Fot. SCG Power Rangers LLC

Gimby nie znajo, czyli fenomen Power Rangers

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Przemek: W zasadzie należało się tego spodziewać. Ledwie pokolenie, które dorastało w latach 90., osiągnęło pełnoletniość, natychmiast zaczęło z nostalgią spoglądać wstecz – i mitologizować na potęgę. W krążących po sieci memach ostatnia dekada XX wieku przedstawiana jest jako fantastyczna, cudowna kraina dzieciństwa, utracony złoty wiek (pop)kultury, któremu nie mają szans dorównać późniejsze lata. W internecie anglojęzycznym królują obrazki przedstawiające rozmaite zabawki, programy czy gadżety z tamtej epoki, opatrzone komentarzem: „Jeśli to pamiętasz, miałeś świetne dzieciństwo”. Polski odpowiednik tego hasła zawiera jeszcze więcej poczucia wyższości: zdjęcia kaset VHS czy GameBoyów podsumowuje lekceważące „Gimby nie znajo”, jawnie sugerujące, że kto urodził się później, ten przegapił najlepszą dekadę w historii świata.

Pozwoliłem sobie na ów wstęp, bo serial, o którym będziemy dziś rozmawiać, dla wspomnianego pokolenia „90s kids” zdecydowanie zalicza się do grona kultowych. Power Rangers, amerykańska produkcja adaptująca materiał z japońskiego Super Sentai, zjawiła się przed dwudziestu laty również w polskiej telewizji i z miejsca podbiła dziecięce serca. Sam pamiętam zbieranie naklejek z bohaterami oraz zażarte kłótnie na szkolnych korytarzach, których celem było ustalenie, czy uwielbianym Czerwonym Wojownikiem ma prawo być Maciek, czy może Tomek. Zacznijmy więc może od pytania: jak wy wspominacie swoje pierwsze zetknięcie z Power Rangers? Czy wasi koledzy też na tym punkcie oszaleli?

Michał: Zanim odpowiem na to pytanie, odniosę się na moment do tego, co napisałeś wyżej, a mianowicie – do poczucia wyższości, jakim ociekają nostalgiczne wspomnienia naszych rówieśników. Moje drogie, moi drodzy – nie idźmy tą drogą. Dzisiejsza dzieciarnia i młodzież ma takie same prawo do własnych popkulturowych fascynacji, jak my mieliśmy do swoich i nie ma żadnego powodu, by być dupkami dla tych, którzy mieli czelność dorastać w innych czasach i innych warunkach. Nam też starsze pokolenie zarzucało, że „nasze” komiksy, seriale i kreskówki są nic niewartym szajsem.

Ale wracając do Power Rangers – nie pamiętam swojego „pierwszego razu”, ponieważ ten serial w zasadzie od zawsze był częścią mojego życia. Właściwie siedzenie na dywanie przed smużącym ekranem telewizora i oglądanie Power Rangers to jedno z moich pierwszych świadomych wspomnień. Historia piątki teenagers with attitudes, pojawienie się Tommy’ego, wejście smo… to znaczy – wejście (baczność!) Lorda Zedda (spocznij), utrata przez Wojowników mocy i ich odzyskanie, zniszczenie zordów… do dziś pamiętam emocje związane z oglądaniem tej produkcji. Jasne, dziś serial wygląda tandetnie – i w sumie taki jest – ale gdy byłeś dzieciakiem, stanowił coś niesamowitego.

Aeth: U mnie podobnie – zupełnie nie pamiętam pierwszego zetknięcia się z Power Rangers, pamiętam za to, że oglądałam go z wypiekami na twarzy i wprost uwielbiałam Trini, czyli pierwszą, oryginalną Żółtą Rangerkę mówiącą po angielsku. Już wtedy zastanawiało mnie, dlaczego nie nosi spódniczki tak jak Kimberly (i dlaczego w kostiumie ewidentnie odgrywa ją facet), albo dlaczego wypowiedzi Rity – ledwo słyszalne przez polskiego lektora – nie pasowały do ruchu jej ust. Można powiedzieć, że były to moje pierwsze popkulturalne fascynacje wychodzące poza kwestie fabularne. Takich rzeczy się nie zapomina.

