Fot. The CW

Sympatyczne zombiaki (iZombie, PREMIERA: S01E01–03)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

W wyniku bliżej nie sprecyzowanego incydentu nasza bohaterka zostaje przemieniona w zombie, co zmusza ją do zmiany dotychczasowego życia. Liv porzuca narzeczonego, wymienia pracę na bardziej pasującą do nowych kulinarnych potrzeb i… dzielnie udaje stuprocentową śmiertelniczkę. Witajcie w świecie, w którym zombie są marginesem i w zasadzie nikt nic nie wie o ich „prawdziwym istnieniu” czy też mitologii, o apokalipsie zombie nie wspominając. Witajcie w świecie, gdzie status zombie jest metaforą zmiany zachodzącej w młodej dziewczynie rozpoczynającej dorosłe, samodzielne życie i redefiniującej to, kim jest. Witajcie w krainie sympatycznych zombie! W serialu opartym o ironiczny, groteskowy i bardzo ładnie narysowany komiks. W serialu całkowicie jednak odartym z groteski, makabry i mroku.

Fot. The CW

Fot. The CW

Nowy serial Roba Thomasa, iZombie jest bowiem produkcją uroczą i przemiłą na wskroś. Ma w sobie trochę z niedocenionego True Calling (serial z Elizą Dushku i Jasonem Priestleyem), gdzie bohaterka obdarzona nadnaturalnymi zdolnościami komunikacji z osobami świeżo zmarłymi też pracowała w kostnicy i z tygodnia na tydzień rozwiązywała zagadki kryminalne, i trochę z równie niedocenionego Dollhouse Jossa Whedona, w którym Echo, grana także przez Elizę Dushku, wraz z wcielaniem się w kolejne wdrukowane jej role zyskiwała nowe zdolności i przejmowała osobowość „dusz”, które się z nią łączyły. Bardzo jasne i czytelne jest też nawiązanie do Dead Like Me. Serialu znacznie zabawniejszego i mocniej wciągającego niż iZombie, dodajmy. Innymi słowy – to wszystko już było.

Najmocniej jednak odczuwam pokrewieństwo iZombie z serialem, który zbudował sławę Roba Thomasa, czyli z (nieodżałowaną) Veronicą Mars. Tu i tam mamy jasnowłosą, samodzielną, nieco sarkastyczną protagonistkę, która pracuje jako ktoś w rodzaju detektywa, równocześnie udając kogoś nieco innego, czyli „zwykłą dziewczynę”. Jest bystra i emocjonalna, kibicujemy jej. A Rose McIver wcielająca się w Liv ma co najmniej tyle samo charakteru (charakterku?) i przekonującego, dziewczyńskiego czaru co Kristen Bell. Yay?

Fot. The CW

Fot. The CW

No właśnie. Co te cztery seriale mają jeszcze wspólnego? Otóż wszystkie zostały przedwcześnie skasowane, choć równocześnie zdobyły sobie wierne grono fanów. Nie przemówiły do masowych gustów, nie stały się kasowymi hitami, ale zyskały nieśmiertelność w swoim skromnym, oddanym fandomie. Czy taki los czeka też iZombie? Cóż, zobaczymy. Na razie serial nie wydaje mi się zbyt nowatorski ani nie ma szokującego potencjału na globalną popularność. Jest jednak szalenie sympatyczny. Tylko czy to wystarczy?

Zacznijmy od pozytywów. Co mi się podoba w serialu? Otóż jego czytelne, zgrabne metafory. Na przykład przetwarzanie informacji jako trawienie. Bohaterka, pracująca, jak już wspomniałam, w kostnicy, zjada świeży mózg ofiary przestępstwa i stopniowo „staje się tym, co je”. Wracają do niej wspomnienia, rozmowy, obrazy. Pozyskuje przydatne dane, manifestujące się w postaci wizji z przeszłości denata i zdobywa „twardą” wiedzę, umiejętności osoby zmarłej w tragicznych okolicznościach. Potrafi mówić w językach, których się nigdy nie uczyła. Po zjedzeniu mózgu artysty umie pięknie rysować. Po spożyciu socjopaty robi się aspołeczna. Ogólnie dzięki temu Rose ma wiele fajnych rzeczy do zagrania i może się swoją postacią każdorazowo pobawić. Wybiera przy tym raczej przerysowaną konwencję wcielania się w kolejne „mózgi”, co jest spójne z rozrywkową stylistyką całości. Mroku, o czym już pisałam, jest na razie w serialu jak na lekarstwo. Mroczne i groźne chwile są śladowe, a ja chciałabym ich widzieć więcej. Więcej grozy związanej z byciem istotą na granicy dwóch różnych światów. Z ryzykiem utraty kontroli. Trzymam kciuki, żeby serial z zupełnie płaskiego stał się wielowymiarowy.

Fot. The CW

Fot. The CW

Ale po kolei. Skoro jesteśmy przy plusach, podoba mi się przyjaciółka i współlokatorka serialowej Liv (w roli przyjaciółki Aly Michalka), która jest normalniejsza od głównej bohaterki. Po całych tabunach seriali, w których najlepsza przyjaciółka jest zawsze głupawa, zbyt głośna, kolorowa i przeszarżowana, czuję się szczęśliwa widząc stonowaną, prawdopodobną postać i relację, w którą wierzę; przyjaźń, która ma sens.

