Dungeons and dragons (Gra o tron, PREMIERA, S05E01–02)

Dungeons and dragons (Gra o tron, PREMIERA, S05E01–02)

Artykuł niewątpliwie zawiera spoilery.

Pirjo: Oglądając pierwsze odcinki piątego sezonu, mam wrażenie „ciszy przed (kolejną) burzą”. Opadł bitewny pył, przyszedł czas na lizanie ran, grzebanie zmarłych, przegrupowywanie szeregów i ustalanie nowych strategii bojowych. Także czas na podróże pomiędzy miejscami i do lokacji na drugim końcu świata. Zawieranie sojuszy, przestawianie pionków na wielkiej szachownicy Westeros (z przyległościami). W odcinkach w zasadzie pokazuje się nam „stan na dzień dzisiejszy” i niewiele więcej się wydarza. Ale jako że jest to zupełnie nowy porządek, to patrzymy z uwagą.

W Kings Landing zmieniło się najwięcej. Cokolwiek się tam działo w przeszłości, swoją potęgę rodzina Lannisterów czerpała z faktu, że za plecami dzieci i wnuków stał Tywin, jak to słusznie zauważył Rycerz Kwiatów, Loras, „potężna siła, z którą trzeba się było liczyć”. Potężna siła, genialny strateg i mężczyzna dysponujący tym, co jego dzieci nieraz ratowało z opresji – nieskończonymi zasobami finansowymi. To z głębokiej kiesy Tywina opłacano wydatki królestwa. Gdy tej siły i charyzmy zabrakło, osłabiona dynastia zaczyna się chwiać, a młodziutki Tomen wcale nie wydaje się mocnym kandydatem na Władcę, nie wydaje się też, by mogła go na dłuższą metę obronić szalona, zapędzona do kąta matka czy skompromitowany wuj. Nie mówiąc już o wujku Tyrionie, który sprzeniewierzył się prawdziwemu powiedzeniu rodowemu, występując przeciw temu, co najważniejsze dla Lannisterów – przeciw rodzinie. I musi się teraz salwować ucieczką na koniec (cywilizowanego) świata.

Fot. HBO

Fot. HBO

Dlatego, gdy się ogląda sceny w sali tronowej czy w pałacowych komnatach, ma się wrażenie schyłku. Przynajmniej ja mam takie wrażenie, uczucie, że ta z dawna zapowiadana, okrutna zima wreszcie nadciąga. Jeszcze trwają podchody, utarczki, ale nie mają już takiej wagi jak kiedyś. Wydaje się, że prawdziwa wojna jest teraz gdzieś indziej, nie na osłabionym, prowincjonalnym dworze. Czy to jest nadal stolica? Cersei i Margery spiskują i knują odziane w barwy jesieni, w ostatnie słońce, ale to nie jest kraj dla pałacowych intryg, dla turniejów, kwiatów i lwów. Nie pora na czesanie godzinami jasnych pukli Lannisterskich włosów ani na zabawy w królewskiej łożnicy czy w pobliskim burdelu. Not anymore. Ciekawsze rzeczy dzieją się daleko stąd. Trzeba spoważnieć. A jak Ty oceniasz tempo i nastrój odcinków? Sytuację początkową?

Katon: Bardzo podoba mi się ta atmosfera ponurego zwycięstwa. Triumfu, który wydaje tylko zgniłe owoce. Lannisterowie wreszcie muszą zacząć rządzić, a przecież uzdolnieniami w tym kierunku został obdarzony akurat ten z trójki rodzeństwa, który musi uciekać za granicę zamknięty w ciasnej skrzyni. Jaime nie umie rządzić i wie o tym. Cersei zupełnie nie umie rządzić i nie ma o tym pojęcia. A powoli wychodzący z cienia Kevan raczej nie będzie w stanie ułożyć sobie poprawnych relacji z bratanicą. Każdy z sojuszników wyczuwa słabość i chce dla siebie wyciąć jak największy udział wpływów, splendoru, pieniędzy i realnej władzy. Jaime ma rację, gdy nad ciałem ojca namawia Cersei do zgody i zwarcia szeregów. Niestety dla niej, nienawiść i stany obsesyjne to słabi doradcy.

