Fot. NBC

Jądro ciemności (Grimm, S04E12-22)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Oglądając ten sezon, mam wrażenie że jesteśmy w szczytowym momencie Grimm. Ostatnie niedobitki dowiadują się, o co naprawdę chodzi, z czym i o jaką stawkę walczymy, i dołączają do drużyny. Jeszcze trochę a wszystkie związki się utrwalą, zagadki odgadną, wybrzmią, i żeby iść naprzód, trzeba się będzie zacząć powtarzać. Za chwilę, ale jeszcze nie teraz. Na razie nadal idziemy nieprzetartym szlakiem, choć za nami już długa droga.

Ale zanim zaczniemy snuć ogólne refleksje nad całością, porozmawiajmy o finale. Jestem w szoku! Nie chce mi się wierzyć, że nie żyje mama Nicka (nie widzieliśmy tej śmierci na ekranie, więc mimo głowy w tekturowym pudle jestem pełna wątpliwości) i nie żyje podpora serialu, Juliette. To potoczyło się tak szybko, że wydaje się nierealne. Nie umiem się oswoić z tym wyrokiem scenarzystów. Boję się też, że paląc przyczepę i zabijając jedną z kluczowych bohaterek twórcy podcinają gałąź, na której siedzi serial. Zaburzają samą jego istotę. Co sądzicie o upadku Juliette i twiście na końcu serii?

Cathia: Ten sezon był dla mnie absolutnie genialny! Niesamowity finał podkreśla to, co było już w sumie widoczne, ale jeszcze nie do tego stopnia – scenarzyści Grimma nie boją się nietypowych rozwiązań, nie boją się zabijać głównych postaci i chwała im za to! I chociaż żal mi źródła wiedzy wszelakiej, jakim była przyczepa, najwyższy był już czas na to, by odciąć Nicka i ekipę od łatwych rozwiązań. Poza tym zostają jeszcze Monroe i Rosalee, więc nie jest taki bezradny. Podobnie jak Ty, nie mogę jednak uwierzyć w śmierć matki Nicka, w końcu ona już raz upozorowała swoją śmierć. Co do Juliette… powiem coś, co mnie pewnie postawi na celowniku wielu fanów: nareszcie! Ona i Nick to najbardziej bezbarwne postaci serialu i jakkolwiek Nicka się, rzecz jasna, nikt nie pozbędzie, bo w końcu jest głównym bohaterem, tak śmierć Juliette to dobre posunięcie, naprawdę. Nie wyobrażam sobie tego, że po wszystkim, co zrobiła, byliby w stanie żyć długo i szczęśliwie, a zamiana ról z Adalind to raczej kiepski pomysł. Nie powiem, zaskoczyło mnie, że scenarzyści to zrobili, ale raczej cieszę się niż martwię.

Fot. NBC

Fot. NBC

MrYoda: Rzeczywiście, zdaje się, że serial osiągnął swój najwyższy – jak dotąd – pułap. Czwarty sezon miał niewiele odcinków, które z lekkim sercem można by sobie odpuścić. Pytanie brzmi, czy nie jest to najwyższy dostępny serii pułap i czy paląc pewne bardzo ważne mosty Grimm nie „przeskoczył rekina”. Co prawda na horyzoncie majaczy nam już nowa przygoda i oś fabularna nowego sezonu nieśmiało wychyla głowę z listowia, przybierając postać agentki Chavez i jej „specnazu” pod domem Nicka. Wydaje mi się, że w tej chwili są dwie drogi, którymi mogą pójść scenarzyści. Pierwsza – pozwolić dopalić się deskom, zostawić je za sobą i poszukać całkiem nowej formuły. Może nawet przenieść akcję do Philadelphii, skąd za Trubel przywlokły się kłopoty? Druga – rzucić się ku wiadrom i ratować co się da. W końcu część ksiąg z przyczepy się zachowała (już raz nawet bohaterowie z nich skorzystali z pozytywnym skutkiem – zaledwie jeden odcinek po pożarze), a ciała Kelly nie widzieliśmy. Żal mi Juliette, choć nie było już realnych szans, żeby między nim a Nickiem cokolwiek wróciło do normy. A przejście Adalind na stronę protagonistów i to, jak szybko ją zaakceptowali i zaczęli martwić o jej dobre samopoczucie zwyczajnie mnie wkurza. Nigdy jej nie lubiłem i raczej nic nie zmusi mnie, bym zaczął…

