Boski plan (Battlestar Galactica: Reimagined Series)

Boski plan (Battlestar Galactica: Reimagined Series)

Tekst został oparty na wystąpieniu wygłoszonym w trakcie konwentu Smokon w Krakowie w maju 2015. Zawiera więcej spoilerów, niż jest modeli Cylonów.

Za co (do czasu) kochano Battlestar Galactica?

Kiedy ponad dekadę temu Ronald D. Moore pokazał światu nowe wydanie Battlestar Galactica, mało kto potrafił zachować obojętność. Dla zawziętych fanów oryginalnej serii, wyemitowanej jeszcze w 1978, nie brakowało odstępstw trudnych do przełknięcia, a zmiana płci Starbuck była niewybaczalną herezją. Jednak większość recenzji ociekała entuzjazmem, nagrody pojawiały się jedna po drugiej, a widzowie zagłosowali nogami, przez co „nowa Galactica” była emitowana przez pełne cztery sezony, czyli o trzy więcej od pierwowzoru. Dlaczego BSG dawało się lubić?

Przede wszystkim za coś, co twórcy nazwali „naturalizmem sci-fi”[1]. Po co nam fazery i torpedy protonowe, skoro mamy armaty i bomby atomowe? Po co nam jakieś stery próżniowe, po co nam walki myśliwców rodem z II wojny światowej, skoro w kosmosie i tak rządzi Izaak Newton? Piszący te słowa niemal spadł z krzesła z wrażenia, kiedy po raz pierwszy zobaczył w serialu statek kosmiczny lecący do przodu z dziobem skierowanym do tyłu. Słowem: BSG zapewniała regularne nerdgazmy.

W pakiecie z „naturalizmem” dostaliśmy też nowatorskie podejście do apokalipsy i postapokalipsy. Zamiast heroicznie bronić się do ostatniej kropli z żył, by wreszcie pogonić najeźdźców w diabły, ludzie przegrywają wojnę z najeźdźcami od razu i właściwie bez walki. Pozostaje jeden zdezelowany okręt i garstka statków cywilnych, których załogi muszą regularnie zmagać się z kryzysami, w których ceną złej decyzji jest wyginięcie gatunku. Dziś to już żadna nowość (nie szukając daleko, Wrogie niebo/Falling Skies opiera się przecież na tym samym schemacie), ale dziesięć lat temu to była rewolucja.

Oprócz tego BSG pokazywało lustrzane odbicie amerykańskiego społeczeństwa i sporów politycznych. Już w pilocie oglądaliśmy doskonały wizualny cytat z najsłynniejszego zaprzysiężenia prezydenckiego w historii USA. Kłótnie o aborcję? Spór o cywilną kontrolę nad wojskiem? Torturowanie jeńców? Problem z liczeniem głosów w wyborach prezydenckich? Oczywiście, w regularnych odstępach. W przerwach między walką o przetrwanie, kosmicznymi bitwami i szukaniem ukrytych cylońskich agentów, oglądaliśmy po prostu „West Wing w kosmosie”.

Fot. Sci-Fi Universal

Battlestar Galactica: the Reimagined Series (Miniseries); prod. R.D. Moore, Sci-Fi Universal

Za to wszystko BSG dawało się lubić. Ale w pewnym momencie nawet mało uważny widz musiał zorientować się, że coś nie gra.

Deus ex machina?

Gaius Baltar co jakiś czas widzi Numer 6 w czerwonej sukience? Widocznie ma traumę po ataku, albo naprawdę jest szalonym naukowcem. Ten sam Baltar trafnie wskazuje lokalizację zbiorników z tylium (Hand of God)? Miał szczęście. I tak dalej, i tak dalej…  Przez cały pierwszy sezon i spory kawałek drugiego można było oglądać wątki religijne w BSG, ale ich nie widzieć. Napięcie między politeistyczną religią kolonistów a monoteistyczną religią Cylonów, obecność kapłanów i świętych ksiąg, status Galactiki jako arki: wszystkie można było traktować jako ozdobniki albo nieszkodliwe nawiązania. Do czasu.

