Fot, The WB

Z górki na pazurki (Supernatural S10E10-E12)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Od naszej ostatniej rozmowy minęło już kilka odcinków. Odcinków – w mojej opinii – bardzo różniących się nie tyle pod względem treści, co jakości. A w związku z tym mocno nierównych. Mieliśmy odcinek powracający do głównego story arcu, z Metatronem wypożyczonym na Ziemię i przesłuchiwanym w bunkrze oraz z odzyskiwaniem przez Crowleya Pierwszego Ostrza. Odcinek niby ważny, ale dla mnie antyklimaktyczny i raczej nudnawy. Co dalej… mieliśmy odcinek o krainie Oz, który okropnie mnie rozczarował. Nie wiem, co poszło źle. Uwielbiam wątki Men of Letters. Uwielbiam Felicię Day i postać Charlie, uwielbiam Oz. Ale wydaje mi się, że mitologia Oz, jeśli mogę tak to nazwać, została potraktowana po macoszemu. Niby rozszczepienie na dobrą i złą stronę osobowości jest w punkt klasyczne dla świata Franka L. Bauma, autora pięknie rozwijającego przypowieści o kreowaniu, traceniu i odzyskiwaniu części „charakteru” swoich bohaterów, a także o czarownicach i czarodziejkach.

A jednak scenariusz odcinka był prostacki i jakoś tak poprowadzony, że nie odczułam magii tej specyficznej krainy, tego uniwersum, które cenię i które zawsze wywołuje we mnie równocześnie dreszcz przyjemności i grozy. Tego aspektu zupełnie zabrakło. Oz bez Oz. Nie było też zbyt zabawnie, ani jakoś specjalnie serio. Nie był to ani odcinek komediowy, ani super-epicki. Rozczarowałam się okropnie. No ale na koniec – ostatnio – dostaliśmy About a boy. Epizod przewspaniały. Niby patent podobny jak w odcinku z Oz, bo podstawą była baśń o Jasiu i Małgosi, ale tym razem się udało. Było zaskakująco, błyskotliwie, z polotem. Pani Patmore, kucharka z Downton Abbey, zagrała przerażającą (przynajmniej dla mnie) Babę Jagę. Młody Dean zawsze mnie wzrusza, to, jak bardzo jest dorosły i słodki zarazem. Połączenie współczesnego tropu o kidnapingu (i syndromie sztokholmskim!) z materią bajek zagrało i sprawdziło się. Klimat był odjechany i gęsty, dialogi świetne, zobaczyliśmy wiele zabawnych scen oraz kilka przerażających. Za takim Supernaturalem tęsknię. A co Wy myślicie o najnowszych epizodach? Jak je oceniacie, czego było za dużo, a czego zbyt mało?

Fot, The WB

Fot, The WB

Cathia: Zgodzę się z Tobą, Pirjo, odnośnie odcinka z Metatronem. Jak niemal wszystkie odcinki dotyczące głównego wątku, jest nudny, przegadany i bez motywu przewodniego. Bo tak naprawdę teoretycznie to pozbycie się Znamienia Kainowego ma być głównym tematem sezonu, tymczasem widać, że nie starcza on ani trochę na wypełnienie całego odcinka, w związku z tym dokłada się Rowenę i Crowleya (mam załamanie nerwowe na tle obecnego zachowania i nagłego zdebilenia Króla) czy Claire i Castiela, których wątek pozostał absolutnie nierozwiązany, bo dziewczyna jest znowu w punkcie wyjścia. Dziękować bogom, po About a Boy widać, że dojdzie nam jeszcze Wielki Kowen i problemy rudowłosej wiedźmy, ale i tak mam wątpliwości, czy da się tym uczciwie jeden odcinek wypełnić. Zdecydowanie lepiej wychodzą scenarzystom stand-alony i chociaż nie lubię Charlie jako postaci w jej obecnym kształcie, There’s No Place Like Home był zdecydowanie lepszy niż jego poprzednik.

Jednak, mówiąc szczerze, to żadna sztuka. Wiecie, mnie ogólnie potwornie drażni wciągnięcie do opowieści Krainy Oz, więc miałam nadzieję, że wraz z finałem Slumber Party żegnamy ten wątek i Charlie już na zawsze. No niestety nie, bo trzeba było wymyślić historię, która dodatkowo dobije Deana Winchestera. Heh… Natomiast About a Boy błyszczy w tym towarzystwie jak diament – nie dość, że jest to absolutnie udany retelling historii o Jasiu i Małgosi, to jeszcze młody Dylan Everett po prostu mnie oczarował – on nie tylko zagrał młodego Deana, ja w każdym jego geście i słowie widziałam i słyszałam Jensena (ach, to „Son of a bitch!”)! Mało tego, bracia przekomarzali się jak za starych dobrych czasów, próbowali ocalić damsell in distress, a w dodatku Dean znowu nie dostał ciasta. Żądam więcej!!!

