Jeden dzień w Cardiff (Doctor Who Experience)

Jeden dzień w Cardiff (Doctor Who Experience)

Dziś czeka nas podróż w czasie. Cofniemy się co prawda tylko o rok – do 21 maja 2014 roku – ale trafimy nieomal do innej epoki. Parę miesięcy wcześniej w Time of the Doctor pożegnaliśmy Matta Smitha, Peter Capaldi zaprezentował nam swoje brwi i kostium, ale nic ponad to. Wystawa Doctor Who Experience w Cardiff Bay ma przed rozpoczęciem nowego sezonu przejść renowację i dostosować się do nowego Doktora. Ale w tym dziwnym czasie „pomiędzy” przypomina muzeum. I tam właśnie się wybierzemy. Nasz wehikuł czasu szumi i trzeszczy, jak na tego typu maszynę przystało, dźwignie wznoszą się i opadają, wskaźniki wirują, rotory rotują, wszystko gra i buczy. A potem cichnie i kiedy drzwi się otwierają, jesteśmy w Cardiff.

Trafiliśmy do centrum (2,5 mili od celu – Doktor chybiał bardziej), więc czeka nas dłuższy spacer, choć i tu byłoby co robić: to tutaj znajduje się zamek i muzeum narodowe, wystawa Cardiff Story opowiadająca o historii miasta, nie wspominając już o pasażach handlowych, restauracjach, pubach czy lokalnym (niedużym w porównaniu z londyńskim) oddziale Forbidden Planet – miejscu miłym sercu każdego geeka.

Cardiff Doctor Who Experience

My jednak ruszymy szeroką aleją prosto do drugiego serca miasta, czyli Cardiff Bay. To tutaj znajduje się Millenium Centre, gdzie odbywają się rozmaite imprezy i koncerty, Senedd, siedziba walijskiego parlamentu, czy Mermaid Quay – centrum restauracyjne i klubowe. A także zajmujący centralne miejsce Roald Dahl Plass z charakterystycznym filarem rozpoznawalnym dla każdego, kto obejrzał choć kawałek Torchwood. Jeśli zaś na brzegu zatoki zejdziemy po niewielkich schodkach, to natrafimy na wejście do siedziby tej organizacji – zamienione w świątynkę poświęconą Ianto Jonesowi, dzielnemu obrońcy ludzkości.

Cardiff Doctor Who Experience

Nasz cel znajduje się jednak kawałek dalej, na jednym z ramion zatoki, tam, gdzie nad powierzchnią wody unosi się TARDIS; mijamy studio BBC, biały norweski kościółek, aż w końcu stajemy przed falistą tubą pawilonu Doctor Who Experience.

Możemy przystanąć na chwilę przed wielkim szyldem obwieszczającym, gdzie trafiliśmy, ale prawdziwe atrakcje czekają na nas w środku, więc nie zwlekajmy. Przy wejściu witają nas Bessie, Tricey i LEGO® Dalek, nieopodal w gablotach spoczywają znajomo wyglądające eksponaty. Możliwe także, że spotkamy postacie żywcem wyjęte z serialu – na przykład nastoletnią Osgood w szaliku Czwartego Doktora, z K-9 pod pachą.

Kupmy bilety – to wydatek kilkunastu funtów. Teren ekspozycji otwiera się co kilkanaście minut, wpuszczając kolejną grupkę chętnych. Akurat jedna z nich sunie slalomem między taśmami wytyczającymi kolejkę – już znika w ciemności za drzwiami. Będziemy musieli poczekać kilkanaście minut, ale czas ten możemy spędzić w znajdującej się tutaj kafejce.

Cardiff Doctor Who Experience

Nowa grupka zbiera się już po chwili. Dopijmy więc napoje i chodźmy. Drzwi się otwierają. Nasza kolej.

Wkraczamy w klimatyzowany mrok niepewnie, próbując uniknąć deptania i potrącania innych. Dziewczyna z obsługi prowadzi nas korytarzem do niedużej sali. Oczy powoli przyzwyczajają się do ciemności i zaczynają wydobywać z niej na wpół znajome, ale jeszcze tajemnicze kształty.

Kiedy rozbłyskują światła, jesteśmy na Starship UK, o czym informuje nas biblioteczny android. Mamy tylko chwilę, by rozejrzeć się po otoczeniu, bo zaraz na ścianie pojawia się nasz dobry znajomy: Doktor. Ma młodzieńczą twarz Matta Smitha z początków jego pobytu w TARDIS i potrzebuje naszej pomocy, ponieważ dał się zamknąć w Pandorice. Znowu. Na domiar złego nie ma w pobliżu plastikowego centuriona, więc tym razem to do nas należy wypuszczenie go z pudełka. Chyba każdy z nas marzył kiedyś o tym, że Doktor prosi go o pomoc?

Naszym celem jest dotarcie do TARDIS, ale zanim to nastąpi odwiedzimy jeszcze parę innych miejsc – Doktor prowadzi nas za pomocą transmisji wyświetlanych na ścianach, a wiadomo, jak u niego ze zdolnościami nawigacyjnymi. