Fot. NBC

Egzorcysta w trenczu (Constantine, S01)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Przyznam szczerze, nie czytałam komiksów o egzorcyście i mistrzu sztuk tajemnych, Johnie Constantine. Jeszcze nie. Obejrzałam za to film z 2005 r., oparty na nich dosyć swobodnie i jakkolwiek nawet mi się podobał, nie zachęcił mnie do zapoznania się z komiksami, kiepsko zresztą wtedy dostępnymi. Kiedy zatem pojawił się serial również wywodzący się z tego samego źródła, miałam doń trochę mieszane uczucia i trzeba było namawiania przez osoby o dosyć zbieżnym guście filmowym, bym w końcu po niego sięgnęła. Przyznaję bez bicia, jestem im bardzo wdzięczna.

Fot. NBC

Fot. NBC

Już na początku zostajemy wrzuceni w sam środek wydarzeń, bo naszego bohatera spotykamy w domu wariatów, do którego zresztą zgłosił się dobrowolnie. Od słowa do słowa, od sceny do sceny wychodzi na jaw, że zamknął się tam po nieudanym egzorcyźmie, przez który skazał duszę niewinnego dziecka na Piekło, potępiając tym samym i samego siebie. Niestety, wygląda na to, że dar posiadany przez Constantine’a to powołanie, które zresztą się o niego upomina i tak John, zachęcony przez ducha dawnego przyjaciela, wychodzi ze szpitala, by ocalić kolejne zagrożone życie.

Jest nim Liv Aberdine, córka rzeczonego przyjaciela, która odziedziczyła po nim dar widzenia rzeczy ukrytych przed wzrokiem przeciętnego człowieka oraz medalion, pomagający ten dar ukierunkować tak, by pozwalał przewidzieć aktywność ponadnaturalną. Nie jest jednak łatwo i różowo, Liv jest ścigana przez demona, od którego po wielu perypetiach uwolni ją dopiero Constantine. Dziewczyna uznaje, że walka z nadprzyrodzonym nie jest zadaniem dla niej i odchodzi, zostawiając Johnowi stworzoną przez siebie mapę z przewidywanymi miejscami ataków demonów. John wraz z towarzyszami i bardzo upierdliwym aniołem-niekoniecznie-stróżem próbuje je powstrzymać, a to nie jest proste, jako że istoty z innego świata stają się coraz bardziej potężne, a bramy Piekieł zanikają. Nadchodzi bowiem Ciemność…

Fot. NBC

Fot. NBC

Osiem odcinków, które dotychczas mieliśmy okazję obejrzeć, całkiem zgrabnie wprowadza nas w świat Constantine’a. Oczywiście teoretycznie niczym nie różni się od naszego, może jest nieco bardziej mroczny, jak w klasycznym kryminale typu noir czy kryminale ponadnaturalnym. Magia wydaje się obecna w tym świecie w sposób niejako naturalny, istniejąc obok świata jawnego, rzeczywistego, zawsze coś tam czai się w mroku. Oczywiście od samego początku mamy do czynienia z demonami, pojawiają się również stworzenia z baśni czy legend, duchy, ghoule, przeklęte przedmioty czy mroczne anioły. Poznajemy również przyczynę, dla którego diabeł mści się na człowieku – jest zazdrosny o świat, który został ludziom dany i o dusze, które ci otrzymali od Boga i które to diabeł próbuje pozyskać w jak największej ilości, doprowadzając do upadku ludzkości. Dusza i wolna wola to dwie przyczyny, dla których rodzaj ludzki ma, delikatnie mówiąc, przegwizdane. Od momentu, gdy Bóg obdarzył go wolną wolą, wszystkie jego wybory są jego odpowiedzialnością, dlatego chociażby anioły nie mogą bezpośrednio interweniować w to, co się dzieje na Ziemi (i dlatego pojawiający się z nienacka anioł Manny ma tak wkurzający zwyczaj ględzenia i znikania, kiedy jest naprawdę potrzebny, choć zdarzyło mu się zadziałać w przypadku mrocznego anioła). Jeśli człowiek wybierze przehandlowanie duszy, jest to jego własna sprawa.

