Fot. VH1

Spojrzenie wstecz (Hindsight, PREMIERA: S01E01–02)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Pirjo: Najpierw przyzwyczailiśmy się, że MTV produkuje seriale fabularne. Te komediowe, całkiem dobre. Awkward zmierza do naturalnego końca w przyszłym sezonie, Faking it rozwija się w niespodziewanym kierunku, stając się frapującym głosem w dyskusji o mniejszościach seksualnych. Happyland, od początku dość nijakie, ostatnio skasowano. Potem okazało się, że MTV to nie tylko zabawna obyczajówka, ale także seriale gatunkowe. Teen Wolf stanowi jedną z najlepszych produkcji w stylu supernatural drama. Finding Carter to serial dla nastolatków w klimacie klasycznych formatów z lat 90. Opowiada, w poważnym tonie, o losach dziewczyny porwanej, gdy była mała, i traktującej porywaczkę jak rodzoną matkę. W tym sezonie debiutuje Eye Candy, serial kryminalny, którego bohaterką jest hakerka z wyrokiem, współpracująca z policją, by schwytać stalkera-seryjnego mordercę kobiet „wyławianych” przez aplikacje randkowe. Szaleńca szukającego perfekcji, ideału, zderzającego internetowy obraz z rzeczywistością. Ciekawy pomysł.

Dlaczego o tym mówię? Otóż teraz przyjdzie nam się oswoić z myślą, że za seriale wzięła się też inna muzyczna stacja, VH1. To właśnie oni stworzyli omawiany tu Hindsight.

Z czym mi się kojarzy VH1? Z klasyką i nostalgią. To stacja grająca „złote przeboje”, odświeżająca największe popowe i rockowe hity lat 80. i 90., lubiąca przygotowywać rzetelne, acz ckliwe dokumenty, generalnie lubująca się we wspominaniu. Reminiscencjach czasów, gdy byliśmy piękni i młodzi, bo targetem stacji są ludzie dorośli, a nie jak w przypadku MTV – nastolatki. I w mojej opinii serial doskonale wpisuje się w tę „misję”. Otóż jego tematem jest podróż w czasie – wstecz. Bohaterkę poznajemy jako osobę dojrzałą, niezbyt spełnioną w pracy, rozwiedzioną. Niczego specjalnego nie osiągnęła, od lat nie ma kontaktu z dawniej najlepszą przyjaciółką, jej małżeństwo okazało się porażką, nie ma dzieci. Czara goryczy przelewa się, gdy w dniu swojego drugiego ślubu – branego z rozsądku, a może z samotności – Becca przypadkiem podsłuchuje, jak jej własna matka ubolewa nad wyżej opisaną sytuacją, mówiąc coś w stylu „tak dobrze się zapowiadała, byliśmy pewni, że dokona czegoś wielkiego, a tu proszę, klęska na całej linii…”

Fot. VH!

Fot. VH!

Bohaterka czuje dokładnie to samo. Emocje, zawrót głowy i… budzi się we własnym łóżku, dwadzieścia lat wcześniej! W dniu ślubu, ale tego pierwszego, młodzieńczego, z długowłosym i gorącym Seanem. Z 2015 przewija życie wstecz, do 1995. Budzi ją piosenka Ace of Base. I muzyka będzie od tego momentu niesamowicie ważna, tak samo jak w serialach MTV, dobrana pieczołowicie, dominująca nad scenami. Becca dostaje od losu szansę, jaką pewnie nie pogardziłyby kobiety oglądające i słuchające na co dzień VH1. Szansę cofnięcia się do lat wczesnej młodości, ale z posiadaną już wiedzą. Przeżycia wszystkiego raz jeszcze i podjęcia o wiele lepszych decyzji. Taki pomysł na serial to moim zdaniem samograj. Opiera się o tęsknoty i sentymenty towarzyszące chyba wszystkim ludziom. Co byś zrobiła, gdybyś mogła zacząć od początku? Zerknąć we wsteczne lusterko? Czy udałoby się wtedy wybrać właściwą osobę, właściwą ścieżkę, zdecydować się na coś od razu zamiast praktykowania wieloletnich, niepewnych podchodów i zamiast przeciągającego się marnowania czasu? Ale rozgadałam się. Jak Tobie się podoba pomysł na serial, Karolino?

