Fot. ITV

Zacny sezon, milordzie (Downton Abbey, S05)

Artykuł zawiera spoilery.

Krótkie coś te sezony. Niepostrzeżenie przywykłem do obecności Downton Abbey w swoim życiu popkulturowym na tyle mocno, że konieczność czekania aż do jesieni wywołuje u mnie nie tyle typową dla seriali operujących mocnymi cliffhangerami ciekawość/frustrację, ile raczej coś w rodzaju rzewnej tęsknoty. No i chyba po prostu Downton Abbey mnie uspokaja. Nieczęsta własność.

Fot. ITV

Fot. ITV

No ale dość o mnie, bo podsumowanie wymaga przecież jakiejś próby spojrzenia z zewnątrz. Na wysokości piątego sezonu jakiegokolwiek serialu kluczowa jest odpowiedź na jedno zasadnicze pytanie: CZY TO JESZCZE MA SENS? Widmo telenowelozy wisi niemal nad każdą produkcją telewizyjną, ale gdzie jak nie w tym przypadku wisieć musi nisko i groźnie, no gdzie? Odpowiedź nie może być jednoznaczna, bo przecież i obyczajowa formuła, i niespieszne tempo prowadzenia akcji stanowią już na wstępie dobre uprawdopodobnienie ewentualnych zarzutów. Oczywiście kto serial uznał za edwardiańską Modę na sukces już na początku, ten pewnie nie zastanawia się dziś nad jakością ostatniego sezonu, ale przecież można wyobrazić sobie, że fenomenalnie wyważona na wysokości pierwszych sezonów formuła zużyła się i rozmyła.

Fot. ITV

Fot. ITV

Cóż, moim zdaniem nadal jest dobrze. Co więcej – lepiej jest wtedy, gdy Fellowes nie stara się nam jakoś sensacyjnie urozmaicać oglądania, nieco gorzej, gdy wydaje się przerywać naturalne tempo opowiadania, by czymś nas zaskoczyć i zaniepokoić. Taki posmak niejakiego rozczarowania miało dla mnie wyjaśnienie tajemnicy panny Baxter, nie mówiąc już o coraz bardziej nużących policyjnych perypetiach Batesów, gdzie nieco wymuszony twist przerzucający potencjalną odpowiedzialność za zabicie pana Greena z Batesa na Annę nie okazał się ani dostatecznie szokujący, ani wystarczająco sugestywnie przedstawiony. Jakoś tak zbyt gładko rozszedł się też po kościach szokujący hotelowy wyjazd lady Mary z lordem Gillinghamem. Z dużej chmury mały deszcz, przyznajmy też, że to dla najstarszej córki lorda Grahtham był raczej przestojowy sezon. Wreszcie, żeby już skończyć te narzekania, scenarzysta nieco przeszarżował z postacią panny Sary Bunting, która zrujnowała swoje szanse na bliższą zażyłość z Tomem nie przez swój socjalizm, lecz przez patologiczną nieumiejętność zachowania się w gościach. Wydaje mi się, że pozbawiona tej cechy byłaby postacią znacznie ciekawszą, z potencjałem na „długodystansowość”. No ale, dość lamencików. Niech nam wątki słabsze nie przesłonią wątków dobrych, świetnych i wspaniałych!

Fot. ITV

Fot. ITV

Imponuje mi organiczność prowadzenia narracji. Postacie przychodzą i odchodzą, zmieniają się i rozwijają, a wszystko zostawia u widza wrażenie naturalności. Nie widać szwów. Jimmy zniknął niemal z chwili na chwilę, ale jego zniknięcie nie wydaje się w żaden sposób wymuszone. „Odkomicznienie” postaci Moseley’a jest prowadzone przez cały sezon z żelazną konsekwencją, a przecież niemal niezauważalnie. A wątek rozwijającej się sympatii Isobel do lorda Mertona, gdzie równolegle my też jesteśmy zmuszeni tego z pozoru nieciekawego jegomościa polubić bardziej? Wskażcie proszę moment, gdy z niefajnego staje się fajny. Otóż nie ma tego momentu. Jak w życiu – widzimy proces dopiero wtedy, gdy dobiegł końca. W tym wszystkim fenomenalna jak zawsze babcia Violet, która z jednej strony dostaje nieco widokówkowy, ale przyjemny wątek dawnej miłości, z drugiej zaś oglądamy ewolucje jej relacji z Isobel Crowley i cichy dramat kobiety, która staje w obliczu samotności.

Gdy Mary odsuwa się w cień, możemy wreszcie bliżej poznać Edith, która nie zmienia się jakoś zasadniczo, ale ma wreszcie możliwość zyskania nie tylko współczucia widzów, ale również ich sympatii. Trochę szkoda, że Gregson jednak nie żyje (zabity przez Hitlera, lol), bo wydaje mi się, że jego wątek został w jakiś sposób niedomknięty. No ale. Ciała nie widzieliśmy. Robert nadal jest raczej osią wydarzeń niż ich sprawcą, Cora zostaje wystawiona na wątpliwą pokusę, Thomas ma swoje dramaty i momenty triumfu, Carson i pani Hughes… a no właśnie. Kto się nie wzruszył, ten syn lorda Mertona, koniec tematu.

Fot. ITV

Fot. ITV

Cieszy, że Downton Abbey nadal nie unika tematów ciekawych i kontrowersyjnych, jeszcze bardziej zaś cieszy, że nie wkrada się do scenariusza żadna banalna dydaktyka czy tanie moralizatorstwo. Znów oczywiste racje idą często wbrew naturalnym sympatiom, ciągle nie można złapać żadnego problemu społecznego na czytankowej jednoznaczności i w jednym celnym zdaniu skwitować PRZESŁANIA SERIALU w tej kwestii. O nie. Wystarczy tylko spojrzeć, jak zaserwowano niezwykle interesujący wątek plutokracji pochodzenia żydowskiego i jej relacji z angielskimi wyższymi klasami. Z góry proszę o wybaczenie, ale po latach oglądania na ekranie wyłącznie cierpiących i wynędzniałych Żydów widok kogoś takiego jak lord Sinderby jawi się nieomal obrazoburczo. Fellowes potrafi wprowadzać nas w entuzjazm dla młodej miłości przekraczającej przeciwności losu i niechęć starszych, by jednocześnie sygnalizować, że problemy, przed jakimi staną Rose i Atticus, nie są jedynie wymysłem wystraszonych i uprzedzonych rodziców. On to umie. No i typowe dla Downton Abbey wytwornie podane moralne konfuzje! Szczególnie przypadła mi do gustu ta ze świątecznego odcinka, gdy zaczynamy lubić oschłego lorda Sinderby dokładnie w chwili, w której dowiadujemy się, że jest hipokrytą. Paradoks? Moim zdaniem to właśnie tu leży siła Downton Abbey, które pod spokojnym nurtem niespiesznych wydarzeń z życia skrywa zaskakująco złożony i prawdziwy obraz tego, jacy są ludzie. Jacy jesteśmy.

Fot. ITV

Fot. ITV

Co dalej? Pora na aktywizację Mary, oto pojawił się nowy kandydat-automobilista. Edith także wpadła komuś w oko. I w ogóle nie mam ochoty na takie spekulacje, nie w przypadku Downton Abbey. Ten serial przyniesie kolejne wydarzenie w sposób całkiem udatnie udający to, w jaki sposób przynosi je życie, więc cierpliwie czekajmy.

Fot. ITV

Fot. ITV

Downton Abbey
period drama
ITV (USA: PBS), 2010–

Katon

W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.