Tradycyjne sprzedawanie duszy to jednak nie jedyny element zapożyczony z tradycji, jako że twórcy czerpią z niej pełnymi garściami, przywołując chociażby pieczęć Salomona, enochiański język czy voodoo (dosyć nietypowy jest jednak sposób na unieważnienie kontraktu: zmuszenie handlarza duszami – nie demona – by go po prostu zjadł). Podobnie jak w przypadku Supernaturala (choć oczywiście, komiks był pierwszy i to z niego czasami czerpią twórcy SPNa, co widać chociażby po wyglądzie postaci Castiela), twórcy bawią się popkulturą, dając nam chociażby historię Willy’ego Cole’a, bluesmana, o którym powiada się, iż w zamian za talent sprzedał duszę diabłu (Robert Johnson, anyone?). Zresztą tego typu smaczków jest więcej, jak choćby kryjówka Constantine’a, która jest „większa wewnątrz” lub magiczna karta, przekształcająca się w oczach rozmówcy w wymaganą przez niego legitymację lub dokument.

Fot. NBC

Fot. NBC

Obecni w tym świecie są ludzie wyczuleni na istnienie nadprzyrodzonego. Już pomijając tytułowego bohatera czy Liv, poznajemy towarzysza Johna, Chasa Chandlera, charakteryzującego się niesamowitą umiejętnością regeneracji, niemal jak Wolverine. Nabity na kabel z przewodami wysokiego napięcia, pojawia się kilka scen później, świeżutki jak trawka po letnim deszczu. Wprowadzona w drugim odcinku rysowniczka Zed Martin miewa wizje przyszłości, które przenosi na papier, potrafi również „odczytywać” innych ludzi, jeśli ma z nimi kontakt. Dwukrotnie pojawił się dotychczas kapłan voodoo, Papa Midnite, będący jednocześnie kolekcjonerem rzeczy magicznych i przeklętych, z którym nasz tytułowy bohater ma na pieńku. W ostatnim przed przerwą świąteczną odcinku na scenie pojawiła się również tajemnicza organizacja, mająca coś wspólnego z Zed, a która pewnie również składać się będzie z osób posiadających niecodzienne talenty.

Fot. NBC

Fot. NBC

Dotychczasowe odcinki są w większości klasycznymi reprezentantami klasycznego potwór tygodnia, choć połączone zostały oczywiście głównym motywem narastającej Ciemności. Widać, że serial rozkręca się powoli, co jest jego naprawdę dużą zaletą, bo zagadki są interesujące, nuta ponadnaturalnego dawkowana odpowiednio, widz na pewno się nie pogubi. Absolutnie piękna jest strona wizualna serialu, zwłaszcza jeśli chodzi o kadry jakby żywcem wzięte z komiksu, a niektóre wręcz do tego nawiązujące (jak finał pierwszego odcinka). Nieprzesadzone i bardzo ładne są również efekty specjalne, a z tym w serialach różnie bywa. W pamięci zdecydownie pozostaje ujawnienie się anielicy Imogen i egzorcyzm przeklętego przedmiotu, po którym zostaje wyryta w ziemi dziura do Piekieł. Jest naprawdę zacnie.

Fot. NBC

Fot. NBC

Fot. NBC

Fot. NBC

Szkoda tylko, że może się okazać, iż pierwsza trzynastoodcinkowa seria to wszystko, co dostaniemy. Mimo tego, że w imię poprawności polityczno-ekranowej nasz bohater i tak został okrojony z wielu rzeczy, które czyniły go dosyć charakterystycznym – jak chociażby odpalanie jednego papierosa od drugiego (co fantastycznie zostało pokazane w filmie) czy biseksualność – nie wiadomo, czy NBC zdecyduje się na kontynuację serii.

Poprzestano na razie na produkcji 13 odcinków, nie zamówiono kolejnych 9, a stacja przesunęła termin decyzji o ewentualnym kręceniu drugiego sezonu ze stycznia na nieokreśloną „wiosnę 2015”. Byłoby szkoda, bo serial już nazywa się kultowym i nie jest to tylko zabieg marketingowy. To naprawdę kawał dobrej telewizji, ale jak pokazał już choćby przykład Foxa z 2002 r., to nie zawsze się liczy.

Constantine,
supernatural drama
NBC 2014–

Cathia

Mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.