Fot. SyFy

Wątpliwe wniebowstąpienie (Ascension)

Artykuł zawiera spoilery, ale dopiero w drugiej części tekstu.

Pirjo: Zacznijmy może bezspoilerowo, od kilku ogólnych refleksji dla osób, które być może zechcą się skusić na pierwszy sezon Ascension. Moim zdaniem jest to dobrze skonstruowany, solidny produkt, wyobrażam sobie, że da się go obejrzeć z całą rodziną, bo każdy dostanie coś dla siebie: wątki romantyczne, kryminalne i moralne, postać dziecięcą, mocne zwroty akcji, nakreśloną z rozmachem wizję świata, czyli wspólnoty żyjącej na pokładzie kosmicznego statku, niczym w kapsule uwięzionym w wiecznych latach 60. XX wieku. Nie jest „za ostro”, nie ma zbyt wiele kontrowersji, no, może nieco więcej nagości, niż to dopuszczalne w kinie familijnym. Temat jest dość ciekawy, opowieść na poziomie. A co Wy myślicie? Jak byście go zareklamowali… a może odradzili?

Halucynac-ja: Sztampowe postacie nie są takie złe! Mnie na przykład wielką przyjemność sprawia odnajdywanie w dziele wzorów, podobieństw do bohaterów znanych z innych seriali czy książek. Poza tym każda z postaci jest inna, wyrazista. Ma to swój urok. Zaciekawiło mnie samo środowisko, szczególnie to, że ludzie potrafią tak dobrze i swobodnie się czuć w tak ogromnej izolacji. Do tego – świetne intrygi, jest co oglądać.

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Przemek: Ascension to opowieść sięgająca do złotej ery science fiction – z tamtej epoki pochodzi przecież idea międzygwiezdnego statku pokoleniowego – ale jednocześnie mocno osadzona w popularnym obecnie SF socjologicznym, czyli skupionym na ludziach. Podobnie jak serial Manhattan, pokazuje nam zamknięte, hermetyczne środowisko, rządzące się własnymi zasadami i zmuszone mierzyć się z wyjątkowymi problemami. Ma solidnie napisane, choć dosyć sztampowe postacie, sporo intryg, dużo zagadek i kilka naprawdę fajnych zwrotów akcji. W żadnej mierze nie jest arcydziełem, ale to naprawdę solidna rozrywka.

Piotr: Veto! Nie wiem, czy w zeszłym roku doświadczyłem większego rozczarowania, niż oglądając Ascension. Może przy Muszkieterach od BBC, ale na nich nie wyczekiwałem tęsknie, spodziewając się czegoś zachwycającego. Może za bardzo nastawiłem się na „stare dobre SF” – ale to mi wprost obiecano. Oglądając trailer, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Ascension to twórcza adaptacja Zagubionej przyszłości Borunia i Trepki, chyba najlepszego (obok Non stop Aldissa) literackiego opracowania motywu statku pokoleniowego. Wszystko się zgadza: statek w drodze do Proximy, w jego wnętrzu, jak w kapsule czasu, trwa zakonserwowane amerykańskie społeczeństwo z połowy XX wieku, nic jednak nie może powstrzymać kryzysu, którego zarzewie tli sie na niskich pokładach (a na trop wiodący do rozwiązania zagadek wpada robiący karierę przedstawiciel klasy niższej). Nie chcę spoilerować, więc powiem tylko, że jeśli dwaj polscy autorzy sprzed sześćdziesięciu lat rozwinęli temat konsekwentnie i satysfakcjonująco (szczerze polecam powieść, została niedawno wznowiona), to Amerykanie pogubili się po godzinie seansu i już nie wrócili na właściwą ścieżkę.

