Fot. ABC

Wędrówka bohatera (Legend of the Seeker, S01)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Pirjo: Legend of the Seeker – a w wersji polskiej Miecz prawdy – jest dokładnie tym, co zapowiada tytuł. To jeden z tych seriali, które ciężko nazwać wybitnymi, oryginalnymi czy epokowymi dziełami, a równocześnie oglądanie go jest dość przyjemne, sympatyczne i emocjonujące. Osadzony w stylistyce przygodowego fantasy skierowanego do całej rodziny (emitowany był między innymi na kanałach Disneya), osnuty na motywach powieści Terry’ego Goodkinda zadebiutował w 2008 roku. Pojawił się, nakręcono dwa sezony, nie miał zbyt dużej oglądalności, więc go skasowano.

A jednak grupa Autorek zebrała się ostatnio, by obejrzeć serial ponownie. Dlaczego? Co skłoniło Was do sięgnięcia po tę produkcję? Serial powstał kilka lat temu, i wydawało się, że nikt nie będzie za nim tęsknił… czy oglądałyście go wtedy na bieżąco? Wiedziałyście o jego istnieniu? A może dopiero teraz się z nim zapoznajecie? Czytałyście książki? Jaka jest historia Waszej przygody z Legend of the Seeker?

Oceansoul: O Legend of the Seeker słyszałam, kojarzyłam istnienie serialu i fakt, że jego pierwowzorem jest liczący zbyt wiele tomów, bym miała ochotę się przez nie przedzierać, cykl powieści fantasy, cieszących się raczej nieszczególnie dobrą opinią wśród fanów fantastyki. Odkładałam więc oglądanie na bliżej niesprecyzowaną przyszłość, kiedy będę potrzebować czegoś niedługiego i lekkiego.

I oto pewnego dnia, przy okazji wspominania Spartacusa, zaczęłyśmy rozmawiać z Myszą na temat produkcji, w których wystąpił Craig Parker (serialowy Darken Rahl) — i wydało się, że ciągle nie widziałam Legend of the Seeker. Od razu narodził się więc pomysł, by umówić się na (re)watch serialu. Więcej zachęt nie potrzebowałam!

Fot. ABC

Fot. ABC

Aeth: Faktycznie, pomysł rewatchu zrodził się od Spartacusa, którego omawiałyśmy razem z Myszą przy okazji mojego pierwszego „watchu”. Jako osoba, która swego czasu oglądała Legend of the Seeker na bieżąco nie mogłam się oczywiście nacieszyć, że w Spartacusie występuje Craig Parker – rozmowy jakoś naturalnie zeszły na Darken Rahla. Muszę jednak przyznać, że już wcześniej nosiłam się z myślą odświeżenia sobie Miecza Prawdy, prawdopodobnie ze względu na tęsknotę do przygodowego fantasy – w kontraście do politycznego stylu a’la Gra o tron, który zaczynał mnie już dosyć męczyć.

Pamiętam, że w trakcie oryginalnej emisji bardzo się tym serialem emocjonowałam (przeczytałam nawet 2,5 tomów książkowej serii zanim zniechęciłam się na dobre) i chciałam się przekonać, czy wciąż będę mieć do niego tak ciepły stosunek. Okazja trafiła się jak znalazł.

Mysza: Dziury w pamięci nie pozwalają mi dokładnie dojść do tego, skąd wiedziałam o serialu, ale podejrzewam, że zaczęłam go oglądać zachęcona entuzjastycznymi reakcjami znajomych z zagranicy, które oglądały serial w telewizji. Tak jak Aeth i Oceansoul, wychowałam się na kiczowatych serialach fantasy lat 90-tych typu Xena czy Hercules, więc momentami mocno niepoważna formuła serialu fantastyczno-familijnego jaką reprezentował sobą Miecz Prawdy bardzo mnie wówczas ujęła. Z kolei pomysł na (re)watch wziął się stąd, że mimo sympatii do produkcji, nigdy nie obejrzałam serialu w całości. I choć mam kiepską pamięć, wiem dokładnie dlaczego się tak stało. Otóż, proszę się nie śmiać, odcinek trzynasty pierwszej serii tak bardzo mnie poruszył i tak podkręcił moje obawy o dalsze losy bohaterów, że po prostu wyłączyłam go i nigdy więcej do serialu nie wróciłam.