Wszystkie lampki i klaksony alarmowe w zasadzie powinny uruchomić się mniej więcej w połowie drugiego sezonu, gdy na Kobolu udało się znaleźć grobowiec Ateny, a strzała Apolla uruchomiła projekcję Ziemi (Home. Part II)[2]. Okazuje się, że Ziemia istnieje, natchnione pisma Pytii zawierają przynajmniej ziarno prawdy, a „sprawy boskiej” nie uda się tak łatwo zamieść pod dywan. Dla wielu widzów czarę goryczy przelało dopiero zmartwychwstanie Starbuck (Crossroads, czyli ostatni odcinek trzeciego sezonu). Inni stracili cierpliwość patrząc, jak wskrzeszona Starbuck maluje obrazy i próbuje znaleźć Ziemię (The Road Less Traveled i Faith w czwartym sezonie). Szczytem szczytów okazał się jednak finał (Daybreak), w którym dowiedzieliśmy się, że to wszystko było od początku zaplanowane przez boga, a „wirtualni” Numer 6 i Baltar byli jego aniołami. Zakończeniu nie szczędzono krytyki, w tym zarzutu z najwyższej półki, czyli oskarżenia o zastosowanie deus ex machina[3].

Guzik prawda.

Wpływ sił nadprzyrodzonych na historię przedstawianą w BSG widać na kilku płaszczyznach. Po pierwsze, widzimy Gaiusa Baltara jako narzędzie w rękach boga. Po drugie, Starbuck realizuje swoje przeznaczenie. Po trzecie, widzimy ewidentne przypadki „palca bożego”. Wreszcie, narodziny Hery umożliwiające nowy początek ludzi i Cylonów na Ziemi (tej Ziemi[4]). Każdy z tych wątków rozwijał się już w pierwszym sezonie.

Gaius Baltar jako agent w rękach boga? Przecież o tej roli dowiaduje się już w pierwszym odcinku (33)! „Bóg ma wobec ciebie plan” – obwieszcza Numer 6 Baltarowi, zanim ten zdążył wyjść z szoku po apokalipsie, którą sam sprowadził na swój gatunek. „Bóg nie opowiada się po żadnej ze stron. Chce tylko twojej miłości” – słyszy Baltar-jeszcze-sceptyk kilka odcinków później (Hand of God). „Jesteś obrońcą nowego pokolenia bożych dzieci” – dowiaduje się w trakcie zesłanej mu wizji opery na Kobolu (Kobol’s Last Gleaming). A to tylko pierwszy sezon. W drugim sezonie Numer 6 stwierdza – zupełnie zgodnie z prawdą, jak się ostatecznie dowiemy – że jest aniołem zesłanym przez boga, by chronić Baltara (Home. Part II). Trudno o bardziej jednoznaczny komunikat. Kiedy w ostatnich minutach finałowego odcinka Baltar tłumaczy Cavilowi znaczenie boskiego planu, w istocie powtarza credo, które wpajano mu od samego początku.

Fot. Sci-Fi Universal

Battlestar Galactica: the Reimagined Series (Home. Part II); prod. R.D. Moore, Sci-Fi Universal

Z przeznaczeniem Starbuck sprawy mają się nieco inaczej. Pierwszy i drugi sezon dają nam tylko urywki, pojedyncze sugestie. Starbuck słyszy od Leobena wykład o bogu i o swoim przeznaczeniu (Flesh and Bone), ale Leoben to tylko torturowany Cylon, w dodatku ewidentnie skłonny do manipulacji. Widzimy mandalę namalowaną na ścianie mieszkania Starbuck, ale trudno traktować ją jako coś więcej niż nietypową dekorację (The Valley of Darkness). Dopiero od niespodziewanej rezurekcji (Crossroads) możemy z pewnością stwierdzić, że coś jest na rzeczy, a opowieści o przeznaczeniu nie były czczym gadaniem. Krytykom nie można więc odmówić racji o tyle, że dopiero czwarty sezon rozwinął wątek tajemniczej nadprzyrodzonej roli Starbuck. Ale umówmy się, przynajmniej od drugiej połowy trzeciego sezonu powinniśmy się czuć ostrzeżeni (Maelstrom).

Fot. Sci-Fi Universal

Battlestar Galactica: the Reimagined Series (Crossroads); prod. R.D. Moore, Sci-Fi Universal

O ile w przypadku przeznaczenia Starbuck można zarzucać serialowi przynajmniej „spóźnione” wyeksponowanie wątku, o tyle doszukiwanie się efektów boskich interwencji dopiero w ostatnim odcinku i opisywanie ich w kategoriach deus ex machina to czysta paranoja. Prezydent Laura Roslin wydaje rozkaz zniszczenia statku „Olympic Carrier” sekundy po tym, kiedy Gaius Baltar ogłasza swój żal za grzechy (33). Porucznik Gaeta wykrywa fałszerstwo dowodów mających świadczyć przeciwko Baltarowi chwilę po tym, kiedy Baltar w swojej celi pogrąża się w modlitwie i wyznaje wiarę w jednego boga (Six Degrees of Separation). Niedługo później bóg wskazuje mu miejsce, w którym trzeba zaatakować Cylonów (Hand of God). Ponownie: to tylko pierwszy sezon. W kolejnych też nie brakuje nadprzyrodzonych zdarzeń – przypomnijmy sobie choćby „przypadkowe” znalezienie planety przez Racetrack (Lay Down Your Burdens. Part I) i gwiazdę-nową, która wybucha na oczach kolonistów i uruchamia świątynię (Rapture). Przypadek? Nie sądzę.