Dodam jeszcze, że moje zauroczenie Mighty Morphin Power Rangers wykroczyła daleko poza odcinki emitowane w telewizji – nie wiedząc jeszcze, co to fanfiki, układałam w głowie niestworzone, wielowątkowe historie z udziałem zapożyczonych bohaterów, których ostatecznie przekształciłam praktycznie w inne postacie. Pamiętam, że w dzieciństwie zawsze irytowała mnie uwaga, jaką w serialu poświęcano Kimberly, więc swoją bohaterką naturalnie uczyniłam Trini, spychając tę pierwszą do roli praktycznie negatywnej. Oczywiście nic już dzisiaj do Kimberly nie mam, ale takie rzeczy też zapamiętuje się na całe życie.

Fot. SCG Power Rangers LLC

Fot. SCG Power Rangers LLC

Przemek: Niewiele osób w Polsce zdaje sobie chyba sprawę, z jak wielu serii i filmów składa się obecnie uniwersum Power Rangers. Nasza telewizja wyemitowała ich zaledwie kilka – zapoznanie się z resztą to już zadanie domowe dla prawdziwych fanów. Czy możecie nam opowiedzieć coś więcej o tych nieznanych zwykłemu zjadaczowi chleba odcinkach? Co sprawiło, że po nie sięgnęliście i jak się mają do popularnego Mighty Morphin Power Rangers?

Michał: Małe sprostowanie – akurat polska telewizja wyemitowała wszystkie sezony Power Rangers z wyjątkiem dwóch i serial ma obecnie całkiem przyzwoitą dystrybucję w naszym kraju. Po prostu w miarę naszego dorastania Power Rangers zaczęło wypadać z orbity zainteresowań, stąd tak nikłe rozeznanie ogółu w kwestii sezonów niewchodzących w skład tzw. Ery Zordona (Mighty Morphin, Zeo, Turbo i In Space).

Do powrotu do świata Power Rangers zachęcił mnie vloger Linkara, który w ramach swojej działalności tworzy cykl filmów dokumentalnych History of Power Rangers – piekielnie błyskotliwych i dowcipnych recapów poszczególnych sezonów. W trakcie oglądania kolejnych odcinków History… coraz mocniej zacząłem romansować z myślą o obejrzeniu paru odcinków „na próbę” i sprawdzeniu, czy po latach taka formuła wciąż okaże się dla mnie strawna. Pół roku później byłem już fanboyem, który kompletnie stracił głowę dla Power Rangers. Nawet sobie nie wyobrażałem, w jak ogromnym stopniu zmienił się ten serial od czasów mojego dzieciństwa.

Fot. SCG Power Rangers LLC

Fot. SCG Power Rangers LLC

Przede wszystkim – po zakończeniu Ery Zordona serial stał się antologią. Każdy kolejny sezon to zupełnie inna, budowana od podstaw historia z nowymi bohaterami, nowym złoczyńcą i nowymi mocami. Fabuły stały się bardziej spójne, zaczęły opierać się na zwartej, rozwijanej od początku do końca intrydze poprzetykanej okazjonalnymi fillerami. Bohaterowie pierwszoplanowi zaczęli silnie się rozwijać charakterologicznie, stając się interesującymi, wielowymiarowymi postaciami, którym można kibicować i z którymi można się utożsamiać. Walki wręcz są najbardziej widowiskowymi i złożonymi choreograficznie scenami akcji, jakie możesz obecnie obejrzeć w telewizji. Muzyka na ogół olśniewa widzów (pokaż mi inny serial dla dzieci, który ma power metalowy soundtrack). Szczególnie w chwilach, gdy komponuje ją Ron Wasserman, artysta odpowiedzialny między innymi za kultowy utwór Go Go Power Rangers!, który jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych tematów muzycznych w historii popkultury. Pomyśl o tym – ten serial rozwijał się przez dwie długie dekady, w trakcie których jego twórcy uczyli się panować nad tym specyficznym tworzywem, z którego składa się Power Rangers, a jest to tworzywo nader często eksplodujące, więc tym trudniej się z nim obchodzić. Kiedy jednak wszystkie elementy zaczynają ze sobą współgrać, na ekranie dzieje się magia.