Po latach przerwy stwierdziłam, że najwyższa pora naprawić swój błąd. Fakt, że jednocześnie mogłam na bieżąco omawiać serial z Aeth i Oceansoul (która oglądała po raz pierwszy) był dodatkowym bonusem.

Pirjo: Chciałabym poprosić, żebyście osobom, które nigdy nie słyszały o serialu, trochę go przybliżyły i zareklamowały, opowiedziały pokrótce, o co chodzi. O czym jest? Jakie wątki, aspekty, walory serialu zwracają uwagę?

Oceansoul: To dość typowa opowieść o Wybrańcu ― prawym, szlachetnym i skromnym młodzieńcu, który pewnego dnia dowiaduje się, że pisane jest mu wielkie przeznaczenie. Porzuca więc dotychczasowe życie, by wyruszyć na misję wraz z czarodziejem i Spowiedniczką, i zgodnie z przepowiednią pokonać Tego Złego (tu: Darken Rahla), chcącego zapanować nad całą krainą. Wszystko to, co dzieli pilota od finału, to po prostu podróż bohaterów przez kolejne miasteczka, wioski czy knieje, kolejne przygody, podczas których mogą pomóc uciśnionym i zadać cios poplecznikom Rahla. Chciałoby się powiedzieć, że na przestrzeni tych odcinków protagonista dorasta do swojej roli, akceptuje pisany mu los… ale w tym przypadku zupełnie nie odniosłam takiego wrażenia. Richard Cypher właściwie od samego początku nad wyraz dobrze odnajdywał się w swojej roli i to raczej on przekonywał inne postaci do tego, że warto ufać jego instynktowi Seekera. Całą produkcję można podsumować jako serial fantastyczno-przygodowy, z sympatycznymi bohaterami, karykaturalnym antagonistą, sporą dawką kiczu, ale równie dużymi pokładami uroku i humoru.

Fot. ABC

Fot. ABC

Aeth: Dokładnie, mamy tu proste, a przynajmniej mało skomplikowane ratowanie świata na zasadzie „od zera do bohatera”, a więc prawie standardową sesję heroicznego fantasy, gdzie podróżujemy w towarzystwie trójki (w drugim sezonie czwórki) postaci i rozwiązujemy piętrzące się w każdym odcinku problemy. W tym momencie warto zwrócić uwagę na to, że twórcą serialu jest Sam Raimi, a współprodukuje go razem m.in. z Robertem Tapertem – a to oczywiście dwójka odpowiedzialna za wielki sukces Xeny: Wojowniczej księżniczki.

Każdy, kto pamięta przygody Xeny i Gabrieli powinien od razu poczuć się w Legend of the Seeker jak w domu, bo mamy tu wiele wspólnych elementów: luźną atmosferę poprzetykaną okazjonalnymi dramatami, sporo slapstickowego humoru, dynamiczną akcję z wieloma zwrotami, plus oczywiście sympatycznych bohaterów powiązanych więzami przyjaźni. Nawet widoki będą wyglądać znajomo, bo serial także kręcony jest w Nowej Zelandii. Jednak w przeciwieństwie do Xeny – choć pod pewnymi względami również w podobieństwie – Legend of the Seeker momentami tak bardzo chce być doniosły i zmuszać nas do zastanowienia się nad morałami, że robi się karykaturalnie kiczowaty. Mało który problem wymaga poświęceń, mało które poświęcenie niesie za sobą konsekwencje, zasadniczo wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Ma to swój urok, jak wspomniała Oceansoul, ale w pewnym momentach naprawdę chciałoby się zamienić ze scenarzystami słówko albo dwa.

