Fot. BBC

Ice Cream Pain (Doctor Who Christmas Special, S08E13)

Artykuł zawiera spoilery.

Przemek: Święta, święta i po świętach. Także doktorowych. Odcinek, który otrzymaliśmy na Gwiazdkę w tym roku, bardzo się różnił od zeszłorocznego – na sam początek choćby tym, że nie był okropny. Last Christmas, niczym wigilijny stół, to posiłek złożony z wielu różnych dań. Alien, The Thing, Half-Life 2, Incepcja… i święty Mikołaj. A także bezpośrednia kontynuacja wątku Clary i Doktora z sezonu ósmego. Wydawałoby się, że od takiej mieszanki można dostać co najwyżej niestrawności, tymczasem bawiłem się zaskakująco dobrze.

Pirjo: Z tego co czytałam, bezpośrednią inspiracją dla Moffata był komiks z roku 1960, w którym Doktor – William Hartnell – spotyka Świętego Mikołaja. Celem odcinka było pokazanie tej postaci tak, aby ani nie uczynić jej częścią kanonu, ani nie zdyskredytować, i to się na pewno udało: nadal nie jesteśmy pewni, czy Mikołaj istnieje. Najbardziej jednak podobało mi się w tym akurat epizodzie, że Święta nie były przesadzone, że świąteczne rekwizyty pozostały raczej na drugim planie, służebne wobec fabuły, która momentami zakrawała na horror! Bardzo dobry odcinek.

Fot. BBC

Fot. BBC

Joanna: Zastanawiałam się, jak poradzą sobie ze świątecznym odcinkiem na emocjonalnym pobojowisku, jakie zostawił finał – odpowiedź brzmi: zaskakująco dobrze. Odcinek działa zarówno jako zamknięta całość, jak i jako pomost pomiędzy finałem a tym, co nadejdzie. Działa też jako świąteczna opowieść o zaufaniu i wierze i to chyba najbardziej mnie w nim ujęło. No i nawiązania do Aliena oczywiście.

Przemek: Przyznam, że na początku trochę się nudziłem i przewracałem oczami – głównie przez nieśmieszną scenę na dachu Clary – ale odkąd pojawiły się senne kraby, zrobiło się znacznie ciekawiej. Odcinek umiał kilka razy zaskoczyć i do końca trzymał w niepewności, czy to, co widzimy, jest snem, czy rzeczywistością. Moffat ma przykre upodobanie do cyrkowych trików i tanich sztuczek, ale kiedy już mu wyjdą, rzeczywiście potrafią zauroczyć.

Mikołaju, Mikołaju, co ty robisz w naszym kraju?

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Bałem się wprowadzenia postaci świętego Mikołaja do Doctora Who. Trudno nie popaść w kicz czy absurd – i właściwie przez pierwszy kwadrans byłem pewien, że to właśnie oglądam. Armia robotów-zabawek, renifer stający dęba i czerwony nos Rudolfa wyłączany kluczykiem… Boże, co za żenada. Ale na szczęście okazało się, że Moffat ma na ikoniczną postać dobry pomysł – i wybrnął. (Za to elfy do końca pozostały dla mnie nieśmieszne i nieznośne). A Wam jak się podobał Mikołaj?

Pirjo: Podobał mi się bardzo! Nick Frost świetnie sobie poradził z tą postacią, czyniąc ją „swoją”, i zupełnie się nie dziwię ani temu, że Clara szybko zaczęła w niego wierzyć, ani temu, że koniec końców nawet Doctor dał się porwać świątecznej magii i zapragnął poprowadzić sanie, które są „bigger on the inside”. Obserwowanie pary elfów też było miłe, wszak jeden z nich kojarzył mi się z Misfits (Nathan McMullen), a drugi (Dan Starkey) na co dzień gra w serialu w zakrywającej twarz masce – bo to przecież Strax! Dodatkowo atmosferę podgrzał napis „Wolf” na jednej z elfich kamizelek – czyżby subtelne nawiązanie do „Bad Wolf”? Przede wszystkim cieszę się, że kwestia istnienia lub nie-istnienia Mikołaja została niedopowiedziana, podziwiam też, jak doskonale taki typ bohatera wpisał się w odcinek operujący konwencją szkatułkowego snu.

Joanna: Paralele pomiędzy Doktorem a Mikołajem dla mnie były wspaniałe – zwłaszcza że prowadziły do zaciętej rywalizacji między nimi. Skoro był to tylko sen, to zapewne napędzany przed podświadomość Doktora, co samo w sobie jest już interesujące. Podobny wątek pojawił się już w odcinku z Robin Hoodem – Doktor nie radzi sobie dobrze, kiedy spotyka postaci z baśni i mitu, prawda? Co tylko sprawia, że chciałabym takich spotkań więcej, oczywiście. Nick Frost jak zawsze świetny, doskonała równowaga pomiędzy ikonicznym Mikołajem a szczyptą zgryźliwości.

