Fot. HBO

Serialowy rok 2014

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Z okazji Nowego Roku postanowiliśmy przepytać naszych Autorów, jak oceniają ubiegły rok – w serialach. Co go wyróżniało? Co zrobiło wrażenie? Które tytuły warto polecić, a które zdecydowanie odradzić? Zapraszamy do lektury!

***

Pirjo Lehtinen

Jaki był serialowy 2014? Czy można wyróżnić jakieś trendy?

Niezbyt miłym trendem były przehype’owane piloty. Z mocno promowanych seriali, które się zaczynały na wysokiej nucie, prawie żaden nie przetrwał próby czasu i w zasadzie wszystkie po kilku odcinkach okazywały się niewypałami i wszystkie stopniowo porzucałam. „Nie oceniaj serialu po pilocie” stało się w 2014 czymś na kształt ludowego przysłowia. Z drugiej strony ważnym zdarzeniem był sfinansowany przez fanów, za pośrednictwem platformy Kickstarter, film kontynuujący kultową Veronicę Mars i cały trend z oddolnym finansowaniem seriali, a także z angażowaniem się w ich produkcję zupełnie nowych firm, takich jak choćby Amazon czy Hulu. Seriale stały się bardziej „elastyczne” i dobre tytuły mają znacznie większą szansę, by się obronić, bo ich „śmierć” nie musi już być ostateczna.

Najlepszy nowy serial? Co polecasz?

Ciężko powiedzieć, nie mam wyraźnych faworytów w tym roku, ale podobały mi się Finding Carter, Outlander, Muszkieterowie, Mozart in the Jungle, Halt & Catch Fire i Selfie – oby ktoś poszedł po rozum do głowy i przywrócił do życia ten ostatni tytuł!

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2014?

Moimi faworytami są drugi sezon Peaky Blinders i drugi sezon The Fall.

Ulubieni aktorzy i postacie?

Peter Capaldi jako Doctor Who, a także jako kardynał Richelieu w Muszkieterach. Jak zwykle cudowna była też Maggie Smith w Downton Abbey i tandem Freeman – Cumberbatch w Sherlocku. Brytyjczycy górą!

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Dla mnie takim wydarzeniem był Serialkon. Nie sądziłam, że uda się nam go zorganizować, ani że spotka się z tak pozytywnym przyjęciem!

The Fall | Fot.BBC

The Fall | Fot.BBC

Przemek Zańko

Jaki był serialowy 2014? Czy można wyróżnić jakieś trendy?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo… niewiele bieżącej produkcji oglądam. Był to dla mnie rok zapoznawania się z produkcjami nieco starszymi, m.in. Buffy: The Vampire Slayer, Angel, The Prisoner, Orphan Black i Bez tajemnic. Jeśli chodzi o nowości, spotkały mnie głównie rozczarowania. Piloty seriali takich jak The Mysteries of Laura, Gotham czy Forever nie oferowały nic poza sztampą i powielaniem schematów. Taktykę „więcej tego samego” obrały też zresztą (z różnym efektem) kolejne sezony Utopii, Wikingów oraz Criminal Minds i Supernatural. Naprawdę nikt już nie ma oryginalnych pomysłów? Nieco lepiej zaprezentowało się tylko lekkie i zabawne zombiakowe Z Nation, Outlander z podróżami w czasie w tle oraz, rzecz jasna, Hannibal. Także sezon piąty Community, mimo potknięć, przynajmniej skorzystał z danej mu szansy i w zaledwie trzynastoodcinkowym sezonie zmieścił kilka naprawdę niezapomnianych historii. Koniec końców w głównym nurcie nic nie wybiło się dla mnie znacząco ponad przeciętną.

Najlepszy nowy serial? Co polecasz?

True Detective. Stanowczo. Wciągająca, fantastycznie zagrana historia detektywistyczna z ciężką lovecraftowską atmosferą – a dla mnie dodatkowo aktorskie odkrycie roku, czyli Matthew McConaughey. Zdecydowanie warte uwagi (i utrzymane w zbliżonym klimacie) jest też brytyjskie Intruders z Johnem Simmem w roli głównej, mroczna opowieść o reinkarnacji i krypnej dziewczynce.