Mysza: Rzeczywiście, wyzwania stawiane przed bohaterami tylko pozornie toczą się o wysoką stawkę – w gruncie rzeczy każdy odcinek to historia sama w sobie, a wiszące nad postaciami zagrożenia nigdy nie urastają do rangi rzeczywistych problemów. Nawet obowiązkowe will they/won’t they, choć mnie osobiście rusza, wielu widzom wydaje się ograne. Niemniej, mimo kiczu i sztampy, trudno nie żywić do tych postaci dużej dozy sympatii. To jeden z tych seriali, które z dużym sukcesem można sobie włączyć w tle do jedzenia obiadu czy domowych obowiązków typu sprzątanie – nie wymaga całkowitego skupienia uwagi, a potrafi rozweselić mijające godziny.

Aeth wspomniała o Nowej Zelandii, więc myślę że warto dodać, iż plenery serialu są jedną z jego najmocniejszych stron – nawet jeśli w odcinku niewiele się dzieje, widoczki rzadko kiedy zawodzą. Poza tym, dzięki osobie Raimiego, serial stoi na bardzo przyzwoitym poziomie pod względem realizacji. Owszem, nadal są to tanie efekty specjalne, przerysowane kostiumy i kiczowate dekoracje, ale jest w tym wszystkim ogrom uroku i starań. Widać, że wszyscy pracujący przy produkcji chcieli stworzyć możliwe najlepszy serial, przy pomocy takich środków, jakie los im dał.

Od siebie dodam też aspekt nieco perwersyjny, dla którego być może warto po Legend of the Seeker sięgnąć – jak na zdawałoby się niewinny familijno-przygodowy serial fantasy, w Mieczu prawdy pojawia się sporo naprawdę brutalnych czy dwuznacznych scen. Serial bynajmniej nie epatuje krwią czy golizną, ale jak na lekki klimat produkcji, bywają w nim motywy (czy wręcz całe odcinki) które w interpretacji dorosłego widza wyglądają nieco mniej niewinnie niż można by to na pierwszy rzut oka podejrzewać.

Fot. ABC

Fot. ABC

Pirjo: Wędrówka bohatera jest tu pokazana w sposób podręcznikowy. Od mętnych przepowiedni, niezwykłych narodzin, obowiązkowej śmierci rodziny bohatera, niesamowitych wydarzeń towarzyszących jego wybraniu, przez wezwanie do działania, magicznych sojuszników, cudowną broń, kolejne questy, walkę przeciw tyranii i niesprawiedliwości, szlachetne czyny – po zmierzanie krok za krokiem i odcinek za odcinkiem w stronę Przeznaczenia. Czy schemat podany w skali jeden do jednego, skopiowany od Josepha Campbella bez żadnych dekonstrukcji czy kreatywnych twistów – nadal działa? Drużyna też jest bardzo klasyczna: bohater, wojownik, kapłanka i czarodziej. Czy nie miałyście wrażenia, że to wszystko jest trochę nudne? Szyte zbyt grubymi nićmi?

Oceansoul: Oczywiście, że szyte grubymi nićmi, ale na tym polega w dużej mierze urok tej produkcji. Absolutnie nie próbuje udawać, że jest czymś więcej niż do bólu klasyczną i bezpieczną realizacją typowego fantasy, które przypomina sesję papierowego RPG. Bohaterowie to reprezentacji tak swoich profesji, jak i charakterów rodem z podręcznika Mistrza Gry — jeśli więc na początku serialu ustalimy, że Richard zawsze jest prawy i ratuje każdą napotkaną sierotkę, to tak będzie przez cały sezon.

W przypadku motywów fabularnych można by grać w bingo; jest „Ten Zły”, który… jest zły, tak po prostu, wybija więc w pień całe wioski i zbiera kolejne części niezwykle ważnego magicznego artefaktu. Dobro i miłość zawsze znajdują drogę, a każdy, kto początkowo nie ufa intuicji protagonisty, do końca odcinka z pewnością zrozumie swój błąd. Są też obowiązkowe powiązania rodzinne między postaciami — równie obowiązkowo utrzymywane w tajemnicy. Nie chcę przez to powiedzieć, że serial nie potrafi zaskoczyć albo wykorzystać konwencji na swoją korzyść, by zaserwować widzom zabawny czy przewrotny odcinek; wręcz przeciwnie! Gdy Legend of the Seeker wychodzi poza typowe schematy, potrafi przykuć uwagę, rozbawić czy wzruszyć. Trzeba jednak wykazać trochę dobrej woli, by przymknąć oczy na fragmenty kiczowate czy sztampowe.

