żyć. A co do niuansów w walce z monstrami? Szczerze – już od kilku sezonów mam wrażenie, że zarówno bracia, jak i scenarzyści w tej kwestii skaczą z kwiatka na kwiatek, tak jak im wygodnie. Osobiście, jako widz, za każdym razem gdy bracia (lub Castiel) wbijają ostrze w kolejnego demona lub anioła, zastanawiam się: „Ale co z człowiekiem, do którego należało to ciało?”. Serial zadaje sobie to pytanie tylko wtedy, kiedy jest to dla niego wygodne. A takie wybiórcze traktowanie potworów i całej walki ze złem… no nie wiem. Może i pokazuje, że nie wszystko jest czarno-białe, ale tym bardziej uwypukla, jak bardzo ambiwalentne są decyzje, które podejmują bracia.

Cathia: Jeśli pamiętacie odcinek Everybody Hates Hitler, Aaron Bass pokazuje w nim, co naprawdę mógłby pomyśleć przeciętny człowiek o Winchesterach, kiedy się z nimi zetknie – „Ci faceci to psychopaci!”. Hasło „Saving people, hunting things…” już dawno zostało odchudzone o to ratowanie ludzi, którzy zostali opętani – ach, gdzie te czasy, gdy Ruby mogła skusić Sama do złego, mówiąc mu, że nauczy go egzorcyzmować demony bez szkodzenia nosicielowi? Obaj rozwiązują obecnie problemy raczej siłowo, nie wnikając specjalnie w powody, choć niekiedy aż się o to prosi. Tym bardziej, rzeczywiście, ucieszyło mnie rozwiązanie wątku Cole’a, jednak podobnie jak w przypadku Demonicznego Deana liczyłam na to, że będzie większą częścią sezonu. Choć kto wie, może jeszcze?

Fot. The CW

Fot. The CW

Pirjo: Teraz chciałabym porozmawiać o moim ulubionym odcinku, a była nim opowieść kryminalna rozgrywająca się na zlocie detektywów. Szeryf Mills zasługuje moim zdaniem na własny spin-off! Czy oglądalibyście serial o przygodach Donny i Jodie? Bo ja z rozkoszą. Dawno nie czułam takiego powiewu świeżości i żaden inny epizod nie dostarczył mi tyle radości. Mamy zresztą w ostatnich odcinkach tak jakby fanservice’owy revisiting motywów, które fani najbardziej polubili. Chcecie trochę awkward Castiela, który musi sobie radzić w sytuacjach życia codziennego? Check! Pokażmy go z córeczką! Trochę ulubionej pani szeryf, i powrotów do innych bohaterów, za którymi tęsknimy? Check! Nawet John Winchester został przywołany w klasycznej, dydaktyczno-nostalgicznej historyjce. Osobiście przyjemnie mi się ogląda takie lekkie odcinki bazujące na sentymentach i z nich czerpiące siłę. A Wam jak się je ogląda? Wystarczają, czy chcecie czegoś więcej?

Przemek: Tych kilka sentymentalnych odcinków sprawiło mi więcej przyjemności niż cały poprzedni sezon. Dobrze napisane, grające na prostych, ale silnych emocjach… Najsłabiej wypadła dla mnie historia zagadkowego potwora w bogatej rezydencji, ale już wszystkie późniejsze odcinki mnie zachwyciły. Absolutnie oglądałbym spin-off z Donną i Jodie. Szeryf Mills ostatnio pojawiła się w dość przeciętnym odcinku, więc ucieszyło mnie, że powróciła w wielkim stylu. Niech twórcy nie ważą się jej ukatrupić „dla dramatyzmu”… Z kolei opowieść o Castielu odwiedzającym córkę Jimmy’ego Novaka była totalnym zaskoczeniem. Okazało się, że z daaawno porzuconego wątku zajmowania ludzkich ciał można jeszcze wycisnąć nieco wzruszeń. Ta historia ładnie też pokazała rozwój Castiela, który z dupka z poczuciem misji przerodził się w dobrego człowieka. No i toast za Johna Winchestera! Wolę takie odcinki od wymęczonych metaplotów…

