Fot. BBC

Rozważny i romantyczny (Jonathan Strange & Mr Norrell, PREMIERA: S01E01)

Tekst zawiera spoilery z odcinka premierowego.

Magia powraca! – do zielonej Anglii okresu wojen napoleońskich i do fanów Jonathana Strange’a i pana Norrella, wydanej przed ponad dziesięcioma laty powieści Susanny Clarke o współpracy – i rywalizacji – dwóch tytułowych magów. Zawikłana fabuła, postacie niczym z Dickensa, narratorka wszechwiedząca i opowiadania w formie przypisów do tekstu głównego – to wszystko zaskarbiło autorce rzesze fanów, ale uczyniło też tekst niezbyt łatwym do zaadaptowania. Zapraszamy do dyskusji.

Artur: Wieści o powstającej adaptacji Jonathana Strange’a… już długo utrzymywały mnie w stanie euforii. Najpierw były informacje o zaangażowaniu w produkcję Eddiego Marsana i Samuela Westa, później spełnienie mojego największego castingowego życzenia, czyli obsadzenie Marca Warrena w roli Dżentelmena o Włosach jak Puch Ostu, wreszcie kolejne skapujące powoli teasery, trailery i fotosy. Wszystko wyglądało jak trzeba, ale to dosyć łatwe w przypadku trwającej kilkadziesiąt sekund zajawki. Teraz jednak mamy za sobą premierę i z radością – oraz ulgą – mogę powiedzieć: działa! To jest to! Na tym etapie mam wrażenie, że produkcję dźwigają przede wszystkim aktorzy (jesteśmy w końcu w pierwszej części książki, przed którą zawsze trzeba ludzi ostrzegać, bo jej uroki nie są widoczne na pierwszy rzut oka, czy może w ogóle przy pierwszym czytaniu), więc od nich chciałbym zacząć.

Fot. BBC

Fot. BBC

Oczarowali mnie również Enzo Cilenti jako Childermass i Paul Kaye jako Vinculus. Zaskoczeniem okazał się Vincent Franklin z mojego ukochanego Cucumber w roli Drawlighta – bez brody wygląda dziwnie i póki co gra dość karykaturalnie, więc nie podoba mi się tak bardzo, jak bym chciał. Marc Warren miał wspaniałe wejście, prezentuje się nieziemsko i niepokojąco, ale z niecierpliwością czekam na więcej. Dżentelmen ma w końcu wiele twarzy, jest niepoczytalny, nieobliczalny i nieprzewidywalny, i to wszystko dopiero przed nami.

A kto Wam się najbardziej spodobał w serialu?

Pirjo: Moim faworytem jest zdecydowanie Childermass, jestem w nim zakochana. Uwielbiałam tę postać już w książce, ale w serialu wręcz hipnotyzuje. Nie potrafię oderwać wzroku, wydaje mi się bogatszym, o wiele bardziej wieloznacznym bohaterem, niż literacki pierwowzór. Jest silny, apodyktyczny, mroczny, choć z fantazją, ma ogromny autorytet i władzę nad Norrellem. To jest ktoś, kogo bym chciała mieć za przyjaciela. Ktoś, za kim bym poszła na koniec świata. Zresztą jego relacja z aspołecznym magiem wypada świetnie i jest motorem napędowym pierwszego odcinka. Lubię ich obu. Kupuję ich. Za to pozostałe “osoby dramatu” jeszcze mnie nie przekonały. Patrzę na obsadę serialu dość podejrzliwie, ponieważ to ekranizacja jednej z moich ukochanych książek. Nie zadowolę się byle czym. Marc Warren wygląda ładnie i groźnie, ale wydaje mi się… przebrany? Niewiarygodny? Kreskówkowy? Strange na razie nie zrobił na mnie wrażenia, chyba że się liczy blade wrażenie. Jest taki bezbarwny… Cóż, poczekam na rozwój wypadków.