Mogę też polecić ósmy sezon Doctora Who, bo mimo wszystkich swoich wad prowadzi postać Doktora w nowym, interesującym kierunku – a w dodatku daje nam odświeżoną i znacznie ciekawszą Clarę Oswald jako towarzyszkę.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2014?

Powtórzę się: True Detective.

Ulubieni aktorzy i postacie?

Poza wspomnianym Matthewem „Niewymawialne Nazwisko” McConaugheyem wciąż z uwielbieniem oglądam Madsa Mikkelsena w roli Hannibala Lectera. Fenomenalna kreacja aktorska. Obowiązkową wzmiankę dostaje, rzecz jasna, Peter Capaldi w roli Doktora. Na rodzimym poletku zachwyciła mnie natomiast Magdalena Popławska jako cierpiąca na zaburzenia typu borderline Małgorzata w Bez tajemnic.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Serialkon, bez dwóch zdań. Nigdy bym się nie spodziewał, że pomogę stworzyć coś tak fajnego!

True Detective | Fot. HBO

True Detective | Fot. HBO

Magda „Cathia” Kozłowska

Jaki był serialowy 2014? Czy można wyróżnić jakieś trendy?

Rok był zdecydowanie interesujący, chociażby ze względu na nowe pomysły, a takim był dla mnie wspomniany przez Przemka True Detective. Oceniany przeróżnie, jednych zachwyca, drugich nudzi, nie da się jednak ukryć, że jako serial stanowi – przynajmniej dla mnie – nową jakość. Moją uwagę przykuła też produkcja Showtime – Penny Dreadful, za niesamowity klimat, świetny scenariusz i doskonałą obsadę. Do seriali, które będę na pewno śledzić, dorzucam Constantine’a, absolutnie rewelacyjne urban fantasy na bazie komiksu oraz The Librarians, zwariowaną przygodówkę, Kino Nowej Przygody. Niestety, jest to też i rok pożegnań – łzy popłynęły mi na finale Warehouse 13, a także rozczarowań, jakim jest dla mnie ostatnia seria przygód Doktora czy Dominion, który nawet jak na serial kategorii D był totalnie niestrawny… Nie można też zapomnieć o tym, że kolejny z seriali niebędący operą mydlaną doczekał się magicznego jubileuszu 200 odcinka – tak, mówię o Supernaturalu.

Najlepszy nowy serial? Co polecasz?

Bezwarunkowo Constantine i Penny Dreadful.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2014?

Penny Dreadful.

Ulubieni aktorzy i postacie?

W domyśle wymieniam Marka Shepparda, bo to przecież ja. A na poważnie, nadal zaskakuje mnie, jak ładnie i wiarygodnie prowadzą swoje postaci Nathan Fillion i Stana Katic w Castle. Doskonała jest Eva Green we wspominanej już przeze mnie tyle razy Penny Dreadful. Polubiłam też skrajnie irytującą mnie dotychczas Ming-Na Wen w Agents of S.H.I.E.L.D., może dlatego, że stanowi tak zacny duet z Clarkiem Greggiem.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Po raz pierwszy od 1997 Mark Sheppard dołączył do stałej obsady serialu. Wprawdzie to, co obecnie z postacią Crowleya scenarzyści Supernaturala robią, woła o pomstę do nieba (piekła?), ale wszyscy Sheppardolodzy i tak są zachwyceni.

Penny Dreadful | Fot. Showtime

Penny Dreadful | Fot. Showtime

Artur Nowrot

Jaki był serialowy 2014? Czy można wyróżnić jakieś trendy?

