Kolosy o glinianych twarzach (Attack on Titan)

Kolosy o glinianych twarzach (Attack on Titan)

Wchodź śmiało, artykuł nie zawiera spoilerów.

Cóż mi szkodzi, nerdowski sklep przy Picadilly był pełen figurek z Attack on Titan, tylu znajomych polecało, Internet się zachwycał. Czas sprawdzić, skąd cały ten szum. Siadam przed komputerem, włączam pierwszy odcinek, stawiam przed sobą talerz z obiadem. Trochę anime do kotleta zawsze spoko. Po kilkunastu minutach przeżuwany kęs staje mi w gardle. Czuję lekkie mdłości. Odkładam widelec. Na ekranie młody chłopak patrzy z szeroko otwartymi oczami, jak nagi olbrzym ze zblazowaną miną i szerokim uśmiechem jednym ruchem dłoni odkręca głowę matki bohatera od reszty ciała i zagryza ze smakiem. W zwolnionym tempie. Krew opada z wysokości jak płatki róży.

Czy ktoś tu się naoglądał za dużo Gry o Tron?

Shingeki no Kyojin, bo tak brzmi oryginalny tytuł produkcji, to brutalny serial z gatunku shōnen, który w 2013 roku zawładną wyobraźnią dużej rzeszy fanów japońskiej animacji na całym świecie. Napakowany akcją, elementami antyutopii, thrillera, fantasy i steampunku, wyszedł spod ręki tego samego reżysera, który sześć lat temu skończył pracę nad według mnie genialną serią Death Note. Araki Tetsurō nie obniżył wysokiej poprzeczki ustawionej porywającym i inteligentnym anime o bogach śmierci i nietzscheańskim bohaterze z nadnaturalną władzą w postaci śmiercionośnego notatnika w rękach. Tym razem zekranizował mangę Hajimego Isayamajego, opowiadającą o losie ludzkości w trudnym do określenia czasie (w dalekiej przyszłości albo w alternatywnej wersji średniowiecza), odgrodzonej wysokimi murami od reszty zaludnionego drapieżnymi olbrzymami świata. Trzy potężne wały w kształcie wpisanych w siebie kół wraz z trzema korpusami wojska chronią ostatnich żyjących ludzi przed wyginięciem. Pośród tego postapokaliptycznego krajobrazu obserwujemy losy głównych bohaterów: popędliwego Erena o niesamowitej sile woli, jego przybranej siostry, spokojnej, ale niezwykle utalentowanej w walce Mikasy oraz ich bystrego kolegi Armina. Do tego dochodzi cały zastęp postaci drugo- i trzecioplanowych (którzy wcale nie są tylko tłem!) oraz naprawdę zaskakująca, trzymająca w napięciu historia i wielkie emocje.

Fot. Wit Studio. Źródło: comicvine.com/forums/

Fot. Wit Studio. Źródło: comicvine.com/forums/

Giganty są niebezpieczne, bo to osiągające od trzech do nawet sześćdziesięciu metrów wysokości bezmózgie bestie, które z błogimi uśmiechami pożerają ludzi. Badania wykazały jednak, że w ogóle nie potrzebują pożywienia, a ludziną raczą się raczej dla przyjemności, bardziej potrzebne jest im do życia słońce. Wyglądają jak zwykli ludzie, czasem otyli, czasem wychudzeni, o wyglądzie niemowlaków, ludzi dorosłych i starych; nie mówią, prawdopodobnie nie myślą wiele więcej niż prymitywne zwierzęta. I mają magiczną niemal moc błyskawicznej regeneracji, można im uciąć głowę, przebić serce, odciąć kończyny – buchnie z nich tylko fala pary i po jakimś czasie wrócą do poprzedniej postaci. Wiadomo jednak, że każdy z nich ma słaby punkt, który jest jedynym sposobem na zabicie kolosa.

Pojawili się znikąd, podobnie jak znikąd po niemal stu latach relatywnego spokoju i stabilizacji objawił się nowy rodzaj giganta, o wyglądzie obdartego ze skóry człowieka, niespotykanej dotąd mocy i wielkości, ludzkiej inteligencji i innych specjalnych zdolnościach. Taki właśnie nienaturalny kolos zniszczył życie Erena i Mikasy, którzy będąc dziećmi doświadczyli bezprecedensowego w historii zniszczenia muru przez giganta do tego stopnia, że mniejsze potwory wdarły się na teren człowieczego azylu. Wtedy właśnie zginęła ich matka, przed śmiercią błagając Mikasę, by opiekowała się swoim przybranym bratem. Eren zaś poprzysięga „zabić ich wszystkich. Zetrzeć każdego z nich z powierzchni ziemi”.

