Fot. NBC

Knope we can (Parks and Recreation)

Artykuł zawiera spoilery.

Joanna: Sitcomy to dla mnie jedne z najbardziej depresyjnych programów telewizyjnych. Większość komedii pokazuje nam okropnych ludzi wykręcających sobie okropne numery i popychających innych ku porażce. Wszelkie ich wady są wyolbrzymione, a „zabawne przywary” przedstawiane w coraz to gorszym świetle, by po kilku sezonach stać się po prostu niesnośnymi. Komedia telewizyjna rządzi się zawstydzeniem z drugiej ręki i schadenfreude.

Dodatkowo prawa gatunku oznaczają, że nie ma w sitcomach postępu, nie ma zmiany ani rozwoju. Może i już odeszła do lamusa poodcinkowa amnezja i każdy odcinek nie jest w kompletnym oderwaniu od innych, ale status quo musi być zachowane, więc postaci tkwią w brei beznadziejnych karier i smutnych związków, uwięzione w wątkach will-they-won’t-they i bardzo często w pułapce tych samych czterech ścian (albo trzech ścian i mechanicznego śmiechu widowni). Czasami wydaje mi się, że nawet sensacyjne seriale o seryjnych mordercach dają widzom i postaciom więcej nadziei.

Może nie dotyczy to wszystkich telewizyjnych komedii (choć mogę parę wytknąć palcem), ale tendencja jest dosyć wyraźna, co sprawia, że nie przepadam za gatunkiem (a niektórych seriali, zwłaszcza opartych na cringe, po prostu nie mogę już oglądać). Co sprawia, że Parks and Recreation jest dla mnie serialem wyjątkowym. Stworzony przez Mike’a Schura (The Office, Brooklyn Nine Nine) i będący wehikułem dla Amy Poehler serial o pracownikach Wydziału Parków i Rekreacji w małym miasteczku w Indianie na początku zapowiadał się na spadkobiercę The Office – format mockumentary, przerysowana postać Leslie Knope – ale wyrósł na jeden z najmilszych i najbardziej idealistycznych seriali, jakie widziałam, wbrew oczekiwaniom dopływając do siódmego sezonu.

Jerzy: Jak się nad tym zastanowić, to nie oglądałem w życiu wielu sitcomów (chyba nawet więcej widziałem sensacyjnych seriali o seryjnych mordercach). Wydaje mi się, że przyczyną jest to, co wymieniłaś na początku – większosć z nich nie ma prawdziwych postaci, tylko okrutne kukiełki, których oglądanie było męczące. To po prostu często są bohaterowie niedopracowani, a fakt „uwięzienia” ich w czasie tym bardziej utrudnia budowanie charakterów.

I masz rację – Parks & Recreations to serial wyjątkowy. Po kilku pierwszych odcinkach nie byłem przekonany, ale znajomi przekonywali, więc brnąłem dalej. Pomogła też postać Rona Swansona (która podobnie jak Leslie Knope dla Amy Poehler stała się źródłem olbrzymiej popularności Nicka Offermana).

Potem poszło z górki.

W Parks and Recreation większość typowo sitcomowego okrucieństwa skupia się na postaci Jerry’ego/Terry’ego/Larry’ego/Garry’ego Gergicha. Najstarszy pracownik wydziału był przez cały serial pośmiewiskiem i ofiarą żartów kolegów, jednak bardzo szybko twórcy zaczęli dodawać mu elementy sprawiające, że postrzeganie tego bohatera bardzo się zmieniło. Mimo niepowodzeń w pracy wiódł udane, bardzo szczęśliwe życie. Mam wrażenie, że jest to główny powód sukcesu pracowników wydziału Parków i Rekreacji – są niejednoznaczni. Owszem, początkowo patrzy się na nich jak na sitcomowe archetypy, ale z czasem każdy z nich odsłania mniej oczywiste cechy charakteru, zaszłości czy zainteresowania. Z każdym sezonem można patrzeć, jak się zmieniają, obserwować ich rozwój i kibicować ich staraniom (choć zakończenie kariery Leslie można było dość szybko przewidzieć).

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Joanna: Jestem właśnie w trakcie (kolejnego, shh) rewatchu Parks, po finale serii, i to, jak długą drogę oraz jakie zmiany przeszli bohaterowie, jest zaskakujące, nawet jeśli technicznie rzecz biorąc oglądało się ich przez cały czas. Nawet biedny Jerry/Terry/Larry/Garry osiąga sukces zawodowy jako ukochany burmistrz miasteczka.

