It's not a Man! (Supergirl, S01E01)

It’s not a Man! (Supergirl, S01E01)

Artykuł zawiera nieco spoilerów.

Supergirl wpada w nawyk zakłócania ustalonej linii czasu: zamiast przybyć na ziemię chwilę po swoim małym kuzynie, pojawia się 24 lata później, gdy kuzyn nosi już dorosły trykot i rutynowo ratuje Metropolis przed zagładą.

A teraz zamiast pojawić się w sezonie premier na jesieni, pilot serialu wydostał się z Phantom Zone i trafił do mas. Można dyskutować, czy to faktyczny wyciek, czy może raczej zagranie zakrojone na promocję serii – dla mnie to absolutnie bez znaczenia, bo i tak nie mogę się doczekać oficjalnej premiery.

Nie sposób oglądać Supergirl bez świadomości szerszego kontekstu ekranizacji komiksowych, zwłaszcza bohaterek kobiecych (a raczej ich straszliwego braku). Supergirl to serial, który doskonale zdaje sobie sprawę z tych dyskusji i najpierw w materiale promocyjnym umiejętnie kontynuuje „it’s not a plane” tagiem „it’s not a man”, a potem w pilocie rozprawia się z ewentualną krytyką i wątpliwościami, odwracając pytanie o feministyczną problematyczność nazywania bohaterki Superdziewczyną w stronę krytyków tego tytułu i pytając: co jest nie tak z dziewczęcością?

tumblr_inline_nobcmuKOu31r2okf9_500

Fot. CBS | Źródło: http://realitycheckbounced.tumblr.com/post/118954023253/darevdevil-but-why-people-are-hating-on

O dziewczęcości, kobiecości i feminizmie jeszcze za chwilę, najpierw dwie inne sprawy mocno powiązane z obecnym klimatem i trendami w adaptacjach komiksowych.

MCU wyznaczyło mocny trend w telewizyjnych i filmowych uniwersach. Fani komiksu doskonale zaznajomieni są z crossoverami, wielkimi eventami łączącymi bohaterów z różnych serii, z przenikającymi się historiami, z gościnnymi występami zamaskowanych kolegów po fachu czy z łączeniem się w grupy i organizacje mające stawiać czoła wielkim zagrożeniom. Do tej pory jednak większość ekranowych superbohaterów działała w pojedynkę lub z kilkoma sidekickami. Po części wynika to ze specyfiki produkcji telewizyjnej, która musi balansować pomiędzy serializacją a epizodycznością, i filmowej, która działa (nawet w seriach i sequelach) na podstawie samodzielnych, jednorazowych historii, po części z rozdrobnienia praw autorskich – MCU musiało się nieźle napracować, żeby wypożyczyć Spidermana od Sony, mimo że Peter Parker dość często spotyka się z Avengersami na kartach komiksu.

Filmy i seriale Marvela robią też, co mogą, żeby nie użyć słowa „mutant”, zastępując je różnorakimi eufemizmami, takimi jak „enhanced”, „powered”, czy moje ulubione „miracle”.

MCU jednak, tworząc skuteczną i, co najważniejsze, dochodową narrację transmedialną, rozpoczęło modę na kinowe i telewizyjne uniwersa – do gry wchodzi DC, zarówno na wielkim ekranie, zaczynając od Batmana i Supermana (z niewzmiankowanym, a jakże, w tytule udziałem Wonder Woman), jak i w telewizji poprzez Arrow, Flasha, i wkrótce The Legends of Tomorrow. Co ciekawe, za Supergirl jest odpowiedzialny ten sam showrunner, Greg Berlanti, mimo że serial poleci na CBS, a nie na CW i nie będzie (przynajmniej oficjalnie) w żaden sposób narracyjnie powiązany ze starszym kuzynostwem, choć pytania o spójność pomiędzy kinowymi i telewizyjnymi adaptacjami DC, których już teraz nam nie brakuje, pewnie będą się jeszcze pojawiać.

tumblr_nobbqqK8Me1r5tut2o2_500

Fot. CBS | Źródło: http://realitycheckbounced.tumblr.com/post/118944714638/msfili-if-you-perceive-supergirl-as-anything