Mysza: Podobnie jak Wy, od pewnego czasu obserwuję rozwój Supernatural z narastającym smutkiem. Dziesiąty sezon, mimo szybkiego rozprawienia się z wątkiem Demon!Deana, przedstawiał widzom kilka kolejnych interesujących tropów – kwestię Znamienia Kaina, Pierwszego Ostrza, sabatu czarownic i uciekającej przed nimi Roweny, jej planów wobec Crowleya… Tym bardziej smuci mnie, że odcinki w gruncie rzeczy silnie związanie z wewnętrzną mitologią serialu, jak chociażby ten z Metatronem, wypadają… nawet nie tyle blado, co po prostu nudno. Metatron jak na mój gust już dawno stracił dla serialu jakąkolwiek wartość i jego ględzenie jedynie denerwuje, zamiast stwarzać napięcie i poczucie zagrożenia. Z kolei jak bardzo postać Roweny wzbudza mój chichot, bo ma fajne teksty i nie mam nic przeciwko żeńskiej postaci, która knuje, mataczy i na dodatek jest ruda i wredna, tak wątek jej i Crowleya pozostaje na razie ledwie zarysowany. Nadal nie wiemy, jaką rolę odegra ona w życiu i planach nie tylko Króla Piekieł, ale i Winchesterów.

Tym bardziej jednak się cieszę, że sezon 10 wyróżnia się bardzo dobrymi odcinkami stand-alone (odcinek z Oz, ze względu na powrót Charlie, uznaję za nawiązanie do istniejącej mitologii, a nie stand-alone episode). Dylan Everett był istnym zbawieniem, a jego występ w roli młodego Deana rozłożył mnie na łopatki. Cathia ma rację – Dylan cudownie oddał Deanowe manieryzmy w wykonaniu Jensena, a na dodatek dodał postaci nieco młodzieńczej lekkości, zadziorności i ciepła. Wcale się nie dziwię, że ten młody aktor bywał już w swej karierze nominowany do kilku nagród telewizyjnych – rzadko mam przyjemność oglądać na ekranie tak czarującego, utalentowanego młodego człowieka. Intryguje mnie też wizja Wielkiego Sabatu (czy też Kowenu) który powoli się zbiera. Czyżby oznaczało to, że poznamy kilka nowych, groźnych wiedźm?

Fot, The WB

Fot, The WB

Pirjo: No właśnie. Motywem przewodnim tego sezonu jest magia i czarownice. Oprócz Roweny pojawiła się (i zaraz zniknęła w piecu) jedna z jej oponentek. Magia wydaje się całkiem ciekawa, to kompletny i jeszcze słabo nam znany system, a także nowa społeczność – konwenty czy też koweny, zloty, sabaty…. i potencjał dla silnych postaci kobiecych. Ale jeszcze ciekawiej jest pomyśleć, że ten temat akcentują teraz także inne seriale gatunku supernatural. Na przykład Grimm. Co myślicie o potencjale wątków opartych o klasyczną magię, skąd ten nagły zwrot seriali w stronę tradycji? Jak Wam się podoba magia w SPN? Która jest lepsza, ta Supernaturalowa, czy ta w Grimm? A może wolicie magię w jeszcze innym serialu?

Cathia: Wiesz, magii w Supernaturalu nie było dotychczas zbyt wiele i jeśli tylko wiedźmy się pojawiały, zwiastowało to kłopoty, a wiedźmy były raczej głupie – przypomnijmy sobie tylko Malleus Maleficarium czy It’s a Great Pumpkin, Sam Winchester. Po drodze próbowano jakoś wzbogacić mitologię, dodano chowańce, usiłowano oddzielić od wiedźm wiccan jako tych dobrych białomagicznych, ale magia była traktowana zdecydowanie po macoszemu. Ucieszyłam się więc bardzo na zapowiedź, że ten sezon będzie temu poświęcony i klęłam w żywy kamień to, że dotychczas z tego wszystkiego mieliśmy li i jedynie Rowenę. Od tego odcinka liczę na solidne uzupełnienie mitologii i nie mogę się doczekać kolejnych przedstawicielek Wielkiego Kowenu na ziemi amerykańskiej.

