Alternatywne wizje komiksowej rzeczywistości, cz. 2 (Justice League, S01E24–26)

Führer-barbarzyńca i wojna przyszłości w przeszłości

Tekst zawiera spoilery.

Trochę musieliście czekać, ale powracam z kolejną porcją superbohaterów, podróży w czasie i… nazistów.

Historia ponownie zaczyna się z pozoru banalnie – Zielona Latarnia odholowuje odrzutowiec Javelin-5 z Sokolicą, Flashem, Marsjaninem i Supermanem na pokładzie, a Batman pozostający w Wieży Strażniczej naprowadza go na lądowisko. W pewnym momencie w ziemskiej atmosferze pojawia się dziwna aberracja, która wprowadza statek w ostre turbulencje. Gdy sytuacja się uspokaja, oczom naszych bohaterów ukazuje się Księżyc, do tej pory częściowo zasłaniany przez Wieżę.

Mieliśmy bazę i już jej nie mamy. | Fot. Cartoon Network

Mieliśmy bazę i już jej nie mamy. | Fot. Cartoon Network

Siedziba Ligi rozpłynęła się wraz z Mrocznym Rycerzem. Jeszcze większe zaskoczenie czeka na ziemi, gdzie Metropolis zdobią proporce, stalowe orły i wielkie plakaty jakby żywcem wyjęte z propagandy nazistowskiej. Sama architektura również uległa zmianie i przypomina monumentalne plany urbanistyczne Trzeciej Rzeszy.

Hydra, znaczy się Rzesza, przejęła miasto. | Fot. Cartoon Network

Hydra, znaczy się Rzesza, przejęła miasto. | Fot. Cartoon Network

Drużyna szybko wdaje się w starcie z chcącą ją aresztować futurystyczną policją. W obliczu zagrożenia pomoc przychodzi z najmniej oczekiwanej strony – z zaułka wyłania się postać, którą Flash odruchowo rozpoznaje jako Batmana. Zmiany, jakim uległa cała rzeczywistość, nie ominęły również Bruce’a Wayne’a. Co ciekawe, jego podstawowe, charakterystyczne cechy pozostały niezmienione . Strój będący zbroją i używanie broni palnej przywodzi na myśl Rycerza Arkham z gry komputerowej która niedawno miała swoją premierę (mnie dodatkowo przypomina Deathstroke’a). Charakterologicznie jest to zresztą całkiem słuszne porównanie. Rycerz Arkham jest bowiem antytezą Batmana i jego antagonistą – podstępnym, nieprzewidywalnym i chłodno kalkulującym każde posunięcie psychopatą ogarniętym żądzą zemsty. Strój przypominający kostium Batmana ma natomiast wywoływać efekt psychologiczny.

Uderzające podobieństwo i równie radykalny charakter. | Fot. Cartoon Network

Uderzające podobieństwo i równie radykalny charakter. | Fot. Cartoon Network

Zamiast Batmobilu mamy ultraszybki wagon, zaś rolę Batjaskini pełni opuszczona stacja metra. Ten Bruce Wayne nie jest jednak samotnym mścicielem jak V z V jak vendetta, lecz przywódcą ruchu oporu. Jego rodzice również zostali zamordowani, gdy miał osiem lat, było to jednak morderstwo polityczne, nie rabunek. Podobieństwa z oryginalnym Batmanem nie kończą się jednak na tym – partyzancka grupa z przyszłości przywodzi na myśl Batrodzinę (zbiorowisko pokrzywdzonych przez reżim i wyrzutków społecznych – „orphans and outsiders fighting the good fight”), w jednej ze scen widzimy nawet całującą się parę, która ewidentnie przypomina Dicka Graysona (Nightwing) i Barbarę Gordon (Batgirl).

Wszystko się zmienia, ale pewne rzeczy zostają takie same. | Fot. Cartoon Network

Wszystko się zmienia, ale pewne rzeczy zostają takie same. | Fot. Cartoon Network

A to już tak bardzo Dawn of Justice. | Fot. Cartoon Network

A to już tak bardzo Dawn of Justice. | Fot. Cartoon Network

Liga wkrótce dowiaduje się, że najbardziej szokujące wydarzenia miały miejsce dużo wcześniej i leżą u podstaw zmienionego porządku rzeczy. Druga wojna światowa została przegrana przez aliantów, a lądowanie w Normandii okazało się rzezią. Marsjanin i Superman trafnie dedukują, że to, czego doświadczyli musiało być potężnym elektromagnetycznym wyładowaniem, które zaburzyło kontinuum czasoprzestrzenne, zaś Liga nie uległa jego działaniu dzięki osłonie pierścienia Latarni. Źródłem tajemniczego promieniowania okazuje się centrum badawcze Vandala Savage’a (Wandal Dzikos), dyktatora totalitarnego reżimu.

