Po Drugiej Stronie Lustra (Jonathan Strange & Mr Norrell)

Po Drugiej Stronie Lustra (Jonathan Strange & Mr Norrell)

Artykuł zawiera umiarkowane (czyli w angielskim stylu) spoilery.

Pirjo: Ani się obejrzeliśmy, a to już koniec przygód. Panowie Norrell i Strange zjednoczyli siły w ostatniej, morderczej walce. Skończyło się wysmakowane, starannie przygotowane widowisko, z odcinkami, z których każdy miał swoją dynamikę i dramaturgię, swoje piękne kadry i sceny, oniryczne krajobrazy i błyskotliwe dialogi. Powiem Wam, że moim zdaniem poziom nie spadł ani na chwilę, i będę tęskniła. A Wy? Jakie wrażenia po obejrzeniu całości? Pozytywne, entuzjastyczne, czy może jednak pełne rezerwy i podszyte rozczarowaniem?

MrYoda: Ja, z powodu nawału obowiązków w tym miesiącu, byłem trochę do tyłu z serią, dzięki czemu ostatnie cztery odcinki oglądałem bingem. I muszę powiedzieć, że bardzo się cieszę, że tak wyszło. Przemyślenia spisuję na świeżo i ciągle czuję się mocno nabuzowany dawką emocji, którą mi dała seria. Piękne ujęcia, cudowne kostiumy, spójny scenariusz, dużo napięcia i momenty realnego wzruszenia. Zgadzam się, że poziom nie spadał ani na chwilę, nie tylko pojedyncze odcinki, ale całość była naprawdę dobrze dopracowana. Kolejne epizody przeprowadziły mnie przez stany od uprzejmego zainteresowania, przez zauroczenie klimatem i coraz większą fascynację, aż po ciche okrzyki zachwytu, zaciskanie zębów do bólu w napięciu i dreszcze. Serial pozostawił mnie z uczuciem, znanym każdemu maniakowi dobrze opowiedzianych historii (czy to literacko czy filmowo) – uczuciem które najprościej nazwałbym „kacem fikcji”.

Fot. BBC

Fot. BBC

Karolina: Zgadzam się z przedmówcami. Według mnie też serial trzymał poziom, choć w sumie żałuję, że odcinków było tylko siedem, nie osiem – przez to część wątków z pod koniec książki zostało skróconych i pominiętych. Rozumiem konieczność cięć, ale cały serial był taki dobry, że obejrzałabym spokojnie jeszcze jeden odcinek, a materiału z oryginału by starczyło. Tęsknić nie będę, bo będę często wracać…

Pirjo: Porozmawiajmy o tytułowych bohaterach. Za największy sukces wersji serialowej uważam to, jak udało się ocieplić wizerunek magów, zwłaszcza antypatycznego literacko Norrella. W serialu stał się, gdzieś tak bliżej odcinków finałowych, moim ulubieńcem. Chwila, gdy w przekrzywionej peruce kurczowo tulił do serca książki, nie chcąc ich oddać, poświęcić księgozbioru dla dobra Sprawy – był momentem, który zdecydowanie przemówił mi do serca. Także jego rozpacz po odejściu Childermassa, i wcześniej, gdy tłumaczył się z przyjaźni z arystokratami, i gdy książkę byłego ucznia hołubił jako najlepsze dzieło o magii. Tak doskonale skomponowana postać! Wieloznaczna, prawdziwa, charakterystyczna. Mistrz! Strange za to od początku zdawał mi się blady, i nie przekonała mnie nawet jego finałowa przemiana w szaleńca i w potężnego czarodzieja ruszającego świat z posad – w imię miłości i zemsty. Owszem, empatyzowałam z nim, i rzecz jasna z zapałem śledziłam jego poczytania, ale w porównaniu z Norrellem, jak dla mnie, przegrywa. A Wy, co sądzicie o centralnej parze aktorów?

Karolina: Serial świetnie oddaje dwóch bohaterów i ich liczne złe i dobre strony. Różnią się w podejściu do magii, ale łączy ich pasja (i samotność bycia jedynymi magami); obaj są dumni i dość zadufani w sobie – choć w inny sposób. I Norrell, i Strange popełniają wiele błędów, ale Harnessowi (a wcześniej Clarke) świetnie udało się pokazać ich punkt widzenia i ich powody do takich a nie innych zachowań. Zgodzę się z Tobą, Norrell był chyba najsubtelniej zagrany – Eddie Marsan potrafił być zarówno wkurzająco arogancki, jak i tak biedny i smutny, że chciało się go przytulić, choć robił okropne rzeczy. W książce kibicowałam Strange’owi – tu raczej kibicowałam Arabelli i Lady Pole.

