Brzemię białego mężczyzny (Doctor Who, S05–08)

Brzemię białego mężczyzny (Doctor Who, S05–08)

… czyli Podróż Bohatera w wydaniu Stevena Moffata i czego się z niej dowiadujemy o współczesnej męskości

Tekst zawiera spoilery do sezonów 5–8.

Każdy twórca ma swoją obsesję, temat, który nieustannie drąży, ubierając go w różne maski, rozgrywając w swych opowieściach na różne sposoby. Dla Moffata jedną z takich obsesji jest bez wątpienia motyw macierzyństwa, kobiety poszukującej właściwego partnera i rodzącej dzieci. Temat ten był już analizowany wiele razy (np. Belle z Belle Watches Doctor Who napisała świetny post o Moffacie i wątku macierzyństwa). Ja jednak sądzę, że kryje się tutaj jeszcze jedna opowieść – wybrzmiewająca w większości odcinków Doktora Who autorstwa Moffata (a także w Sherlocku). Opowieść o Bohaterze.

1.

Na początku Bohater jawi nam się jako dobra postać – Doktor pomaga ludziom, ocala ich z opresji, zapobiega katastrofom. Wkrótce jednak pojawia się Antagonista – ktoś, kto rzuca cień wątpliwości na rolę Bohatera i każe się zastanowić, czy jego wpływ na świat rzeczywiście jest pozytywny. W sezonie piątym jest to sojusz wrogów Doktora, w szóstym Madame Kovarian, a w siódmym – Doktor Wojny: personifikacja wątpliwości Doktora co do jego własnej natury. Czasem do wywarcia większego nacisku Antagonista wykorzystuje przyjaciół bohatera (jak Madame Kovarian).

Ostatecznie Antagonista przekonuje Bohatera, aby ten poświęcił się dla większego dobra. W sezonie piątym pojawiają się szczeliny w kosmosie, które zamkną się dopiero wówczas, gdy Doktor zniknie w ich wnętrzu; w sezonie szóstym mamy stały punkt w czasie, który zagraża rozpadem czasoprzestrzeni, jeśli Doktor nie zginie. W sezonie siódmym, a konkretnie w Dniu Doktora, musi on poświęcić swoją rodzinną planetę i jej mieszkańców, a także zginąć metaforycznie – po raz kolejny podejmując decyzję, która w jego własnych oczach czyni go niegodnym miana „Doktora”.

Bohater jest gotów na poświęcenie i czasem faktycznie (lub przynajmniej pozornie) go dokonuje. Doktor znika w szczelinach/rzekomo umiera/ma wykorzystać Moment. Wszystko wydaje się stracone.

I w tym momencie pojawia się Towarzysz, zapewniający Bohatera, że jego dalsza egzystencja jest potrzebna albo nakłaniający go do zmiany zdania. Amy wzywa Doktora na swój ślub; River wysyła sygnał w kosmos i błaga Doktora, by nie umierał, pokazując mu, że kocha go cały wszechświat; Clara prosi go, by zachował się tak, jak na Doktora przystało, i ocalił swój lud.

Czasami interwencja Towarzysza rzeczywiście zmienia bieg wydarzeń, jak w sezonie piątym i siódmym; czasami, jak w sezonie szóstym, pełni bardziej symboliczną funkcję, jako że Bohater już podjął kroki, które zapewnią mu przetrwanie: w końcu kiedy River wygłasza swoją przemowę, Doktor jest już bezpiecznie ukryty w Teselekcie. To efekt uboczny starań Moffata, który stara się zszokować widzów nieoczekiwanymi zwrotami akcji i zaskoczyć ich nagłym cliffhangerem; trzeba jednak podkreślić, że z perspektywy widza sekwencja ta rozgrywa się zawsze w tej samej kolejności, a przemowa Towarzysza jest potwierdzeniem wartości Bohatera.

W takiej sytuacji Bohater może na nowo przyjąć swoją rolę: sprawić, że TARDIS pojawi się na przyjęciu weselnym, pomachać radośnie z wnętrza Teselecty, zniszczyć Daleków podbijających Gallifrey. A przygoda trwa dalej.

Il. Weronika (Wera) Grzywa

Il. Weronika (Wera) Grzywa

2.

W samej strukturze tej historii nie ma nic złego – jest to wszak po części stara opowieść o mesjaszu, z dodatkiem wątpliwości natury moralnej. Myślę nawet, że sposób, w jaki przedstawiono ją w sezonie piątym, jest całkiem dobry i momentami autentycznie porusza (kto nie otarł łezki, kiedy Doktor żegnał się z małą Amelią?). Ale nawet ta wersja ma swoje wady, a kolejnym nie udało się moim zdaniem utrzymać nawet tego standardu – Peter Capaldi trochę rzecz odświeżył, ale w ósmym sezonie znów dostaliśmy to samo: rozterki wyrażone metaforami żołnierza i Daleka (w odcinku Into the Dalek i niemal każdej interakcji z Dannym), kuszenie przez Missy, radość Bohatera porzucającego moralną odpowiedzialność za swoje czyny („I am not a good man! And I’m not a bad man. I am not a hero. I’m definitely not a president. And no, I’m not an officer. You know what I am? I am an idiot with a box and a screwdriver”). I tylko Clara, Towarzyszka zapewniająca Bohatera o jego wartości, zostaje odsunięta na bok, co jest o tyle ciekawe, że pod wieloma innymi względami jej rola w tym sezonie była znacznie ważniejsza.