W moim kątku serialowego świata wyraźnym trendem była przede wszystkim ofensywa komiksowych adaptacji spod znaku DC. Do Arrow, czyli sympatycznego oglądadła pełnego ładnych młodych ludzi dołączyło drugie sympatyczne oglądadło pełne ładnych młodych ludzi, czyli The Flash. Poza tym pojawiły się też wyższobudżetowe oglądadła – Gotham i Constantine, o nich jednak niewiele mogę powiedzieć, ponieważ – jak w poprzednim roku – oglądałem raczej to, co zdążyło się już w telewizji usadowić. Dzięki temu mogłem wreszcie dołączyć do chóru piewców Orphan Black, nadrobiłem też wyśmienite amerykańskie The Office – choć powinienem podkreślać, że oczywiście brytyjski pierwowzór jest najlepszy, to jednak urok remake’u tak mną zawładnął, że nawet długość zupełnie mi nie przeszkadzała. Po „roku ulatniającego się gazu” do formy wróciło Community, wobec eksperymentów, jakim oddawał się w tym sezonie Archer, mam mieszane uczucia, ale nudno zdecydowanie nie było. Również Homeland przeszedł ciekawą metamorfozę. Wszystko to sprawia, że mam czego wyczekiwać w roku 2015 i nawet po rozstaniu z Doctorem Who nie jest mi bardzo smutno.

Najlepszy nowy serial? Co polecasz?

The Flash zapowiada się jako ciekawa, lżejsza alternatywa dla Arrow. Miłośnicy superbohaterów powinni dać mu szansę. Z kolei miłośnicy brytyjskich seriali kostiumowych docenią na pewno brutalnie skasowane mimo dobrej oglądalności The Crimson Field.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2014?

Hannibal – sycące, oniryczne danie.

Ulubieni aktorzy i postacie?

Odpowiednio: Tatiana Maslany i wszystkie klony.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Serialkon. Świetna zabawa i bardzo miłe spotkanie z innymi pasjonatami seriali.

Hannibal | Fot. NBC

Hannibal | Fot. NBC

 Karolina Rybicka

Jaki był serialowy 2014? Czy można wyróżnić jakieś trendy?

Wydaje mi się, że 2014 to rok „krótkich serii” – i to nie tylko w serialach produkcji brytyjskiej, gdzie zwięzłość to norma, ale i w USA: od wspomnianego już przez innych krótszego (i bardzo dobrego) powrotu Community, przez zbędne dziwadło w postaci Gracepoint (prawie identycznego z oryginałem przekładu Broadchurch na realia amerykańskie, zresztą kręconego w Kanadzie) i dobry drugi sezon Masters of Sex, po obiecującą nowość The Affair. Z dłuższych seriali oglądam już tylko Elementary, które się (odpukać) coraz lepiej trzyma – wprowadzenie nowej bohaterki w trzecim sezonie bardzo mu dobrze zrobiło. Z brytyjskich seriali oglądałam głównie albo starocie (dziesięcioletnie Blackpool, adaptacji moc), albo wznowienia (Doctor Who, Sherlock), ale ostatnio nadrobiłam co nieco, z czego miłośnikom trupów na prowincji i duchownych detektywów pewnie spodoba się Grantchester.

Poza tym rozwinęły się literackie seriale internetowe (o szekspirowej ich części części mówiłam na Serialkonie i pisałam już na Pulpozaurze) – Emma Approved z kulejącego serialu niedorównującego poprzednikowi (Lizzie Bennet Diaries) przerodził się w kolejną ciekawą modernizację Jane Austen, grupa Shipwrecked wypuściła uroczą serię Kissing in the Rain, Classic Alice robi się coraz ciekawsza.

Najlepszy nowy serial? Co polecasz?

Hmm… Polecam bardzo krótką formę – dwuodcinkowy „mini-miniserial” z Davidem Morriseyem 7:39 – o smutnych ludziach jeżdżących pociągami do pracy. Pozwólcie również, że się powtórzę i polecę raz jeszcze nowozelandzką vlogową adaptację Wiele hałasu o nic, czyli Nothing Much To Do.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2014?

Mimo wielu powrotów i pożegnań nic raczej się nie wyróżnia na tyle, by zasłużyć na ten tytuł. Najwięcej hałasu wywołały ósmy sezon Doctora Who oraz kolejne cudowne wskrzeszenie Community.

Ulubieni aktorzy i postacie?

Capaldi jako Doktor (zwłaszcza w odcinku Flatline), Harriett Maire jako Beatrice w Nothing Much To Do, Ophelia Lovibond jako Kitty Winter w Elementary (ciekawe rozwinięcie kanonicznej postaci).