Fot. BBC

Fot. BBC

MrYoda: Zdradzę Wam – szokujący być może – sekret. Nie skończyłem jeszcze książki. Jestem obecnie między I tomem a II, ale do serialu podchodziłem nie znając tematu zupełnie. Wypowiadać się mogę więc jedynie na temat tego, co twórcy podali nam na ekranie, na temat ich wizji. Norrell na samym początku zyskał sobie moją sympatię, ale już po trzech odcinkach zacząłem postrzegać go jako postać negatywną. Nie potrafiłem zrozumieć jego uporu, „twardogłowia”, braku zaufania do swojego ucznia i arogancji. Pobudki Strange’a (miłość, chęć zrozumienia i fascynacja niezwykłością) przemawiały do mnie bardziej, niż walka o poważanie dla angielskiej magii… Zwłaszcza że dla osiągnięcia tego celu Norrell narobił sporo złego…

Odtrącił też Childermassa – jedyną osobę, która od samego początku aż do finałowego bałaganu działała dla jego dobra, nie mając własnych korzyści w perspektywie – ufając szujom jak Lascelles czy Drawlight. Dopiero ostatni odcinek zrehabilitował go w moich oczach. Zrozumiałem, że nie chodzi o arogancję, a o wstyd. Nie o zatwardziałość, a o strach. Nie o brak zaufania, a o prawdziwą przyjaźń. Dopiero na sam koniec mieliśmy realny wgląd w duszę Norrella, spadły maski. Strange całą serię nosił „duszę rozchełstaną” – jak się mawia nad Wołgą – więc łatwiej było mi czuć jego rozterki i cierpieć lub cieszyć się razem z nim. Ale uważam obie postaci za dobrze i wiarygodnie skonstruowane oraz zagrane.

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: Mówiliśmy już poprzednio o „angielskości”, ale nigdy dość podkreślania tego, jak oryginalna i różna od powszechnych, popkulturowych ujęć jest w Strange’u i Norrellu koncepcja magii. Powiązanie jej z patriotyzmem i patriotycznymi obowiązkami Anglika, z esencją bycia dżentelmenem, a tym samym z ideą moralności opartej o honorowy kod – bardzo mocno do mnie przemawia. Nie chodzi o to, co można osiągnąć magią, ale co wypada. Oprócz samej idei, filozofowania, dysput, ksiąg, utylitarnego i pragmatycznego charakteru magii bojowej, podoba mi się pokazanie świata faerie, bliższe obrazom znanym z Labiryntu z Davidem Bowie niż przaśnych, zamerykanizowanych, kiczowatych wizji świata elfów i wróżek. Mamy mrok, ruiny, wieże, milczący las i zaklętą, zamrożoną w czasie salę balową. Magia jest okrutna i bardzo daleka od brokatowo się mieniącego gwiezdnego pyłu. Podoba mi się też sposób w jaki zwizualizowano na ekranie oparte o moce żywiołów działania magiczne.

Lustra, odbicie w wodzie czy w deszczu, organiczny kontakt z ziemią i ogniem, emocja inicjująca działanie. Nie zabrakło też groteskowo-zabawnych drobiazgów, jak szkatułka z odciętym palcem czy iście bajkowe sporządzanie wywaru wywołującego szaleństwo. Wszystko to wpisuje się w trafną, lecz mocno nietypową wizję angielskości. Przynajmniej moim zdaniem. A co Wy myślicie na ten temat?

Fot. BBC

Fot. BBC

MrYoda: Magia jest rzeczywiście ciekawie zaprojektowana w świecie J. Strange’a i G. Norrella. Podoba mi się też to, że obaj panowie reprezentują w pewien sposób jej dwoistość – pierwszy jest Dzikim Magiem, który nie wie czasem sam do końca co – i jak – robi, magia po prostu się w nim dzieje; drugi zaś to Uczony, dla którego podstawą są księgi, wiedza spisana, metody już opracowane przez innych uczonych, granie według zasad. Nie może być inaczej, skoro oni sami „są zaklęciem utkanym przez Kruczego Króla”. Jeśli chodzi o elfy, to za każdym razem, kiedy w filmie pojawiało się jakieś odniesienie do ich nieobliczalności i zagrożenia, jakie stanowią samym swoim istnieniem, przypominały mi się „Panowie i Damy” sir Terry’ego Pratchetta.