Jeśli chodzi o Grimm, tam magia jest od początku właściwie elementem systemu, jakby ona animowała potwory i związane z nimi sprawy. Oczywiście, najwięcej mają z nią wspólnego Hexenbiest i to za ich przyczyną podziwiamy kolejne zaklęcia i ich skutki. No, mniej lub bardziej podziwiamy.

Skąd ten zwrot? Mam wrażenie, że seriale supernatural zawsze w mniejszy lub większy sposób eksploatowały magię, wspomnijmy choćby Buffy czy Angela. Po prostu w pewnym momencie kończy się potencjał oparty na samych kriczach i trzeba dodać coś więcej. Czasami wychodzi to rewelacyjnie… Dark Willow * wzdycha *.

Fot, The WB

Fot, The WB

Mysza: W sumie ciekawe jest to, że po drodze mieliśmy kilka serialu, które obierały sobie czarownice wręcz za temat przewodni – Witches of East End, Salem, wcześniej The Secret Circle, krótkotrwałe Eastwick czy kultowe, nieodżałowane Charmed… Motyw czarownic mniej lub bardziej zawsze się w popkulturze przewijał i nie dziwi mnie, że szeroko pojęte seriale o tematyce nadnaturalnej korzystają z bogatego magicznego repertuaru. Tym bardziej, że Supernatural już nie raz w swojej karierze pokazywało, że potrafi po latach wrócić do jakiegoś motywu i rozwinąć jego mitologię. Spójrzmy chociażby na to, jak w serialu zaczynały demony czy wampiry, a o ile więcej wiemy o nich dzisiaj. Osobiście bardzo się cieszę z takiego rozwoju sytuacji, tym bardziej, że powrót do postaci czarownic to świetny pretekst, by: a) dodać produkcji szczyptę tak potrzebnej kobiecej energii, b) rozpisać czarownice w ciekawszy sposób, bo jak słusznie zauważa Cathia, do tej pory były to raczej wybitnie głupie postacie.

W kontraście do tego stoją Grimmowe Hexenbiest, które są często są dla bohaterów źródłem największych kłopotów. Ich czary, klątwy i knowania stanowią główną oś serialu, są także prowadzone w przemyślany sposób, zręcznie wplecione w świat Grimmów, Wesen i samych bohaterów. Myślę, że twórcy Supernatural mogliby się od ekipy Grimm wiele w kwestii wiedźm i czarownic nauczyć.

Pirjo: Zastanawiam się, w jakim kierunku pójdzie teraz wątek centralny sezonu – czy czarownice będą się jakoś łączyć z tematem Znamienia Kaina, którego tak bardzo chce się pozbyć Dean? Może magia będzie w stanie tutaj pomóc? Czy pojawi się ponownie sam Kain (zakładam, że jest nie tylko moim ulubieńcem). Czy Niebo jakoś zaangażuje się w tę sprawę? Castiel, Metatron? Czy powrócą wątki związane z Tablicami, i kreacyjną mocą słowa, które bardzo lubię? Inaczej pytając – gdybyście miały napisać dalszą część, to w jaką stronę byście poszły?

Fot, The WB

Fot, The WB

Cathia: Niech Niebo już się zamknie na zawsze i nie zawraca gitary. Wielokrotnie pokazywano, że aniołowie są albo właściwie bezradni względem wszystkiego, albo nie chcą się mieszać. Poza tym oczywistym jest, że scenarzyści nie mają na nie pomysłu – ciary mnie przechodzą na wielką dziejową misję Castiela i Hannah, która była zbędna i bez sensu. Ach, niech tylko podrzucą Metatrona Deanowi, bo mam dziwne wrażenie, że on Tablice już dawno zniszczył, zatem pozostaje jedyną osobą znającą ich treść. A Dean – jak pokazano – potrafi z niego bardzo skutecznie zeznania wydobyć. Co do Kaina (nie, nie jesteś jego jedyną fanką, uwielbiam go namiętnie), Timothy Omundson już ujawnił na Twitterze, że powróci, bardzo niedługo, więc może ktoś zrobi porządek w tym domu nierządnic, bo – jak już wspominałam – ten wątek zaczyna nudzić. Ostatni odcinek szczęśliwie pokazał, że dostaniemy więcej wiedźm i może to usprawiedliwi fabularną obecność Roweny, bo jeśli będzie – jak dotychczas – po prostu mąciła w Piekle, to chyba mnie trafi. Czy my nie mieliśmy w poprzednim sezonie Rudej chcącej przejąć Piekło? Argh…