Aeth: Racja, bez dobrej woli tu się nie obejdzie. Niestety muszę przyznać, że dziś serial nie wzbudza we mnie takich samych emocji jak wcześniej. Poza konceptem wędrówki bardzo RPG-owej drużyny, który niezmiennie mi się tu podoba, Richard, sztampowo czysty i szlachetny bohater, obowiązkowo uparty i niedoświadczony, ale zawsze wychodzący zwycięsko, szybko zaczął mnie irytować. A to nie wszystko. Skala wydarzeń jest tu teoretycznie duża, bo ważą się losy świata, ale poszczególne odcinki skupiają się na dość małostkowych wydarzeniach. Ochrona jednej wioski, śledztwo w sprawie morderstwa, przechytrzenie rozpieszczonej dziesięciolatki – niektóre wątki trudno jest brać na poważnie, kiedy nie jest im nadana należyta waga. Tutaj wychodzi kolejna ważna cecha serialu: Legend of the Seeker jest bardzo, ale to bardzo swobodną adaptacją serii Terry’ego Goodkinda, znanej w końcu z nadmiernego dramatyzmu i przesadzonych pokładów przemocy, w tym seksualnej. Pomijając spłycenie fabuły w celu dopasowania jej do formuły serialu, wszelkie głębsze czy bardziej bolesne dla bohaterów kwestie w następnym odcinku zostają albo zmiecione pod dywan, albo znacząco, czasem wręcz nie do poznania, złagodzone.

Nie przeszkadzało mi to specjalnie, gdy oglądałam serial po raz pierwszy, ale problem z wyważeniem wątków jest w serialu bardzo widoczny. W odcinkach wyraźnie luźniejszych wszystko gra. W odcinkach wyraźnie dramatycznych są świetne emocje. Ale gdy odcinki próbują być zarówno zabawne, jak i poważne, pojawia się problem.

Mysza: Oczywiście należy zwrócić uwagę, że mówimy o serialu mimo wszystko już „niedzisiejszym” z perspektywy współczesnego widza. Obecnie produkcje telewizyjne zdołały nas dość mocno rozpieścić i rozpuścić – wymagamy więcej; chcemy żeby było lepiej, by czymś nas zaskoczyć. A gdy już dostajemy schemat, oczekujemy że zostanie on przewrotnie wykorzystany albo wywrócony o 180 stopni. Pod tym względem Legend of the Seeker nie jest właściwym serialem do oglądania – w 2008 roku taka nostalgia za sztampową formułą z lat 90-tych mogła jeszcze zadziałać (i zadziałała w pewnym stopniu, bo serial miał dwa sezony), ale w dzisiejszych czasach seriali taki jak Miecz prawdy raczej nikt długo by na ekranie nie wytrzymał. Spójrzmy chociażby na The Librarians, któremu wcale nie tak daleko do Miecza, biorąc pod uwagę, że pierwszy film o Bibliotekarzu powstał w 2004 roku i też bawił się klimatem lat 90. (w tym wypadku: bawił się motywem Indiany Jonesa).

Niemniej warto zauważyć, że w tym morzu nieoryginalności i znanych motywów tym mocniej wybijają się naprawdę dobre, interesujące odcinki, w których twórcy i bohaterowie rozpatrują nieco poważniejsze kwestie. Jednym z najlepszych odcinków pierwszego sezonu jest ten, w którym po kilkunastu przygodach z udziałem biednych wieśniaków i rebeliantów, którzy ochoczo pomagają Richardowi w walce z siłami Darken Rahla, po raz pierwszy przekonujemy się, że świat nie jest taki czarno-biały. Wojska Rahla nie są tymi kartonowymi „złymi” które niczym mięso armatnie idą bezmyślnie na rzeź, ginąc pod ciosami Richardowego miecza. Tak samo rebelianci stojący, zdawałoby się, po właściwej stronie konfliktu, nie zawsze są dobrzy, „bez skazy ni zmazy”. W serialu, który do tej pory dość swobodnie sobie pogrywał z dzieleniem świata na jednoznacznie-dobrych i jednoznacznie-złych, taki odcinek zapada w pamięć. Tak więc nawet w serialu średniej jakości da się znaleźć naprawdę fajne motywy.