Karolina: Jak zwykle zgodzę się z Pirjo: świetnie obsadzono Childermassa. Nie uważam, że jego pierwowzór literacki jest uboższy, czy mniej rozwinięty, natomiast rzeczywiście w serialu poznajemy go na tym etapie opowieści lepiej niż w książce – o ile dobrze pamiętam, w oryginale poznajemy go lepiej chyba dopiero grubo za połową. Tutaj, dzięki pokazaniu od razu tego, co u Clarke jest w retrospekcjach, widzimy, że nie jest tylko manipulacyjnym sługodoradcą Norella, ale kimś, kto ma odegrać ważną rolę. Widzimy, jak bardzo “inny” jest od pozostałych, wyżej urodzonych bohaterów, jak obserwuje, a angażuje się w sposób dyskretny. Jednak już w pierwszym odcinku mamy scenę, w której jego spokojna pewność siebie zostaje zaburzona – bardzo dobrze zagrane! Poza tym bardzo podobają mi się czarodzieje z Yorku, zwłaszcza Segundus (jeden z moich książkowych ulubieńców) i pan Honeyfoot. Są tak uroczo poczciwi!

Fot. BBC

Fot. BBC

Artur: Dwaj bohaterowie tytułowi stoją jednak zdecydowanie przed szeregiem, więc porozmawiajmy też o nich. Eddie Marsan ogromnie mi się podoba w roli Norrella. Póki co wydaje się znacznie sympatyczniejszy niż w książce – chociaż widać próżność i chęć zdobycia poklasku, która ściąga go do Londynu, i która jest głównym motorem napędowym jego działań, to bardzo wyraźnie wydobyto też na wierzch jego nieśmiałość i nerdowatość, widoczne szczególnie w scenie przyjęcia. Autentycznie było mi go żal, gdy zupełnie niezauważony przepychał się przez tłum – który przecież o nikim innym nie mówił.

Strange to jego całkowite przeciwieństwo – ekscentryczny, nonszalancki, nieco zarozumiały, trochę zagubiony bon vivant, który próbuje znaleźć swoje przeznaczenie i okazać się godnym kobiety, którą kocha. Wszystkie te cechy wydały mi się o wiele bardziej namacalne niż w książce, gdzie – zgodnie ze stylem epoki – o pewnych rzeczach narrator po prostu nam opowiada, a niekoniecznie je pokazuje. W serialu ten portret bohatera staje się o wiele wyrazistszy, na pewno dzięki wizualności wpisanej w medium, ale też dzięki Bertie’emu Carvellowi. (Podobnie zresztą było z graną przez Charlotte Riley Arabellą – w książce rola doskonałej partnerki dla Manic Pixie Dream Boya czyni ją postacią nieco papierową, tutaj widać poczucie humoru, które momentalnie zjednuje jej moją sympatię.)

Co myślicie o przedstawieniu tej dwójki?

Pirjo: Norrell jest bezbłędny i wieloznaczny. Tak jak mówisz, Arturze, akcent został położony na jego nieśmiałość i nieprzystosowanie społeczne: w książce wydawał się o wiele „suchszy”, nieco bufoniasty, nazbyt poważny. Był postacią iście papierową. Tu jest niemal sympatyczny, ma się go ochotę otoczyć opieką. Na jego twarzy widać emocje, gubi się w prozaicznym świecie, a magię traktuje z namaszczeniem, świadomy jej możliwości i rangi. To człowiek z innego uniwersum, staroświecki, racjonalny, pogrążony w rozmyślaniach, filozof. Strange natomiast jest „zwyklakiem”, plebejuszem, dowcipnisiem, i jak pisałam wcześniej, na razie mnie do siebie nie przekonał. Spodziewałam się kogoś bardziej esencjonalnie bajronicznego, o ostrzejszych krawędziach; chmurnego i dumnego, z polotem. Już Arabella ma więcej jaj :D

Fot. BBC

Fot. BBC

Karolina:  A mi czytając książkę (swoją drogą poleconą przez Artura — dziękuję!) też było żal Norrella (chwilami). Na tym właśnie polega siła bohaterów Susanny Clarke: z jednej strony mogą być irytująco uparci czy zarozumiali, z drugiej strony mają to ludzkie „coś”, co wyzwala litość i sympatię mimo ich licznych przywar. Serialowy Norrell mi się bardzo podoba. Strange w sumie też, ma  potencjał na bycie poczciwym choć aroganckim wesołkiem, choć też mam nadzieję, że wyjdzie z niego trochę bajroniczności! Arabella mi się podobała – i podobnie jak w przypadku Childermassa czy Vinculusa poznajemy ją lepiej niż na tym etapie opowieści w książce, co uważam za duży plus i coś koniecznego w przypadku tego medium.