Fot. HBO

Fot. HBO

Pirjo: Jest jeszcze jedna rzecz, która zwraca moją uwagę – po śmierci Roberta, Roba, Renly’ego, Tywina i Joffreya pałeczkę i inicjatywę przejmują w serialu kobiety. W zasadzie niewielu nam zostało męskich pretendentów do władzy i liczy się raczej, kogo poślubią ocalałe panny z szlachetnych rodów, legitymizując pretensje do tronu. W sytuacji zasadniczego bezkrólewia coraz potężniejsza robi się Daenerys, lokalne wojenki wykosiły połowę jej konkurentów, a pozostałych przeciwników poróżniły i rozbiły na mniejsze grupy. Coś mi się wydaje, że w tym sezonie będziemy oglądać przede wszystkim losy Sansy, Aryi, Daenerys i Cersei. Że to one będą siłami sprawczymi historii. Dla odmiany i być może tylko przez chwilę. Ale sezon piąty będzie należał do kobiet. Prawda?

Katon: Tak i nie. Z wymienionych przez Ciebie bohaterek chyba tylko Arya faktycznie kieruje własnym losem (jeśli w ogóle rozumiane w duchu poradników „getting things done” kierowanie losem jest w ogóle możliwe, a wydaje mi się, że saga Martina i – nieco chyba nieświadomie – serial dość udatnie poddaje krytyce taką antropologię). Daenerys jest coraz bardziej zagubiona i coraz wyraźniej widać jej podatność na sugestie i pełną zależność od – jakże często sprzecznych – rad otaczających ją mężczyzn. Sansa rozsmakowuje się powoli w swojej nowo odzyskanej podmiotowości, ale przecież czujemy, że to tylko iluzja roztaczana przez powoli uzależniającego ją od siebie Littlefingera. Cersei dla odmiany jest niewolnicą własnych namiętności, obsesji i uprzedzeń. To raczej Margaery potrafi sama realizować swoje i doskonale rozumie zasady gry, w której bierze udział. Skutki obserwujemy już teraz.

Fot. HBO

Fot. HBO

Pirjo: Masz rację, niewiele postaci, czy to kobiet, czy mężczyzn, jest w Westeros naprawdę wolnymi czy niezależnymi osobami. Relacje między postaciami splatają się w naprężoną sieć. W pierwszym odcinku podobały mi się jeszcze detale takie jak: Daenerys królewska w bieli i z eleganckim fryzem, w tej kreacji mogłaby spokojnie nabijać punkty splendoru za Wąskim Morzem. Następnie relacja mojego faworyta Jona Snow ze Stannisem (ewidentnie traktującym młodzieńca jak ersatz czy może romantyczne widmo syna, którego nigdy nie miał, mianowicie z szorstką czułością) i scena, w której Jon po raz kolejny sprawdza się w działaniu, skracając męki cierpiącego w płomieniach Mance’a.

To ślicznie nas przenosi do jednej z pierwszych chwil serialu, w której młodzi i jeszcze bezpieczni Starkowie trenowali strzelanie z łuku pod okiem ojca. Troszkę się wzruszyłam. Ale Jon mnie zawsze wzrusza, i Winterfell, i – wpadając w dygresję – ogólnie mam nadzieję, że endgame serialu będzie takie, że jak się już lód (lodowe olbrzymy, hell yeah!) zetrze w boju z ogniem (czyli ze smokami, wiadomo), to dowiemy się, kto zostanie nowym panem lub panią na Winterfell, kto odbuduje zamek, kto dożyje szczęśliwego końca. Może chociaż Rickon? Zupełnie nie dbam natomiast, kto zasiądzie na niewygodnym Żelaznym Tronie. Chcę wiedzieć, kiedy Starkowie wrócą do domku…

I ostatnia rzecz, czy może raczej wątek premierowego odcinka, który zwrócił moją baczną uwagę – wspomniana już przez Ciebie, totalnie krypna relacja między zafarbowaną na czarno Sansą a Littlefingerem. Uch, cierpnę na samą myśl o nich, podróżujących razem, boję się i rumienię równocześnie. A potem zaczynam obgryzać paznokcie do krwi. Jest w tej parze coś głęboko niewłaściwego. Ale także jakaś taka chora chemia… aż się w głowie kręci od oparów nieczystości i zła. Zło, zło. Tylko że tak miło się patrzy na zło w Grze o tron! Nie mogę się też doczekać spotkania Tyriona z Królową Smoków. Cóż to będzie za spotkanie! A Ty miałeś jakieś ulubione sceny lub momenty? Która postać Cię kręci?