Fot. Wit Studio. Źródło: reddit.com

Fot. Wit Studio. Źródło: reddit.com

Pierwszy z trzech murów zostaje przejęty przez olbrzymy, a kto żyw ewakuuje się do bezpiecznych jeszcze stref wewnętrznych. Trójka przyjaciół zaś decyduje się wstąpić do wojska i natychmiast zacząć żmudny trening żołnierza wyszkolonego w walce z gigantami. Oprócz walki wręcz i strzelania dochodzi do tego przede wszystkim umiejętność celnego wymachiwania dwoma mieczami z wymiennymi ostrzami oraz używania specjalnego, napędzanego parą mechanizmu z dwoma linkami do tak zwanego manewru trójwymiarowego. Dzięki temu sprzętowi wojownicy potrafią z lekkością i gracją tańczyć w powietrzu, lawirując między olbrzymami i bezbłędnie trafiać w ich czuły punkt. Choreografia i animacja ataków to jeden z największych plusów serialu, choć przez porównanie z zachwycającymi scenami walk w miastach, na murach czy w lesie zwykła animacja wnętrz i dziedzińców dużo traci.

Pierwsza połowa sezonu rozłożonego na dwadzieścia pięć odcinków przedstawia historię bohaterów jako dzieci, które przeżyły tragedię, a później próbują się odnaleźć w zwykłym świecie kadetów. Poznajemy wtedy bohaterów drugoplanowych, z których każdy ma swoje własne rozterki i zmagania, a także z bliska przyglądamy się realiom świata, choć z ograniczonego punktu widzenia nowicjuszy. Druga część pokazuje ich po kilku latach, gdy znana już nam grupa wybiera swoją dalszą przyszłość wewnątrz struktur wojskowych, a następnie angażuje się w pierwsze walki z olbrzymami. Eren odkrywa po drodze wyparte z pamięci sekrety rodzinne i niezwykłe zdolności, które zmieniają diametralnie szanse na sukces ludzkości z gigantami. Odpowiedzi na jedne pytania niosą za sobą kolejne, a każdy zwrot akcji jest dopiero wstępem do kolejnych, co sprawia, że przez cały serial widz łapie się na momentach kompletnego osłupienia. Z drugiej strony jednak Attack on Titan wręcz za bardzo polega na cliffhangerach, co mogło bardzo denerwować tych, którzy czekali cały tydzień na następny odcinek.

Fot. Wit Studio. Źródło: techtimes.com

Fot. Wit Studio. Źródło: techtimes.com

Warto też zaznaczyć inne problemy serialu, mianowicie dużą dawkę powtarzalności, przegadania i nienaturalnego spowolnienia akcji (z czym fani takich produkcji jak Dragon Ball, Naruto czy Bleach spotkali się nie raz). Zdecydowanie zbyt często rozpoznajemy tę samą scenę powracającą co rusz we flashbacku, niecierpliwimy mało znaczącym, ale zanadto rozwlekłym i górnolotnym monologiem wewnętrznym, irytujemy się prowadzoną przez kilka minut rozmową, która teoretycznie w świecie serialu miała trwać kilkanaście sekund – to ostatnie szczególnie denerwuje, gdy postacie są w locie czy galopują na koniu. W końcu fizyczną niemożliwością jest tak swobodna wymiana zdań, gdy jedna osoba pędzi przed drugą i nawet nie odwraca twarzy. (Czy próbowaliście kiedyś rozmawiać z kimś jadąc gęsiego rowerem, przekrzykując wiatr? Otóż to.) Samo tempo całego serialu jest dość nierówne, akcja gna na złamanie karku, by później zahamować na kilka odcinków, a następnie znów przyspieszyć. Niekiedy długotrwały patos staje się nużący i trudno go brać poważnie, górnolotne przemowy Armina wcale nie są przekonujące, a zbliżenia na twarz Mikasy i jej kwestie zredukowane do powtarzania imienia Erena można z powodzeniem wpisać na listę rodem z drinking games. Słabo też wypada humor, którego na szczęście jest mało. Do tego dochodzą zamieszczone na początku każdego odcinka powtórki poprzednich wydarzeń, których nie sposób nie pomijać.