Fot. ABC

Fot. ABC

Pirjo: Trudno nie zauważyć, zresztą już o tym wspominałyście, że ważnym elementem całości są postacie i związki między nimi, w które łatwo się zaangażować emocjonalnie. W samym sercu serialu leży zresztą „niemożliwy związek” między głównym bohaterem a jego spowiedniczką. Które postacie lubicie najbardziej, które relacje shippujcie, i co sprawia, że ten serial tak ładnie poddaje się fangirlowaniu?

Oceansoul: Mało który serial potrafi obudzić we mnie shipperkę, tak więc w przypadku Legend of the Seeker raczej nie mam w głowie listy par, którym bym kibicowała. Równocześnie szkoda mi było Richarda i Kahlan, którzy od samego początku mają się ku sobie, kuszą widza wizją swojego romansu przez cały sezon, ale przez zdecydowaną większość czasu pozostawiają odbiorców z ogromnym niedosytem. Mam miękkie serce, życzę im więc wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że w drugim sezonie uda im się być razem ― nie jest to jednak jedna z tych nielicznych serialowych relacji, które przeżywałabym na długo po zakończeniu oglądania.

Aeth: Za pierwszym oglądaniem bardzo mocno shippowałam Richarda i Kahlan, ale dziś widzę, że Richard nie dorasta Kahlan do pięt. Jeśli Kahlan jest dostojną, królewską kocicą, Richard jest małym rozbrykanym szczeniaczkiem. Serio, nie rozumiem, skąd ta dziewczyna ma do niego tyle cierpliwości, już nie mówiąc o uczuciach. W ogóle cały wątek ich zakazanej miłości wydaje mi się sztucznie rozdmuchany i zupełnie nie wart całego sezonu angstowania. Jak tylko mogę, staram się zapomnieć, że on tam jest – zdecydowanie bardziej wolę skupić się na relacji Zedda z wszystkimi. Stary czarodziej i jego niekończące się mądrości ubarwiają każdy odcinek. I wiem że rozmawiamy o pierwszym sezonie, ale dopiero w drugim pojawia się moja ulubiona postać, która w cudowny sposób ożywia dynamikę w drużynie.

Mysza: Ja już wcześniej przyznałam się, że za pierwszym razem wyjątkowo silnie przeżywałam związek Richarda i Kahlan. Z perspektywy czasu muszę przyznać rację Aeth – nie są to równorzędne postacie, choć bez problemu jestem w stanie uzasadnić (sobie w głowie) dlaczego Richard i Kahlan czują do siebie miętę. Oczywiście wiele zależy od wrażliwości i podejścia samego widza – osobiście, dość łatwo daję się złapać na haczyk nieszczęśliwych związków „bez przyszłości”. Zwłaszcza gdy tak jak w przypadku Richarda i Kahlan mamy motyw nieprzekraczalnej granicy – niebezpiecznej tym bardziej, że mogłaby się zakończyć fatalnym skutkiem. Ktokolwiek przeżywał związek Neda i Chuck w Pushing Daisies moim zdaniem odnajdzie elementy wspólne w relacji Richarda i Kahlan. Choć nie oszukujmy się – serialu Fullera nic tu nie przebije.

Fot. ABC

Fot. ABC

Pirjo: W serialu mamy też całą plejadę gwiazd, które pojawiają się w rolach epizodycznych, często jeszcze niezbyt znane, albo – co oczywiste – znacznie młodsze, niż teraz. Które cameos zrobiły na Was największe wrażenie w sezonie pierwszym?

Oceansoul: Fani Spartacusa zdecydowanie powinni sięgnąć po Legend of the Seeker ― takiej liczby aktorów pojawiającej się w dwóch różnych serialach nie widziałam już dawno. Mnie jednak najbardziej ucieszył gościnny występ Rose McIver w finałowym odcinku, aktorki znanej choćby z Once Upon A Time, Masters of Sex czy iZombie.