Fot. SyFy via giphy.com

Fot. SyFy via giphy.com

Pirjo: O Ascension nie da się jednak, jak słusznie zwróciliście uwagę, dyskutować, nie zdradzając fabularnych twistów. Bez tego ciężko nawet opisać, o czym serial właściwie jest. Dlatego od tego momentu przestajemy się już wystrzegać spoilerów. W serialu mamy dwa zwroty akcji, w mojej opinii obydwa niezbyt trafione. Pierwszy wydarza się pod koniec części pierwszej, gdy okazuje się, że statek, którym poznana przez nas załoga podróżuje w przestworza, nigdy nie opuścił Ziemi. Jest to ogromny, tajny i nielegalny eksperyment, monumentalna mistyfikacja. Kilkaset osób spędza życie, umiera i rodzi się na – z braku lepszego określenia – obiekcie o nazwie Ascension, zawieszonym w sztucznie wykreowanej przestrzeni rządowej bazy. Osób przekonanych, że lecą w kosmos, w kierunku odległej planety, która w przyszłości stanie się ich nowym domem. Jako że od pierwszych scen poznajemy też bohaterów funkcjonujących tu-i-teraz, we współczesnym świecie, bardzo łatwo jest domyślić się takiego obrotu spraw, w końcu dwie nitki scenariusza nie mogą być od siebie za bardzo oddalone. A skoro się domyślamy – ja domyśliłam się praktycznie od pierwszych scen – to późniejsze podchody zwyczajnie nas nudzą.

No ale ten twist, choć niezbyt zaskakujący, zarysował ciekawą perspektywę, pojawił się temat praw człowieka, a także realistyczny rys całości, który przypadł mi do gustu. Tym bardziej że rzecz jest luźno oparta o rzeczywisty projekt planowany przez rządową administrację za czasów Zimnej Wojny, podczas panowania prezydenta Johna Kennedy’ego, zwany Projektem Orion. Stylistyka science fiction okazała się na tym etapie tylko dekoracją, a serial w swej istocie dotyczyć miał okrutnego, socjologicznego eksperymentu, jaki jedni ludzie przeprowadzili na drugich w imię szalonych mrzonek i irracjonalnych lęków domagających się spektakularnego ukojenia. Doskonały pomysł! Śledziłam fabułę z zainteresowaniem do momentu, kiedy zaczęło się okazywać, że na statku Ascension mają jednak miejsce wydarzenia nadnaturalne, gorąco wspierane i wyczekiwane przez „ojców eksperymentu”, a rygory krzyżowania płciowego pasażerów, genetyczne roszady doprowadzić mają do powstania osób dysponujących niezwykłymi mocami, swoistych nadludzi. Pod koniec części trzeciej – w ostatniej scenie – jeden z bohaterów ulega teleportacji i przenosi się do innego świata, podejrzewam, że właśnie na ową upragnioną, daleką Proximę Centauri. Tu, przyznam, twistowi bliżej było do magii (ukrytej pod pozorami naukowości), niż do prawdziwego science, i poczułam niesmak. A jakie są Wasze odczucia i refleksje, odnośnie tych dwóch zwrotów akcji, czyli samej ramowej treści serialu?

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Przemek: Ja również odgadłem z wyprzedzeniem pierwszy zwrot akcji, ale nie znaczy to, że był zły – po prostu niezbyt nowatorski. Warto pamiętać, że historie o statkach pokoleniowych i wyprawach w gwiazdy wcale nie są dziś bardzo popularne, nie krążą zbyt często w zbiorowej nieświadomości – sądzę, że wielu widzów twist autentycznie zaskoczył. Tak czy siak, uczynienie ze statku Ascension eksperymentu wzbogaciło tę fabułę, dodało do niej interesujący kontekst. Powraca znane z filmów takich jak Truman Show czy choćby Matrix pytanie o prawdziwość otaczającego nas świata. Zaciekawiło mnie to, że właściwie serial ma problem z przekonaniem nas, widzów, że tytułowy eksperyment jest czymś złym. Jasne, pani „detektyw” oburza się na tak ogromne kłamstwo, ale argumenty „za” wypowiadane przez inne postacie brzmią zaskakująco sensownie. Wewnątrz statku wszyscy żyją we względnym dobrobycie, nie ma przestępstw, dzięki izolacji naukowcy z Ascension stworzyli kilka unikalnych wynalazków… Nawet podziały klasowe wydają się ciut łagodniejsze niż na Ziemi, a niedobór alkoholu i narkotyków sprawia, że mało jest patologii. Potrzeba dopiero ingerencji z zewnątrz, by w statku zaczęły się dziać złe rzeczy.