Karolina: W skrócie: bardzo. Jak już wspomniałaś, jest to pomysł dobry, bo kuszący – podejrzewam, że każdy ma chwile, kiedy z przyjemnością powitałby obudzenie się o kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat wstecz. Świetnie też wybrany jest okres, do którego przenosi się bohaterka – lata dziewięćdziesiąte są oddalone na tyle, że niektóre ówczesne „nowinki” wydają się śmieszne i osobie przeniesionej w tamte czasy może brakować współczesnych udogodnień, jednak są na tyle bliskie, że muzyka, stroje, popkultura nie wydają się przestarzałe i nazbyt komiczne, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecną w Internecie, modzie i popkulturze nostalgię na te lata. I to ta nostalgia za latami dzieciństwa czy młodości przyciągnie wspomnianą już target audience, czyli ludzi, dla których ten okres był „dawny” ale jest już pamiętany. Dlatego podejrzewam, że przy całym swoim uroku Hindsight nie przetrwa próby czasu – w końcu to na zestawieniu tego, jak się żyło w połowie lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku z tym, jak się żyje w połowie drugiej dekady wieku dwudziestego pierwszego, w dużej mierze opiera się humor i urok produkcji. Podejrzewam, że za dziesięć-dwadzieścia lat część odwołań kulturowych może być już nieaktualna. Ale na razie – cieszmy się z tego, że żyjemy wtedy, kiedy żyjemy i możemy to oglądać z przyjemnością!

Fot. VH1

Fot. VH1

Pirjo: W serialu mamy wątki typowe dla historii o podróżach w czasie. Bohaterka stara się przekonać zaufane osoby, że przybyła „z przyszłości”, ale, rzecz jasna, niewiele pamięta konkretów, by je podać na poparcie swojej teorii. Niewiele się w niej ostało „cudownej wiedzy”, która mogłaby zadziwić świat. Wszystko sprowadza się do lepszej intuicji, oglądu rzeczywistości, głębszego zrozumienia otaczających zjawisk i osób. Ewentualnie do zdradzania koleżance w zaufaniu, że w przyszłości będzie mogła „oglądać filmy na telefonie”. Wow! Niesamowite! No ale czego innego mielibyśmy się spodziewać. W końcu chodzi o serial lekki, miły i niezwykle przyjemny, a nie o logiczną łamigłówkę i piętrzenie komplikacji. Nie o oryginalność i nie o mechanikę podróżowania wstecz. Karolino, czy przeszkadzają Ci ograne tropy i – w sumie – spora przewidywalność fabuły?

Karolina: Prawdę mówiąc – myślałam, że będą mi bardziej przeszkadzać. Niektóre drażnią (typowy bad boy, wrzeszcząca matka, lekko pofyrtana, ale wierna przyjaciółka, nieracjonalne krzyczenie), ale urok produkcji: wspomniana muzyka, fantastycznie dobrana obsada, troszkę modnej nostalgii sprawiają, że mimo tego, iż (trochę jak bohaterka) wiemy, co będzie dalej, to jednak i tak chce się zobaczyć, jak do tego dojdzie, a nuż coś nas zdziwi. Szukając informacji o serialu, zauważyłam, że wiele źródeł określa go mianem „drama”. Zaintrygowało mnie to. Na razie jest to bardziej komedia lub „lżejszy komediodramat”, ale może scenarzyści szykują niespodziankę? Zobaczymy. Jeśli okaże się to „dramatem” tylko pod tym względem, że bohaterka obudzi się w 2015 roku i zorientuje się, że to wszystko to był jedynie sen, to przeklnę twórców do piątego pokolenia!