Fot. Sci-Fi Universal

Battlestar Galactica: the Reimagined Series (Six Degrees of Separation); prod. R.D. Moore, Sci-Fi Universal

Nowy początek na Ziemi jako królik z kapelusza? Przecież w pierwszym odcinku pierwszego sezonu (33) Numer 6 zadaje Baltarowi pytanie, czy chciałby mieć dzieci, a w ostatnim odcinku tego samego sezonu oboje oglądają kołyskę, w której niebawem będzie leżeć Hera (Kobol’s Last Gleaming). W drugim i trzecim sezonie regularnie przypomina się nam o ostatecznym celu, zarówno o Ziemi jako takiej (wizja w grobowcu Ateny w Home. Part II, Ziemia pokazana na ekranie w Crossroads), jak i o znaczeniu Hery (regularne wizje pościgu za Herą w operze, jakich doznają Prezydent Roslin, Sharon i Numer 6). Byłoby katastrofą dla tego wątku, gdyby serial padł ofiarą strajku scenarzystów[5] i zakończył się w momencie znalezienia pierwotnej, zniszczonej Ziemi (Revelations), a nie tej „naszej, prawdziwej”.

Fot. Sci-Fi Universal

Battlestar Galactica: the Reimagined Series (Daybreak); prod. R.D. Moore, Sci-Fi Universal

Wszystko to już kiedyś było

Zarzucanie BSG bezzasadności wątków religijnych uważam za tak samo nieuprawnione, jak chwalenie tego serialu za nowatorstwo w tej mierze. Klasycy science fiction eksplorowali wątki religijne już w złotym wieku tego gatunku. Istotnym wątkiem Czy androidy marzą o elektrycznych owcach? Philipa K. Dicka (1968) były religijno-mistyczne doznania wyznawców merceryzmu. Leto Atryda jako tytułowy Bóg-imperator Diuny, obdarzony zdolnością widzenia przyszłości, sterował losami galaktyki (1981), a jego ojciec Paul osiągał półboski status już w Diunie (1965).

Najciekawsze przykłady pochodzą jednak jeszcze z lat 50. XX wieku. W Końcu dzieciństwa Arthura C. Clarke’a (1953) widzimy demonopodobne stwory sterujące ludzkością w imieniu bezcielesnych, quasi-boskich istot. Ten sam Clarke dwa lata później ogłosił krótkie opowiadanie The Star, w którym jezuita z watykańskiego obserwatorium astronomicznego, będący członkiem międzygwiezdnej wyprawy, odkrywa straszną prawdę: obca cywilizacja, której ruiny znaleziono na pozasłonecznej planecie, padła ofiarą eksplozji gwiazdy widocznej na ziemskim niebie w chwili narodzin Chrystusa. Z kolei w opowiadaniu The Last Question Isaaca Asimova (również 1955) najdoskonalszy komputer, tuż przed cieplną śmiercią wszechświata, odkrywa odpowiedź na pytanie o możliwość powstrzymania entropii i postanawia udzielić jej przez demonstrację, mówiąc: „Niech stanie się światłość”.

BSG wpisuje się zatem w całkiem szacowną tradycję.

[1] http://en.battlestarwiki.org/wiki/Naturalistic_science_fiction

[2] Uczciwie przyznam, że wtedy zapaliły się moje.

[3]Ktoś chyba ominął kurs podstaw pisania, na którym uczą o tym, że deus ex machina to beznadziejny sposób na zakończenie” – napisał nie kto inny, ale George R. R. Martin.

[4] Nie mylić z tamtą, radioaktywną i spaloną.

[5]Strajk trwał w latach 2007–2008. Kilkanaście seriali przerwano z jego powodu, a kilkadziesiąt miało skrócone sezony (np. szósty sezon Family Guy stracił blisko połowę odcinków).

Teodor Mistgabelman

Jest prawnikiem, ale próbuje z tym żyć. Ma żonę, dziecko, rybki i teleskop.