Fot. CBS

Nikt nie jest bezpieczny (Criminal Minds, S10E11–15)

Artykuł zawiera spoilery.

When a good man is hurt, all who would be called good must suffer with him. – Eurypides

Korzystając ze zwyczajowej przerwy w emisji, postanowiłem podsumować pięć odcinków, którymi Criminal Minds uraczyło nas w ostatnich tygodniach. Znajdujemy się w samym środku sezonu, więc można by się spodziewać zapychaczy – i rzeczywiście trochę tak się stało, choć nie do końca. O ile nie wszyscy mordercy i nie wszystkie fabuły stały ostatnio na wysokim poziomie, to pojawiło się zaskakująco dużo wątków osobistych bohaterów i jeden nieoczekiwany powrót do początków serialu.

Zamarzło

Fot. CBS

Fot. CBS

The Forever People bierze się za bary z tematem zawsze jakoś fascynującym – mowa o sektach. Zawsze wydawało mi się szczególnie tragiczne, że potrzeba odnalezienia życiowego sensu, którą odczuwa dojmująco wielu ludzi, może zostać tak cynicznie wykorzystana. I że może poszukującego zniszczyć. Tak też się działo i w tym odcinku: praniem mózgów i niemal jawnymi porwaniami zajmowała się tu cokolwiek wydumana sekta Wiecznych Ludzi, której wierzenia kręciły się wokół „śmierci” przez ekstremalne wychłodzenie ciała i „zmartwychwstania” dzięki technikom medycznym. Dziwaczny i chyba nie do końca przemyślany pomysł, o czym świadczy choćby fakt, że czerpiący radość z zamrażania innych psychopata był w tym odcinku trochę „na doczepkę”, ledwie się w fabule pojawił i nie umiał zaciekawić. Właściwie to fabuła lepiej by zagrała, gdyby znajdowane przez policję ciała były ofiarami przypadku – „zmartwychwstałymi”, których „wskrzeszenie” się z takich czy innych przyczyn nie powiodło. W ten sposób winna byłaby cała sekta, a nie tylko ukrywający się wśród jej założycieli morderca.

No dobrze, ale to już gdybanie. Koniec końców głównym wątkiem odcinka był heroizm ojca, który przeniknął w szeregi członków sekty, by odnaleźć porwanego syna. Odkąd Kate rozpoznała w nim szpiega, bałem się, że mężczyzna źle skończy – ale na szczęście agenci byli czujni i tragedii udało się uniknąć.

Za to zupełnie niespodziewanie potężną porcję rozwoju dostała postać JJ, która w tym odcinku przeżywała w związku z rocznicą swojego porwania symptomy zespołu stresu pourazowego. Jej rozmowa z Reidem, w której agentka pokazuje wreszcie, w jak kiepskim jest stanie, to jedna z najbardziej wzruszających scen w tym sezonie. Strach, poczucie winy, wściekłość, bezsilność, frustracja, przemożna chęć, by nigdy więcej nie pozwolić psychopacie zwyciężyć… Jeszcze bardziej przejmująca była ostatnia scena, w której czytająca akta swojego porywacza JJ toczyła z nim w wyobraźni bolesną rozmowę. Mężczyzna stał się jej częścią, jego fizyczne i psychiczne tortury odcisnęły na kobiecie trwałe piętno: dopóki nie przepracuje tych trudnych, bolesnych emocji, porywacz wciąż będzie jej towarzyszył, nie pozwalając jej poczuć się bezpiecznie, oddalając ją od bliskich ludzi. Mocne – a jeszcze mocniejsze dzięki grze aktorskiej A.J. Cook.

Brukowanie piekła

Fot. CBS

Fot. CBS

Anonymous to kolejny odcinek z serii „współczujmy mordercy”. Tym razem przynajmniej motywacja zabójcy jest interesująca: zabija on i powiadamia służby medyczne w nadziei, że z którejś z jego ofiar pobrane zostaną organy, które ocalą życie jego chorej córce. Dziwna logika, ale cóż, desperacja popycha ludzi do bardzo głupich zachowań. Jak całe ratowanie życia dziecku się zakończy, można było przewidzieć już od pierwszych minut: zginęło bez sensu zbyt wiele niewinnych osób, a zaufanie w relacji rodzinnej raz na zawsze zostało zerwane. Ciekawa zagadka psychologiczna, ale wątek dosyć nudny.