Pirjo: Albo że i tak trafi w końcu w to samo miejsce i nic się w jej życiu nie zmieni? Porażka… Zresztą, wiesz, dramedy jest ostatnio bardzo popularną i często używaną, bo pojemną szufladką. Może zawierać w sobie różności. Ale porozmawiajmy jeszcze o obsadzie. Co do postaci, kocham się w bracie bohaterki! Absolutnie się nie dziwię, że przyjaciółka Becci rozpaczała w drugim odcinku po skasowaniu My So Called Life: Jamie wygląda przecież troszkę jak Jordan Catalano! Jeśli się żyło w latach 90. albo przynajmniej ma się w głowie ich popkulturowe wyobrażenie, to to jest idealny serial, idealna fantazja. Od ogółu do szczegółu. Walkmany, sukienki w kwiatki, wypożyczalnie kaset wideo. Nic nie zaskakuje, suspens jak z Gilmore Girls, ale z drugiej strony wraz z końcem odcinka jest mi okropnie żal, że nie mogę natychmiast włączyć kolejnego, że trzeba czekać. Ten świat to teledysk, chce się oglądać non-stop, miłe uczucie trwa wtedy bez końca. Dziesięć na dziesięć w kategorii uroczość. Podoba mi się też Becca, zagrana jest bardzo dobrze, to miła odskocznia od plastikowych, mało wyrazistych bohaterek, zaludniających między innymi wspomniane Eye Candy i Happyland. Empatyzuję z nią. Czyli robię dokładnie to, co zostało dla mnie zaplanowane przez scenarzystów. Dałam się złapać na haczyk! A kogo Ty lubisz?

Fot. VH1

Fot. VH1

Karolina: Ja też się kocham w bracie bohaterki! Jak on uroczo odgarnia włosy! Taki milszy i mniej samolubny Trent Lane z Darii! Zgadzam się, że Becca jest fajnie zagrana. W pierwszym odcinku widać ten „powrót do młodości”, pod koniec drugiego zauważamy, że emocje powoli opadają i przebija się przez nią osoba bardziej dojrzała lub przynajmniej doświadczona. I jak bardzo nie lubię trójkątów miłosnych, to ten nie jest (jeszcze?) taki denerwujący: Becca była już „żoną Australijczyka”, nie zdążyła jeszcze wyjść za uroczego, acz ciapowatego przyjaciela z lat dziecinnych. Z jej perspektywy była z oboma. Jest w tym potencjał. Najbardziej jednak podoba mi się nacisk na przyjaźń z Lolly. Tym, co najbardziej dręczyło bohaterkę w 2015 roku, była nie tyle niepewność co do przyszłego męża lub tęsknota za byłym, tylko właśnie zerwanie kontaktu z najbliższą przyjaciółką. Podejrzewam, że głównym celem podróży w czasie nie będzie wybór między jednym a drugim narzeczonym (ja kibicuję niemrawemu Andy’emu!), ale właśnie niedopuszczenie do rozpadu przyjaźni.

Pirjo: Ja tam liczę, że pojawi się ktoś trzeci. To by był dopiero twist! Ale podsumujmy: Hindsight to przeurocza fantazja o podróży w czasie do krainy młodości, okraszona doskonałą muzyką i wartką, choć pozbawioną wszelkiej traumy akcją. Nad serialem unosi się duch nostalgii. A na dodatek, jeśli się jest targetem tego typu rozrywek, to można się szybko i trwale uzależnić!

Karolina: Świetnie to podsumowałaś – nic dodać, nic ująć. Ja tylko wtrącę, że gdybym ja się teraz przeniosła do roku 1995, to byłoby trochę strasznie: z jednej strony czasem fajnie byłoby mieć znowu pięć lat (witajcie, place zabaw! Witajcie, na zawsze minione lata jedynactwa!) i do tego wykorzystywać zdobytą w ciągu ostatnich dwudziestu lat wiedzę do niecnych celów, lecz z drugiej strony – miałabym przed sobą podstawówkę, gimnazjum i liceum – NIEEEEEEEE! A Ty? Chciałabyś się przenieść o dwadzieścia lat do tyłu?

Pirjo: God, no….! ;) Ale kibicuję Becce!

Hindsight

Fot. VH1

Fot. VH1

Hindsight
dramedy,
VH1, 2015–

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Karolina Rybicka
Jako Rybka tworzy pół duetu odpowiedzialnego za bzdury na http://dobryfilmzlyfilm.wordpress.com/. Trochę tłumaczy, chociażby co to jest to dziwne coś, co właściwie studiuje. Uwielbia seriale BBC (zwłaszcza kostiumowe) i literaturę dziecięcą. Fascynują ją modernizacje klasyki literatury. Zajadle gra w Scrabble, lubi wracać do kochanych książek i filmów oraz bazgrać po sprzętach złotym pisakiem.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)