Drugi zwrot akcji, czyli zdolności parapsychiczne Christy, nieco mnie już zawiódł, bo fabuła spokojnie mogła się bez elementu nadprzyrodzonego obejść. To raczej tanie, zbędne rozwiązanie, dosypanie do garnka o jedną przyprawę za dużo. I tak wprowadzono ten wątek nieźle, jakoś się mieści w ramach świata przedstawionego – faktycznie można sobie wyobrazić, że projekt Ascension stworzono tylko po to, by w przekonujący sposób skłonić określone osoby do rozmnażania się (a odkrycia naukowe i obserwacje socjologiczne były dodatkiem, bonusem). Tylko po co te czary-mary? Podobny błąd popełnił (skądinąd znakomity) film Sunshine: tam również przez dwie trzecie historii mamy solidne science fiction z głębokimi refleksjami nad kondycją ludzką, a w końcówce, Bóg wie czemu, mordującego bohaterów zdeformowanego szaleńca z nożem. Nie, jestem mocno na nie.

Halucynac-ja: Jako początkująca w oglądaniu science fiction, pod koniec pierwszego odcinka siedziałam przez jakieś dziesięć minut z rozdziawioną gębą, wpatrując się w statek, który nigdy nie wyleciał. Moja pierwsza myśl – zabiłabym. Przeraziło mnie, że ludzie potrafią ludziom zrobić coś takiego. Okłamać tak bardzo – potworne, dla mnie niewyobrażalne. Szczególnie jeśli pomyśleć o Kryzysie, który przeżywali w wieku dojrzewania wszyscy na statku, gdy docierało do nich, że są uwięzieni. Do tego jeszcze Enzmann, niedbający o życie ludzi na Ascension, a wyłącznie o utrwalanie w nich przekonania, że ten świat jest prawdziwy – bawienie się w boga zawsze mnie lekko przeraża.

Co do Christy, to miałam nadzieję, że po prostu okaże się mieć bardzo dobrą intuicję, ewentualnie że będzie lekko paranormalna, ale – bez przesady – nie aż tak. To zdecydowanie zbyt naciągane.

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Piotr: W Ascension mamy po prostu za dużo jak na krótką miniserię. Zaczyna się, jak wspominałem, niczym Zagubiona przyszłość (solidna socjologiczna fantastyka na pokładzie statku pokoleniowego), by po godzinie przeskoczyć w klimaty zajdlowskie (statek okazuje się być eksperymentem, który ma swoich właścicieli – a oni mają swoje tajemnicze plany) z finałem rodem z Z Archiwum X (ściśle tajny rządowy eksperyment w celu hodowli nadludzi). A jeśli dodać, że mocą nadludzi jest umiejętność dżuntowania (niczym w Gwiazdy moim przeznaczeniem Bestera), to w ograniczonym metrażu kilku odcinków mamy cztery odmienne opowieści, które biją się nawzajem o dominację nad fabułą. To się nie mogło udać.

Pirjo: Ascension to serial o zamkniętej społeczności – temat nośny i często eksploatowany przez filozofów, artystów, polityków, a ostatnio także w serialach i filmach. W obsadzie mamy sporo znanych twarzy, w tym kojarzoną z Battlestar Galactica Tricię Helfer i serialowego weterana Gila Bellowsa, więc ogląda się z przyjemnością. Czy uważacie, że twórcy poradzili sobie z wykreowanym światem? Bo jeśli o mnie chodzi, zbyt wiele było tu klisz, a za mało błyskotliwych rozwiązań, jakichś dodanych treści, nowych głosów w dyskusji. Nikt nie pokusił się o dołożenie choćby jednej cegiełki do dystopijnej – a może mimo wszystko utopijnej? – wizji. Straszliwa sztampa… począwszy od „założycielskiej śmierci” – pisałam już niedawno, że ciężko znaleźć serial, który się nie zaczyna od śmierci młodej dziewczyny! Aż po całą warstwę obyczajową, która szyta jest grubymi nićmi. To bardzo rozczarowujący start, a na dodatek ciężko mi uwierzyć, że w tak skonfliktowanym wewnętrznie środowisku śmierć Lorelei była pierwszą zbrodnią od kilkudziesięciu lat. Spodziewałam się po Ascension czegoś więcej. Rozwinięcia drzemiącego w takiej fabule potencjału. A Wy?