Fot. The CW

Fot. The CW

Mysza: Dla mnie odcinek w rezydencji, czerpiący garściami z takiej klasyki jak Clue, był jednym z miłych zaskoczeń sezonu. Podobnie jak odcinek o dwóch paniach-szeryfach. Co jak co, ale stand-alone episodes w Supernatural zazwyczaj wychodzą dobrze, dopóki nie są zwykłą zapchaj-dziurą i niosą ze sobą jakieś istotne emocje lub skupiają się na znanych nam postaciach. Takie supernaturalowe „zataczanie koła” – powracanie do wątków i bohaterów, których już znamy i kochamy – to jedna z najlepszych rzeczy w tym serialu. Dzięki temu scenarzyści przypominają i sobie, i nam, widzom, że Supernatural to zamknięty, kompletny świat i że wciąż jest wiele elementów, które możemy zbadać i pokazać. Nie musimy wymyślać fabuł od czapy, byle zaskoczyć widza. Świat Supernatural wciąż pozostaje w dużej mierze niezbadany. Fakt, że w tym sezonie pojawiły się tak istotne postacie jak fan-favorite szeryf Mills czy córka Jimmy’ego Nowaka, wpasowuje się także „powrót” wątku matki Crowleya. Twórcy serialu wydają się garściami czerpać z serialowego kanonu. Osobiście zaczynam poważnie liczyć na powrót Adama ;)

Cathia: W tym sezonie najsilniejsze są te samodzielne odcinki, bo kiedy pojawia się metaplot, to ja po prostu ziewam – scenarzystom kiepsko idzie przykucie mojej uwagi, może dlatego, że nadal nie wiadomo, co właściwie jest głównym wątkiem. Jednak wszystkie odcinki monster of the week, które dostajemy, są doprawdy wyśmienite i sprawiają mi niesamowitą przyjemność! Prym wiedzie, rzecz jasna, podobnie jak w Waszym przypadku, Hibbing 911, jako że jestem zagorzałą fanką pani szeryf Mills, a i Donna przykuła moją uwagę w poprzednim sezonie. Bardzo też podobało mi się Ask Jeeves, bo po prostu uwielbiam kryminalne zagadki w starej rezydencji. Fakt, że sama zagadka nie do końca trzymała się kupy, ale oglądało się wyjątkowo przyjemnie, a liczne akcenty komediowe sprawiły, że szczerze się uśmiałam. Tak jak mówi Mysza, twórcy wracają do korzeni, bo w większości tych samodzielnych odcinków mamy znowu motele, Deana reperującego Impalę i wszystkie te urocze rzeczy, które cieszyły nasze serca w pierwszych sezonach. Nie wiem, czy pojawi się Adam, bo po tylu latach w Klatce musiałby powrócić jako potwór, ale jestem dziwnie przekonana, że zobaczymy kogoś ze starych znajomych (jednego nawet jestem pewna i już odliczam – ach, ten Twitter!).

Fot. The CW

Fot. The CW

Pirjo: Na koniec chyba muszę zadać pytanie o trzecią niteczkę ewentualnego metaplotu, czyli wątek anielski; losy aniołów i Nieba jako takiego. Poruszająca była historia prawdziwej rodziny (ciała) anielicy Hanny, która pobudziła do głębszej refleksji także Castiela. Powraca Jimmy Novak, i niewygodne pytanie, czym się różnią anioły od demonów jeśli chodzi o opętywanie ludzkich ciał i pozbawianie ludzi wolności, a często i życia? Przyznacie, że chyba wszystkie granice w tym serialu zaczynają się naginać i pękać, a „szara strefa” precedensów dominuje fabułę. Co będzie dalej z Castielem i Niebem?