Elfy są groźne, okrutne i złe, tylko ludziom – z jakiegoś powodu – się coś pokręciło i myślą inaczej. Przy zawieraniu umów z nimi można się zawsze spodziewać bycia oszukanym. Niewłaściwie sformułowane życzenia, podpisy wymuszone podstępem, coś, co już masz, a czego się nie spodziewasz… Wszystkie te elementy, które przewijają się w dawnych baśniach. Pamiętaj: będąc w krainie Fay nie wolno Ci niczego jeść, a jeśli spróbujesz zabrać ze sobą choć garść złota – którego ogromne stosy leżą rozrzucone dosłownie wszędzie – zamienisz się w kamień… Wydaje mi się, że angielskość zawarta w serialu jest istotnie nietypowa, ale jeśli myślimy o Anglii Windosorów. Jeśli sięgniemy do dawnej Brytanii, poczujemy się tu jak w domu. Mówię tu o magii jak w Skarbach Brytanii Slaina, jak u Merlina Cornwella.

Karolina: Wracając do angielskości: zarówno książka, jak i serial odwracają rolę Północy i Południa. Zamiast pełnego poezji romantycznego Południa i racjonalnej, zimnej Północy mamy „przyziemne” i pozbawione magii Południe i Północ przepełnioną resztkami magii, Północ Kruczego Króla. Mamy też świetny konflikt pomiędzy „dawną” Anglią pełną magii, mroku i dzikiej natury, a wizją „cywilizowanej” Anglii, angielskiego honoru i angielskiej wyższości nad wszystkim (w tym nad naturą). Faeries są stałym elementem literatury i mitologii angielskiej – toż to te same złośliwe, szalone stworzenia występujące w Śnie nocy letniej. Będąc (w miarę) młodą anglistką aż piszczałam z radości, jak dwa podejścia do magii były cudownie osadzone w dwóch podejściach do angielskości. W książce (i, jak pisaliśmy ostatnio) w serialu widać nawiązania zarówno do dawnych legend i poezji romantycznej, jak i do szanowanych „rozsądnych” twórców dziewiętnastowiecznych takich jak Austen i Dickens.

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: Dokładnie tak – „racjonalna” magia nieodwołalnie podszyta jest dzikością i z tego źródła czerpie swoją moc – co wydaje się nie do zniesienia dla postępowych adeptów! Ale nie rozmawialiśmy jeszcze o drugiej połowie sezonu – czy tak ją sobie wyobrażaliście, czytając książkę? Czy Wenecja spełniła oczekiwania? A finałowa walka z białowłosym oponentem? Odczarowywanie Lady Poole i biednej Arabelli? Czy postacie, takie jak Flora i jej papa – zostały dobre obsadzone?

Karolina: Mówiąc o Wenecji – jestem bardzo dumna, że rozpoznałam, iż Wenecję grał zbudowany przez wenecjan chorwacki Trogir (zresztą wcielał się on już w Wenecję i południe Francji w piątym sezonie Doctora Who), który swoją drogą zwiedzałam wtedy, gdy czytałam książkę po raz pierwszy. Wracając do pytania. Jak już pisałam, zakończenie wydało mi się trochę zbyt przyspieszone, wątek wenecki został bardzo obcięty, a szkoda. Brakuje mi ciotki Flory, a choć Flora była dobrze przedstawiona, odnoszę wrażenie, że w serialu za mało ją znamy. W książce całą familię udało nam się poznać i polubić, Strange’a łączy z nimi wszystkimi (nawet z papą) znacznie bardziej zażyła i dłuższa przyjaźń. Gdybym nie czytała książki wydałoby mi się to lekko naciągane – dlaczego Strange, nawet pod wpływem napoju szaleństwa, miałby zaufać dopiero co poznanej dziewczynie w tak ważnej sprawie? Dlaczego ona chce mu pomóc? Dlaczego dystyngowany papa (który tu niestety jest dość karykaturalny) odzywa się do obszarpańca na ulicy? Biorąc jednak ograniczenia czasowe, uważam, że ładnie pozamykano wszystkie wątki.

Bardzo silną stroną serialu były Arabella i Lady Pole (świetnie obsadzone role!) i ich przyjaźń. Uwolnienie ich i rozpacz przedwcześnie oswobodzonej Lady Pole – bardzo ładnie zagrane. Bardzo mi się podobało stopniowe siwienie Strange’a i Lady Pole pod wpływem magii – i natychmiastowe zniknięcie siwizny po oswobodzeniu tej ostatniej.

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: No właśnie, żeby nakręcić spójny serial twórcy w kilku miejscach odeszli od książkowego oryginału, przetasowali zdarzenia, co nieco dodali, pewne wątki ucięli, albo naświetlili inaczej, niż to było w wersji pierwotnej. Karolino, jak podoba Ci się serial – w stosunku do książki – bo teraz, z perspektywy całości łatwiej jest ocenić, jak ta całość wypada, i czy się broni? No i co jest lepsze – serial czy książka?