Nie do końca przekonują mnie nieliczne na razie wątki „zombie”. Zły chłopiec i bardzo zły zombiak, Blaine (ulubieniec wielu widzów i widzek, David Anders, zwykle grający jakieś szemrane charakterki) jest jak dla mnie zbyt niedbale zagrany, na jednej nucie i jednej minie, niczym mnie nie zaskoczył ani nie wydaje się specjalnie przerażający; epizodyczna Marcy nie zrobiła na mnie wrażenia. Tam, gdzie Evil Blaine przegina, strojąc groźne miny, tam eks-narzeczony Liv jest dla równowagi mdły i pozbawiony wszelkich właściwości, jakby wycięty od szablonu ładnych (ale nigdy pięknych czy frapujących) chłopców ze stajni The CW. Z obsady, oprócz przyjaciółki bohaterki, najbardziej podoba mi się jedyny sojusznik i powiernik Liv, idealista pragnący wyjaśnić i uleczyć chorobę trawiącą jego pracownicę – mówiący z przeuroczym akcentem szef kostnicy, doktor Ravi Chakrabarti (Rahul Kohli). I jeśli na coś jeszcze czekam tu z zapałem godnym być może lepszej sprawy, to na moment, gdy w odcinkach pojawi się zapowiadany Bradley James, czyli król Artur z mojego ukochanego Merlina BBC.

Fot. The CW

Fot. The CW

Ogólnie mamy przed sobą przyjemny, sympatyczny, ciepły, dość konwencjonalny i lekki serial – o modnych w ostatnich latach zombiakach. Ale także o rozwiązywaniu zagadek kryminalnych i relacjach z przyjaciółką oraz z byłym chłopakiem. Gdyby nie element nadnaturalny – który robi w sumie za comic relief, a nie za źródło serialowej grozy – mielibyśmy do czynienia z kolejnym obyczajowo-detektywistycznym produktem młodzieżowym „z przymrużeniem oka”. Taki Castle albo Psych. Rozwiązywanie zagadek, ale już niekoniecznie walka z przestępczością czy ze złem. Niekoniecznie waloryzacja moralna czegokolwiek.

Wydaje mi się, że elementem, który mógłby ten serial mocno podkręcić byłby wyrazisty i ciekawy meta plot, o ile się pojawi. Wyjście poza comfort zone zagadek, nijak nie wpływających na życie czy bezpieczeństwo bohaterów. Zagadek, które są zupełnie „zewnętrzne”. I w zasadzie nie wiadomo, po co są. Może Rob Thomas pospołu z Diane Ruggiero nie potrafią lub boją się nakręcić coś innego niż to, co znają, i co sprawdziło się w przeszłości? Hej, czego się boicie, i kiedy przestaniecie się bać?

Na razie, po trzech odcinkach, mamy dopiero zalążek większej, a może raczej głębszej intrygi, i emocje przy oglądaniu określiłabym jako letnie. Świat przedstawiony, mimo że jest światem zawierającym żywe trupy, w ogóle nie budzi mojej ciekawości. Jest nudny jak – nie przymierzając – zwoje martwego mózgu. Trzeba je obficie przyprawić, inaczej nie da się tego jeść. Nie bez powodu tak łatwo jest mi porównywać iZombie do innych produkcji – nie wydaje się specjalnie oryginalny, czerpie ze sprawdzonych rozwiązań, nie wyważa otwartych szeroko drzwi, którymi – zdarza się – płyną strumienie pieniędzy. Ale bywa też, że taki serial przepada, bo jest zbyt podobny, bo się nie wyróżnił, nie zrobił wrażenia, nie dał sobie rady z konkurencją. Póki co iZombie jest wtórny i bezpieczny, a to za mało, o wiele za mało, by przetrwać.

Fot. The CW

Fot. The CW

Po zastanowieniu myślę jednak, że iZombie można też przyrównać do Grimm, ma podobny styl jak pierwszy sezon tamtego serialu, podobny schemat budowania odcinków z centralną „sprawą tygodnia”, podobne poczucie humoru, urocze postacie, z którymi łatwo się zżyć, nawet jeśli są jeszcze nieco „kulawe” i szukają swojego mojo. Jeśli pójdzie analogiczną drogą, to wyjdzie mu to na dobre. Czyli szansa jest.

Grimm udanie balansuje między poważnym i ponurym, nieco też groteskowym meta plotem, a poszczególnymi kryminalnymi zagadkami. Supernatural też radził sobie na pewnym etapie z tym balansem całkiem nieźle. Jest skąd czerpać inspiracje. A jeśli serial pójdzie ścieżką rozrywki w stylu vintage i skupi się na budowaniu przywiązania do miłych bohaterów, to dobrym wzorem jest Forever, serial nieco staroświecki w swej formule i czerpiący siłę z klasycznej konwencji.

Powiem tak, jeszcze się nie wciągnęłam, jeszcze nie wiem, czy będę temu serialowi wierna, czy go będę wytrwale śledzić, ale jest pluszowy, kanapowy, pasuje do chipsów i coli, i nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Rose McIver jest śliczna i łatwo się do niej przekonać. Wygląda uroczo, robi zabawne minki, przewraca oczami, cała jest jedną wielką, pozytywną emocją. A nawet gdy się złości to jest słodka.

Takich zombiaków jeszcze nie widzieliśmy. I dlatego – być może – warto dać serialowi szansę. No i ma fajną czołówkę, a to nigdy nie jest bez znaczenia.

iZombie
supernatural, dramedy
The CW, 2015-

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.