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Przemek: Ja się w ogóle bardzo mało spodziewam po filmowym i serialowym SF ;) Rzeczywiście, zabrakło oryginalności, jakiegoś ciut głębszego namysłu nad światem przedstawionym. Fan gatunku wychowany na Ursuli K. le Guin czy Dukaju musi się zawieść. Czemu nie pociągnięto wątku zamkniętego świata dalej? Czemu przez 50 lat kultura na statku praktycznie stała w miejscu i wytworzyła tylko jeden unikalny zwyczaj, święto Ostary? Aż trudno uwierzyć, że 600 osób nie wygenerowało nawet żadnej znacząco nowej mody. Okej, do pewnego stopnia „konserwatyzm” wewnątrz statku tłumaczy sam charakter misji – konieczność obsługi urządzeń i unikania kosmicznych zagrożeń trochę wymusza współpracę, choćby i niechętną, oraz hamuje rozwój „kontrkultury”. Ale nawet jeśli twórcy chcieli pozostać w duchu lat 60., można było sięgnąć w nie głębiej.

Nie chcę tutaj wyjść na malkontenta – mimo wszystko pod względem postaci i stosunków między nimi Ascension zapewniło mi niezłą rozrywkę. Klisze aż tak mnie nie rażą, a krótka, zwarta forma serialu sprawiła, że intrygi, spiski i tajemnice gęsto się wymieszały, generując miłą atmosferę zamkniętego światka aż trzeszczącego od konfliktów. Np. wątek Viondry śledziłem z dużym zainteresowaniem, a jej finałowe (choć zapewne chwilowe) zwycięstwo po wszystkich tych staraniach przyniosło mi satysfakcję. Watek Christy, aż do wspomnianego twistu, też mnie wciągnął, podobnie jak fascynacja dyrektora projektu panią doktor ze statku (kradzież konika morskiego!). Także bardzo sztampowy wątek śledztwa prowadzonego przez Goulda jestem gotów wybaczyć, bo to klasyczne zagranie – pozwala pokazać świat przedstawiony w przystępny sposób, bez nużącej ekspozycji. Na pewno pokazano wnętrze statku z wielu stron, zaprezentowano nam perspektywy różnych bohaterów. Każdy widz znajdzie tu postać i wątek dla siebie. Szkoda tylko, że nie pokuszono się o więcej oryginalności. Zwłaszcza postacie spoza statku nudzą.

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Halucynac-ja: Szefowa projektu, Katherine, opowiadała, że z Ascension pochodzi maszyna do rezonansu magnetycznego i inne tego typu wynalazki, więc chyba nie całkiem słusznie zarzucacie kulturze statku stanie w miejscu. Poza tym moim zdaniem nowością były stewardessy. Nie spodziewałam się, by grupa naukowców dbała o to, aby mieć na pokładzie gejsze (czy jak je nazwać). No i fakt, że Viondra zrobiła z nich swoich szpiegów – nice. W ogóle postać Viondry i jej relacji z mężem bardzo mnie ciekawi, tak samo jej prawdziwe cele i metody. Kradzież konika morskiego i zafascynowanie Enzmanna panią doktor (podobieństwo kobiety do jego żony – świetne) także pozostawia pole do popisu w następnym sezonie, to materiał na ciekawy wątek. Nie spodobał mi się za to motyw miłości Goulda i siostry Lorelei. Nie mam pojęcia dlaczego, ale irytowali mnie, szczególnie ona, ze swoim niezdecydowaniem. Jeśli chodzi o postacie spoza statku, lubiłam tylko panią „detektyw”. No i – ciekawi mnie, co stało sie z najemnikiem Medicim o krypnych, lodowatych oczach.

Piotr: Trudno się spodziewać, żeby mała, izolowana społeczność była równie dynamiczna jak społeczność globalna. Co zresztą jest względną nowością – jeszcze sto lat temu prosty człowiek żył w takim samym świecie, co jego rodzice i dziadkowie. Więc względna (bo nie całkowita) statyczność załogi Ascension nie jest problemem. Bardziej mnie martwi, że jest ono dla widza niewiarygodne. Podobno podstawową zasadą, jakiej uczą na amerykańskich szkołach filmowych, jest „show, don’t tell”. Twórcy Ascension o tym zapomnieli. Podobno społeczność na statku jest silnie rozwarstwiona, ale w praktyce widać tylko, że rzeźnia wygląda obskurnie, a pokład główny jest śnieżnobiały. Aaronowi Gaultowi co rusz przypominają, że jest „podpokładowcem”, którego zawrotna kariera jest uzależniona od protekcji możnych, lecz z retrospekcji dowiadujemy się, że jego nisko urodzonych rodziców zaproszono na ten nieszczęsny bal dla elity, podczas którego doszło do pożaru. Jamesowi Tobackowi niskie urodzenie nie przeszkadza w odwiedzaniu pływalni (która wygląda identycznie jak pływalnia na Zagubionej przyszłości – i w sumie pełni identyczną funkcję fabularną), załatwieniu sobie dobrego przydziału i kręceniu z dwiema dziewczynami z dobrego domu. Dopiero pod sam koniec dowiadujemy się, że dzieciom z nieprawego łoża nie przysługują legalne kartki żywnościowe – ale to stanowczo za mało jak na sześć odcinków. Cały aspekt socjologiczny serialu bierze w łeb.