Mysza: To ja może zamieszam w kotle jeszcze bardziej i dodam, że jestem wielką fanką Adalind i rozczula mnie, jak szybko została zaakceptowana przez ekipę Nicka. Co prawda podśmiewam się, że Nick niechcący zaczął prowadzić taki trochę przytułek dla zbłąkanych duszyczek, ale swoista zamiana ról jak zaszła na froncie Juliette-Adalind jest, moim zdaniem, jednym z ciekawszych zagrań jakie w tym sezonie zapewnili nam scenarzyści. I tak jak początkowo miałam ochotę rwać włosy z głowy na melodramatyczny, mydlano-operowy twist pt. „To twoje dziecko, Nick!”, tak teraz jestem bardzo ciekawa jak dalej potoczą się losy naczelnego Grimma Portland i byłej Hexenbiest. Pod tym względem cieszyło mnie, że w finałowym odcinku ktoś – niezawodny Bud! – zaczął wreszcie zadawać pytanie o samo dziecko. Kto je będzie wychowywał? Ale, co być może ważniejsze: czy dziecko będzie normalne? Nick jest Grimmem, Adalind z kolei wypiła eliksir tłumiący moce Hexenbiest. Co ciekawe, nikt nigdy w serialu nie zadał sobie pytania, jak tenże eliksir mógł wpłynąć na dziecko Nicka i Adalind. Osobiście węszę tu ciekawy storyline.

Twórcy Grimm rzeczywiście po raz kolejny udowadniają, że nie boją się skoku na głęboką wodę i palenia za sobą mostów. Co prawda już zadeklarowali, że aby przekonać się czy Juliette –naprawdę- umarła, będziemy musieli poczekać na sezon 5, ale i tak mamy aż nadto pytań nad którymi możemy do tego czasu się głowić. Jaką rolę odegra Agent Chavez? Czy kapitan Renard pogodzi się z tym co zrobił i czy wrobienie martwego Kennetha jako Kuby Rozpruwacza zdoła oszukać Portlandzką policję. I kiedy, do jasnej ciasnej anielki, ktoś zacznie się interesować tym, ile trupów pada w Portland? Osobiście wyczekuję chwili w której ktoś – Renard? Nick? – zostanie zawieszony w służbowych obowiązkach. Kto wie, może twórcy pójdą w zupełną zmianę formatu i zrezygnują z elementów policyjnego procedurala?… cóż, poczekamy, zobaczymy. Dość powiedzieć, że dawno tak nie czekałam na powrót jakiegoś serialu.

Fot. NBC

Fot. NBC

Pirjo: Nie da się ukryć, że przewodnim motywem sezonu była magia. Bohaterowie aż do znudzenia borykali się z konsekwencjami magicznych zaklęć, niektórych rzuconych już naprawdę dawno temu. Juliette, Adalind, także kapitan Renard i sam tytułowy bohater, Nick Burkhardt, wszyscy otarli się o „efekty uboczne” czarowania. Mieliśmy więc o wiele mniej klasycznych odcinków, wprowadzających kolejne potwory z bestiariusza, a więcej meta plotu, opartego o… melodramat. Eliksiry, komponenty, magia związana z seksualnością i płodnością prowadziła do kilku grubymi nićmi szytych intryg, i przez drugą połowę sezonu zastanawialiśmy się głównie kto z kim jest w ciąży, kto o tym wie, i do jakich celów swoją wiedzę wykorzysta. Ta magiczna soap opera nie do końca mnie zresztą przekonała. Szczególnie, że doprowadziła do ponurego finału. Jak podobał Wam się serialowy fokus na magię w tym sezonie?