Aeth: Magia to w zasadzie idealne określenie. Biorąc pod uwagę, że Power Rangers jednak wyglądają jak wyglądają – nie oszukujmy się: jak przebrani w lateksowe kostiumy kaskaderzy naparzający się na tle kartonowych plenerów przy użyciu plastikowych broni – i z tego powodu na pierwszy rzut oka kojarzą się z tanią, naiwną rozrywką dla dzieci, to wszystko, o czym napisał Michał i tak jest prawdą. Naprawdę są tu wielowątkowe, rozpisane na całe sezony intrygi, barwni, żywi bohaterowie, który zmieniają się z biegiem wydarzeń, mnóstwo emocji, wiele niespodziewanych zwrotów akcji, masa fantastycznych scen walk. Nie we wszystkich sezonach po równo i nie w każdym z prawie ośmiuset odcinków, ale tak zaskakująco dużo i w tak zaskakująco dobrym stylu, że pomimo technologicznej „taniości” owe fabuły ogląda się z prawdziwym podziwem i przyjemnością. Ta formuła, w magiczny sposób, naprawdę działa.

Fot. SCG Power Rangers LLC

Fot. SCG Power Rangers LLC

Natomiast co do powrotu, prosta sprawa: Michał napisał tyle pochwał na temat kolejnych sezonów, wymieniając wszystkie najsmakowitsze kąski (w tym zagrania, które osobiście uwielbiam w dziełach nowoczesnej popkultury), że w końcu musiałam spróbować przekonać się sama. W końcu dokładnie w ten sam sposób zaczęła się moja miłość do Warehouse 13 – na blogu Michała. Ale miałam też dodatkowy bodziec z innej strony: otóż niedługo przedtem w Once Upon a Time pojawiła się postać Dzwoneczka grana przez Rose McIver, a niedługo później aktorka dostała główną rolę w iZombie, serialu, na który ostrzę sobie zęby z coraz większą niecierpliwością. Przeogromnie polubiłam Rose McIver, a przeglądając jej filmografię, odkryłam w jej karierze Power Rangers RPM. Przemknęło mi przez głowę długie „hmm”, dodałam sobie dwa do dwóch, a gdy odpaliłam pierwszy odcinek, aż musiałam się czegoś przytrzymać – bo w życiu nie spodziewałam się odkryć czegoś tak fantastycznego.

Przemek: Pod wieloma względami Mighty Morphin Power Ragners to typowa historia superbohaterska. Mamy grupkę zwyczajnych nastolatków, którzy ukrywają przed światem swoją sekretną tożsamość jako potężnych wojowników w służbie dobra. Są obdarzeni mocami, ale też trochę niekompetentni superzłoczyńcy, wciąż bezskutecznie usiłujący podbić świat. Jest wreszcie baza-kryjówka, sypiący mądrościami mentor i specjalne bitewne pojazdy. Z jednej strony łatwo dostrzec, czemu taki superbohaterski serial, zrealizowany zresztą w przystępnym formacie „potwora odcinka”, podbił świat. Z drugiej strony – trudno nie zauważyć, że fabuła pierwszych serii Power Rangers jest dość prosta, a poszczególne historie raczej sztampowe. Czy później sytuacja zmienia się na lepsze? Co w waszych oczach odróżnia przygody wojowników od banalnej, przeznaczonej dla młodych widzów „nawalanki”? Czy dorosły ma w tym serialu w ogóle czego szukać?

Fot. SCG Power Rangers LLC

Fot. SCG Power Rangers LLC

Michał: To, co napisałeś odnośnie sztampowości i prostoty fabuły, to prawda – ale, no właśnie, tylko jeśli bierzemy pod uwagę pierwsze serie. Jasne, struktura niemal każdego odcinka Power Rangers jest w zasadzie identyczna, ale przecież to samo możemy powiedzieć na przykład o House MD czy jakimkolwiek innym proceduralu. Ten schematyzm to szkielet, który scenarzyści obudowują interesującą intrygą. W Power Rangers mamy na ogół do czynienia z bardzo spójną, konsekwentnie rozwijaną fabułą z zaskakującymi zwrotami akcji, interesującymi relacjami pomiędzy poszczególnymi bohaterami i bohaterkami oraz kumulacją wszystkich wątków w widowiskowym, zapierającym dech w piersiach finale.