Mysza: Popieram Cathię – wolałabym, aby chwilowo dać sobie spokój z Niebem. Nie ma tam nikogo, poza Castielem, kto po pierwsze chciałby się w to mieszać, a po drugie miałby ku temu możliwość. Nie bez powodu Castiel uznawany jest za czołowego niebiańskiego buntownika – tylko on ma tam trochę oleju w głowie (i ciepła w pierzastym serduszku). O Tablicach, jak i Prorokach już dawno zapomniałam, co tylko pokazuje, jak duże twórcy serialu mają problemy z proporcjonalnym rozłożeniem wszystkich zawieszonych wątków. Osobiście troszkę się zdenerwuję, jeśli Sabat czarownic okaże się rozwiązaniem Deanowego problemu. Znamię Kaina to część mitologii Nieba/Piekła i chwilowo nie widzę racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego mielibyśmy w to mieszać czarownice. Natomiast jestem ciekawa, jak w wątek Znamienia wpasowuje się Crowley (z Roweną na doczepkę), no i przede wszystkim sam Kain. Wiemy już na 100%, że Timothy się w serialu pojawi i muszę powiedzieć, że wprost nie mogę się tego odcinka doczekać. Z pewnością możemy spodziewać się nie tylko zastrzyku energii, ale i cudownie rozwianych włosów i brody ;)

Pirjo: Czas na podsumowanie – czy podoba się Wam ten sezon? Czy Supernatural ma jeszcze sens? Czy jakość spada, czy może rośnie? Czy przygody braci Winchesterów mogą nas jeszcze zaskoczyć?

Fot, The WB

Fot, The WB

Cathia: Wyraźnie widać, że Carver nie potrafi stworzyć historii spajającej cały sezon, który byłby w stanie zapełnić cały odcinek, więc dostajemy dziwne twory i wyciągane z odwłoka narracji motywy, które nic nie wnoszą, tylko zajmują czas antenowy – jak ta para, która napadła na Deana za sprawą Claire. Liczę zatem bardzo mocno na Kowen i czarownice! Natomiast, jak już wielokrotnie to podkreślaliśmy, odcinki MOTW są wręcz doskonałe i w nich właśnie widać, jak wielki potencjał nadal drzemie w serialu. Tylko pozbądźmy się pokładów angstu, dajmy braciom się dogadać (jak ostatnio!), wrzućmy stwory, wyrzućmy zbędne postacie, na które nie ma pomysłu, i będzie dobrze!

Mysza: Carver jeszcze za czasów Kripkego znany był w fandomie przede wszystkim ze świetnych stand alone episodes oraz pisania odcinków, które zdrowo pomiatały emocjami Winchesterów (i widzów). Jak widać, nadal potrafi dostarczyć nam parę fajnych pojedynczych odcinków, ale najwyraźniej zapomniał, że urok Sama i Deana nie tkwi w tym, aby cały czas byli smutnymi i skłóconymi ofiarami losu, ale w tym, że są braćmi, którzy mimo wszystko się kochają. Nic mnie tak nie ucieszyło, i nie cofnęło do pierwszego sezonu, jak sceny w About A Boy między młodym Deanem a Samem. Właśnie tego brotherly bonding, tego żartowania, droczenia się i przekomarzania jest obecnie w serialu stanowczo za mało. Jeśli Carver dalej pójdzie tą depresyjną drogą, rozpisując emocje postaci wciąż na tę samą nutę, oglądanie Supernatural zamieni się już wyłącznie w obowiązek. A jeśli główne wątki nadal będą tak niechlujnie, niekonsekwentnie prowadzone, to już w ogóle mi wszystkie witki opadną. Innymi słowy: więcej luzu, kochani! Od kilku żartów jeszcze nikt nie umarł! A nawet jeśli… zawsze można ich przywrócić do życia. Zwłaszcza w Supernatural ;)

Supernatural
S10E10–12, emisja: 20.12.2014–3.02.2015

Cathia
Mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.

Mysza
Fangirl pełną gębą. Geek z przypadku. Nerdette z wyboru. Bezwstydnie dwujęzyczna. Uzależniona od seriali – regularnie ogląda ich ponad 70, a wciąż dochodzą nowe. Chora na słomiany zapał i krótki okres koncentracji, godny Golden Retrievera z ADHD. Leniwiec to jej sekretne zwierzę totemowe. Łatwo kochliwa fandomowo i aktorsko – najchętniej weszłaby w poliandryczny związek z połową mężczyzn (i kobiet) w Hollywood. Cierpi na zaawansowane „gustus eclecticus”, które pozwala jej pochłaniać całą popkulturę bez względu na jej domniemaną jakość. Swoje przemyślenia spisuje na blogu MyszaMovie.

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)