Prawie jak naziści. | Fot. Cartoon Network

Prawie jak naziści. | Fot. Cartoon Network

Podczas zwiadu Marsjanin odkrywa stacjonarną czarną dziurę, o której dowiaduje się kolejnej zaskakującej rzeczy – jeden z naukowców stwierdza, że opanowanie jej fluktuacji umożliwiłoby podróże w czasie. Od tego momentu zagadka zmienionego biegu historii zaczyna się powoli wyjaśniać. Liga słusznie dedukuje, że dziura jest portalem do czasów, w których nastąpiła kluczowa zmiana – ostatnich miesięcy drugiej wojny światowej. Batman-rebeliant, podobnie jak Gildia Sprawiedliwości z odcinka Legendy, jest zszokowany myślą, że całe jego życie i świat miały wyglądać zupełnie inaczej. Jednak, jak można się spodziewać po Batmanie, jego pierwszą myślą w kontekście odwrócenia biegu wydarzeń i zmiany rzeczywistości jest ocalenie swoich rodziców. Z jego błogosławieństwem nasza drużyna decyduje się na desperacki krok, wskakując w odmęt czarnej dziury (powtarzam sobie, że to superbohaterowie, nie trzymają się ich zasady fizyki – każdego śmiertelnika rozbiłoby na cząsteczki).

Black holes and revelations. | Fot. Cartoon Network

Black holes and revelations. | Fot. Cartoon Network

Drużyna ląduje w zrujnowanej katedrze, w samym centrum ostrzału. Znaną scenerię jakby żywcem wyjętą z filmu dokumentalnego przerywa jednak wkroczenie na scenę ogromnego czołgu w kształcie koła, który z łatwością rozprasza siły alianckie. Jest to nawiązanie do jednej z machin wojennych, z którymi przyszło się zmierzyć Szwadronowi Czarnego Jastrzębia (o którym więcej w dalszej części artykułu) – War Wheel, gigantycznego koła najeżonego kolcami i uzbrojonego w karabiny maszynowe. Nawet przy użyciu supermocy neutralizacja tej złowrogiej machiny równające budynki z ziemią jest wyzwaniem. Okazuje się że kołoczołgi działają w oparciu o mechanizm tranzystorowy, co daje siłom Dzikosa znaczącą przewagę technologiczną. Nasi bohaterowie postanawiają się rozdzielić – Marsjanin udaje się do Berlina by zbadać sprawę u źródła, podczas gdy reszta z Supermanem na czele decyduje się zostać i wspomagać aliantów w walce.

Niby znane widoki… | Fot. Cartoon Network

Niby znane widoki… | Fot. Cartoon Network

… Ale nie do końca. | Fot. Cartoon Network

… Ale nie do końca. | Fot. Cartoon Network

Scena, gdzie führer Dzikos obraduje wraz ze swoim sztabem nad mapą Europy daje nam ciekawe informacje o sytuacji geopolitycznej – Polska najwyraźniej nie została wcielona przez tę wersję Rzeszy, większość jej terenów jest zaznaczona tym samym kolorem co Wielka Brytania, spora część Francji i północne wybrzeże Afryki.

Polski ślad. | Fot. Cartoon Network

Polski ślad. | Fot. Cartoon Network

Następnie dostajemy scenę jakby żywcem wyjętą z Gwiezdnych Wojen – führer informacje o bohaterach w kostiumach mających magiczne zdolności odrzuca jako aliancką propagandę, zaś podejrzenia swoich podwładnych ucina niczym Darth Vader, zabijając siejącego zwątpienie oficera promieniem śmierci (na dodatek używa do tego zaawansowanej technologicznie rękawicy, co skojarzyło mi się w oczywisty sposób z duszeniem przy użyciu Mocy).