Pobrzmiewa w tym trochę echo sytuacji Kary Danvers, która pojawia się na Ziemi, kiedy jej obdarzony tymi samymi mocami kuzyn jest już dobrze wszystkim znany – od razu nasuwają się porównania i odniesienia. Supergirl jest jedną z naprawdę niewielu (poza, nomen omen, Supergirl z 1984) mainstreamowych adaptacji skoncentrowanych wokół postaci będącej Legacy Hero – stworzonej w oparciu o już istniejącego bohatera, zapożyczającej imię, historię i elementy kostiumu. Komiksy roją się zarówno od postaci dziedziczących tytuł (Kapitan Ameryka, Spiderman, Kapitan Marvel, Green Lantern, Flash etc. – w przypadku każdego różne osoby przejmowały w jakimś momencie tytuł i kostium), jak również od tych zapożyczających tożsamość – Supergirl, Batgirl etc. czy funkcjonujących jako stały sidekick danego bohatera – jak na przykład kolejni Robini. Adaptacje filmowe i telewizyjne jednak koncentrowały się raczej na samotnych bohaterach i ich origin story, ewentualnie dorzucając sidekicka. Inkarnacje Batmana czy Spidermana opierały się na najbardziej znanych wcieleniach – nawet mimo rebootów nadal mamy do czynienia z Bruce’em i Peterem, mimo, że moglibyśmy przecież za którymś razem dostać Dicka czy Milesa.

Wyjątkiem był Hal Jordan jako Green Lantern, gdzie najbardziej znaną inkarnacją bohatera jest chyba John Stewart – tutaj jednak wybór dość znacząco padł na białego bohatera.

Supergirl z założenia funkcjonuje w odniesieniu do Supermana i serial wykorzystuje to od samego początku – jednocześnie nawiązując do znanej figury i bawiąc się poprzez niewspominanie jego imienia albo pokazując znany kostium bez pokazywania twarzy Clarka (inne nawiązania to oczywiście wykorzystanie aktorów z innych inkarnacji super-rodziny, jak Deana Caina czy Helen Slater w roli państwa Danvers – I squeed). Część bohaterskiej podróży Kary to podjęcie decyzji, czy wybierze ścieżkę przetartą przez jej starszego (albo młodszego, zależy jak na to spojrzeć) kuzyna.

tumblr_nobcsdO4U51qgb3zso1_250

Fot. CBS | Źródło: http://realitycheckbounced.tumblr.com/post/118944714638/msfili-if-you-perceive-supergirl-as-anything

tumblr_nobcsdO4U51qgb3zso3_r3_250

Fot. CBS | Źródło: http://realitycheckbounced.tumblr.com/post/118944714638/msfili-if-you-perceive-supergirl-as-anything

Z jednej strony wszystkie te nawiązania są mrugnięciem oka do widzów, tak samo jak eufemizmy dotyczące „Jego” – padają też wzmianki o dziennikarskich praktykach Daily Planet („Jego” zdjęcia na 50% pierwszych stron), pojawia się Jimmy (James) Olsen, przypominamy sobie, że pierwszym bohaterskim wyczynem Clarka było uratowanie samolotu.

Z drugiej strony służy to też budowaniu interesującej opowieści znanej każdemu, kto porównywał się ze swoim starszym rodzeństwem czy kuzynostwem, zwłaszcza jeśli odnosili oni sukcesy dużo przed nami. Kara musi się odnaleźć nie tylko jako superbohaterka sama w sobie, ale także w relacji do znanego kuzyna.

Relacje rodzinne Kary są skomplikowane i widać, że rodzina będzie odgrywać jedną z najważniejszych ról w serii. Po pierwsze mamy wspomnianego już Clarka i odnajdywanie się Kary w cieniu tego bohatera. Podobnie jak w jego przypadku, na Karze skupiły się nadzieje jej rodziców – grana przez Laurę Benanti Alura Zor-El, podobnie jak Jor-El wysyła dziecko na Ziemię w mojżeszowym koszyku, a potem służy jako duchowa przewodniczka Kary dzięki hologramowi.

Benanti pojawia się też w finałowej scenie odcinka jako złowroga ciotka, zbiegła z więzienia dla najgorszych przestępców w Phantom Zone, kierująca planem zemsty na siostrze i zlecająca zabicie siostrzenicy. Zjazdy rodzinne Domu El (czy też może In-Ze) muszą być interesujące.

Rozszerzona rodzina bohaterki to też jej adoptowani rodzice, państwo Danvers – naukowcy, którzy pomogli kuzynowi (super)dziewczyny zrozumieć jego moce, i ich córka, Alex. Ta ostatnia, grana przez znaną z Chirurgów Chyler Leigh, należy do głównych postaci serii i wprowadza jeden z najciekawszych wątków przedstawionych w pilocie – jej związek z Karą jest oparty na siostrzanej miłości i wsparciu, ale jednocześnie pobrzmiewają w nim nuty zazdrości i niepewności. Alex ukrywa przed Karą pracę w organizacji monitorującej kosmiczne zagrożenia dla Ziemi (w tym Karę), co sprawia, że Kara zaczyna kwestionować jej lojalność i przyjaźń. Tymczasem Alex zastanawia się, na ile kariera i przydatność w pracy wynikają z jej bliskości z Karą – pobrzmiewają w tym echa niepewności z dzieciństwa i pewnej rywalizacji o uwagę rodziców. Ich związek i emocje wynikają bardzo organicznie z sytuacji i są dla mnie jedną z najciekawszych rzeczy w pilocie.