Sam schematyzm też jest zresztą niekiedy bardzo elastyczny. Pomyśl o tym, że jeden z sezonów rozgrywa się w postapokaliptycznym świecie, w którym inteligentny wirus komputerowy urządził ludzkości nuklearny holocaust, redukując jej liczebność do jednego promila. W innym główna postać negatywna napędzana jest żądzą zemsty za śmierć ojca, którego zabili Power Rangers. W jeszcze innym bohaterowie są członkami rządowej grupy ratunkowej, Rangerami będąc w ramach swoich obowiązków zawodowych, a ich tożsamość jest publicznie znana. W ogóle w większości sezonów bohaterowie nie są nastolatkami – tę ideę porzucono już pod koniec Ery Zordona. Na ogół fabuła obraca się wokół młodych ludzi, którzy już się usamodzielnili życiowo, mają prace zarobkowe, własne mieszkania, a nawet się żenią. Sezony, których akcja toczy się w liceum, są raczej wyjątkami.

Na pytanie, co osoba dorosła może znaleźć w Power Rangers dla siebie, odpowiem tak – niedawno oglądałem odcinek serialu, w którym pada bardzo wyraźne nawiązanie do Pulp Fiction. I bynajmniej nie jest to odosobniony przypadek, bo Power Rangers bardzo chętnie czynią nawiązania do wielu ikonicznych dzieł popkultury takich jak Braveheart, Alien czy postać Supermana. Często też serial beztrosko kpi sam z siebie – w jednym odcinku Ranger pyta, czemu po transformacji za jego plecami następuje wielki, bezsensowny wybuch… a później inny bohater używa tego ikonicznego elementu serialu w sposób bojowy, transformując się, gdy ma za plecami chmarę przeciwników. Ta bezpretensjonalność sprawia, że serial ogląda się niesamowicie przyjemnie niezależnie od tego, czy ma się osiem, osiemnaście czy dwadzieścia osiem lat.

Fot. SCG Power Rangers LLC

Fot. SCG Power Rangers LLC

Aeth: Jeśli o mnie chodzi, najbardziej – poza wszystkim powyższym – kupiło mnie chyba przywiązanie do bohaterów, rozwijanie ich wzajemnych relacji, pokazywanie ich wewnętrznego rozwoju, w zasadzie zwykłe przedstawienie nam codzienności zgranej, sympatycznej drużyny. Myślę sobie o Scooby Gangu w Buffy, myślę sobie o załodze z Firefly, myślę sobie nawet o trudnej do rozgryzienia rodzinnej gromadce z Fringe – i tak samo myślę sobie o Power Rangers. Interakcje pomiędzy członkami drużyny, tak w cywilu, jak i kostiumach, są w serialu mocno akcentowane i początkowo byłam aż zdumiona, jak bardzo przywiązałam się do ich przyjaźni, rywalizacji czy romansów (tak, w Power Rangers są romanse, i to jakie, nawet jeśli zaczynają się i kończą na odpowiednio napisanych dialogach). Plus to, co powtarzamy od początku: bohaterowie zmieniają się, uczą, dorastają, przechodzą przez złości, bóle i radości, ostatecznie kończąc na całkiem satysfakcjonujących ewolucjach. Nie są jedynie pozbawionymi osobowości manekinami do noszenia kolorowych kostiumów i ratowania świata ku uciesze młodej widowni, co dla mnie było i pozostaje największą i najpiękniejszą niespodzianką, jaką mi ten serial zgotował. Przy czym to oczywiście w odniesieniu do późniejszych sezonów nakręconych po Erze Zordona.

Ale co ciekawe – i co niekiedy uwielbiam jeszcze bardziej – to samo może się zdarzyć i po drugiej stronie barykady. W zależności od sezonu możemy mieć złoczyńców karykaturalnych, niewartych zapamiętania czy wręcz jawnie irytujących, ale gdy w tych pozostałych dostajemy postacie o złożonych motywacjach czy nietypowych relacjach, nagle świat serialu staje się trzy razy barwniejszy, ciekawszy i głębszy. Więc jeśli chodzi o tę typową historię superbohaterską, to wcale nie do końca tak. Nie zawsze mamy czarno-biały podział na tych dobrych i tych złych, tym dobrym nie zawsze przydarzają się same dobre rzeczy, ci źli nie zawsze są przesiąknięci złem aż do szpiku kości. Mamy odcienie szarości i naprawdę sporo okazji do zatrzymania się i zastanowienia, czy złoczyńcom rzeczywiście należy się tylko unicestwienie. Wartość edukacyjna dla młodszych to jedna rzecz, ale dorosły widz z pewnością powinien docenić wychodzenie poza schematy i wykreowanie znacznie bardziej realnego świata, niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

Fot. SCG Power Rangers LLC

Fot. SCG Power Rangers LLC

Przemek: Power Rangers to nie tylko serial – to także marka. Poza śledzeniem ekranowych przygód wojowników widz może zakupić całe mnóstwo różnych fantów: komiksy, kostiumy, figurki, zordy, gadżety poszczególnych bohaterów i tym podobne. Niesłabnąca popularność produkcji zaowocowała także powstaniem wielkiego, aktywnego fandomu. Czy zetknęliście się z innymi fanami Power Rangers? Jak daleko poza sam serial sięga wasze zainteresowanie?