Wszelkie podobieństwa są przypadkowe | Fot. Cartoon Network

Wszelkie podobieństwa są przypadkowe | Fot. Cartoon Network

Posłaniec, który przybył z depeszą o superbohaterach, okazuje się być podwójnym agentem, kiedy w bondowskim stylu ucieka skradzionym samolotem. Po brawurowym powietrznym rajdzie i katapultowaniu Wonder Woman ratuje go przed upadkiem. Idąc dalej analogiami z drugą wojną, nasz bohater przechwycił plany inwazji Rzeszy na Wielką Brytanię. Co ciekawe, szpieg okazuje się być komiksowym ukochanym Amazonki, Steve’em Trevorem (ciekawy przykład odwrócenia ról – dżentelmen w opałach i tradycyjny obiekt westchnień superbohatera, męski odpowiednik Lois Lane równocześnie walczący u boku Wonder Woman). Zwraca się on nawet do Diany w typowo komiksowy sposób: „My angel” (całe szczęście po uratowaniu oszczędza nam tekstów o tym że spadła mu z nieba).

Bo facet czasem musi być ratowany z opresji przez kobietę. | Fot. Cartoon Network

Bo facet czasem musi być ratowany z opresji przez kobietę. | Fot. Cartoon Network

Bodaj największym zaskoczeniem było dla mnie, gdy Marsjanin prowadzący kolejne śledztwo w jednym z laboratoriów natrafił na Adolfa Hitlera, uśpionego w komorze kriogenicznej niczym Kapitan Ameryka w bryle lodu.

Hitler, tym razem nie w szafie. | Fot. Cartoon Network

Hitler, tym razem nie w szafie. | Fot. Cartoon Network

Połączone siły Supermana, Sokolicy i Zielonej Latarni nie są w stanie sprostać wojennej machinie z przyszłości. Lądowanie w Normandii faktycznie udaje się jedynie zmienić z rzezi w odwrót. Bohaterowie w realiach konfliktu zbrojnego przyjmują różne postawy – Flash jest oburzony postawą Sokolicy, która zostawiła bezbronnego Latarnię w okopach, by ratować żołnierzy (zwłaszcza że jej uczucia względem niego nie są żadną tajemnicą) i śpieszy mu na ratunek. Kolejny element uniwersum DC pojawia się, gdy Sokolicę i Supermana w walce z Luftwaffe wspomaga niespodziewanie drużyna lotnicza charakterystycznych dwuśmigłowych Grummanów XF5F „Skyrocket” z głową ptaka wymalowaną na kadłubie i skrzydłach. To słynny Szwadron Czarnego Jastrzębia (Blackhawk Squadron), ucieleśnienie ideału alianckiego lotnictwa (we wczesnych latach 40. tylko komiksy z Supermanem sprzedawały się lepiej od historii z ich udziałem).

„– Friends of yours? – They are now!” | Fot. Cartoon Network

„– Friends of yours? – They are now!” | Fot. Cartoon Network

W animowanej wersji mamy tylko czwórkę pilotów (w komiksie było ich siedmiu). Bitwa powietrzna w ich wykonaniu, pełna morderczych akrobacji wykonywanych z pełną skupienia miną, z podniosłą muzyką w tle (która wybitnie kojarzy mi się z Kapitanem Ameryką – podobny motyw był wykorzystany w odcinku X-Men Evolution opowiadającym o przyjaźni Kapitana i Wolverine’a) jest niesamowicie epicka. W skład drużyny wchodzą Francuz Andre Blanc-Dumont, Holender Hans Hendrickson, Norweg Olaf i lider – Blackhawk, czyli Stanisław Drozdowski.

Multi-kulti w przestworzach | Fot. Cartoon Network

Multi-kulti w przestworzach | Fot. Cartoon Network

Pamiętam, że gdy oglądałem ten odcinek jako dziecko, polskość tak istotnej postaci uderzyła mnie podobnie jak polsko-żydowskie pochodzenie Magneto. Mamy tu zatem przedstawicieli czterech okupowanych krajów, nieugiętych bojowników o wolność (We, Blackhawks, bow to no authority, until our homelands are free again!, We would gladly lay down our lives for our cause, but we can’t win this war alone).

W tym samym czasie Latarnia przypadkiem spotyka za linią wroga równie ikoniczną grupę bohaterów – Easy Company (którą można przyrównać do marvelowskich Howling Commandos) i wykorzystuje swoje doświadczenie z czasów służby w US Marines by udowodnić, że bez supermocy też radzi sobie całkiem nieźle.

„Welcome to Easy Company, soldier” | Fot. Cartoon Network

„Welcome to Easy Company, soldier” | Fot. Cartoon Network

Tymczasem Savage przesłuchuje pojmanego Marsjanina („Who would’ve thought Ubermensch would be Green?”). Jak każdy typowy wielki zły, nowy führer jest głęboko przekonany o tym, że wcale nie dąży do panowania nad światem, ale do pokoju, rozwoju i jedności. Zresztą oglądając te odcinki teraz uświadomiłem sobie, jak bardzo Savage jest, szczególnie z wyglądu, podobny do pierwszego Mistrza granego przez Rogera Delgado.