Ale historia o Bohaterze cierpi nie tylko z powodu powtarzalności, dwie najważniejsze przyczyny tkwią o wiele głębiej: po pierwsze, poświęcenia można uniknąć albo je anulować, więc ostatecznie Doktor nie musi w żaden sposób płacić za swoje zwycięstwo; po drugie, twierdzenie, że jego działania mają zły wpływ na świat, nigdy nie wypada zbyt przekonująco. W sezonie piątym każe nam się przyjąć punkt widzenia różnych odwiecznych przeciwników Doktora, w tym Daleków, Cybermenów i Sontaran – ras, przeciwko którym (z tego, co wiem, a przyznaję, że moja wiedza nie jest pełna, bo oglądałem tylko nowe sezony) użycie siły przez Doktora było z reguły raczej uzasadnione. Z kolei retcon Władców Czasu w Dniu Doktora wymazuje zarówno to, co mogłoby stanowić ciekawą i zasadną motywację dla Madame Kovarian (chęć powstrzymania zgrai przepakowanych megalomanów przed rozpanoszeniem się po kosmosie), jak również wszelką moralną dwuznaczność decyzji Doktora, by zakończyć Wojnę Czasu.

Jak na ironię, niektóre z etycznie wątpliwych postępków Doktora, mogące potencjalnie wzbogacić tę opowieść, pozostają całkowicie niezbadane, co więcej: grożą jej obaleniem. Chodzi mi tu nie tylko o ocalenie Władców Czasu, które, jak już wspomniałem, zostało niezgrabnie zretconowane w dobrą rzecz, ale także o zabójstwo Silentów, które od samego początku było przedstawiane jako heroiczny czyn i którego nigdy Doktorowi nie wypominano – a w obliczu tego, czego dowiadujemy się o nich w Czasie Doktora, wydarzenie to staje się wyjątkowym przejawem okrucieństwa i przemienia Doktora w monstrum, któremu mimo to mamy kibicować.

3.

Zastanawiałem się przez jakiś czas nad implikacjami tej historii, która (co, mam nadzieję, udało mi się zademonstrować) nieustannie powraca w Doktorze Who za rządów Stevena Moffata. Sądzę, że można potraktować ją jako uzupełnienie tej o macierzyństwie, czyli opowieści o kobiecie (a przynajmniej o kobiecie z perspektywy Moffata). Historia Bohatera mówi o mężczyźnie i rozwija się następująco: dawno temu mężczyzna był Bohaterem – miał w ręku moc, a jego ciągłe wysiłki, by uratować świat, przynosiły mu miłość i podziw. Ale w pewnym momencie świat (czyli Inny, przedstawiony w zależności od sezonu jako potwory, z którymi mężczyzna walczył, bądź potężna kobieta) uznaje, że Bohater jest zły i powinien zniknąć. Mężczyzna – który w głębi duszy jest dobrą postacią – akceptuje ten los i postanawia, że – skoro wszyscy twierdzą, że tak będzie lepiej – poświęci się dla dobra świata. Wtedy jego istnienie i czyny znowu zostają docenione dzięki światu spersonifikowanemu w postaci bliskiej kobiety (zwróćcie uwagę, że to zawsze kobieta wzywa Doktora ze szczelin czasu i przestrzeni/błaga go, by się ocalił/prosi, by znalazł inne wyjście; nigdy nie był to Rory ani Danny czy jakakolwiek inna postać męska – Danny stanął wręcz po stronie Missy, wmawiając Doktorowi żołnierską naturę[1]) – tej, która zna go najbliżej – i dzięki przywróceniu pewności siebie Bohater może pozostać Bohaterem.

Kiedy spojrzeć na tę historię w takim świetle, staje się ona moim zdaniem odzwierciedleniem lęków współczesnych mężczyzn – obawy przed tym, że nie są już potrzebni ani chciani na świecie (sam Moffat ubolewał w jednym z wywiadów, że „to, co męskie, nie cieszy się żadnym szacunkiem”) – oraz ich nadziei na to, że mogą zostać ponownie zaakceptowani i przyjęci przez świat (oraz kobiety), ale – i to jest chyba najsmutniejsze – nie będą musieli przyznawać się do swych negatywnych cech i nikt nie będzie od nich wymagał, że się zmienią.

[1] Jedynym, co odróżnia Sherlockowy wariant tej historii od Doctorowego jest właśnie fakt, że i Towarzysz – czyli ten, który najlepiej ze wszystkich zna Bohatera, potrafi dostrzec dobro ukryte w jego duszy i jest mu całkowicie oddany – i Antagonista są mężczyznami. Ten fakt wspiera moim zdaniem wszelkie queerowe odczytania Sherlocka.
Powrót do tekstu

Tłumaczenie z angielskiego: Martyna Szczepaniak
Ilustracje: Weronika (Wera) Grzywa

Doctor Who
science fiction
BBC One, 1963–1989, 1996, 2005–

Artur Nowrot

Czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na blogu Wysznupane. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).