Cathia: Bardzo! Zresztą, podobnie w tym sezonie poprowadzili historię scenarzyści Supernaturala, jednak to Grimm wyszedł z tematu naprawdę obronną ręką, już od samego początku. Może to kwestia tego, że tutaj pokazano, że magia zawsze ma jakąś cenę, jak w baśniach, z których serial czerpie przecież pełnymi garściami. Brak klasycznych potworów tygodnia uznaję za odpowiedni do punktu, w którym obecnie Grimm się znajduje. Zamiast wymyślać kolejne strasznośmieszne stwory, dostajemy poszerzenie ich świata – jak choćby dalsza eksploatacja wątku Królewskiej Rodziny czy Wesenrein. Oj, bardzo mi się ten sezon podobał!

MrYoda: Ja też uważam, że serialowi wyszło to na dobre. Nareszcie otrzymaliśmy serię, w której główny wątek jest na tyle mocny, że „potwory tygodnia” zwyczajnie nie są już potrzebne, by widzowie czekali z niecierpliwością na kolejne odcinki. Mimo to scenarzyści nie zrezygnowali z formuły „jeden odcinek – jeden (co najmniej) trup”. Zabijają niekoniecznie nowe weseny, ale jednak zbrodnia musi być. Rozumiem, że czasem jest to cenne narzędzie scenariuszowe (to, że Nick musi lecieć oglądać kolejnego umarlaka w chwili, gdy z Juliette przepracowują trudne strony swojego związku jest dla niej kolejnym sygnałem, że on o nią nie dba, etc.), ale w niektórych odcinkach mogliby sobie odpuścić… Przenieść balans z wątków CSI-podobnych i skupić się na supernatural/magical drama, które tak świetnie im wychodzi. Odpowiadając na pytanie – magii, eliksirów, skutków ubocznych (a także seksualności i płodności) mogłoby być jeszcze więcej! Ja bym się nie obraził.

Fot. NBC

Fot. NBC

Mysza: Pozostaje mi przytaknąć przedmówcom – odchodzenie od standardowej formuły „Wesen of the week” pokazuje, że ekipa Grimm nie należy do twórców, którzy uparcie trzymają się sprawdzonych metod. Eksperymentują, rozszerzają świat serialu i bohaterów, zacieśniają, przetasowują i kompletnie zmieniają relacje między postaciami… patrząc obiektywnym okiem, Grimm, jak na mało popularny, dość niszowy serial, naprawdę świetnie sobie pod tym względem radzi. Nie przypominam sobie innej produkcji, która po czterech sezonach trzymałaby tak równy poziom. Ba! W runie serialu można wręcz zaobserwować systematyczny wzrost jakości. Co ciekawe, nie potrzeba było do tego jakiegoś kompletnego odwrócenia status quo – wystarczyło wziąć znajome elementy (związek Juliette i Nicka, nieco nieudolne starania Królewskiej Rodziny by odzyskać Dianę, trzymanie Wesen w tajemnicy przed Wu) i po prostu podkręcić je na maksa. Cathia ma rację – bestiariusz Grimm robił się już bardziej śmieszny niż straszny i osobiście, niezmiernie mnie cieszy, że twórcy przestali go poszerzać, a zamiast tego skupili się na tym, co właściwie od samego początku w Grimm działało, czyli na relacjach między postaciami. Moim zdaniem Nick nie jest bezbarwną postacią (ale co ja tam wiem, jestem nieprzyzwoicie przywiązana do Davida Giuntoli i tego, jak aktor ten gra Nicka) i nie dziwię się kolejnym bohaterom, że tak ochoczo przyłączają się do jego „sprawy”. A to, że teraz „sprawa” ta się mocno skomplikowała? Tym lepiej! Z tym większą przyjemnością zasiądę w kolejnym sezonie by zobaczyć, jak bohaterowie spróbują to wszystko rozplątać.

Pirjo: Porozmawiajmy może o ulubionych i najważniejszych wątkach czy momentach, a także o chwilach, które najchętniej byśmy wymazali z pamięci. Perwersyjnie ucieszyła mnie przelotna miłostka Dark Juliette i kapitana Renarda. Uwielbiam Nicka, ale ta dwójka ma, czy też może raczej miała ze sobą niepodważalną chemię. Podoba mi się rehabilitacja Adalind, czyli postaci, do której mam słabość i zawsze chciałam, żeby stała po stronie naszej drużyny. Może nie jest jeszcze za późno? Cieszę się z powrotu Trubel i z tego, że związek Monroe i Rosalee ma się świetnie. Doskonały był wątek z „pozagrobowym pasażerem” Renarda.