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Największym wydarzeniem był Serialkon, ale jego powodzenie nie było dla mnie zaskoczeniem :)

Doctor Who | Fot. BBC

Doctor Who | Fot. BBC

Andrzej Probulski

Jaki był serialowy 2014? Czy można wyróżnić jakieś trendy?

Z mojej perspektywy najciekawsze wydaje się wkroczenie nierównej wojny Marvela i DC na pole seriali. Z jednej strony dostaliśmy Flasha, Gotham i Constantine’a, z drugiej – przede wszystkim zapowiedzi (Agentka Carter, Daredevil, Luke Cage, Jessica Jones, Iron Fist). O ile jednak plany Marvela wydają mi się całkiem obiecujące, o tyle ludziom odpowiedzialnym za seriale DC chyba umknęło ostatnich kilkanaście lat: Flash i Gotham to seriale rodem z epoki Smallville czy nieszczęsnych Lois & Clark: The New Adventures of Superman.

Najlepszy nowy serial? Co polecasz?

True Detective. Podszyty American gothic obraz Luizjany, Nietzsche tłumaczony przy użyciu puszek po tanim piwie, świetna muzyka i sześciominutowe ujęcie z Who Goes There. Naprawdę, jeżeli nie widzieliście True Detective, to obejrzyjcie przynajmniej pierwsze cztery odcinki, to jedno ujęcie jest tego warte.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2014?

True Detective. Kropka.

Ulubieni aktorzy i postacie?

Po pierwsze: cała galeria postaci drugoplanowych z ostatniego sezonu Sons of Anarchy: od kapitalnie zagranej przez Waltona Gogginsa Venus Van Dam, przez Courtney Love w zupełnie nietypowej dla siebie roli pani Harrison, aż po Marilyna Mansona w roli lidera Aryan Brotherhood, posyłającego swojemu więziennemu kochankowi pakunek z wierszami Emily Bronte i pudełeczko wazeliny. Po drugie: Marty Hart z True Detective – bo niewiele jest rzeczy piękniejszych niż facet, który próbuje zyskać zaufanie gangu motocyklowego, zakładając koszulkę z Division Bell Floydów.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Największym wydarzeniem było dla mnie definitywne zakończenie dwóch seriali, które śledziłem od kilku lat: 24 oraz Sons of Anarchy. Jacka Bauera można było na emeryturę odesłać z nieco większą gracją, niż miało to miejsce w 24: Live Another Day, ale przyznaję – gdy zobaczyłem na ekranie zegar odliczający w ciszy ostatnie sekundy odcinka, trochę ścisnęło mnie w gardle. Finał Sons of Anarchy, mimo wszystkich mankamentów, o których piszę w podsumowaniu serialu, był za to jedną z najbardziej satysfakcjonujących rzeczy, jakie widziałem w tym roku na małym ekranie.

 Sons of Anarchy | Fot. FX

Agnieszka „Aeth” Jędrzejczyk

Jaki był serialowy 2014? Czy można wyróżnić jakieś trendy?

Pozwolę sobie skupić się wyłącznie na serialach fantastycznych, bo takie oglądam w przeważającej ilości. I tu pod pod względem trendów wyłania się dla mnie jedno: sukcesywny, z biegiem roku coraz bardziej agresywny powrót czystej fantastyki. Z jednej strony mieliśmy świetnie radzące sobie kontynuacje Orphan Black i Continuum, dostaliśmy niezły skok jakościowy w Defiance (jedna z najlepszych metamorfoz tego roku) oraz nienajgorszy, a z pewnością coraz ciekawszy Dominion, na jesień czekał nas wysyp serialów komiksowych w postaci The Flash, Gotham i Constantine, a na deser jeszcze min-seria Syfy Ascension, która co jak co, ale z całą pewnością potrafiła zaskoczyć. Po drodze zawitał też Extant, który choć niedomagał fabularnie, zaprezentował bardzo interesującą wizję niedalekiej przyszłości, The Last Ship, bezpretensjonalnie rozrywkowe postapo akcji, Penny Dreadful, soczysty gotycki horror, oraz Z Nation – uroczo niepoważna próba zrobienia serialu o zombie niebędącego zżynką The Walking Dead. Nie można też zapominać o solidnych powrotach tego ostatniego, Gry o tron, Person of Interest czy Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.! No i o premierze pozytywnie zwariowanych The Librarians, którzy jako jedyni mają szansę zapełnić dziurę po stracie Warehouse 13. Słowem, tyle niezłej fantastyki, ile widział rok 2014, nie widziało kilka poprzednich razem wziętych.