To samo zresztą dotyczy wątku „ziemskiego”. Samantha Krueger dokonuje coming outu, ale fakt ten nie zostaje w żaden sposób rozwinięty (podobnie jak motyw zakonspirowanych homoseksualistów na pokładzie statku). Obsesja Enzmanna na punkcie pani doktor byłaby czymś ciekawym, ale ten wątek znowu wisi na sznurku, nijak nie łącząc się z całością.

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Pirjo: Mieliśmy dostać ambitną wizję science fiction, w mojej opinii dostaliśmy coś nieco mniej spektakularnego. Powiedzcie mi więc, czy ten serial dał Wam do myślenia, czy tylko sprawił przyjemność? Czy to kino familijne, czy może ważny głos w dyskusji o przyszłości Ziemi? Albo chociaż wart uwagi i polecenia serial SF? Czy Ascension w ogóle broni się jako science fiction?

Przemek: No, technicznie rzecz biorąc trudno serial przypisać do gatunku science fiction – poza „magicznymi” zdolnościami Christy nie ma tu żadnych futurystycznych czy nadprzyrodzonych elementów. Jest atmosfera SF, czerpanie z tematów SF, pewna charakterystyczna estetyka. Nowatorstwem mnie nie zaskoczył, ale zaciekawił. Dla widza mniej wyrobionego czy początkującego Ascension może być dobrym punktem „wejścia” w gatunek: stawia nietrudne, niepogłębione, ale ciekawe pytania o prawdziwość świata, wolność jednostki, zachowanie ludzi w zamkniętej przestrzeni, kompleks Boga, o etykę… Ja wystawiłbym serialowi czwórkę z minusem, głównie za ambitne obietnice bez pokrycia. Jako rozrywka się sprawdza.

Halucynac-ja: Mnie przeraził sam pomysł statku pokoleniowego: tego, że drugie pokolenie jest tam z przymusu, że ludzie mogą łączyć się tylko z innymi ze statku, że mogą mieć dzieci tylko wtedy, kiedy ktoś na to pozwoli. Poświęcenie dla nauki, oczywiście, ale też potworne pogwałcenie praw człowieka. Ocena? Jako całość, mocna czwórka.

Piotr: A ja pozwolę sobie dobić Ascension jednym sztychem: mieszkańcy statku już dawno powinni zdać sobie sprawę, że coś jest nie tak. Ciążenie na statku nie bierze się ani z obrotu wokół własnej osi (bo Ascension jest wieżą z wektorem siły ciążenia skierowanym w każdym jej punkcie w jednym kierunku), ani z ruchu jednostajnie przyspieszonego (bo wtedy podróż do Proximy zajęłaby mniej niż cztery lata czasu statku). Może jestem przewrażliwonym nerdem, ale 70 najwybitniejszych naukowców Ameryki powinno zorientować się, co to oznacza.

Ascension to tragiczna pomyłka. Kapitalny pomysł zabity przez nieprzemyślaną koncepcję, nieprawdopodobną intrygę oraz fatalny scenariusz, który zamiast trzymać się pierwotnego pomysłu (dającego przecież dużo możliwości na interesujące rozwinięcie), skacze od idei do idei, byle tylko zaskoczyć widza.

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Pirjo: Czas porozmawiać o prognozach na przyszłość, bo twórcy tej miniserii ogłosili niedawno, że mają mnóstwo pomysłów na kolejne sezony: jak myślicie, czego możemy się spodziewać po ewentualnym drugim sezonie Ascension? Oglądalibyście dalej? Jak Wy poprowadzilibyście scenariusz?