Martwi mnie za to ogrom nieszczęść spadających na Nicka. Tak, wiem, bycie samotnym łowcą i ponurym wybrańcem kapryśnego losu nie sprzyja szczęśliwemu życiu codziennemu, ale doprawdy ilość traum i porażek, na jakie był w tym sezonie narażony woła o pomstę. Dziwię się, że w ogóle jest w stanie wykonywać swoją pracę. Posłałabym go na urlop. Albo choć na długi weekend do ciepłych krajów. Z dala od katastrof i zwrotów akcji. Nie mogę się też pogodzić z takim a nie innym odejściem Juliette i mam cichą nadzieję, że to nie koniec ich wątku. Doprawdy, to ten rodzaj serialowej śmierci, która nie tyle szokuje co rozczarowuje. Przynajmniej mnie. Na koniec, nuży mnie cała rodzina królewska, w której jedynym sposobem radzenia sobie z problemami jest zabicie osoby, która te problemy sprawia. Familia, w której trup we własnych szeregach ściele się gęsto, w której nikt nikomu nie ufa i atmosfera jest tak karykaturalnie toksyczna, że aż podważa prawdopodobieństwo istnienia dworu opartego o skrajną rywalizację i patologiczną nieufność. Zresztą, dopóki dwór królewski będzie fatalnie rozproszony i infantylnie zarządzany, dopóty „royalsi” nie będą mieć żadnych szans w walce z Nickiem i jego bandą!

Cathia: Kapitan Renard jest jednym z moich ukochanych bohaterów serialowych, więc bardzo się cieszę, że akurat on wyszedł z tego wszystkiego bez szwanku i nadal będzie obecny w życiu Nicka i ferajny. Niesamowicie podobał mi się wątek z Kubą Rozpruwaczem, zwłaszcza że był poprowadzony początkowo bardzo enigmatycznie i człowiek z niecierpliwością czekał na rozwiązanie tajemnicy. Jednak bohaterem tego sezonu jest Wu! Wreszcie okazało się, że nie ma zwidów i ten świat, który przychodzi do niego w koszmarach, istnieje naprawdę i wyszło na jaw, kto jest tutaj prawdziwym twardzielem! Oj tak, więcej sierżanta!

Lubię Królewską Rodzinę, jednak nie da się ukryć, że masz rację – takie działanie powinno ich już dawno odesłać do lamusa historii, choćby ze względu na przyrost naturalny, który wydaje się mocno ujemny przy tej śmiertelności. Liczę jednak na to, że może Victor zostanie następnym władcą, a on miewał ciekawe pomysły…

Fot. NBC

Fot. NBC

MrYoda: Sierżant Wu! Czy może raczej: „sierżant Woooooooo!!!” Tak (dosłownie) reagowałem na większość jego pojawień się, trafnych point oraz bezbłędnej mimiki przez cały ten sezon. Czysty materiał na gify, wart swojej wagi w złocie („So, it’s either the same Jack copycat… or a copycat of the copycat”). Jego niewiedza w poprzednich seriach prawie fizycznie mnie bolała i byłem wściekły na Nicka i Hanka za to, że nie chcą go wtajemniczyć, widząc jak się męczy. Rodzina Królewska wydaje mi się wątkiem ciekawym, ale niestety mało pogłębionym i, tak naprawdę, niedopracowanym. Mam wrażenie, że większość tego, czego nie wiemy o dworze króla Fredericka nie jest spowite mgłą tajemnicy, a po prostu… nie zostało wymyślone. Przejście Adalind na stronę bohaterów oraz jej przemiana – jak już wspomniałem – zwyczajnie mnie złości. Może właśnie dlatego, że była do tej pory głównym złośliwym duchem serii. Czy to na swoich usługach, czy na czyjeś zlecenie – zawsze próbowała zaszkodzić naszym.