Wszystko to, co widzę, wiem – czyż jest tylko we śnie snem?

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Senne kraby to jedne z bardziej krypnych potworów w tym sezonie. Prosty, wręcz banalny pomysł, zgapianie z Obcego tak jawne, że aż wprost nazwane, a jednak działają. (Swoją drogą – przezabawna uwaga Doktora, że jesteśmy wciąż najeżdżani, bo mamy na Ziemi horror pod tytułem Obcy). Gdy się pojawiły, od razu zadałem sobie pytanie, czemu Moffat zmarnotrawił kwadrans odcinka na bezsensowne sceny, zanim przeszedł do sedna – ale na szczęście okazało się, że nie miałem racji i cały odcinek był dość sprytnie zaplanowany. Potwory, które budzą się, gdy o nich myślisz…

Pirjo: Świetne były te prztyczki w nos politycznej poprawności, rzucane półgębkiem uwagi, że ukazywanie Obcych w taki sposób jak w filmie Aliens jest rasistowskie i oburza Doktora, że o elfach też nie można mówić stereotypem, bo to krzywdzące… Z pozoru zabawne przytyki miały niewątpliwe drugie dno. Co do fabuły, to uważam, że została napisana bardzo precyzyjnie, nie nudziłam się ani przez chwilę, choć już w momencie, gdy ku załodze statku z góry opadały nieubłagane kraby, domyśliłam się, że dalsza część będzie iluzją. Snem we śnie. Ale i tak moment, gdy Clara schowała się pod stołem czy też łóżkiem, a z góry atakował ją potwór, był naprawdę złowrogi. Ciekawe jest jednak coś innego, a mianowicie postawione w serialu pytanie: co jest prawdą, a co iluzją? Co znaczy pojawienie się kolejnej, groźnej rasy, która wymaga od nas powstrzymania jednej z najbardziej podstawowych, ludzkich aktywności – nie myśl? Po „nie mrugaj”, „nie oddychaj”… I jeszcze zastanawiam się, czy Doktor rzeczywiście się ze swojego snu obudził – i kiedy tak naprawdę – i czy wszystko, co widzieliśmy w sezonie ósmym, przydarzyło się faktycznie…

Joanna: Mnie już trochę męczą te „nie mrugaj” i „nie oddychaj” w coraz to nowych iteracjach… ile nam jeszcze zostało odruchów bezwarunkowych i, co najgorsze do pomyślenia, co będzie następne? Mam parę typów, jeden gorszy od drugiego.

O nawiązaniach do Aliena już wspomnieliście, ale co mnie najbardziej chyba ucieszyło, to że sami bohaterowie zdawali sobie z nich sprawę. Genre-savvy! Mała rzecz, a tak cieszy, ilekroć pojawia się postać, która „widziała już ten odcinek” i „ma złe przeczucia.” Doctor Who w ogóle jest stworzony dla postaci genre-savvy – ze swoją gloryfikacją pewnego konkretnego rodzaju inteligencji i ze swoim statusem dziadka gatunkowego, który zrobił już każdy znany motyw w latach 60., kiedy nie było komputerów i trzeba było gumowe potwory samemu pchać pod górkę.

Fot. BBC

Fot. BBC

Ciągłe kwestionowanie rzeczywistości było dobrym motywem, zwłaszcza w powiązaniu z tym, co Doktor mówi, wskazując na TARDIS za oknem – tu sprawa się robi skomplikowana. To długa historia. Ale pomyślmy, że któraś z kobiet po obudzeniu się spotyka Doktora jeszcze raz, kiedyś. Postać ze snu, z bajki. Skąd wiesz, że nadal nie śnisz?

I Clary odmowa obudzenia się, raz, drugi, trzeci. Clara kurczowo trzyma się tej swojej nierzeczywistości, nawet kiedy wydaje się, że już prawie mocno stąpa po ziemi. Cały ostatni sezon to jej rozerwanie pomiędzy normalnym życiem a Doktorem. Nie jestem do końca pewna, czy jej wybór jest zdrowy i dobry, ale i cieszę się, że to właśnie wybrała.