tumblr_nogm0bGttP1qabls9o4_250

Fot. CBS | Źródło: http://realitycheckbounced.tumblr.com/post/119178816533/queerfour-melissa-benoist-as-kara-zor-el

Najciekawszych zwłaszcza dlatego, że to właśnie bliskość z Alex sprawia, że Kara, kiedy życie jej siostry jest w niebezpieczeństwie, decyduje się użyć swoich mocy. To jedno wydarzenie sprawia, że jest gotowa w pełni przybrać rolę superbohaterki – dosyć szybko zabiera się za kostium i wynajdowanie przestępstw do powstrzymania. Większość narracji o superbohaterach, jakie dostajemy na ekranie, bardzo mocno uderza w kolejne rebooty origin storySupergirl zamiast tego chce chyba poradzić sobie z tą historią jak najszybciej i zająć się opowiadaniem innych.

Dostajemy więc niesamowicie skondensowaną opowieść o pojawieniu się Kary na naszej planecie, kilka szybkich zmian kostiumu, test mocy i w zasadzie wszystko pozamiatane, mamy gotową superbohaterkę. Wydaje się to po części podyktowane tym, że większość widzów jest doskonale zaznajomiona z historią Supermana i powtarzanie jej nie miałoby sensu – z drugiej strony jednak pilot załatwił w jeden odcinek to, co Smallville w zasadzie robiło przez dziesięć sezonów.

Nie ulega wątpliwości, że pilot jest przez to trochę przeładowany. Jednocześnie nie wnosi wiele nowego w porównaniu z rozszerzonym trailerem, jaki mogliśmy niedawno zobaczyć – główny przeciwnik odcinka pojawia się i znika praktycznie bez echa, a jego jedyną zasługą jest wprowadzenie zalążków głównego wątku fabularnego. Ale mimo że fabuła pilota nie jest ani nowa, ani nowatorska, cały odcinek jest pewnym powiewem świeżości.

Spora w tym zasługa przede wszystkim Melissy Benoist. Greg Berlanti wspomniał w wywiadzie dla Variety, że gdyby nie znalazł odpowiedniej Kary Danvers, to wypisałby się z projektu – nie wiem, na ile to prawda, i trudno by go sprawdzić, ale nie da się ukryć, że sądząc po pilocie Melissa jest świetnym wyborem, zwłaszcza kiedy odgrywa rozentuzjazmowanie mocami i rolą superbohaterki. Być może dostaniemy jeszcze jakieś przemowy na temat wielkiej siły i wielkiej odpowiedzialności albo trochę angstu nad ciężarem bycia superheroiną, ale Kara Danvers nie tylko jest niesamowicie podekscytowana swoimi możliwościami i chęcią niesienia pomocy, lecz także traktuje moce nie jako brzemię, a jako integralną część swojej tożsamości. Kiedy opowiada, jak bardzo tęskniła za lataniem, widać, że ukrywanie tej części siebie bardzo jej ciążyło.

tumblr_nob7cnd9sB1usrwq6o2_500

Fot. CBS | Źródło: http://realitycheckbounced.tumblr.com/post/118943998188

tumblr_nob7cnd9sB1usrwq6o3_500

Fot. CBS | Źródło: http://realitycheckbounced.tumblr.com/post/118943998188

Znaczący wydaje się też fakt, że zaraz po podjęciu decyzji Kara opowiada o tym siostrze i przyjacielowi. Pod koniec odcinka prawie cała główna obsada zna „sekret” tożsamości Supergirl – poza jej pracodawczynią, szefową koncernu multimedialnego, Cat Grant.

W tej inkarnacji, mimo porównań do Diabeł ubiera się u Prady czy skeczu z Saturday Night Live na temat filmu o Black Widow, granej przez Callistę Flockhart Cat bliżej do przerysowanej Ariany Huffington (albo przynajmniej do jej SNL-owej wersji) niż Anny Wintour – Flockhart wydaje się znakomicie bawić w roli. Obok złej wersji Benanti, Cat wydaje się najbardziej kreskówkowo zarysowaną postacią, ale może okazać się jedną z najbardziej interesujących – bliżej jej do Jamesona niż do wujaszkowatego Percy’ego White’a, co może zaowocować ciekawą relacją z Karą.