Ale przecież koniec końców „potwór odcinka” był tu najmniej ważny. Rzeczy istotne rozgrywały się w wątku Rossiego, który w drodze na spotkanie z córką dowiaduje się o śmierci starego przyjaciela. Znakomity przykład upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu – twórcy zarazem zakończyli wdzięcznie historię Harrisona Scotta i pogłębili więź między Rossim a córką. Myślę, że niespodziewane pojawienie się nowej, dorosłej bliskiej osoby w życiu agenta było bardzo potrzebne – bo Rossi jest w wieku, w którym bliskich znacznie częściej się traci niż zyskuje, i ten odcinek dobitnie nam o tym przypomniał. Niby od początku wiedzieliśmy, że Rossi jest już starszym człowiekiem – przecież już wkraczając do fabuły, jest wracającym z emerytury zasłużonym agentem – ale im dalej w głąb serialu, tym silniej ten aspekt postaci jest akcentowany. Joy, zgodnie ze swoim imieniem, wnosi w życie Rossiego radość, ożywia je, daje nowy cel zmęczonemu pracą mężczyźnie. Mam wielką nadzieję, że ich wspólny wątek nie zakończy się tragicznie.

Gideona pamięci żałobny rapsod

Fot. CBS

Fot. CBS

Wow. Zupełnie nie spodziewałem się tego odcinka. Gideon, mentor naszej drużynki hen, hen, z pierwszych sezonów, powrócił na ekran – jako ofiara morderstwa.

Rzadko po obejrzeniu Criminal Minds rozglądam się po sieci za recenzjami, to jednak nie ten typ serialu. Ale po Nelson’s Sparrow trochę poczytałem i okazało się, że wiele osób podziela moje wrażenia z odcinka. To było zaskakująco ciepłe i zaskakująco dobrze zrobione pożegnanie z bohaterem, który przecież wcale nie musiał powracać – wypisano go zręcznie z fabuły już wieki temu i szczerze mówiąc sądzę, że wielu widzów w ogóle o Gideonie zapomniało. Ale cóż, koniec historii to czas powrotu do jej początków, co widzimy w tym sezonie już nie po raz pierwszy.

Największe oklaski należą się bez wątpienia Benowi Savage’owi, który w retrospekcjach wcielił się w postać Gideona – nie bójmy się tego słowa – genialnie. Sposób chodzenia, gestykulacja, ton głosu, powiedzonka, wszystkie manieryzmy zachowania i mowy agenta – wszystko odtworzone z ogromną precyzją, a zarazem żywo, przekonująco, naturalnie. Drugie oklaski przeznaczam scenarzystom, którzy dali Savage’owi kilka naprawdę fajnych scen do zagrania. Rozmowy z młodym Rossim, niecierpliwość i upór w zderzeniu z trudną sprawą, świetnie oddane niełatwe początki BAU, współczucie ofiarom… Godne, godne pożegnanie tej postaci.

Fot. CBS

Fot. CBS

Nasi agenci też mieli okazję wykazać się emocjami, których zwykle u nich nie widujemy. Rozpaczą, tęsknotą, pełną rozrzewnienia nostalgią, wreszcie niepewnością, co dalej, jak żyć po takiej tragedii. Wzruszająca była scena wspominania między JJ a Penelope – nad kubełkiem lodów, pełna niezręcznych pauz i cisnących się na usta banałów. Najboleśniej przeżył utratę Gideona Reid, jego ulubieniec, protegowany, wychowanek wręcz. Twórcy Criminal Minds lubują się wielce w dręczeniu Reida, by wyciskać z nas łzy, ale tym razem potraktowano uczucia agenta z nieco większą delikatnością. Tak, był smutek i żal, była ucieczka Reida w emocjonalny stupor – ale byli też przyjaciele, którzy nie pozwolili mu nurzać się w poczuciu straty. Trzeba przecież złapać mordercę Gideona, trzeba rozwiązać zagadkę. Na pożegnanie się z przyjacielem będzie jeszcze pora.

To był bardzo dobry odcinek. Twórcy zadbali nawet o to, by śmierć Gideona nie poszła na marne – dzięki niej unieszkodliwiony został torturujący kobiety psychopata, którego przed laty nie udało się agentom schwytać. Stara sprawa wreszcie się zamknęła, historia dobiegła końca. Pora iść dalej, już bez Gideona.