Przemek: Ja, gdy Doktor obudził się „ostatecznie” w wulkanicznym krajobrazie, bardzo podobnym do halucynacji z wrzucaniem kluczy do lawy w Dark Water, zląkłem się, że Moffat szykuje jakiś grubszy trik, że zaraz się okaże, iż zasnęliśmy jeszcze w poprzednim sezonie… Ale się nie okazało. Póki co. Bardzo podobało mi się użycie w odcinku testu Helmana- Zieglera, czyli niepokojąca scena z identycznymi podręcznikami, które jednak się różnią. „We. Are. All. Dead.” – brrr. Dywany spod stóp wyciągano nam właściwie aż do ostatniej sceny i ta zabawa w zgadywanie całkiem mnie wciągnęła. Szkoda tylko, że poza samym pomysłem na sny w snach zabrakło ciekawego wykończenia. Scenografia jakaś taka goła, muzyka gubiąca się w tle, postacie czwórki śniących ledwie zarysowane. Poza Shoną właściwe nikt nie zapadał w pamięć.

Pirjo: Dla mnie sensem i „wykończeniem” było podważenie rzeczywistości jako takiej, co prowokuje do dalszych pytań, a także Gwiazdkowe odnowienie naderwanej więzi miedzy Clarą a Doktorem, o których pamiętamy, że ostatnio ich relacja polegała na braku wzajemnego zaufania i wręcz wyrachowanym okłamywaniu się. Odcinek był bezpośrednią ripostą na wydarzenia z Death in Heaven. Czego Doctor życzył sobie od Świętego Mikołaja? To oczywiste – Clary! I jego życzenie wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu się spełniło. Clara nie rozumie, jak mogła żyć bez przygód (nawet senne widmo Danny’ego nie jest w stanie jej powstrzymać), Doctor nie chce podróżować bez Clary i ta dwójka zgrywa się teraz znacznie lepiej.

Moda na TARDIS, odcinek 4815162342

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Na koniec – emocjonalne sedno odcinka, czyli wątek Clary i Doktora (z gościnnym udziałem Mikołaja). Przyznaję, nie spodziewałem się, że towarzyszka wróci na pokład TARDIS, tym bardziej, że aż do ostatniej sceny mocno sugerowano nam pożegnanie. Ten moment, gdy widzimy Clarę-staruszkę… Czyżby Jenna Coleman zmieniła zdanie w ostatniej chwili? Tak czy siak, uczucia mam mieszane, bo choć lubię Clarę, miałem w minionym sezonie poczucie, że pora już na zmianę. Liczę, że scenarzyści mają jakiś świeży pomysł na tę postać. Jako Niemożliwa Dziewczyna sprawdziła się średnio, jako nauczycielka znacznie lepiej, ale jej wątek właściwie gładko się zamknął. Co dalej?

Pirjo: A ja, paradoksalnie, mam wrażenie, że przez cały ten czas oglądaliśmy tylko preludium do postaci Clary – ogromnie długaśne, przyznam – i nadal nie wiem, kim ta postać jest, jaka jest. No i w sumie chciałabym to wiedzieć, dlatego newsy o tym, że Jenna jednak weźmie udział w sezonie dziewiątym, bardziej mnie ucieszyły niż rozczarowały. Podoba mi się wątek zwany przez niektórych Doctor Clara, czyli fakt, że jest to bohaterka, która najchętniej ze wszystkich towarzyszek przejmuje inicjatywę i najśmielej sobie radzi z TARDIS oraz wszelkimi nowoczesnymi (a może raczej prastarymi…) technologiami. Jest bardzo „decyzyjna”. Podoba mi się, że sam Doctor najwyraźniej wcale nie chce jej wypuścić, że nie odpowiada mu, mimo wszystko, „staruszka Clara”, kolejna dziewczyna utracona w strumieniach czasu, towarzyszka czekająca kilkadziesiąt lat na jego powrót. Przepiękne było ujęcie, w którym Doctor widzi ją jako dokładnie taką samą młodą nauczycielkę, co dawniej, mimo że ma przed sobą siwą starowinkę. Spogląda pod powierzchnię. I jeszcze scena, gdy Clara przytula Doctora, a on nie oponuje, bo chyba się ostatecznie oswoił. Tak, ich więź zdecydowanie dopiero się kształtuje!

Fot. BBC

Fot. BBC

Joanna: Przeraziła mnie ta ostatnia sekwencja snu, z Clarą staruszką. Ostatnio trochę przebywałam na bezneciu i nie śledziłam ani spoilerów, ani ogłoszeń obsadowych i nie miałam pojęcia, czy to przypadkiem nie jest ostatni odcinek Jenny. I – przez tę wyjątkowo długą chwilę – byłam pewna, że jest. I w tym przypadku – co by to było za zakończenie. Życie w pełni przeżyte przez Clarę – podróże, pilotaż – ale i pełne niewykorzystanych szans. I Doktor, który też przegapiłby swoją szansę. Powraca ten strach przemijania, integralny dla Doktora, który tylko odwiedza życia swoich towarzyszy. Ten temat był idealny na odcinek świąteczny: przemijanie i wykorzystane/niewykorzystane szanse.