Najlepszy nowy serial? Co polecasz?

Outlander – choćby za to, że potrafił opowiedzieć de facto obyczajową historię podróżniczki w czasie z takim smakiem, że co tydzień powracało się do niej z wypiekami na twarzy.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2014?

Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D., z powodów opisanych poniżej.

Ulubieni aktorzy i postacie?

Ogromnie polubiłam serialową Annę z Krainy lodu (w Once Upon a Time). Elizabeth Lail świetnie poradziła sobie z fajtpłapowatą, dobroduszną naturą bohaterki i wielką przyjemnością było dla mnie oglądanie jej szalonych zmagań. Gdzie indziej Tex z The Last Ship skradł mi serce już w swojej pierwszej scenie. Niezmiennie uwielbiam też genialną Amy Acker jako Root w Person of Interest. I jak mnie cieszy Ben McKenzie w roli Gordona w Gotham!

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Podam dwa: jednym na pewno będzie udane wprowadzenie do baśniowego świata Once Upon a Time bohaterów Krainy lodu. Może ten wątek pociągnięto aż do przesady, ale nie da się ukryć, że Elsa, Anna i ich wesoła kompania świetnie odnalazły się w rzeczywistości serialu, a przy tym wprowadziły dużo świeżego humoru. Drugim zaskoczeniem jest za to Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D, który nie tylko przeobraził się w jeden z najlepszych, najbardziej wciągających, rozbudowanych i zabawnych serialu ostatnich lat i nie tylko pokazał, na co go stać po tych wszystkich słowach krytyki rok wcześniej, ale już teraz utworzył podwaliny pod przyszłe inicjatywy kinowe Marvela, udowadniając, jak gigantyczną i skomplikowaną ofensywę przygotowują dla nas włodarze studia.

Marvel's Agents of S.H.I.E.L.D. | Fot. ABC

Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D. | Fot. ABC

Anna „Mysza” Piotrowska

Jaki był serialowy 2014? Czy można wyróżnić jakieś trendy?

Oglądając tyle produkcji, wbrew pozorom trudno znaleźć jeden czy nawet kilka wspólnych elementów. Na pewno widzieliśmy wysyp seriali komiksowych – głupiutkie, ale sympatyczne The Flash, systematycznie psujące się Gotham czy powoli zbierające zagorzałych fanów Constantine. Ale było i kilka ciekawych zabaw formą – The Affair, przedstawiające relację dwójki ludzi ze sprzecznych punktów widzenia, czy Jane the Virgin, uroczo bawiące się formułą brazylijskiej telenoweli. Jednym z najmilszych „trendów”, choć może to być tylko moje odczucie, był powrót do seriali, które mają dość specyficzny klimat, taki „90’s feel”. Jeden z nich to Forever – pieszczotliwie ochrzczona „podróbką Castle’a”, mieszająca wątki detektywistyczno-kryminalne z pomysłem à la Highlander. Z kolei wspomniane już The Librarians, oparte o trylogię filmów parodiujących Indianę Jonesa, przypomina niezbyt inteligentne, ale szalenie sympatyczne i rozrywkowe kino przygodowe z przełomu 2000 roku.