Olbrzymią zaletą jest realizm. Każdy bohater jest śmiertelny i może zginąć w akcji, starcia z gigantami są często desperackie i tragiczne w skutkach, a efekty na psychice bohaterów głębokie i długotrwałe. Co więcej, walki wewnątrz murów mają faktyczne, dotkliwe skutki oprócz zdemolowania budynków: widzimy przerażonych, uciekających w popłochu ludzi, którzy giną pod stopami i w paszczach tytanów, widzimy ofiary pod gruzami, krew na ulicach, natychmiastowe reakcje władz, szacowanie strat, wreszcie sądy wojskowe i śledztwa, by ustalić, jak doszło do ataku w miejscu przeznaczonym dla cywili. Sam bohater to nie standardowy, niezwyciężony heros, do jakich przyzwyczaiły nas anime z gatunku shōnen; Eren Jaeger jest przekonujący, bo momentami kompletnie ślepy na konsekwencje swoich czynów, a czasami wręcz niedorzeczny. Jego pełne żaru słowa i nagłe zrywy do nadludzkiego wysiłku rzadko są wynagradzane czymś więcej niż plamami na honorze i dumie, częściej okazują się po prostu daremne i bezsensowne. Postaciom drugoplanowym zaś poświęcono uwagę po równo, przez co naprawdę trudno przewidzieć, kto zginie, a kto przeżyje do następnego odcinka. Świat, po którym chodzą giganci, jest naprawdę brutalny.

Fot. Wit Studio. Źródło: fanpop.com

Fot. Wit Studio. Źródło: fanpop.com

Na uwagę zasługują też sposoby na radzenie sobie z olbrzymimi przeciwnikami. Okrojone na początku garstki rekrutów z czasem osiągają wojskowy rozmach z planami A, B i C, z zapleczem strategicznym, naukowym i finansowym. Pomysł na błyskawiczne wypady z całą kompanią i ładunkiem przez niebezpieczne równiny, na których nie sposób efektywnie używać sprzętu do manewru w locie, polegający na dużym rozproszeniu żołnierzy, rozbudowanym systemie powiadomień, szybkich koniach i pewnych decyzjach dowódcy, robi wrażenie. (Rzecz jasna nie na wszystkich, można się sprzeczać, że wystrzeliwanie dużej ilości rac w powietrze zwraca jednak uwagę olbrzymów.) Wraz z bohaterami, którzy nie wiedzą wiele więcej od nas, musimy zaufać bardziej doświadczonym wojakom. Ale czy to na pewno dobry wybór, by stosować stare metody? Może akurat możliwości kadeta ocaliłyby cenne życia starych wyjadaczy? Zaufać innym, podporządkować się dowódcy, uwierzyć we własne siły? Nigdy nie jest się pewnym zwycięstwa.

Nawiązując do tytułowych organicznych mechów, po dłuższym zastanowieniu nad konstrukcją Attack on Titan można dopatrzeć się klasycznej struktury podgatunku anime shōnen skupiającego się na wielkich, humanoidalnych robotach. Do głębszej analizy trzeba by niestety uciec się do spojlerów, których lepiej uniknąć w tej ogólnej recenzji. Jeśli jednak ktoś ma ochotę wczytać się w tę teorię, warto zajrzeć tutaj.

Stworzony przez autora mangi świat jest rozbudowany, logiczny i spójny, często zaskakujący i ciekawy, niezmiennie fascynujący. Z drugiej strony jednak serial faktycznie ma problemy z tempem akcji i momentami przegadania czy wręcz nadmiernego zagłębiania się w świat wewnętrzny bohaterów, przez co widz zdaje sobie sprawę z upływającego czasu i niecierpliwi się. Wynagradza to wspaniała animacja, dobrze dobrana muzyka, świetne openingi i endingi oraz nieustannie podsycana ciekawość co dalej. Wreszcie samo zwieńczenie pierwszego sezonu to idealny punkt kulminacyjny w postaci naprawdę dobrej, satysfakcjonującej, ale zaprawionej kroplą goryczy walki o zaskakującym finale, choć wytypowanie ukrywającego się wroga jest dla bohaterów o wiele trudniejsze niż dla widza. To naprawdę dobre anime, które wyróżniło się na tle pozostałych produkcji i odbiło szerokim echem w zbiorowej wyobraźni fanów japońskiej animacji. Warto przekonać się samemu.

Opening pierwszej części sezonu. Naprawdę świetna rzecz.

Shingeki no Kyojin
antyutopia, akcja, anime, dramat, dark fantasy, thriller, wojenny
Wit Studio, Japonia, 2013–

Rozkminy Hadyny

Hadynianka. Anglistka, brytofilka, tłumacz, doktorantka, geek. Rozkminia książki i inne takie takie na rozkminyhadyny.blogspot.com. Oprócz studiów zajmuje się etatowym wcielaniem się we wredną panią z kadr. Nie może wstać, bo kot na niej leży. Próbuje ogarnąć życie.

Latest posts by Rozkminy Hadyny (see all)