Aeth: Nie zapominaj o Power Rangers! Tak, Rose McIver grała Żółtą Rangerkę w serii Power Rangers RPM, która – podobnie jak większość pozostałych serii – kręcona jest w Nowej Zelandii. Zresztą nie tylko jak Power Rangers: wspominany Spartacus oraz Xena, łącznie z Herculesem, również wywodzą się z tamtych rejonów. W efekcie w Mieczu prawdy mogliśmy zobaczyć m.in. Michaela Hursta (starego dobrego Jolaosa) oraz Danielle Cormack (xenową Ephinię). Aktorów ze Spartacusa zostawię Myszy, bo wiem, że już zaciera rączki na tę myśl, za to dla mnie jedną z największych frajd podczas rewatchu jest rozpoznawanie aktorów z Power Rangers. Widziałam tu już aktualnego Czarnego Rangera z najnowszej serii, Dino Charge, mentora bohaterów z Jungle Fury ORAZ 2/3 jego trójosobowego zespołu, techniczną specjalistkę z SPD, całe mnóstwo postaci drugoplanowych; słowem nie ma tu odcinka bez znajomej twarzy. Pod tym względem Legend of the Seeker wygrywa na całej linii.

Mysza: W trakcie (re)watchu robiłam skrzętny research i jeśli nie pomyliłam się w obliczeniach, w każdym odcinku pierwszego sezonu Miecza Prawdy pojawia się przynajmniej jedna osoba – aktora, kaskader, etc. – która w późniejszych latach wystąpiła w serialu Spartacus. Najwyraźniej Nowa Zelandia pod tym względem przypomina Wielką Brytanię – mają sześciu aktorów na krzyż (

Widzieliśmy więc np. Aurelię, żonę Varro ze Spartacusa jako postać z przeszłości Richarda, czy zdradliwego kupca, Tulliusza. No i nie możemy zapomnieć o Craigu Parkerze, który w Legend of the Seeker wciela się w głównego złego, Darken Rahla, a w Spartacusie stworzył jedną z najbardziej znienawidzonych postaci – Gajusza Klaudiusza Glabera.

Jednak moim ulubionym cameo pozostanie Dean O’Gorman, czyli Fili z Hobbita Petera Jacksona. Ma niewielką, ale poruszającą rolę w odcinku siedemnastym (jednym z najlepszych w całym pierwszym sezonie).

Fot. ABC

Fot. ABC

Pirjo: W odcinkach, które miałam okazję widzieć, uroczo mieszają się ocierający się o kicz humor i pełna patosu stylistyka fantasy z przerysowaną, ale momentami autentycznie wzruszającą epickością. W trakcie jednego odcinka można mieć w oczach łzy, rechotać ze śmiechu i robić regularne facepalmy widząc, po jakie klisze i przegięte rozwiązania sięgnęli twórcy. A równocześnie serial ma w sobie dużo z „kina familijnego”, nie wzbudza kontrowersji, i przywołuje na myśl takie „heroiczne” tytuły znane nam z wcześniejszych dekad jak wspomniana przez Was Wojownicza Księżniczka Xena czy Hercules. Można go więc potraktować jak nostalgiczny hołd dla klasycznych produkcji telewizyjnych. Tylko czy to rzeczywiście hołd, czy może odgrzewane kotlety? Czy widzicie tu jakikolwiek dystans do przyjętej konwencji?

Oceansoul: Z tym niewzbudzaniem kontrowersji bym się nie zagalopowała, w serialu znalazło się sporo scen i wątków, które wcale nie sprawiają wrażenia familijnych. Rodziny przy niedzielnym obiedzie mogłyby być zaskoczone, zwłaszcza gdy na ekranie pojawiają się Mord-Sith. Również dystansu nie zabrakło, a odcinki stawiające na humor, wykorzystujące może i ograne, ale wciąż wywołujące uśmiech motywy, jak zamiana ciał czy podszywanie się pary oszustów pod głównych bohaterów, to bez wątpienia jedne z moich ulubionych fragmentów pierwszego sezonu. Duch Xeny i Herculesa jest w Legend of the Seeker silnie wyczuwalny ― ale wydaje mi się, że dla wielu osób z naszego pokolenia, które pamiętają odcinki tych seriali ze swojego dzieciństwa, będzie to zaletą, a nie wadą.