Nie lubiłem jej od samego początku i miałem wrażenie, że tak ma być, że jest to postać, która służy do tego, by na jej widok zgrzytano zębami. Jej przejście na jasną stronę odczuwam jak zdradę, cios w plecy. Ukradziono nam nemesis, naszego boogeymana. Wszyscy pozostali przeciwnicy wytrzymują max pół serii i odchodzą. Po śmierci Juliette nie ma nikogo, kto potrafiłby zająć ten wakat. Rodzina się do tego nie nadaje, bo jest zbyt mdła i niewyraźna, jej poszczególni członkowie giną za szybko, a ona sama jako całość nie wydaje się być poważnym zagrożeniem. Brakuje mi silnej, stałej przeciwwagi dla Nicka, który – mimo mniej lub bardziej poważnych urazów na ciele i duchu – zawsze zwycięża.

Nie zapominajcie też o zawiązaniu kolejnego ciekawego wątku – nasz przystojny szpieg-akuszer z Ruchu Oporu powrócił! I ma Dziecko…

Fot. NBC

Fot. NBC

Mysza: Właśnie, dobrze że ktoś pamiętał o powrocie Meisnera – wyskakującego w końcowej scenie w helikopterze niemal niczym królik z kapelusza. Czy teraz on będzie się zajmował Dianą? Nie że coś sugeruję, ale zawsze byłam fanką tego, jak rozwinęła się relacja Meisnera i Adalind, gdy ta była w ciąży. Może Diana odzyska swoją mamę, a także zyska przybranego ojca?

Również dołączam się do okrzyków radości pod adresem sierżanta Wu, którego dołączenie do Nickowego entourage było jednym z najbardziej oczekiwanym momentów serialu. Warto też zaznaczyć, że początkowym wahaniu, Wu fantastycznie odnalazł się w drużynie, stając się wręcz niezbędnym jej elementem. No bo bądźmy poważni – to właśnie Wu spędzał najwięcej czasu w przyczepie, studiując Grimmowe księgi. Kto wie, czy nie ma w tym momencie większej wiedzy niż Nick.

Wątek z Kubą Rozpruwaczą był świetnie rozegrany (aż szkoda, że twórcy równie umiejętnie i stopniowo nie potrafią rozegrać wątku dawno-zapomnianych kluczy!), podobnie jak powolna przemiana Juliette w Hexenbiest. Choć tu muszę zaznaczyć, że mimo całej mej sympatii dla tej postaci, nie jestem fanką Bitsie Tulloch jako aktorki – mam wrażenie, że pod pewnymi względami nie podołała w ukazaniu nam całego spektrum emocji, które powinna przeżywać Juliette podczas swego przejścia na stronę zła. Zastanawia mnie też, czy w kontekście domniemanej śmierci Juliette i matki Nicka, Pirjo nie ma trochę racji – czy przypadkiem nasz bohater nie jest zbyt mocno przez twórców maltretowany? Nie chcę tu przywoływać casusu „kobiety w lodówce”, ale zabicie dwóch ważnych dla Nicka kobiet zbacza odrobinę w stronę przesady.

Na koniec zaś dodam, że choć zgadzam się, że Royalsi są mocno nieudolni w swych próbach pokrzyżowania Nickowi planów, tak Kenneth był, jak do tej pory, moim ulubieńcem. Wreszcie miałam wrażenie, że dostaliśmy Księcia, który, jak to mówią, „gets things done”. Jakby na to nie patrzeć, świetnie wykorzystał Juliette przeciwko Nickowi; doprowadził do śmierci jego matki; odzyskał Dianę (chociaż na krótko). Pod wieloma względami dokonał więcej niż jakikolwiek inny przeciwnik przed nim. Chyba warto to jednak docenić.

Fot. NBC

Fot. NBC

Pirjo: Przechodząc nareszcie do podsumowań, sezon czwarty oceniam jako znacznie mroczniejszy i jednocześnie bardziej spójny niż poprzednie. Końcówka nieco zachwiała jego harmonią i długo nie pogodzę się pewnie z takim poprowadzeniem fabuły. Ale nadal jestem całym sercem przy serialu, czekam na kolejne odcinki i przygody, chcę wiedzieć, jakie wyzwania czekają zgnębionego Grimm’a i jego mocno doświadczonych życiem kompanów. Czy drugie dziecko też będzie magiczne? Czy Nick zamieszka teraz z Adalind? A może z Trubel? Czy pojawią się jakieś nowe czarownice? A co z magicznymi kluczami i z mapą? I czy Renard mógłby dla świętego spokoju ogłosić się wreszcie królem Portland?