Pewnym niepokojącym trendem jest też „zasiedzenie się” pewnych seriali. W tym roku zakończyło się kilka wieloletnich produkcji (m.in. Warehouse 13, Psych) i pewnie sporo z nas pamięta żywiołowe, pełne frustracji reakcje, jakie wywołały finały takich seriali jak True Blood czy How I Met Your Mother. Patrząc na inne długoletnie seriale, wciąż będące na antenie – Supernatural, świętujące przed chwilą dwusetny odcinek, Bones czy Criminal Minds – pozostaje mieć nadzieję, że ich twórcy wykażą się większymi umiejętnościami w kwestii satysfakcjonujących zakończeń. Nie ma nic gorszego w życiu serialowego fana niż serial, który nie umie się skończyć. Bo to, że wiele z nich nie wie KIEDY się skończyć, to zupełnie inna sprawa.
Sądzę też, że powoli zmienia się model oglądania telewizji. Coraz więcej stacji zdaje sobie sprawę z istnienia zjawiska binge-watchingu i bierze to pod uwagę, tworząc nowe produkcje. Nie wiem jak to wpłynie na nadchodzące seriale, ale dobrze wiedzieć, że głosy i zwyczaje serialowych widzów nie padają w próżnię :)

Najlepszy nowy serial? Co polecasz?

By nie powtarzać już wymienionych tytułów, wspomnę o Looking stacji HBO, Faking It MTV i Transparent Amazonu – wszystkie trzy seriale poruszają wątki LGBT i robią to w absolutnie fantastyczny sposób. Warto zwrócić uwagę na Faking It, rozgrywające się wśród młodzieżowych bohaterów, oraz Transparent, skupiające się na kwestii transseksualności i transgender.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2014?

Hannibal i Masters of Sex – obie te produkcje to majstersztyki, pod każdym względem. Z kolei na miano najbardziej niedocenianego serialu nie tylko 2014 roku ale i kilku ostatnich lat zasługuje Shameless. Wciąż nie mogę się nadziwić, że więcej osób nie oglądana tej fenomenalnej produkcji.

Ulubieni aktorzy i postacie?

Grant Gustin i Ioan Gruffud – obaj panowie niosą na swych barkach ciężar zupełnie przeciętnych seriali (kolejno The Flash i Forever) i robią to z niesamowitym wdziękiem oraz urokiem. To dla nich warto po te produkcje sięgnąć. Ulubiona postać?… niezmienie Stiles z Teen Wolfa – popis aktorski Dylana O’Briena w sezonie 3b zasługuje na worek nagród. Podobnie jak każdy występ Jamesa Spadera w Blacklist.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Jane the Virgin, czyli czarny koń nadchodzącego sezonu nagrodowego. Ilość nominacji dla tego serialu jest zaskakująco, ale całkiem uzasadniona – to niepokojące, jak szybko można go pokochać. A Gina Rodriguez, grająca główną rolę, jest bez wątpienia debiutem roku!

Masters of Sex | Fot. Showtime

Masters of Sex | Fot. Showtime

Piotr Górski

Jaki był serialowy 2014? Czy można wyróżnić jakieś trendy?

To był dobry rok. Wiele się działo. Przede wszystkim spodobała mi się fala krótszych produkcji, miniseriali, antologii, kilkuodcinkowców, które wreszcie spodobały się Amerykanom. Rozkręcają się też adaptacje komiksów. Płaczliwego Arrowa wspiera lżejszy i pogodniejszy The Flash, mieszane recenzje zbiera Gotham (które chyba padło ofiarą przehajpowania i teraz nie jest w stanie zaspokoić oczekiwań), podobno Constantine odrabia straty przy starcie. Przed przehajpowaniem uchronił się Detektyw, serial błyskotliwy, ale nierówny. I na pewno niebędący nowym The Wire/Breaking Bad, jak niektórzy by chcieli. Jak na pierwsze samodzielne dzieło kogoś, kto przedtem tylko pisał pojedyncze odcinki Z Archiwum X i adaptował Duńczyków (Forbrydelsem), to nawet ocierający się o wybitność. W każdym razie czekam na drugą serię. Podobnie z może nawet sprawniejszym formalnie Fargo.