Karolina: Oczywiście książka ma dużą przewagę – w serialu nie dało się pokazać cudownych przypisów i oddać pokładów intertekstualności. Jednak serial jest bardzo dobrą i godną ekranizacją pierwowzoru. Oczywiście, wiele rzeczy inaczej sobie wyobrażałam, trochę brakowało mi magicznych lasów pokrytych bluszczem, już ubolewałam nad przycięciem wątku weneckiego, jednak nie zmienia to faktu, że jest to świetna adaptacja. Pewne przemieszanie i wcześniejsze pokazanie niektórych wątków uważam za bardzo dobre posunięcie.

W książce Strange’a poznajemy stosunkowo późno, ale ma ona ponad tysiąc stron i w końcu poznajemy go bardzo dobrze. Tu poznajemy go wcześniej. W serialu wprowadzenie głównego bohatera tak późno by nie wypaliło, a tak to od razu mogliśmy ich zestawić i porównać.

Pirjo: Nie wiem, jak Wy to widzicie, ale ja dostrzegam w sposobie, w jaki sfilmowano serial tak dużo uroku, piękna, staranności i stylu, że nie mam wątpliwości, iż do serialu będę wracać, a także, że warto go polecać. I że się nie zestarzeje, stanie się klasykiem gatunku. No właśnie, zakończenie serialu jest niewątpliwie „otwarte”. Co o tym myślicie? Będzie dalsza część?

Fot. BBC

Fot. BBC

MrYoda: Podsumowując jednym zdaniem: serial trafia do mojej Top10.

Podsumowując trochę obszerniej: Ja też będę wracał do niego i polecał każdemu, kto tylko zechce słuchać. Do oglądania zwabiły mnie dwa hasła: XIX-wieczna Anglia i magia. Serial nie zawiódł żadnych oczekiwań, bawiłem się świetnie oglądając i z przejęciem śledziłem przygody obu magików, naprawdę trzymając kciuki za nich oraz za Stephena, Lady Pole, Childermassa, pana Segundusa, a nawet Vinculusa (chociaż temu ostatniemu akurat zupełnie nie było to potrzebne). Zakończenie pozwalałoby rzeczywiście pójść z historią dalej, ale uważam, że nie należy. Jest to piękna i spójna całość, którą można po prostu oprawić w ramkę i zachwycać się nią przez najbliższe lata (Choć mały głosik gdzieś w mojej głowie płacze, gdy piszę te słowa i przez łzy powtarza „Więcej! To nie może być koniec” oraz „Jonathan MUSI jakoś wrócić do Arabelli, bo się zapłaczę”…).

Karolina: Zgadzam się z przedmówcą. Serial świetnie rozwinął wszystkie postacie, nie tylko dwóch tytułowych bohaterów i na pewno będę do niego wracać. Jest też bardzo przyjemny dla oka… Część mnie marzy, by Clarke napisała sequel a Peter Harkness przeniósł go na ekran, jednak wątpię, by wyszło tak dobrze. Lepiej mieć pięknie otwarte zakończenie, które każdy może sobie domknąć w głowie.

Pirjo: Innymi słowy: gorąco polecamy. To jeden z najlepszych seriali tego roku. Polecamy obejrzeć i ustawić na półce, pod ręką, żeby było łatwo i wygodnie wracać do przygód angielskich magów zawsze, gdy tylko nas najdzie ochota przeskoczyć na Drugą Stronę Lustra!

Fot. BBC

Fot. BBC

Jonathan Strange & Mr Norrell
BBC 2015-

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Karolina Rybicka
Jako Rybka tworzy pół duetu odpowiedzialnego za bzdury na http://dobryfilmzlyfilm.wordpress.com/. Trochę tłumaczy, chociażby co to jest to dziwne coś, co właściwie studiuje. Uwielbia seriale BBC (zwłaszcza kostiumowe) i literaturę dziecięcą. Fascynują ją modernizacje klasyki literatury. Zajadle gra w Scrabble, lubi wracać do kochanych książek i filmów oraz bazgrać po sprzętach złotym pisakiem.

Maciej „Mr Yoda” Walasek
„Chłop z Mazur”, którego losy zagnały na południe. Człowiek, o którym powiedzieć można wiele, ale na pewno nie to, że jest nudny. Cierpi na wieczny brak czasu, chociaż sam nie wie, na co mu on ucieka. Czyta, ogląda, obserwuje, tłumaczy i dzieli się ze światem swoimi spostrzeżeniami – tym razem przez Pulpozaura.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)