Przemek: Jeśli przyjąć tezę, że serial powolutku zmierza ku końcowi, to pogłębianie obrazu świata przedstawionego ma jak najbardziej sens. Im dłużej człowiek żyje, tym więcej rozumie i tym więcej niuansów dostrzega. (W wariancie optymistycznym). Sam, Dean i Castiel przez parę ostatnich sezonów szukali rozwiązań „ostatecznych”. Zamknąć Piekło, otworzyć Niebo, zostać nowym Panem Bogiem – same wielkie, dalekosiężne plany, które koniec końców spaliły na panewce. Teraz cała trójka jakby zeszła o stopień niżej: wracamy do spraw indywidualnych, pomagania jednostkom, prób głębszego zrozumienia siebie i innych. Bohaterowie nam dojrzewają! W tym kontekście wątek anielski daje pewną nadzieję na fundamentalną zmianę stosunku Nieba do ludzkości. Może po przymusowym pobycie na ziemi anioły zaczną lepiej rozumieć, na czym polega ich misja? Hannah już podjęła zaskakującą decyzję, by oddać „przejętej” kobiecie jej życie. Idzie nowe?

Cathia: Ależ my nadal nie wiemy, co się dzieje w Niebie i nic nie wskazuje, byśmy się szybko dowiedzieli! Nie daję głowy, że jest tam przeuroczo, jako że nikt nie pofatygował się chociaż, by naprawić anielskie więzienie, a przymusowe ściąganie aniołów na górę raczej wskazuje na to, że się niczego nie nauczyli. Chwała przynajmniej bogom, że Castiel, dzięki Hannah, wypisał się jak na razie z wielkiej Misji, którą było ograniczanie wolnej woli innym aniołom (tak, Castiel!), misji, której podjął się totalnie od czapy. Bardzo się cieszę, że Hannah okazała się postacią, która dojrzała, nie standardową anielicą, z jakimi mamy przeważnie do czynienia w serialu. Nie wiem jednak, czy idzie nowe, bo Castiel już tyle razy wydawał się pewne rzeczy rozumieć (chociażby ludzkość), a potem opkowy imperatyw nakazywał mu o tym zapominać. Niebo jest w tym sezonie zaznaczane li i jedynie tą podróżą Hannah i Casa, nie wiem, czy w ogóle jest na nie jakiś plan.

Mysza: Choć wątek Hanny nawet mi się podobał, nie wiem, co sądzić na temat ewentualnych zmian, które ta historia sugeruje w kwestii Nieba. Czy twórcy rzeczywiście cokolwiek w ten sposób wyjaśnili? Czy rzeczywiście wiemy, co się teraz dzieje w Niebie i jak dalej potoczą się losy aniołów?… Czy może twórcy po prostu dali sobie wygodny out wobec postaci, na którą nie mieli już większego pomysłu? Hanna wyraźnie miała być Castielem 2.0, ale te same żarty rzadko śmieszą dwa razy. Z jednej strony cieszę się, że Hanna pod wieloma względami zrobiła to, czego nie umiał zrobić Castiel – odpuściła i pozwoliła, by kierowała nią miłość do ludzi jako jednostek, a nie jakiejś wielkiej „sprawy”. Z drugiej fakt, że wątek Hanny rozegrał się tak szybko – w jednej chwili całuje Castiela, w drugiej postanawia pozwolić prawdziwej Hannie wrócić do męża – sprawił, że trudno było mi odczuć ciężar tej decyzji. Mogę przyznać tyle, że w tym sezonie wątki Castiela wyjątkowo mało mnie denerwują. Duży sukces jak na to, że jestem antyfanką tej postaci :)

Fot. The CW

Fot. The CW

Supernatural
S10E06–09, emisja: 18.11–9.12.2014

Cathia
Mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.

Mysza
Fangirl pełną gębą. Geek z przypadku. Nerdette z wyboru. Bezwstydnie dwujęzyczna. Uzależniona od seriali – regularnie ogląda ich ponad 70, a wciąż dochodzą nowe. Chora na słomiany zapał i krótki okres koncentracji, godny Golden Retrievera z ADHD. Leniwiec to jej sekretne zwierzę totemowe. Łatwo kochliwa fandomowo i aktorsko – najchętniej weszłaby w poliandryczny związek z połową mężczyzn (i kobiet) w Hollywood. Cierpi na zaawansowane „gustus eclecticus”, które pozwala jej pochłaniać całą popkulturę bez względu na jej domniemaną jakość. Swoje przemyślenia spisuje na blogu MyszaMovie.

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko
Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)