Aeth: Dla mnie Legend of the Seeker, bardziej niż próbą zekranizowania książek, był próbą przywrócenia przygodowego fantasy, właśnie typu Xeny i Herculesa, na mały ekran. Problem, wydaje mi się, leży w tym, że ówczesna widownia była już jednak gotowa na coś innego, szczególnie po Zagubionych i Battlestar Galactice. Pamiętam liczne głosy krytyki wytykające serialowi zbyt miałkie traktowanie tematu, czyli właśnie ową familijność. Z kolei wszelkie cięższe i mroczniejsze tematy – a niektóre są naprawdę cięższe i mroczniejsze – pasują do tej familijności jak pięść do nosa.

Mysza: Coś w tym jest – Miecz prawdy po prostu nie trafił w swoją niszę. Pojawił się albo za późno, albo zbyt wcześnie. Czemu „zbyt wcześnie”? Patrząc po entuzjazmie jaki wywołało pojawienie się The Librarians – podobnie bezwstydnie rozrywkowego, nieco sztampowego, ale urokliwego serialu – widać, że współczesna publiczność tęskni za tymi mniej skomplikowanymi czasami, gdy seriale nie wymagały pilnego oglądania i wielkiego skupienia. Czasem jest się fajnie odprężyć, pośmiać, popukać się w czoło, a jednocześnie dobrze bawić, wzruszyć czy dać się porwać. Fajnie jest móc się przywiązać do postaci, które nie są skończonymi sukinsynami albo antyspołecznymi geniuszami, których kocha się nienawidzić. Myślę, że jest wiele prawdy w tym, że seriale takie jak Legend of the Seeker żyją głównie dzięki nostalgii starszych pokoleń. W sumie byłabym ciekawa, czy za kilkanaście lat dzisiejsza młodzież będzie z takim samym wzruszeniem cofać się do seriali, które lecą obecnie? Czy nostalgia jest uniwersalna, czy po prostu seriale z lat 90. mają w sobie jakąś taką niepowtarzalną iskrę, która sprawia, że nawet po latach można je oglądać z uśmiechem i niemałą sympatią?

Pirjo: To trudne pytania. A teraz mam kolejne trudne: dlaczego w takim razie Miecz prawdy został skasowany? Co było nie tak? Czy jest coś, co byście zmieniły, gdybyście miały szansę odpowiadać za produkcję serialu?

Oceansoul: Wydaje mi się, że łatwiej będzie odpowiedzieć na to pytanie po sezonie drugim. Sezon pierwszy to dość zamknięta całość, wątki znajdują swój finał i teoretycznie, gdyby to w tym momencie zakończył się serial, można by to twórcom wybaczyć. Nie chcę zgadywać, co będzie dalej — ale może po prostu dwa sezony to dość czasu dla takiej formuły? Nie ukrywam, że mimo sympatii do produkcji raczej nie dałabym rady wytrwać przy tej konwencji przez dłużej niż dwa, może trzy sezony. Co bym zmieniła? Jeszcze większa zabawa konwencją i częstsze odchodzenie od schematów. No i niechby nasz Zły dostał jakieś motywacje, charakter, własny punkt widzenia, w końcu to antagoniści często budzą największą sympatię widzów!

Aeth: Z tego, co pamiętam z bieżącego oglądania, serial od samego początku trzymał się dość kiepsko w notowaniach oglądalności. Przez cały czas emisji utrzymywał się gdzieś na granicy skasowania, więc zamówienie drugiego sezonu wydawało się wtedy działaniem na zachętę. Wszyscy wiedzieli, że następnej szansy nie dostaną, więc wydarzenia zbliżały się do naturalnego końca. Nigdy nie widziałam finału, ale wiem, że serial dostał zamknięte zakończenie. Z kolei co bym zmieniła: scenarzystów! Mimo dobrych intencji i niezłego wykonania, przerobienie ciężkiej i brutalnej opowieści na familijną historyjkę fantasy jednak nie było według mnie dobrym pomysłem. Legend of the Seeker raz próbował być lekki, raz zawiły, raz poważny, i tak w kółko, jakby czas nie mógł zdecydować się, o czym tak naprawdę chce opowiedzieć. Myślę, że gdyby zdecydował się na jeden konkretny kierunek, poszło by mu znacznie lepiej.