Michał: Power Rangers ma bardzo silny fandom dorosłych widzów, którzy oglądali serial za dzieciaka i nie nigdy się z nim nie rozstali. Mają nawet własny konwent tematyczny – Power Morphicon, na którym bardzo chętnie goszczą producenci serialu, aktorzy, kaskaderzy… Fani Power Rangers żyją w zaskakującej przyjaźni z fanami Super Sentai – te dwa zbiory częściowo się zresztą pokrywają. Sytuacja wygląda trochę jak z fanami seriali Sherlock i Doctor Who, którzy też żyją ze sobą w najlepszej komitywie.

Generalnie fani Power Rangers przypominają trochę magów z Niewidocznego Uniwersytetu – nie ma chyba ani jednej rzeczy, co do której zgadzałaby się większość fandomu. Który sezon był najlepszy? Który najgorszy? Zależy, kogo zapytasz. Jasne, żaden fandom nie jest monolitem w każdej sprawie, ale Ranger Nation (jak nazywają się fani tego serialu) potrafią kłócić się godzinami o najdrobniejszą rzecz i nigdy nie dochodzą do żadnego konsensusu. To kwestia tego, że każdy sezon serialu jest nieco inny – ma inny pomysł na siebie, odmienną dynamikę, konwencję, zrównoważenie poszczególnych elementów. A że gusta się różnią, to i opinie bywają skrajnie. Ale to jest chyba najlepsze w Power Rangers – ten serial cały czas eksperymentuje, próbuje czegoś nowego, nie zatrzymuje się w miejscu. Być może to dzięki temu Power Rangers, mimo pięciu „canceli”, dwóch zmian właścicieli praw do marki i dwudziestu lat burzliwej historii nadal trzyma się świetnie, a jego popularność sukcesywnie wzrasta.

Fot. therealmcast.com

Fot. therealmcast.com

Co do naszego rodzimego poletka – nie ma, o ile się orientuję, żadnego zwartego fandomu. Tu i tam są porozrzucani po całej Polsce ludzie oglądający Power Rangers i Super Sentai, generalnie jednak popularność tego serialu jest w Polsce nikła u ludzi, którzy skończyli osiem lat. Od pewnego czasu staram się to zmienić – na swoim blogu publikuję kilometrowej długości notki o poszczególnych inkarnacjach serialu, niedawno zacząłem pisać dla portalu Hatak cykl artykułów poświęconych Power Rangers. Udało mi się wciągnąć w to powerrangersowe szaleństwo Agnieszkę, która – co było dla mnie niemałym zaskoczeniem – zakochała się w w tym serialu. Doszły mnie też słuchy, że autorka bloga Zwierz Popkulturalny uległa moim namowom i zaczęła oglądać Power Rangers RPM. Po cichu liczę na to, że kiedy Zwierz opublikuje na swoim blogu wrażenia z oglądania Power Rangers, nastąpi eksplozja popularności tego serialu.

Aeth: Nie tylko Ty na to liczysz, Michał, nie tylko Ty – ja naprawdę nie mogę doczekać się możliwości porozmawiania o Power Rangers w gronie osób, które nie będą z niedowierzaniem zadawać mi pytania „ale serio, Power Rangers?” Na swoim blogu również zaczęłam wychwalać ogólne zalety serialu w celu przekonania czytelników do dania mu szansy, a przypuszczam, że na dotychczasowych dwóch tekstach wcale się nie skończy – wciąż mam pomysły i ochotę, by napisać więcej.

W międzyczasie pozostaje internet. Na fali zachłyśnięcia się serialem co chwila wynajduję w sieci ciekawe artykuły, porównania czy analizy, nie mówiąc o gifach, fanartach czy zdjęciach. Regularnie odwiedzam Tumblra, a do tego poważnie myślę o napisaniu kilku fanfików. Kiedy ostatnio napisałam jakiś fanfik, w Stanach emitowano właśnie X-Men: Evolution. No i cosplay – nie zapominajmy, że jeszcze można się za bohaterów przebrać!

