Doctor Who Symphonic Spectacular!

Doctor Who Symphonic Spectacular!

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Nie da się ukryć, że muzyka filmowa jest jednym z moich ulubionych gatunków muzyki w ogóle. To wszystko bez wątpienia wina Johna Williamsa, a później było już tylko gorzej. Dosyć często zdarza mi się zatem zapomnieć już o filmie lub serialu, jednak słuchać od czasu do czasu soundtracka, a jeśli w trakcie oglądanej przygody zasłyszę coś ciekawego, tym gorzej dla mnie. Czepia się i zostaje na zawsze.

Fot. Cathia

Fot. Cathia

Jedną z takich ścieżek dźwiękowych jest bez wątpienia ta napisana do nowego Doctora Who, autorstwa Murraya Golda. Choć sam wiodący temat został raptem poddany pewnej kosmetyce (świetny artykuł o ewolucji czołówki znajdziecie tutaj), tak niemal wszystkie główne utwory danych sezonów mocno trzymają się mojej mp3 (na czele z I’m the Doctor). Nic zatem dziwnego, że kiedy przyjaciółka zapytała, czy bym się nie wybrała na Doctor Who Symphonic Spectacular, za skromne 25 funtów, odpowiedź mogła być tylko jedna. Na tani bilet do Londynu zawsze się zarobi (w końcu tanią linią lotniczą okazał się LOT, a bagaż podręczny mieści zaskakująco wiele).

Oczywiście, nasze bilety po 25 funtów to miejscówka nie z gatunku tych najlepszych (nie pytajcie, ile kosztowały te najlepsze), ale widok był naprawdę przyzwoity, natomiast SSE Wembley Arena do koncertów jest więcej niż przystosowana. Problem pojawia się, jeśli pacjent cierpi na lęk wysokości, bo co jak co, ale stromo to tam naprawdę było.

Tłumy dzikie! W dodatku bardzo zróżnicowane wiekowo. Oczywiście, całe mnóstwo dzieciaków radośnie wymachiwało sonicznymi śrubokrętami i batutami z TARDIS na końcu, jednak kolejne rzędy zapełniały osoby w wieku od nastoletniego po 60, 70 i wszyscy bawili się równie cudnie. Przy okazji mogłam się napatrzyć na wybór koszulek doktorowych, bo pomijając te sprzedawane na miejscu, chyba nie było dwóch takich samych (łącznie z tym, że na kimś wypatrzyłam nową koszulkę jaredowo/jensenową Moose and Squirrel Always Keep Fighting). Mój Doctor Pooh robił wielką furorę, mam nadzieję, że OtherTees jeszcze będzie ją kiedyś miał, bo dużo osób się zapaliło do regularnego sprawdzania strony. Było też całkiem sporo cosplayerów, niektórzy naprawdę rewelacyjni!

Fot. Cathia

Fot. Cathia

Tradycją już jest, że kolejne koncerty są prowadzone przez aktorów związanych z serialem i choć poprzednio był to Mark Sheppard (nie tym razem, chlip chlip), i tak nie byłam specjalnie pokrzywdzona, ponieważ tę odsłonę poprowadził Peter Davison, czyli nie kto inny jak Piąty Doktor. I to poprowadził w znakomitym stylu! Dyżurnym żartem stały się jego stosunki z Colinem Bakerem, który miał jakoby czyhać na robotę prowadzącego i czekać w pogotowiu, jeśli Peter by się nie sprawdził.

“And so Colin texted me: Break a leg. You know, it’s like a theatrical expression of good luck. But then he added: I mean – really break a leg.”

Absolutnie cudowna była interakcja Petera z dyrygentem, Benem Fosterem, który równie radośnie uczestniczył w komedii gagów i żartów, a w momencie kiedy Davison wyciągnął z TARDIS swoją marynarkę i wręczył ją dyrygentowi, sala płakała nie tylko ze śmiechu.

Autor scenariusza koncertu musiał się w ogóle nieźle bawić i być zagorzałym fanem. Tematem przewodnim miały być potwory i choć kolejne utwory nie były w większości z nimi związane, tak w odpowiednich momentach na scenę i na widownię wkraczali kolejni przeciwnicy Doktora, przy czym największe wrażenie robiła Mumia z Mummy on the Orient Express, która usiłowała pomiziać niektórych widzów po ramieniu. Absolutnie cudowne były Daleki, które najpierw próbowały eksterminować wszystkich zgromadzonych, później otoczyły Bena Fostera i zagroziły mu, że jeśli nie zagra natychmiast Evolution of the Daleks, cała historia może skończyć się nieciekawie. Oczywiście, tylko głupiec zlekceważyłby żądania Daleków! Oprócz Mumii i Daleków mogliśmy podziwiać też chociażby Ood, Cybermenów i the Silence.

Fot. Cathia

Fot. Cathia

Sam jednak Ben Foster i Peter Davison nie byliby w stanie wyczarować tego, co stanowiło esencję wydarzenia: muzyki. Za to odpowiedzialni byli BBC National Orchestra i Chorus of Wales, z absolutnie powalającą solistką, Elin Manahan Thomas. Pozwólcie mi tylko powiedzieć, że bardzo żałuję, iż nie było mnie stać na płytę z muzyką z koncertu – było to naprawdę cudowne przeżycie.

Nie dane mi było jednak choćby zamknąć oczu i rozkoszować się dźwiękami, jako że równocześnie na ekranach wyświetlały się klipy z doskonale zmontowanymi scenami z konkretnych odcinków (nawet sezon 8 wyglądał na tych filmikach naprawdę nieźle!). Żeby podkręcić atmosferę, umiejętnie posłużono się reflektorami – jeśli na ekranach bohaterowie byli przykładowo skąpani w niebieskim świetle, podobne zalewało widownię.

Wśród utworów znajdowały się takie kawałki jak A Good Man?, The Companions, Last Christmas Suite czy The Impossible Girl, jednak na mnie największe wrażenie wywarły The Pandorica Suite oraz Abigail’s Song, które zresztą stanowią moje ulubione fragmenty doktorowej ścieżki dźwiękowej. Nie wstydzę się przyznać, że przy Abigail’s Song (która w wykonaniu Thomas brzmiała zdecydowanie lepiej niż w przypadku Katherine Jenkins) popłynęły mi łezki, ale tak już mam akurat z tym Christmas specialem. Jest po prostu w mojej opinii najlepszy i mogę go oglądać tysiące razy.

Cały koncert był punktem kulminacyjnym mojej londyńskiej wizyty i muszę powiedzieć, że nie spodziewałam się, że będzie aż takim przeżyciem. Lubię Doktora, choć jak to się mówi – bez szału, jednak wykonanie i ogólna atmosfera były naprawdę niesamowite. To, że przy okazji spotkałyśmy koleżankę z naszego międzynarodowego teamu gishowego, stanowiło tylko wisienkę na torcie. Chcę więcej!!!

Fot. Cathia

Fot. Cathia

Co: Koncert Doctor Who Symphonic Spectacular
Gdzie: SEE Wembley Arena, Londyn
Kiedy: 23 maja 2015 r.
Wpis ukazał się po raz pierwszy na blogu: rozdrozacathii.blogspot.com

Cathia

Mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.