Fot. ABC

Fot. ABC

Mysza: Nie wiem, czy w gruncie rzeczy wiele bym w Legend of the Seeker zmieniła. Owszem, jest sporo momentów czy wręcz całych motywów, które w miarę możliwości bym podrasowała. Ale wychodzę z założenia, że poza niechlubnymi wyjątkami (ekhm, Almost Human), seriale bardzo często kończą się nie bez powodu. Albo są zbyt słabe, albo nie trafiły w „swój czas”, albo po prostu nie znalazły swojej widowni. Takie gdybanie „co by było gdyby serial wyglądał inaczej” nie na wiele w tym wypadku się zdaje – tego nigdy się nie dowiemy, a i myślę, że gdyby Legend of the Seeker się drastycznie zmieniło, nie byłoby serialem do którego z tak ogromnym sentymentem chciałam wrócić.

Jeśli będę chciała poważniejszych wątków i cięższego klimatu, włączę sobie coś z Showtime albo HBO. Niech Miecz prawdy pozostanie uroczą, sympatyczną telewizyjną głupotką. W takiej formie mi osobiście odpowiada najbardziej.

Pirjo: Na koniec – jak oceniacie sezon pierwszy? Czy broni się jako całość? Czy będziecie kontynuować ten nostalgiczny re-watch?

Oceansoul: W obrębie wyznaczonych przez siebie ram jak najbardziej się broni. Drugi sezon z pewnością obejrzę, zwłaszcza jeśli utrzymamy formę (re)watchu i będziemy dzielić się opiniami o każdym odcinku — to bardzo motywuje do dalszego oglądania i sprawia, że cała przygoda z serialem jest o wiele bardziej ekscytująca.

Mysza: Skoro zabrnęliśmy tak daleko, nie wypada poddać się w pół drogi. Czy Richard zrezygnował ze swojego celu? Nie! I my też nie zrezygnujemy!

Pirjo: That’s the spirit! Szczęśliwej i emocjonującej drogi z Wybrańcem, dziewczyny!

Legend of the Seeker
fantasy
ABC, 2008-2010

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Agnieszka „Aeth” Jędrzejczyk
Geek. Gracz. Kobieta. Miesza science-fiction, fantasy i fantastykę z serialami, filmami i grami video, a do tego wiernie wielbi twórczość Jossa Whedona, Playstation i zombie. Ogląda niemal wszystkie seriale fantastyczne w ramówce (przeszłej, teraźniejszej i przyszłej) i już nawet nie pamięta, od jak dawna. Od ponad dwóch lat pisze za to z orbity na wiedzmanaorbicie.pl.

Mysza
Fangirl pełną gębą. Geek z przypadku. Nerdette z wyboru. Bezwstydnie dwujęzyczna. Uzależniona od seriali – regularnie ogląda ich ponad 70, a wciąż dochodzą nowe. Chora na słomiany zapał i krótki okres koncentracji, godny Golden Retrievera z ADHD. Leniwiec to jej sekretne zwierzę totemowe. Łatwo kochliwa fandomowo i aktorsko – najchętniej weszłaby w poliandryczny związek z połową mężczyzn (i kobiet) w Hollywood. Cierpi na zaawansowane „gustus eclecticus”, które pozwala jej pochłaniać całą popkulturę bez względu na jej domniemaną jakość. Swoje przemyślenia spisuje na blogu MyszaMovie.

Marta„Oceansoul” Najman
Wieloletnia fanka kultury w różnorakich jej odmianach, zafascynowana na równi steampunkiem, new weird i science fiction, jak i XIX-wieczną literaturą angielską czy powieściami historycznymi. Nałogowo czyta, ogląda filmy i seriale, a jak wystarczy czasu, to sięga po gry komputerowe i komiksy. Mniej lub bardziej regularnie bloguje na Oceansoul’s Blog.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)