Well, well, Mr J’onzz… | Fot. Cartoon Network

Well, well, Mr J’onzz… | Fot. Cartoon Network

Dla osób zaznajomionych z komiksami nie będzie zaskoczeniem informacja, że Savage nie przybył z przyszłości. Nowoczesną (jak na lata 40.) technologię wysłał sobie sam. A raczej zrobiła to jego przyszła wersja. Jest on bowiem bardzo nietypowym superzłoczyńcą.

Podobnie jak Blackhawk Squadron i Easy Company, Savage zadebiutował w Złotej Erze komiksu. Na tle innych złych wyróżnia go nieśmiertelność rodem z Highlandera – nękał on ludzkość począwszy od prehistorii. Początkowo jaskiniowiec z Cro-Magnon napromieniowany kosmiczną energią meteorytu, następnie – jak sam twierdził – został m.in. faraonem Cheopsem, Aleksandrem Wielkim, Juliuszem Cezarem, Dżyngis-Chanem, Czarnobrodym, Vladem Tepeszem oraz Kubą Rozpruwaczem. Nic więc dziwnego, że walczył z praktycznie każdym bohaterem uniwersum DC.

Kimżem ja nie był, czegom nie skosztował… | Fot. Cartoon Network

Kimżem ja nie był, czegom nie skosztował… | Fot. Cartoon Network

Starszy o 60 lat Savage (wizualnie bez zmian rzecz jasna) opanował technikę podróży w przeszłość (czarna dziura). Równocześnie uznał, że druga wojna światowa była ostatnią i najlepszą okazją, żeby osiągnąć pełną i trwałą władzę. Uzbroił zatem swoją przeszłą wersję nie tylko w elektronikę, ale także w wiedzę o rozwoju wydarzeń. Wśród wskazówek znalazło się m.in. odsunięcie Hitlera od władzy („that raging lunatic”) i data inwazji aliantów.

Podczas gdy Marsjanin jest torturowany w kazamatach twierdzy führera, Steve Trevor i Wonder Woman prowadzą dyskusję przy świecach i kawiorze w oczekiwaniu na szyfranta Ernsta. Diana słusznie dziwi się, jak mimo braku supermocy jej towarzysz nie obawia się ryzykować życiem. Romantyczne chwile zostają jednak przerwane atakiem oddziału Rzeszy. Zanim wspólnymi siłami rozprawią się z nazistami, Steve zdąży skraść Dianie całusa godnego Casablanki (dobrze, że Batman nie musiał tego oglądać).

It’s still the same old story, a fight for love and glory… | Fot. Cartoon Network

It’s still the same old story, a fight for love and glory… | Fot. Cartoon Network

Marsjanin ostatecznie uwalnia się z wykorzystaniem swoich mocy zmiennokształtności (to jak zakładanie kajdanek Supermanowi, wiadomo, że nic nie da), przy okazji niszcząc bezcenny laptop Savage’a.

Sokolica i Superman odwiedzają sekretną bazę Czarnych Jastrzębi, Blackhawk Island, gdzie dowiadują się o odkryciu przez nich tajemniczej fabryki Rzeszy. W tym samym czasie Latarnia sprawdza się jako żołnierz, osłaniając swój nowy oddział. Trevor i Diana natomiast z łatwością uwalniają Ernsta, co okazuje się słusznie podejrzane („It’s a trap!” – i nie, to nie admirał Ackbar, takie dokładnie słowa padają). Mimo że sytuacja wydaje się być beznadziejna, Wonder Woman wyprowadza w pole führera i całą Rzeszę banalnie prostym trickiem (i supersiłą). Szyfrant natomiast wprowadza dodatkowy element niejednoznacznej moralności – to, że jest z pochodzenia Niemcem nie oznacza z góry że musi być tym złym („Please, believe me, we’re not all like them”).

Ze śmiesznych rzeczy, Flash krzyczący „Rauss, schnell, chop-chop!” do pracowników fabryki, którą przejmują Liga i Jastrzębie, to coś, co trzeba usłyszeć. I zobaczyć.

Schneller heraus bitte! | Fot. Cartoon Network

Schneller heraus bitte! | Fot. Cartoon Network

Okazuje się że tranzystory były tylko niewinną igraszką, a w ukryciu Savage budował ultranowoczesne silniki rakietowe. W tym samym czasie Latarnia z Easy Company przypadkiem odkrywa bazę nazistów ukrytą pod sztucznym wzgórzem.