Artur: Oprócz bohaterów ważna (i trudna do przedstawienia) jest magia. Nie uświadczymy tutaj kul ognistych, mamy do czynienia z siłą bardziej subtelną. Najbardziej spektakularnym momentem jest bynajmniej nie najistotniejsze z punktu widzenia fabuły ożywienie posągów i gargulców z katedry w Yorku. W pozostałych przypadkach jej działanie jest raczej dyskretne – kiedy Strange sprawdza, co porabia jego (jeszcze mu nieznany) przeciwnik, bohaterowie nie są w ogóle pewni, czy czar zadziałał, dopiero po chwili orientują się, że lustro odbija zupełnie inne pomieszczenie. Błyski i wybuchy nie towarzyszą też ożywieniu jeszcze-nie-lady Pole. Dżentelmen w którymś momencie pojawia się w pokoju. Jakie wrażenie wywarło na Was przedstawienie działania sił nadprzyrodzonych? Czy magia jest odpowiednio niesamowita?

Pirjo: Magia jest niesamowita. Jest dokładnie tak dyskretna, tradycyjna, a równocześnie wyrazista i ekscentryczna, jak się spodziewałam po magii angielskiej. Scena z posągami była przecudna, udało się pokazać coś epickiego w sposób daleki od przesady czy krzykliwości, wręcz oszczędny. To samo dotyczy też pozostałych magicznych aktów. Czarowanie wydaje się organiczne i jest bez wątpienia sztuką, na dodatek użytkową: po prostu zapomnianą poprzez wieki. Duże wrażenie zrobiły na mnie sceny z talią kart i wszystkie wzmianki o Królu Kruków. To postać z baśni, legend, snów, mocno powiązana z lokalnym folklorem, a jej ciemna, posępna tonacja, wiodąca ku oceanom bezbrzeżnego smutku i lawinom niepokoju, wpływała od dzieciństwa na moją wyobraźnię. Znałam Króla Kruków zanim przeczytałam książkę. Samo hasło “Król Kruków” od niepamiętnych czasów budziło we mnie dreszcz grozy. Co więcej, to właśnie jego złowroga, zwiastowana przez szaleńca obecność, i ten – powiedzmy – „Changelingowy” klimat sprawiły, że książka stała się dla mnie ważna in the first place.

Tak, magia w Strange’u i Norrellu jest bliska baśniom. Bliska celtyckim mitom. Wróżkom, podmieńcom, gęstym mgłom nad lasami i parującym od eliksirów kociołkom. Bliska Lud-in-the-Mist. To odświeżające ujęcie, skrajnie różne od tego z typowej supernatural dramy, sprzedawanej nam w niezliczonych, głównie amerykańskich, wersjach. Magia nie musi być efektowna, by być efektywna. By działać, także na wyobraźnię.

Fot. BBC

Fot. BBC

I tak jak w Penny Dreadful, produkcji również nawiązującej do „angielskości”, do mitu Anglii, w tym do angielskiej klasyki literatury i czerpiącej z romantycznych klisz oraz z przeróżnych kulturowych tropów i stereotypów zaserwowano nam przerost formy nad treścią, tak tutaj dostajemy skondensowaną treść w skromnej formie. Co działa na mnie o wiele mocniej.

Po zastanowieniu dodam, że w wersji serialowej Strange i Norrell mają klimat zbliżony nieco do Gaimanowskiego Neverwhere, mam tu oczywiście na myśli serial, z charakterystycznymi postaciami, dziwnością i dziwakami, czerpaniem pełnymi garściami z brytyjskiego folkloru. Tu i tam mamy niejasne przepowiednie, postacie żyjące na granicach pomiędzy światami, bezdomne. Mamy ptaki, ulice i domy Londynu. Childermass to oczywiście Markiz de Carabas, a Dżentelmen swoim stylem bycia, ogładą ledwie kryjącą pogardę i brutalność, przypomina mi Anioła Islingtona.

Karolina: Jak zwykle zgadzam się z Pirjo… Ta angielskość jest niesamowicie ważna w powieści, a magia jest niesamowita właśnie przez swoją dyskretność i brak wybuchów czy innych popularnych sposobów opisywania czy pokazywania czarów. Nikt nie macha różdżką z której bucha czerwony blask (pamiętajmy, że  dżentelmen nigdy nie używa magii do zabijania). Nie mogę się doczekać kolejnych czarów!