Dla mnie najwięcej znaczy chyba przemiana dwóch bohaterów, którzy są też chyba moimi ulubieńcami (zbieżność zapewne nieprzypadkowa). Po pierwsze April Ludgate, która z sarkastycznej, niczym niezainteresowanej, apatycznej nastolatki wyrasta na bardzo sarkastyczną młodą kobietę, która z pasją zajmuje się pomaganiem innym w znajdowaniu życiowej drogi. Po drugie Ben Wyatt, rozczarowany życiem inspektor rządowy, który pojawia się w drugim sezonie, żeby rozprawić się z finansami Pawnee i znajduje w miasteczku dom, przyjaźń, miłość oraz nową pasję do administracyjnej i rządowej pracy.

Kluczem do Parks dla mnie jest to, że mimo przeszkód, mimo niewdzięczności dziwacznych mieszkańców Pawnee, wszyscy bohaterowie z Leslie na czele chcą pomagać innym, chcą zmienić miasteczko (stan, kraj) na lepsze.

Serial nie miał najlepszego początku. Ja też brnęłam przez pierwszy sezon z dużym trudem – postaci były jeszcze niedopracowane, serce serialu jeszcze się nie znalazło. Swoją drogę i cel Parks znajduje dopiero w drugim sezonie, porzucając wszelkie zapędy cringe’owe i Marka Brendanawicza. Fascynujące było jak w ostatnim sezonie, który nostalgicznie powracał do nawet trzecioplanowych postaci, nikt nawet o Marku nie wspomniał. Ale Mark, jako pesymistyczny realista rozczarowany pracą w lokalnej administracji, przestał pasować do świata Parks.

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Jerzy: Zupełnie o nim zapomniałem! Co tylko potwierdza twoją tezę. Inna osoba, która zniknęła i nie wróciła, to Dave Sanderson. Policjant oraz tymczasowy chłopak Leslie wystąpił w pięciu odcinkach drugiego sezonu, a w czwartym powrócił, by zamknąć wątek tego związku. Grał go Louis CK – jeden z bardziej depresyjnych współczesnych komików – i jak nietrudno się domyślić, udzielił tej cechy swojej postaci. Safandułowaty glina musiał ustąpić pola Benowi, który był już zupełnie innym typem bohatera.

Podobnie jak ludzie zmieniało się miasteczko. Początkowo symbolizowała je dziura koło domu Ann. To była dziura, która nie tylko rozpoczęła pierwszy główny wątek serialu, ale też nadawała charakter Pawnee. Owszem, Pawnee ma swoją dziwną, momentami absurdalną historię, pokazaną na obrazach wiszących w urzędzie miejskim, ale to był tylko smaczek – jako całość prezentowało się trochę „sowiecko”, a więc szaro, brudnawo. Mam wrażenie, że nasycenie kolorów na kliszy filmowej było w pierwszych sezonach mniejsze, co jeszcze pogłębiało ten efekt. Walka z dziurą była walką o lepsze jutro, walką z niemożnością załatwienia czegokolwiek, wewnętrznymi układami i wszechobecną stagnacją. Pierwsze sezony prezentowały miejscowość jako zapyziałą dziurę, gdzie nic się nie dzieje, a ludzie są raczej mało sympatyczni i nie interesuje ich właściwie nic. Do instytucji publicznych przychodzili właściwie tylko po to, żeby wyżalić się i pokrzyczeć, nie wierząc, że urzędnicy są w stanie cokolwiek załatwić. Praca w Wydziale Parków i Rekreacji zakrawała na jakąś kpinę. Faktycznie zainteresowany „służbą obywatelom” (nie licząc Leslie) był tylko Jerry. A później wszystko się zaczęło zmieniać. Zapał Leslie, który wmuszała w swoich współpracowników, sprawił, że mała mieścina pokazała swoje lepsze oblicze i stała się miejscem rozwijającym się, walczącym ze stereotypem prowincji, z której wszyscy chcą jak najszybciej wyjechać.

Joanna: Louis CK! Ja z kolei całkiem o nim zapomniałam i przypomniałam sobie w ogóle o jego postaci przy ostatnim rewatchu. Masz całkowitą rację, że jako chłopak Leslie trochę nie wpisywał się w postępujący optymistyczny nastrój serialu – ale też nikt nie oczekiwał, że Louis, z własnym serialem i serią stand-upów, zostanie w Parks na dłużej.