Przemek: Chętnie oglądałbym dalej. Spodziewam się, że drugi sezon skupiłby się na pewnym powtarzaniu – w wersji rozbudowanej – wątków z miniserii. Pozycja dyrektora nadal jest zachwiana. Christę nadal trzeba jakoś wydobyć ze statku. Władzy kapitana i Viondry nadal zagraża Rose. Trochę liczyłbym też na powrót młodego naukowca z początku miniserii, który podejrzewa, że projekt Ascension naprawdę wystartował – głównie dlatego, że lubię tego aktora (podkładał głos pod protagonistę w znakomitej grze Deus Ex: Human Revolution).

A gdybym ja miał Ascension pisać? No cóż, największy problem w tym, że aby serial pogłębić, należałoby poczynić zmiany koncepcyjne już na wstępnym etapie, przed powstaniem miniserii. Na tym, co już stworzono, trudno zbudować coś oryginalnego. Ale zapewne skupiłbym się na konflikcie między dolnymi a górnymi pokładami oraz rywalizacji między Viondrą a wschodzącą gwiazdą Jackie. Zapewne uczyniłbym też z Christy kogoś w rodzaju „ikony rewolucji”, bo gdy jej zdolności wyjdą na jaw, wielu ludzi „z dołu” zechce zapewne użyć dziewczynki, by sabotować statek czy fizycznie usunąć niewygodnych przywódców. Wątki poza statkiem mniej mnie zajmują.

Halucynac-ja: Ja również z chęcią obejrzałabym kolejny sezon. Chętnie zobaczyłabym wątek pani doktor i Enzmanna, a także Viondry, jej męża, Jackie i Rose’a. Ciekawa jestem, jak poradzi sobie Gould na Proximie i co z faktem, że Christa wie o człowieku z zewnątrz, a on o jej nowych umiejętnościach. Ciekawi mnie też, co będzie z Norą (może w ramach buntu też zechce zostać stewardessą?) i mam ochotę poznać trochę więcej lowdeckerów.

Piotr: Ascension niewątpliwie miało powtórzyć schemat Battlestara Galactiki – miniseria, która po sukcesie zostaje rozwinięta w pełnoprawny serial. Cóż, nie wierzę w dalszy ciąg. Punkt wyjściowy nie pozwala raczej na stworzenie czegoś nowego. Poza Gouldem na Proximie reszta byłaby powtórką miniserii.

Za to wciąż wierzę w SyFy. Może nie w Dwanaście małp (film wyczerpał temat i basta), ale już w Koniec dzieciństwa i Ekspansję, które mają pierwowzory literackie, więc przynajmniej częściowo są chronione przed błędami scenarzystów. Zobaczymy.

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Pirjo: I na koniec prośba o krótkie podsumowanie: warto czy nie warto dać Ascension szansę?

Halucynac-ja: Zdecydowanie warto, bardzo przyjemne. Polecam, Halucynac-ja.

Przemek: Myślę, że warto. Byle ze świadomością, że zamiast genialnej powieści dostajemy niezłe opowiadanko. To wciąż jeden z lepszych tegorocznych seriali SF. No i przyjemny dla oka.

Piotr: Właśnie doczytałem – w 1967 J.G. Ballard napisał opowiadanie Trzynastu do Centaura (u nas publikowane trzykrotnie – w szóstym tomie starych Kroków w nieznane, następnie w dwóch wydaniach Ogrodu czasu), opowiadające o statku pokoleniowym, który w istocie nigdy nie opuścił Ziemi, a załoga od pół wieku żyje w kłamstwie. Trzeba dodawać coś więcej? Nie marnujcie czasu na Ascension. Lepiej, w oczekiwaniu na coś lepszego (może już niedługo), przeczytajcie Non stop i Zagubioną przyszłość. To samo, tylko o wiele lepiej.

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Ascension
science fiction
SyFy, 2014

Halucynac-ja
Uwielbia zaprzeczać rzeczywistości. Nie umie siedzieć w miejscu, najpierw nauczyła się tańczyć, dopiero później zaczęła chodzić. Dzielnie śledzi Doctora Who, The Vampire Diaries, Sleepy Hollow i American Horror Story. Zdecydowanie czekoladowy potwór.

Piotr Górski
Krakowianin, Nowohucianin. Urodził się i na tym właściwie kończą się dramatyczne momenty jego biografii. Dużo czyta. Ma eklektyczne gusta. Puścili mu opowiadanie w Nowej Fantastyce.

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko
Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)