Artur: Wspomniałem na początku o trudnościach, jakich musiała nastręczać adaptacja powieści. W pierwowzorze pełno jest typowo literackich elementów, których przeniesienie jest zwyczajnie niemożliwe (przypisy!), ale do tego dochodzą też „zwyczajne” problemy: kondensacja, tempo narracji, zmiany kolejności wydarzeń. Pewne rzeczy w adaptacji się traci, inne uzyskuje się za pomocą odmiennych środków wyrazu. W oczy rzuciło mi się znaczące skrócenie proroctwa wypowiadanego przez Vinculusa – w książce to piękny kawałek poezji, w serialu mamy konkret, jeszcze mocniej zarysowujący kontrast między dwoma głównymi bohaterami, sprowadzający każdego z nich do jednej głównej cechy, odpowiednio Strachliwości i Arogancji. Zaskoczyła mnie również obecność niektórych elementów: czy spodziewałyście się na przykład, że zobaczymy na ekranie koniec papy Strange’a?

Umieszczanie w dysponującym ograniczonym czasem antenowym serialu tego rodzaju drobiazgów może jednak działać również na niekorzyść: odniosłem na przykład wrażenie, że ożywienie posągów rozegrało się nieco zbyt szybko. Częściowo była to zapewne kwestia budżetowa, ale też czasowa. Wszystko zaczęło się dość nagle i równie nagle skończyło, zabrakło mi w tym momencie dozowania napięcia, stopniowej eskalacji od szmerów i drobnych poruszeń w półmroku do pełnego przebudzenia.

Jak w Waszym odczuciu przebiegła zmiana medium?

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: Mam podobne wrażenia jak w przypadku Gry o Tron: gdy ekranizujemy książkę charakterystyczną, popularną, kultową, koniecznością jest kreatywne myślenie i wyjście poza literę pierwowzoru. Nie da się oddać na ekranie atutów książek, nie warto się nawet starać, za to obraz, jako odrębny język, ma swoje własne plusy, które należy wyeksponować. Scenarzystom nie wolno się bać zmian, ani dać się zastraszyć mocy oryginału. Tempo serialowej narracji, wraz ze skrótami, całkowicie mi więc odpowiada, podoba mi się też ożywienie postaci, które w książce wydawały się nieco nieprawdziwe, a tu nagle są bohaterami z krwi i kości. Szczególnie magia zyskuje, gdy oglądamy ją na ekranie.

Jasne, tęsknię za przypisami, czyniły książkę wyjątkową i staro-geekowską, ale przypisy są nieprzekładalne. Także osoba narratora i te urocze, przegadane fragmenty, filozoficzne dysputy, rozwiązłe argumentacje – muszą odejść! Trudno. Najważniejsze, że w mojej opinii udało się zachować ducha książki i sądząc po pierwszym odcinku do czynienia mamy z serialem bardzo oryginalnym i niepodobnym do niczego, co znam. A na dodatek bohaterowie, w wersji książkowej pełni przywar, dość antypatyczni, wszak to pastisz – w serialu są mili i całkiem, że tak rzucę z angielska, agreeable.

Karolina: Owszem. Książka nawiązuje – również językowo – zarówno do powieścideł wiktoriańskich – zwłaszcza do mistrza Dickensa, jak i do wcześniejszch, szczególnie do dzieł Jane Austen. Tutaj też na pierwszy rzut oka mamy klasyczną adaptację “dziewiętnastowiecznej” poezji angielskiej: piękne kostiumy, brudne brukowane uliczki, lekko przerażające rezydencje, uczty, rozmowy w dyliżansach. Mamy ujęcia, które znamy z adaptacji Austen, Dickensa, czy sióstr Bronte: służba podglądająca pana, bohater na koniu w angielskim krajobrazie, przyjęcie z czasów Regencji, ktoś wybiegający z domu i pędzący przez wspomniane brudne, brukowane uliczki. Arabella, która w książce jest tą “rozważną” bohaterką, tu przejmuje od narratora trochę ”praktycznych” i austenowskich komentarzy, jest przerysowaną Elinor lub narratorem późniejszej Austen.