Drugim wyraźnym trendem jest powrót lżejszych seriali. Widzowie, którzy dość już wszechobecnego mroku, dostali jakby żywcem wyjętych z lat 90 Bibliotekarzy oraz przygodowego Marco Polo (który obyłby się w sumie bez tytułowego bohatera, stając się fajnym serialem wuxia, pełnym ślepych mistrzów kung fu, wojowniczych księżniczek i ich przegiętych wrogów). Zawiodła BBC, której Muszkieterowie są więcej niż nieudani. Jedną z najlepszych opowieści w popkulturze zamieniono w policyjny procedural klasy B, pełen chwytów oklepanych przed trzydziestu laty, fatalnie napisanych postaci i marnego aktorstwa. Właściwie jedyne, co jest od straszniejsze od Muszkieterów, to sukces, jaki odniósł ten gwałt na rozumie i godności korpusu muszkieterów królewskich. Niewiele mniej rozczarowała SyFy, która postanowiła wrócić fantastyki naukowej fatalnym Ascension, pisanym chyba pod hasłem „nie musi być logicznie, musi być z a s k a k u j ą c o”. Szczęśliwie, w przeciwieństwie do Brytyjczyków, Amerykanie nie dali się nabrać.

Tyle świat anglosaski. U nas też się sporo działo. Twórcy Czasu honoru dopięli swego, realizując wymarzone „six seasons & an Uprising”. Niestety powstańczy sezon nie miał szans w starciu z błędami popełnionymi przy sezonach 4–6 i broni się wyłącznie pojedynczymi scenami oraz wątkami. HBO kupiło porzucony przez Polsat pilot Watahy i rozwinęło go do pełnych 6 odcinków. Niestety, dobro wypracowane przez Michała Gazdę zostało zaprzepaszczone przez powierzenie finału Kasi Adamik. Nie rozumiem, jak można powierzyć Hollandównie poważną robotę po tym, jak położyła Pitbulla i podpisała się, wraz z mamą, pod do bólu naiwną Ekipą? Nie lepsze było AXN ze Zbrodnią. Zatrudnili duet Zgliński-Brejdygant, autorów dobrego, choć niedocenionego Paradoksu, po czym powierzyli im adaptację przeciętnego Morden i Sanhamn. W efekcie przez trzy odcinki nic się nie klei, a przeniesienie akcji na Hel tylko demaskuje wpadki Szwedów (a polski widz, nie znając oryginału, psioczy na rodaków).

Tyle nad Wisłą. Duńczycy w międzyczasie zrealizowali historyczną superprodukcję 1864, dowód, że i na Zachodzie zdarza się czcić poległych w przegranej wojnie. Rosjanie po raz kolejny zaadaptowali Dostojewskiego (tym razem Biesy). Amatorów powinno zainteresować Nie pokidaj mienia o dywersantkach, zaś amatorów dram historycznych – Dom s liliami oraz Dwie zimy i tri lieta. Kryminały reprezentują Uznaj mienia, jesli smożesz oraz Pliaż z polskim akcentem w postaci Adama Deląga grającego jednego z głównych bohaterów.

Najlepszy nowy serial? Co polecasz?

Z rzeczy których jeszcze nie wymieniałem – The Missing, kolejny po Broadchurch i The Fall psychologiczny kryminał, którym Brytyjczycy pokazują Amerykanom i Duńczykom, kto rządzi. Księdza Browna, który wprawdzie jest z 2013, ale wobec popularności Grantchester wypada przypomnieć oryginał. No i niedługo trzecia seria. Wikingowie kontynuują dobrą passę. Klondike nie jest niczym wybitnym, ale przypomina, jak wyglądało i o czym było kino przygodowe, zanim je upupił Indiana Jones. Oraz szwedzkie Äkta människor, zanim wszyscy będą się zachwycać amerykańskim remakiem od HBO czy innego Showtime.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2014?

Chyba Detektyw. Nie jest to serial idealny, ale jak spadać, to z wysokiego konia. Do tego im więcej czasu mija od seansu, tym bardziej mi się podoba – a to miła odmiana od normy, w której hajp nakręcony przed premierą pęka po pilocie, a potem tylko zostaje narzekać na zawiedzione po raz kolejny nadzieje.

Ulubieni aktorzy i postacie?

Inspektor Edmund Reid (Matthew Macfadyen), który w trzeciej serii Ripper Street staje się wiktoriańskim Harrym Holem. Oto, jak katować bohaterów bez odwoływania się do tanich chwytów.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Powroty i zmartwychwstania. Ripper Street, Community, Twin Peaks. Jak to mawiają: szach-mat ateiści, Bóg istnieje. Oczywiście za rok-dwa możemy żałować, że nie pozwolono tym serialom spokojnie leżeć sobie w trumnie, ale na razie radujmy się.