Ben z kolei był dosyć mocno już od początku zaprojektowany na partnera dla Leslie. Już w pierwszym odcinku, w którym się pojawił, mimo ich sprzeczek i antagonistycznej początkowej pozycji widzimy, że Ben naprawdę rozumie Leslie – Mike Schur chyba wspominał w którymś wywiadzie o scenie w barze, gdzie Ben mimochodem stwierdza, że Leslie na pewno myśli o startowaniu w wyborach. Muszę przyznać, że ich związek był dla mojego shiperskiego serduszka jedną z najmocniejszych stron serialu – ich partnerstwo i zaufanie było jak ożywczy powiew na tle innych serialowych związków, nie wspominając już o ich mocnym nerdostwie (choć w różnych dziedzinach ;)).

W ogóle Parks zakończyło się dosyć mocno „związkowo” – Ben i Leslie, April i Andy, Ann i Chris. Pozostali, jak Tom, Donna czy Ron, też znaleźli sobie partnerów. W kilku flashforwardach dookoła biegało też mnóstwo dzieciaków, straszna sielanka.

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Jerzy: Bo twórcy lubią swoje postacie. Pragną dla nich jak najlepiej i chcą, żeby sami bohaterowie też jawili się widzom jako osoby – mimo wielu wad oraz przywar – dobre.

Co przekłada się na wizję polityki w Parkach… – bardzo optymistyczną; można by się w niej doszukiwać nawet rządowego programu ocieplenia wizerunku amerykańskich władz. Zwłaszcza jeśli popatrzeć na sympatyczne sceny, w których prawdziwi politycy scierają się z Leslie. Madeleine Albright, Joe Biden czy John McCain wypadli w rolach samych siebie tak uroczo, że aż można by uwierzyć, że nie różnią się zbytnio od fikcyjnych postaci.

Leslie i Ben (a także momentami Ron) są idealnymi urzędnikami państwowymi. Zależy im. Starają się. Pracują naprawdę ciężko. Dla swojego miasteczka zrobią wszystko. Mimo iż Leslie uwielbia atmosferę Wielkiej Polityki, a do swoich starszych kolegów podchodzi z „fanowskim” zacięciem, to jednak widać, że kolejne stanowiska nie są dla niej jedynie sprawą prestiżu, ani władzy, ale tego, co może dzięki nim zrobić. Zresztą kwestia nadużycia władzy w kontekście pozytywnych bohaterów pojawiła się (z tego co pamiętam) jedynie jako grzech młodości Bena – Lodowe Miasto. Co teraz jest dla niego motywacją, by jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki. I robi to. A Ron? Ron uważa, że rząd jest zbędny, a większość problemów ludzie mogą rozwiązać sami. Jednak kiedy trzeba, potrafi dostrzec potrzebę działania dla dobra ogółu – dlatego, po krótkiej karierze we własnej firmie, wraca do służby państwowej, by (prawdopodobnie) zostać tam już do końca. Na stanowisku, które kocha i na którym się z pewnością sprawdzi.

Tak powinna wyglądać polityka i ludzie się nią zajmujący. Obawiam się jednak, że prawdy bliższy jest Domek z kart.

Joanna: Parks zawsze kojarzył mi się bardziej z The West Wing, taką wyidealizowaną wersją pracowników rządowych i administracyjnych, którzy chcą jak najlepiej dla kraju. Czasami naprawdę miło taką wersję polityki sobie pooglądać…

Podejście Rona Swansona i jego ideologiczny konflikt z Leslie jest dla mnie jednym z najciekawszych motywów serialu, zwłaszcza kiedy nie jest na pierwszym planie, ale toczy się gdzieś w tle. Na pierwszym planie pojawia się jednak zawsze ich przyjaźń oraz wzajemny szacunek i wydaje mi się że tutaj też kryje się spora część optymizmu serialu – w fakcie, że niezależnie od poglądów ludzie potrafią ze sobą współpracować dla dobra ogółu. Angażowanie w serial polityków z obu stron amerykańskiej sceny chyba też tę myśl podkreśla. Ilość i kaliber angażowanych polityków robi wielkie wrażenie – niełatwo chyba namówić do udziału w tym samym projekcie Albright, McCaina czy Michelle Obamę. Ja zawsze najbardziej czekałam na powracający motyw zadurzenia Leslie w Bidenie.

Ostatni sezon to już w ogóle plejada występów gościnnych, łącznie z długo wyczekiwanym pojawieniem się Billa Murray’a, a także powrotami znanych i lubianych (lub mniej lubianych) mieszkańców Pawnee. Swoją drogą to miasteczko zawsze mnie fascynowało, ze swoimi „weirdos who care” i galerią osobliwości. Nie jest tak przyjazne jak Stars Hollow albo Bluebell czy inne serialowe małe miasteczka, ma plagę szopów i przoduje w otyłości, ale jednak ma swój urok.