Cathia: Tak, zdecydowanie brakuje mi nawiązania do kluczy i mapy. Przecież w tym sezonie praktycznie nie ma o nich najmniejszej wzmianki, a one są i przecież nadal powinny być Mrocznym Obiektem Pożądania. Szczerze liczę na to, że jeszcze wrócą do serialu i to z hukiem! Podobnie mam cichą nadzieję na to, że Adalind wcale nie jest w głębi duszy taką oswojoną owieczką, jaką się teraz wydaje, wolę nasza złowrogą Hexenbiest, ale cóż… co te hormony robią z człowiekiem… i bestią…

Fot. NBC

Fot. NBC

MrYoda: Ja sam nie wiem, czego się teraz spodziewać. Seria zdecydowanie była najlepsza – właśnie dlatego, że mroczniejsza i spójniejsza jako całość – co mnie cieszy, a równocześnie rodzi obawy, że stąd droga prowadzić będzie w dół… Jestem za koronacją Seana (i jego większym zaangażowaniem w około-grimmowe sprawy), powrotem do kwestii kluczy i mapy, ciosem w plecy ze strony Adalind i przywróceniem jej statusu nemesis, wskrzeszeniem Kelly, rozwinięciem postaci Trubel, dopracowaniem Rodziny Królewskiej (jeśli ma ona w dalszej historii mieć jakieś istotne znaczenie) i daniem sierżantowi Wu jakichś supermocy (Woooooooo!!!). No dobra, to z koronacją i z Wu to trochę przesada, jestem gotów z tego zrezygnować… Ale pozostałe punkty zostają i będę się ich trzymał!

Mysza: Mimo kilku lat na karku i średniej oglądalności, Grimm pozostaje jedną z bardziej konsekwentnie prowadzonych produkcji, jakie obecnie mamy w TV. Czwarty sezon zakończył się na wysokiej nucie, dając nam kilka świetnych wątków, parę naprawdę wybitnych występów aktorskich (come on, Giuntoli wymiatał w dwóch ostatnich odcinkach!), mnóstwo pytań bez odpowiedzi, oraz cały hipotez i teorii na kolejny sezon. Jeśli wierzyć zapewnieniom twórców, sezon piątty ma być jeszcze mroczniejszy. I, co ciekawe, ma znów nieco zamieszać w formule serialu. Osobiście obstawiam, że Nick i jego ekipa wsiądą w nową przyczepę i ruszą w tournée po USA, polując na złe Wesen i wybijając co do nogi kolejnych członków Rodziny Królewskiej. Kto wie, może nawet wpadną na swojej drodze na zombie apokalipsę w Seattle (iZombie), albo braci Winchesterów?… Dość powiedzieć: będzie się działo!

Fot. NBC

Fot. NBC

Grimm, S04E12-22
supernatural drama
NBC
emisja: 06.02.2015-15.05.2015

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Maciej „Mr Yoda” Walasek
„Chłop z Mazur”, którego losy zagnały na południe. Człowiek, o którym powiedzieć można wiele, ale na pewno nie to, że jest nudny. Cierpi na wieczny brak czasu, chociaż sam nie wie, na co mu on ucieka. Czyta, ogląda, obserwuje, tłumaczy i dzieli się ze światem swoimi spostrzeżeniami – tym razem przez Pulpozaura.

Cathia
Mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.

Mysza
Fangirl pełną gębą. Geek z przypadku. Nerdette z wyboru. Bezwstydnie dwujęzyczna. Uzależniona od seriali – regularnie ogląda ich ponad 70, a wciąż dochodzą nowe. Chora na słomiany zapał i krótki okres koncentracji, godny Golden Retrievera z ADHD. Leniwiec to jej sekretne zwierzę totemowe. Łatwo kochliwa fandomowo i aktorsko – najchętniej weszłaby w poliandryczny związek z połową mężczyzn (i kobiet) w Hollywood. Cierpi na zaawansowane „gustus eclecticus”, które pozwala jej pochłaniać całą popkulturę bez względu na jej domniemaną jakość. Swoje przemyślenia spisuje na blogu MyszaMovie.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)