The Missing | Fot. STARZ

The Missing | Fot. STARZ

Zwierz Popkulturalny

Jaki był serialowy 2014? Czy można wyróżnić jakieś trendy?

Oj, to był niespodziewanie dobry rok. Przede wszystkim jeśli szukać trendów, to chyba mamy do czynienia z pewnym triumfem formatu antologii – o True Detective było głośno nawet wśród tych środowisk, które na co dzień seriali nie oglądają, z kolei Fargo było olbrzymim zaskoczeniem – wydawało się, że trudno nakręcić serial, który sprostałby wymaganiom, jakie stawiają wielbiciele kultowej produkcji braci Coen. A tu proszę – serial dobry, jeśli nie doskonały. Poza tym wydaje się, że seriale nawiązujące do świata komiksów trzymają się coraz lepiej. Zwłaszcza DC zrobiło najazd na telewizje ze swoim Gotham, Flashem i Constantinem – jak pisały amerykańskie media, Marvel bierze kino, a DC telewizję (choć nie można zapominać o coraz wyżej ocenianych Agentach Tarczy). Poza tym wydaje się, że trwa ofensywa brytyjskich aktorów na amerykańską telewizję – David Tennant, Martin Freeman, Ioan Grudffudd to tylko sam początek listy Anglików i Irlandczyków, którzy zaczęli się jeszcze bardziej panoszyć w amerykańskiej TV (i słusznie). Poza tym widać, że seriale produkowane przez Amazon, Netflix i inne platformy VOD zaczynają stawać się coraz powszechniejsze i coraz wyżej oceniane – to kolejny silny gracz na rynku seriali i jak wskazują nominacje do nagród, oferujący dobry produkt. Na koniec mam wrażenie, że telewizja amerykańska ma poważny problem z komediami. HIMYM się skończyło, TBBT ma już kilka sezonów, tymczasem większość wprowadzonych w tym roku na anteny seriali komediowych (Manhattan Love Story, A to Z, Selfie) spadła dość szybko z ramówki. Mimo kolejnych prób nie mamy nowego komediowego serialu lubianego i komentowanego przez wszystkich.

Najlepszy nowy serial? Co polecasz?

Przede wszystkim Fargo – rzadki przykład serialu, który można interpretować jako moralitet, a jednocześnie na tyle zabawny i ironiczny, by nie odczuć ciężaru gatunku. Polecam też zacząć The Affair, bo pierwsze odcinki są doskonałe. Do tego jeszcze The Fall (zwłaszcza że jesteśmy właśnie po drugim sezonie) oraz The Missing. No i Forever – cudnie bezsensowny procedural dla wszystkich zmęczonych Castlem.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2014?

Fargo. Doskonale zagrany, z błyskotliwym precyzyjnym scenariuszem. Do tego intrygujący i satysfakcjonujący zarówno fanów braci Coen, jak i tych, którzy być może nie wyłapią wszystkich nawiązań do filmu.

Ulubieni aktorzy i postacie?

Główny bohater Forever – cudownie niedzisiejszy, wciąż Ichabod Crane ze Sleepy Hollow, bo jego zetknięcie ze współczesnością są prześmieszne i często wzruszające, bohater grany przez Billa Boba Thortona w Fargo – cudowny diabeł, który wpadł na szarlotkę

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Ojej… teraz wypadałoby powiedzieć coś mądrego. Dobra zaskoczeniem jest dla mnie fakt, że Fargo było dobre. Tego się nie spodziewałam. Spodziewałam się czegoś naprawdę słabego. Popłuczyn po oryginale – a dostałam coś, co, jak widać, wywarło na mnie wielkie wrażenie.

Fargo | Fot. FX

Fargo | Fot. FX

***

Dziękujemy wszystkim Autorom, którzy rozpisali się powyżej. A co Wam, drodzy czytelnicy, podobało się najbardziej w serialowym roku 2014? Nie wahajcie się dopisać swojego komentarza!

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)