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Jerzy: Decyzja o zrobieniu finałowego sezonu była ryzykowna. Lękałem się, że będzie to już tylko męczenie materiału – w końcu ostatni odcinek szóstej serii stanowił całkiem zgrabne zwieńczenie cyklu. Na szczęście „siódemka” okazała się być naprawdę udaną produkcją, która wspomniany odcinek podniosła do potęgi entej (tak dużej jak enty). Było i śmiesznie, i wzruszająco. Twórcy poświęcili cały sezon, żeby się pożegnać. I zrobili to naprawdę udanie. Po obejrzeniu ostatniego odcinka poczułem, że bardzo mi będzie tych wariatów brakować.

Niezłym pomysłem było przeniesienie akcji do 2017 i jeszcze dalej (hurra, Parki to science fiction!). Bardzo lubię tego typu przeskoki w czasie – zarówno gdy pokazuje to możliwe przyszłości (Herosi), jak i wtedy, gdy służy to pokazaniu przyszłości bohaterów (Sześć stóp pod ziemią). Parki… rzecz jasna poszły tą drugą drogą i wyszło im to nadzwyczaj dobrze. Przyszłość postaci okazała się ciekawa – niektóre wątki można było przewidzieć, inne okazały się dosyć zaskakujące, ale wszystkie rozpisane zostały porządnie. W dodatku smaczki odnośnie nadchodzących wydarzeń, wyglądu świata i popkultury (finał Gry o tron!) wpleciono subtelnie, nienachalnie – wciąż liczyły się przede wszystkim historie bohaterów.

Murray zawsze cieszy, fajnie, że pokazał się Jorma Taccone (z Lonely Island), ale bardzo mi brakowało Lucy Lawless. Tworzyli z Nickiem Offermanem udany duet i szkoda, iż nie podkreślono tego związku w finale. Zwłaszcza, że wszyscy inni występowali rozkosznymi parami.

Joanna: Sześć stóp pod ziemią pojawiało się w dyskusjach o finale, bo to na swój sposób bardzo podobna konstrukcja, choć Parks siłą rzeczy poszło bardziej optymistyczną drogą ;).

Jednym z moich stałych problemów z serialami jest fakt, że często żyją dłużej niż powinny, a męki nikt nie skończy, bo widzowie nadal z uporem maniaka oglądają i show musi trwać. Przedłużane na siłę wątki, tkwiący w miejscu bohaterowie, niestworzone historie… Problem ten jest dla mnie chyba nawet większy niż przypadku seriali, które odeszły od nas za wcześnie, ale przez większość czasu pozostaje trochę niewidoczny. A potem przychodzi serial, który wie, że to ostatnia salwa i nie marnuje żadnej szansy. W tym sezonie mieliśmy to okazję oglądać na więcej niż jednym przypadku – Glee na przykład zaoferowało nam spiralę nostalgii i meta-tekstualności, jakich mało. Parks poszło w nostalgię, ale też, jednocześnie, słusznie i zgodnie ze swoim duchem, w parcie do przodu, ku zmianom, ku lepszemu.

Jestem wielką fanką przeskoków w czasie, bo zarówno są wrogiem stagnacji, jak i dają nam nowe spojrzenie na bohaterów. Albo też nie do końca nowe, bo na przykład w przypadku Parks ostatni sezon i możliwość zajrzenia w przyszłość pokazała nam najlepsze wersje naszych dobrych znajomych. Zwykle kiedy serial się kończy, serial, którego byłam wielką fanką, jest mi smutno. W przypadku Parks może i jestem trochę rozrzewniona, ale tak naprawdę cieszę się. Zakończenie w pełni mnie usatysfakcjonowało, a chyba o mało którym serialu mogę to powiedzieć.

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. ABC via purplu.tumblr.com

Fot. ABC via purplu.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Fot. NBC via realitycheckbounced.tumblr.com

Parks and Recreations
sitcom
NBC, 2009–2015

Jerzy Łanuszewski
Ponownie student. Mimo ukończenia prestiżowego liceum z tradycjami, nie osiągnął sukcesu w życiu. Jeszcze. Może kiedyś mu się uda. Dąży do wielkości absorbując książki, komiksy i ruchome obrazki. A czasami (bardzo czasami) prowadzi bloga: dziwne-eony.blogspot.com.

Joanna Kucharska
Zawodowo ogląda seriale. Jeszcze jej za to nie płacą, ale pracuje nad doktoratem na temat seriali internetowych, więc prawie prawie. W międzyczasie hate-watchuje większość seriali, które ogląda i pasywno-agresywnie udziela się na tumblerze.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)