Bzik na punkcie ratowania ludzi

Fot. CBS

Fot. CBS

Hero Worship to chyba najbardziej „zapychaczowy” odcinek z analizowanej paczki – co nie znaczy, że był zły. Prosta w gruncie rzeczy sensacyjna historia z zamachami bombowymi okazała się skrywać całkiem niezły twist. Jak to ujął bohater jednego z moich ulubionych opowiadań: „By rozwikłać skomplikowaną intrygę, przyjrzyj się jej skutkom i zastanów się, kto mógł zyskać na takim rozwoju wypadków”. Tutaj okazało się, że tym, kto miał najwięcej do zyskania na zamachach, był, o dziwo, mężczyzna, który podczas pierwszego z nich jako „przypadkowy przechodzień” uratował z zaatakowanego budynku ciężarną kobietę. Akt bohaterstwa przyniósł mu nie tylko zainteresowanie mediów, ale przede wszystkim życzliwość żony, o której słabnące uczucia nasz heros od lat bezskutecznie walczył. Niestety, nasz złowrogi geniusz nie przewidział jednego: że może się znaleźć naśladowca, gotowy wysadzać kolejne obiekty, by to na nim, nie na „bohaterze”, skupiła się cała uwaga.

Niewiele mam do powiedzenia na temat Hero Worship. Dostaliśmy sporo napięcia, nieco akcji oraz jedną idiotyczną scenę rozbrajania bomby przez agenta FBI, który najwyraźniej ma gdzieś procedury i na saperów czekać nie zamierza. Dostaliśmy też jednego z ciekawszych bohaterów epizodycznych – bezczelnie szczerego burmistrza, który chętnie agentom pomoże, ale nawet nie próbuje udawać, że w razie klapy nie zrzuci na FBI wszystkich politycznych konsekwencji, by ratować własną skórę. Cóż, przyjemny powiew humoru. I, obawiam się, realizmu.

Melomania zabija

Fot. CBS

Fot. CBS

Ostatnim odcinkiem przed przerwą był Scream, historia, która zaskoczyła mnie poziomem krypności. Spośród wszystkich typów seryjnych morderców, których dzięki temu serialowi poznałem, zdecydowanie najbardziej przeraża mnie typ zaprezentowany w Scream właśnie: człowiek z obsesją na punkcie kontroli. Przedmioty w mieszkaniu ułożone z najwyższą precyzją, codzienny poranny rytuał, szafa pełna identycznych koszul, chłodna, pozbawiona emocji twarz. I więzione w piwnicy, torturowane kobiety, które muszą perfekcyjnie odegrać rolę matki z dręczącego mordercę traumatycznego wspomnienia. Brrr.

Trudno czasami oprzeć się wrażeniu, że im dalej w las, tym częściej twórcy Criminal Minds budują „morderców odcinka”, jak konstruuje się superzłoczyńców w pulpowych historiach: na jednym triku, jednym efekciarskim zachowaniu czy gadżecie, które mają im zastąpić osobowość. Był już psychol z obsesją na punkcie robali, psychol-Ptasiek, psychol robiący z ofiar marionetki… a teraz do wesołej menażerii dołączył pan zafiksowany na krzykach torturowanych kobiet. Nagrywający je, przesłuchujący w samotności i wciąż próbujący uzyskać perfekcyjny wrzask. Jedynym zaskoczeniem była motywacja tego człowieka: bynajmniej nie uwiecznia krzyków dla jakiejś chorej przyjemności, tylko próbuje naprawić błąd z przeszłości, próbuje nagrać na użytek policji krzyki maltretowanej przez ojca matki i  w ten sposób ocalić rodzinę – a raczej uwolnić się od wspomnienia swojej porażki. Doprawdy jestem czasem ciekaw, czy piszący takie scenariusze ludzie dobrze potem sypiają.

Wątek osobisty odcinka, czyli zagrożenie czyhające na przybraną córkę Kate ze strony internetowego zboczeńca, jakoś nie dotarł do żadnej konkluzji. Tym razem dziewczynkę ocalił właściwie ślepy traf, psychopata wciąż czai się w cieniu, gotów podjąć kolejną próbę porwania, a rodzice wciąż są nieświadomi niebezpieczeństwa. Mam nadzieję, że to napięcie, w którym nas, widzów, pozostawiono, nie jest zapowiedzią groźnej sytuacji w finale. Wolałbym, by ów wątek rozwiązał się wcześniej, by stawki w finale nie okazały się aż tak osobiste. Kate dopiero od niedawna jest w drużynie, dopiero uczy się też, jak być mamą. Strasznie przykro byłoby przeciąć tę jedną z nielicznych w serialu dobrych, pozytywnych więzi…

Pozostaje mieć nadzieję, że twórcy wiedzą, co robią. Póki co zawsze wychodzili z takich sytuacji obronną ręką.

Criminal Minds
S10E11: The Forever People, emisja: 14.01.2015
S10E12: Anonymous, emisja: 21.01.2015
S10E13: Nelson’s Sparrow, emisja: 28.01.2015
S10E14: Hero Worship, emisja: 4.02.2015
S10E15: Scream, emisja: 11.02.2015

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.