Fot. HBO

Fot. HBO

Katon: Trudny dla mnie moment. Stąpam po cienkim lodzie, bo przecież czytałem piąty tom sagi. Jestem jednym z tych fanów, którym rozgoryczenie tempem pisania Martina przesłania dziś radość z nowego sezonu serialu. Nie wiem jeszcze, jak komentować wątek Tyriona, bo przecież i wiem, i nie wiem, co wydarzy się za chwilę. Scenarzyści w wielu wątkach odchodzą od materiału źródłowego coraz bardziej i nie chodzi mi tu nawet o to, że się oburzam. Często nie mają wyjścia. Ja po prostu jestem teraz widzem zagubionym. Widzę podwójny obraz. Nie mam w sobie radosnego oczekiwania na dalszy ciąg wydarzeń, ale nie mam przecież na tym etapie emocji związanych ze spokojnym oglądaniem dość wiernej ekranizacji. Umilknę więc, gdy mowa o kierunku, w jakim zmierzają same wątki, ale spokojnie mogę napisać, że relacja Stannis – Jon została pokazana naprawdę wspaniale. Łatwo zauważyć, że rozwija się, uczy Jon Snow, ale przecież uczy się i rozwija także sam Stannis. Więcej boję się pisać. Złamany i zmęczony Tyrion też jest cudowny, ale losy tego wątku zbyt mnie dziś stresują. Znów muszę milczeć. A Daenerys? Fajnie było zdobywać miasta. Zobaczymy, co teraz. He, he.

Pirjo: To w takim razie ja napiszę może na koniec, czego się jeszcze spodziewam po tym sezonie. Otóż spodziewam się więcej magii i rasowego fantasy, skoro już „wyszło szydło z worka”, a historie Starej Niani zaczynają się materializować w rzeczywistości. Skoro Bóg Światła pokazuje pazurki, smoki nie są już tylko miejską legendą, białe „szwendacze” stały się zagrożeniem traktowanym serio przez obsadę Muru, a Bran niedługo awansuje nam pewnie na naczelnego szamana. Spodziewam się zatem więcej fantastyki niż polityki i seksu. I więcej religii. Kto wie, może pewnego dnia powrócą także Starsi Bogowie, których wyznawali mieszkańcy Winterfell? Spodziewam się też, i oczekuję z niepokojem oraz nutką nadziei, wątków, o których aktorzy w wywiadach mówią, że nie było ich w książkach. Sezon piąty to ten, w którym świat serialowy będzie się rozszczepiał z literackim. Na razie poprzez dodane fragmenty, które się będą jeszcze splatać z tymi kanonicznymi. Ale w jakich proporcjach? Jestem ciekawa, kiedy te światy zupełnie się rozminą, a świat serialowy wyprzedzi książki. Co będzie dalej z Westeros?

Katon: Jesteśmy skazani na fantastyzację i sagi, i serialu. Niektórych to pewnie zezłości, na pewno nie mnie. Cieszy mnie też wzrost znaczenia wątków związanych z religią. Od dawien dawna mam obawy, że gorąca wiara w Pana Światła i zimna wiara w Starych Bogów usuną ostatecznie w cień fajną, zacną i świetnie przemyślaną wiarę w Siedmiu. Ale chętnie dam się zaskoczyć.

Pirjo: W takim razie i Ty, i ja czekamy na pozytywne zaskoczenia!

Game of Thrones
S05E01: The Wars to Come, premiera: 12.04.2015
S05E02: The House of Black and White, premiera: 19.04.2015

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Katon
W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)