Fot. SCG Power Rangers LLC

Fot. SCG Power Rangers LLC

Przemek: Na koniec pozwólmy sobie jeszcze na solidną porcję fanowskich zachwytów. Z własnych seansów pierwszych serii Power Rangers pamiętam kilka odcinków, które zaskoczyły mnie i wciągnęły, bo wykraczały poza konwencję. Najbardziej zapadła mi w pamięć fantastyczna historia dziejąca się na Dzikim Zachodzie, kiedy to mieliśmy okazję zobaczyć XIX-wiecznych, westernowych Power Rangers. Nigdy też nie zapomnę szoku, gdy w jednym z finałów wojownicy stracili „na zawsze” swoje zordy. Na pewno każdy z was ma taką listę ulubionych odcinków – podzielcie się nimi!

Michał: Odcinków nietypowych, specyficznych jest w tym serialu po prostu mnóstwo i gdybym miał napisać o wszystkich, musiałbym strzelić cztery akapity drobnym maczkiem. Intuicyjnie wyczuwam, które wymieni Agnieszka, więc postaram się je pominąć.

Na pewno trzeba powiedzieć o Forever Red, który dla fanów Power Rangers jest tym, czym The Day of the Doctor dla fanów Doctor Who. Celebrujący dziesięciolecie serialu odcinek opowiada o grupie dziesięciu Czerwonych Wojowników z poprzednich sezonów, którzy na pewien czas łączą siły, by powstrzymać niedobitki Imperium Maszyn przed wydobyciem z Księżyca Serpentery – legendarnego Zorda, który należał do Lorda Zedda. Nie dość, że powracają niemal wszyscy aktorzy dotychczas wcielający się w Czerwonych Rangerów, to jeszcze cameo mają uwielbiani przez fanów Mięśniak i Czacha oraz Alpha. A sam odcinek to jedna z najwspanialszych rzeczy, jakie kiedykolwiek dało nam Power Rangers.

Fot. SCG Power Rangers LLC

Fot. SCG Power Rangers LLC

Warto zwrócić też uwagę na epizod zatytułowany Fighting Spirit, z serii Power Rangers Dino Thunder. W tym odcinku pogrążony w śpiączce Tommy (który w Dino Thunder powraca, by mentorować nowemu pokoleniu Rangerów) stacza we wnętrzu swojej podświadomości widowiskowe pojedynki ze swoimi poprzednimi inkarnacjami – Czerwonym Zeo Rangerem, Białym Rangerem oraz Zielonym Rangerem. Kocham ten epizod za obłędny klimat i niesamowicie dopracowane sceny walk – wcielający się w Tommy’ego Jason David Frank daje tam pokaz nieprzeciętnych umiejętności w sztukach walki, serwując nam zapadające w pamięć starcia. No i nie bez znaczenia jest także aspekt nostalgiczny – starszy, bogatszy zarówno w lata, jak i w doświadczenia Tommy musi rozprawić się ze swoją przeszłością.

Kolejnym interesującym odcinkiem jest Rescue Mission, który wygląda niczym wyjęty z jakiegoś serialu sci-fi, bynajmniej nie dla najmłodszych. Fabuła epizodu opowiada o grupie kosmicznych marines (wśród których jest kilku Rangerów), którzy organizują misję ratunkową dla tajemniczego statku kosmicznego nadającego sygnał SOS. Fani uwielbiają ten odcinek za jego mrok, dojrzałość i niesamowity klimat. Epizod ten był bardzo mocno inspirowany filmem Alien Ridley’a Scotta – i to widać. Oglądałem go z ciarkami na plecach i nawet teraz lubię do niego wracać, by przypomnieć sobie, jak potężny potencjał kryje się w tym serialu.

Fot. SCG Power Rangers LLC

Fot. SCG Power Rangers LLC

Aeth: Michał faktycznie zostawił mi te „moje”, więc na pewno muszę wspomnieć o Movie Madness, dwuodcinkowej przygodzie, w której bohaterowie zostają przeniesieni w rzeczywistość filmów z różnych gatunków: Różowa Rangerka trafia na przykład do chińskiego filmu kung fu, dwójka innych bohaterów ląduje w westernie, a Żółta Wojowniczka… w musicalu! Odcinek jest pełen szalonych pościgów i niezłego, slapstickowego humoru, ale przede wszystkim stał się okazją dla Vernona Wellsa – aktora odgrywającego głównego złoczyńcę tego sezonu – do krótkiego powrotu do swojej roli z Mad Maxa 2. Przyznam, że filmu nie widziałam, ale bardzo doceniam taki gest!