Przemek: Tak. Ale pozwolę sobie jeszcze na ostatni przytyk. Złapałem się w trakcie odcinka na myśli, że aż szkoda, iż mało mnie obchodzi (krótka) relacja Clary i Danny’ego, bo osłabia to emocjonalną wymowę odcinka. Gdyby to Amy zobaczyła we śnie zmarłego Rory’ego, płakalibyśmy jak bobry. Tu niestety kolejne już pożegnanie towarzyszki z ukochanym nie wzruszyło mnie. Było wtórne, zbędne jak kontynuowanie wątku Rose po odcinku Doomsday za Russela T Daviesa. W efekcie przesłanie zawarte w tytule – każde święta to ostatnie święta – wypadło blado.

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: Mnie akurat przekonało to ostatnie pożegnanie, i tutaj moim zdaniem tytułowe „Last Christmas” było celne. Święta to przecież nie tylko czas radości, kojarzą się też ze śmiercią, przemijaniem, upływem czasu, punktem granicznym, podsumowaniami. Clara nie miała okazji na właściwe zwieńczenie relacji z Danny’m, ciągle w biegu, ciągle brakowało jej czasu, a tu dostała szansę, by spędzić z ukochanym idealny, cały dzień. Nawet jeśli był on tylko „znieczuleniem” zastosowanym przez mordercze kraby. Oczywiście, że to nie ten sam wymiar i nie ta sama głębia co rozbudowana relacja Amy i Rory’ego: tamci byli małżeństwem, oboje podróżowali z Doktorem i przeżyli o wiele więcej niż „randkująca” para z obecnego sezonu. Ale słodko-gorzka Kristmasowa sielanka zadziałała w odcinku podobnie jak postać Mikołaja, jak wyidealizowany sen, i nie bez powodu konający odczuwali ćmienie, które się im kojarzyło ze zbyt szybkim jedzeniem zimnych lodów: ekstremalna słodycz niesie ze sobą ból.

Joanna: Dla mnie strata Danny’ego nadal jest niepowetowana i potrzebuję jeszcze więcej czasu, żeby się z nim pożegnać, więc ten odcinek był swojego rodzaju tymczasowym plastrem. Clara przez cały ostatni sezon i tutaj także miota się pomiędzy codziennym życiem a podróżami z Doktorem, pomiędzy zaufaniem do niego a bólem zdrady. Jest to jeden z najciekawiej zarysowanych (zarysowany właśnie, jeszcze nie do końca widoczny, coś na kształt wstępnego szkicu) związków, jakie mieliśmy pomiędzy Doktorem a towarzyszką ostatnimi czasy i chciałabym jeszcze go trochę popchnąć do ekstremum. Podobnie jak Doktor widzi Clarę jako tę samą osobę niezależnie od wieku, tak i Clara potrafi zajrzeć pod powierzchnię. Zgadzam się, że historia Clary może się dopiero zaczynać.

Kącik spekulacyj?

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Tym razem darujemy sobie chyba kącik spekulacyj, bo i nie bardzo jest się nad czym zastanawiać. Wygląda na to, że czeka nas kolejny sezon z Capaldim i Jenną, wciąż pod światłym przewodnictwem Słońca Narodu Stevena Moffata. Czyli: więcej tego samego, ale może już z nieco pogodniejszym Dwunastym? Byle do Ucznia (uczennicy?) czarnoksiężnika

Joanna: Postawię flaszkę temu, kto mi pierwszy potwierdzi wieści, że może byłaby to uczennica. Zamiast spekulacji: życzenia. Mniej żartów z fanów, więcej radosnych nawiązań. Więcej Capaldiego w Capaldim. Niech wróci Missy (you were so fine). I niech się spełnią życzenia lepszych wątków dla Clary.

Pirjo: A ja bym się jednak zastanowiła nad powtarzającymi się natrętnie „don’t blink”, „don’t breathe”, „don’t think”, i wreszcie „long story…” i nad igraniem z samą materią rzeczywistości… Z tym, co prawdziwe, a co wyśnione. Czy się aby nie okaże, że część ósmego sezonu to fikcja? No ale nie psujmy Gwiazdkowego nastroju. Ho-ho-ho?

Fot. BBC

Fot. BBC

Doctor Who
S08E13: Last Christmas, emisja: 25.12.2014

Joanna Kucharska
Zawodowo ogląda seriale. Jeszcze jej za to nie płacą, ale pracuje nad doktoratem na temat seriali internetowych, więc prawie prawie. W międzyczasie hate-watchuje większość seriali, które ogląda i pasywno-agresywnie udziela się na tumblerze.

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko
Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)