Wracając do pokazania śmierci Papy Strange’a – ja to rozumiem. Gdyby go nie było, to jest gdyby od razu nie żył, Strange miałby jego majątek i mógłby roztrwaniać go na swoje liczne nieudane pomysły, Arabella nie mogłaby mieć aż tylu zastrzeżeń do Jonathana, bo ten byłby (teoretycznie)  “panem na włościach”, a nie “synem pana na włościach, który nie ma co ze sobą zrobić” . To dzięki nagłej śmierci paskudnego Papy udał się w wizytę do ukochanej ZANIM zdążył roztrwonić odziedziczony majątek, a podczas tej podróży spotkał Vinculusa i jego przepowiednię.

Rzeczywiście jednak początek serialu jest znacznie szybszy niż książki: tam wszystko jest cudownie (choć dla niektórych – nudnie) rozciągnięte, dostajemy mnóstwo informacji, dygresji, zanim Norrell przyjeżdża do Londynu mija kilkadziesiąt stron. Jednak takie bajanie nie przeszłoby w telewizji, dlatego wszystko zostało przyspieszone, żeby nowi widzowie się nie zniechęcili. Rozumiem to, choć żal mi opowieści posągów!

Fot. BBC

Fot. BBC

Artur: Skoro wszyscy znamy pierwowzór, to trudno nam bawić się w spekulacje. Dlatego proponuję obok podsumowania wrażeń podzielić się ulubioną sceną lub elementem z otwierającego odcinka. Mnie szczególnie podobała się scena czytania kart w namiocie Vinculusa; rozczuliła mnie też obserwacja pana Honeyfoota, że on i Segundus mogliby być bohaterami książki: John Segundus and Mr. Honeyfoot. Chyba muszę iść poczytać jakieś fanfiki o tej dwójce.

Mimo drobnych uwag premiera Jonathana Strange’a i pana Norrella spełniła wszystkie moje nadzieje. Czuję opory przed wypowiadaniem się w samych superlatywach, mając świadomość, że to dopiero początek, ale jestem kompletnie oczarowany. Pierwszy odcinek był, podobnie jak pierwsza część książki, ustawianiem pionków na planszy, przedstawianiem bohaterów i budowaniem świata, ale wszystko to zostało poprowadzone z dużym wdziękiem, werwą oraz wyrazistym humorem, który stanowi dla mnie jedną z największych – obok niemal pozbawionej słabych punktów obsady – zalet.

Pirjo: Będę monotematyczna: uwiódł mnie Childermass, prowadzący przybyłych meandrycznymi korytarzami rezydencji, nie zadający sobie nawet trudu, by się gościom przedstawić. Childermass obserwujący żółty namiot z ukrycia na drugim krańcu placu, niczym Aragorn, a potem rozkładający wyjęte zza pazuchy karty. Szybko dochodzący do siebie nawet w chwili, gdy coś totalnie go zaskoczy. Przeważnie milczący. Lecz jak wspaniałe i wymowne jest to milczenie!

Jestem oczarowana premierą i pewna dalszej jakości serialu. Jest dokładnie tak Dickensowski (och, Sir Walter Pole!) i tak Keatsowski (och, cold hillside!), jak chciałam, żeby był. A musicie wiedzieć, że Charles Dickens to mój ulubiony autor, a John Keats – najukochańszy poeta. Serial został skrojony pode mnie. Spodziewam się zatem, że obejrzę przygody Strange’a i Norrella nie raz i polecę je wielu znajomym. A na razie odliczam dni do kolejnego odcinka…

Karolina: Ja też monotematycznie: jak zwyle zgodzę się z Pirjo… Pamiętam, że jak Artur polecał mi tą książkę (jeszcze raz: wielkie dzięki!), to powiedział, że jest to “taka Jane Austen plus Dickens z magią”. To mnie zachęciło i to mamy w serialu. Pierwszy odcinek oglądałam już dwa razy. Czekam na kolejne!

Fot. BBC

Fot. BBC

Jonathan Strange & Mr Norrell
BBC 2015-

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Artur Nowrot
Czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na Wysznupanych. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).

Karolina Rybicka
Jako Rybka tworzy pół duetu odpowiedzialnego za bzdury na http://dobryfilmzlyfilm.wordpress.com/. Trochę tłumaczy, chociażby co to jest to dziwne coś, co właściwie studiuje. Uwielbia seriale BBC (zwłaszcza kostiumowe) i literaturę dziecięcą. Fascynują ją modernizacje klasyki literatury. Zajadle gra w Scrabble, lubi wracać do kochanych książek i filmów oraz bazgrać po sprzętach złotym pisakiem.