Bardzo ciekawą i nietypową historią jest Lost & Found in Translation, w którym trójka Rangerów z Dino Thunder ogląda odcinek Bakuryuu Sentai Abaranger – japońskiego pierwowzoru tego sezonu – który dla bohaterów jest japońską wersją ich przygód. Jeszcze raz: bohaterowie Dino Thunder oglądają Bakuryuu Sentai Abaranger, który w rzeczywistości Dino Thunder jest serialem o przygodach Rangerów Dino Thunder. Meta w meta w meta? Odcinek niezwykle sympatyczny i pozytywny, a przy tym zakręcony jak żaden inny. Przy czym trudno ocenić, na ile wyrwany z kontekstu materiał z Abarangera jest zgodny z prawdą, ale jeśli pokrywa się choć połowie, doceniam całą powagę Power Rangers trzykrotnie bardziej!

Fot. SCG Power Rangers LLC

Fot. SCG Power Rangers LLC

Dalej: absolutnie uwielbiam Ranger Blue ze wspominanego już wielokrotnie RPM. To właśnie ten odcinek z wybuchem podczas transformacji użytym do pokonania przeciwników, choć to tylko jeden z wielu przykładów świadomego mrugnięcia do widzów okiem. Nigdzie indziej w Power Rangers bohater nie zastanawia się na przykład, czy może sobie zmienić okrzyk transformacji. Zgodnie z tytułem, to również historia Niebieskiego Wojownika, która jest przezabawną, błyskotliwą komedią, genialnie korzystającą z inwentarza filmowej popkultury. Ten odcinek jest moim promyczkiem radości – nie sposób nie uśmiechać się przez cały czas.

Zdecydowanie warto też wspomnieć o wieloletniej tradycji powstawania odcinków team-upowych, w których spotykają się drużyny z sezonów obecnego i poprzedniego. To zazwyczaj niezwykle widowiskowe, pełne dopracowanych, emocjonujących scen walk historie, które ciężko określić inaczej niż mianem „epickich”. Wyobraźcie sobie w porywach do kilkudziesięciu Rangerów, tak do siebie podobnych, ale w rzeczywistości tak od siebie odmiennych, walczących ramię w ramię z przeważającymi siłami przeciwnika! Kamera czasem nie potrafi wystarczająco szybko oddać tej wspaniałości. W tym kontekście wyróżniają się odcinki To The Tenth Power, w którym Space Rangers i Galaxy Rangers zmierzają się z Psycho Rangers, złymi odpowiednikami Space Rangers, Reinforcements from the Future, gdzie poza walkami mamy chyba najfajniejsze sceny bondingu pomiędzy dwiema drużynami, oraz Thunder Storm, gdzie po raz pierwszy jedna drużyna bije się z drugą! Niestety nie wszystkie sezony mogą się team-upami pochwalić, ale to odcinki, na które zawsze warto czekać.

Przemek: Dziękuję Wam serdecznie za udział w wielogłosie. Wygląda na to, że omija mnie świetny serial, a ja nawet o tym nie wiedziałem!

Fot. SCG Power Rangers LLC

Fot. SCG Power Rangers LLC

Power Rangers
fantasy/science fiction
1993–

Agnieszka „Aeth” Jędrzejczyk
Geek. Gracz. Kobieta. Miesza science-fiction, fantasy i fantastykę z serialami, filmami i grami video, a do tego wiernie wielbi twórczość Jossa Whedona, Playstation i zombie. Ogląda niemal wszystkie seriale fantastyczne w ramówce (przeszłej, teraźniejszej i przyszłej) i już nawet nie pamięta, od jak dawna. Od ponad dwóch lat pisze za to z orbity na wiedzmanaorbicie.pl.

Michał „Misiael” Ochnik
Publicysta, bloger, okazjonalnie pisarz i autor scenariuszy komiksowych. Szerszej publiczności znany głównie jako autor bloga Mistycyzm Popkulturowy i współtwórca webcomicsu Powrót Pana Kleksa. Od wielu lat współpracuje z blogami, portalami, zinami i czasopismami zajmującymi się szeroko rozumianą fantastyką.

Przemek Zańko
Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)