Vandal Savage w obliczu kolejnych porażek wydaje rozkaz wprowadzenie w życie planu „Endgame”, co dla fana Gwiezdnych Wojen będzie brzmiało jak „Execute Order 66”, dla miłośnika historii natomiast będzie się kojarzyć z planem Barbarossa. Tysiące żołnierzy i setki koło-czołgów są ładowane na ogromne transportowce przypominające Northropa YB-49. Inwazja ZSRR nie byłaby jednak czymś strasznym z amerykańskiej perspektywy. Największy, niewyobrażalny wprost koszmar, jaki pragnie zrealizować Savage, to nazistowska inwazja na Stany Zjednoczone.

The war is on. | Fot. Cartoon Network

The war is on. | Fot. Cartoon Network

Dywersja na większą skalę w wykonaniu Easy Company o mało nie przeradza się w zamach na führera, zaś Latarnia w końcu udowadnia swoją wartość przez brawurowy, ale skuteczny wyczyn („That man’s got guts, I’ll give him that”). Poinformowani o inwazji przez Black Hawka Sokolica, Flash Marsjanin i Superman przybywają we właściwym momencie, wkrótce dołącza do nich również Wonder Woman. Dorzućmy do tego Flasha, który błyskawicznie (see what I did here?) poinformował alianckie kanonierki o przelocie. Nawet najlepsza technologia nie miała szans.

Ostatecznie to Latarnia, nadal pozbawiony supermocy, toczy pojedynek z Savage’em. Co prawda führer utonął wraz ze swoim statkiem, jednak wziąwszy pod uwagę, jaką jest postacią, jego śmierć pozostaje wątpliwa. Ostatnie dwa transportowce zostają zostawione na deser Czarnym Jastrzębiom. Historia powraca do swojego normalnego biegu bez większych zmian, gdy nazistowscy oficerowie decydują się na przywrócenie do życia Hitlera.

Drużyna wracając w ostatniej chwili przez niestabilną czarną dziurę (miała ona bowiem zapaść się w przeciągu 48 godzin) znów ląduje w Wieży Strażniczej, gdzie uśmiech na twarzach wywołuje znajomy głos i sylwetka Batmana.

That awkward moment, kiedy rzucasz się Mrocznemu i ponuremu Rycerzowi na szyję. | Fot. Cartoon Network

That awkward moment, kiedy rzucasz się Mrocznemu i ponuremu Rycerzowi na szyję. | Fot. Cartoon Network

Jedynie Dianie nie udziela się pogodna atmosfera – nic w tym dziwnego, w końcu zostawiła mężczyznę swoich marzeń 60 lat w przeszłości. Mamy tu sytuację podobną jak Steve Rogers odwiedzający po wybudzeniu z hibernacji leciwą Peggy Carter w szpitalu. Niesamowity ładunek emocjonalny w tak prostej scenie.

I znowu oczy zachodzą mgłą… | Fot. Cartoon Network

I znowu oczy zachodzą mgłą… | Fot. Cartoon Network

Zwykle gdy myślimy o superbohaterach i drugiej wojnie światowej Kapitan Ameryka zdaje się przyćmiewać wszelkie inne postaci. Myślę, że ciekawym zabiegiem jest wrzucenie w realia czasów Złotej Ery DC, z nieco bardziej przyziemnymi bohaterami bez żadnych supermocy (co w żadnym razie nie ujmuje im heroizmu),współczesnych herosów tymi mocami obdarzonych. Odebranie im mocy, jak w przypadku Latarni, pozwala nam dostrzec w nich kogoś więcej niż tylko nadczłowieka, który jest w stanie dokonać praktycznie wszystkiego za pomocą magicznego pierścienia. Również to, że animacja nie ucieka przed poważnym (ale nie moralizatorskim) podjęciem tematu totalitaryzmu, niejednoznaczności moralnych i trudnych wyborów, jest tu zdecydowanie na plus.

Justice League
S01E24–26: The Savage Time, emisja: 9.11.2002

Przeczytaj pierwszą część artykułu!

Ecthelion

King of the Nerds at Fandom
Miłośnik fantastyki, tolkienista, fan brytyjskiej muzyki i seriali (w zasadzie wszystkiego co brytyjskie). Kadet w Akademii Władców Czasu. Młody padawan i konwentowicz. Pasjonat wszelakich wątków mitycznych i przetworzeń tzw. „kultury wysokiej” w popkulturze. Do tego (meta)narracje superbohaterskie, legendy arturiańskie i prerafaelici. I parę(naście) innych rzeczy.