Miejsce pracy i obsadę uzupełniają Mehcad Brooks jako James (Jimmy) Olsen i Jeremy Jordan jako Winn Schot – co ciekawe, podobnie jak Cat Grant, pochodzą oni raczej z komiksów o Clarku niż Karze, ale w tej inkarnacji tylko Jimmy jest zaznajomiony z Supermanem. Obecność Jeremy’ego i Laury Benanti, nie wspominając już o Melissie, sprawia, że zaczynam petycję o odcinek musicalowy, podpisy proszę zostawiać w komentarzach, ale ogólnie obsada (dochodzi do tego jeszcze David Harewood) jest naprawdę solidna i jak dla mnie bardzo dobrze wróży serii.

tumblr_nob7nlcgjH1tub7m7o2_500

Fot. CBS | Źródło: http://realitycheckbounced.tumblr.com/post/119044026933/oh-no-hes-hot-oh-no-shes-cute-me-oh

Na koniec zostawiłam sobie najważniejsze, a może raczej najczęściej omawiane: oto mamy serial o superbohaterce, drugi jeśli liczyć Agent Carter. Ale nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że część rozpoznawalności Kary to kwestia jej powiązania z Supermanem, to jest to jedna z najbardziej znanych superbohaterskich franczyz, daleko przewyższająca mainstreamową rozpoznawalność Peggy. Serial będzie też emitowany na CBS, gdzie oczekiwania co do oglądalności są większe niż w prawie każdej innej stacji, a budżet (zwłaszcza pod kątem efektów specjalnych) wyższy niż to, o czym mniejsze stacje mogłyby marzyć.

Twórcy Supergirl wyraźnie zdają sobie sprawę z niebotycznych oczekiwań – mała liczba mainstreamowych produkcji gatunku z kobietami w rolach głównych zdecydowanie winduje oczekiwania co do reprezentacji – nie tylko kobiet. Tag #DiversifyAgentCarter sugerował braki reprezentacji rasowej w marvelowskim serialu, Supergirl na razie ma Jimmy’ego Olsena i Hanka Henshawa, z sugerowaną większą rolą Farana Tahira. Moim głównym problemem w pilocie była scena, gdzie Kara odżegnuje się od posądzeń o skłonności lesbijskie, dosłownie krzycząc o tym na dachu – mam nadzieję, że sytuacja się poprawi, ale jestem też przygotowana na rozczarowanie.

Zdecydowanie lepiej jest z reprezentacją kobiet – test Bechdel zostaje daleko w tyle, najciekawsze relacje powstają właśnie pomiędzy kobietami, również główna rola antagonistyczna przypadnie chyba kobiecie. Z drugiej strony oberwało się już trochę trailerowi za wybitne podobieństwo do wspomnianego SNL-owego skeczu o solowym filmie Black Widow, gdzie ta mieszka w wielkim mieście, pracuje w magazynie o modzie i szuka miłości.

Trzeba przyznać, że na pierwszy rzut oka widać podobieństwa pomiędzy konstrukcją obu trailerów (i pilota), ale Natasza i Kara to dwie bardzo różne bohaterki i to, co przy doświadczonej agentce Nataszy jest parodią, całkiem pasuje do młodziutkiej, szukającej swojej drogi w życiu Kary.

tumblr_nogm0bGttP1qabls9o5_250

Fot. CBS | Źródło: http://realitycheckbounced.tumblr.com/post/119178816533/queerfour-melissa-benoist-as-kara-zor-el

Pod względem nastroju Supergirl leży gdzieś pomiędzy Flashem (bezpośrednie porównania są jak najbardziej na miejscu, ze względu na połączenie w osobie Grega Berlanti) i Spidermanem, z nawiązaniami do Supermana w wersji Lois & Clark – daleko tej optymistycznej historii do wielkoekranowych kolegów ze stajni DC, czyli nowych wersji Człowieka ze Stali czy Batmana. Równie daleko jednak pilotowi, mimo porównań i oskarżeń, do komedii romantycznych (wspomniane Lois & Clark bliżej było tego gatunku, jeśli już mamy przyrównywać). W pierwszym odcinku Supergirl dostajemy solidną dawkę origin story, które przypadają zwykle męskim superbohaterom, od decyzji o niesieniu pomocy po konstrukcję kostiumu i od montażu przedstawiającego odkrywanie mocy, przez upadek w walce do triumfalnego powrotu.

Mnie wypełnia ten sam optymizm, który wydaje się towarzyszyć Karze przez prawie cały odcinek – i naprawdę nie mogę się doczekać pełnej serii. Up, up and away.

fot. Variety

fot. Variety

Supergirl
superhero
CBS, 2015–

Joanna Kucharska

Człowiek-katarynka, z opinią na każdy temat. Urodzona w Krakowie, żyje przed ekranem. Uzależniona od kawy, musicali i złych żartów słownych. Czasami pisze, częściej przeklina migający kursor. Porzuciła hatewatchowanie na rzecz hope-watchingu, bo zdrowiej dla psychiki.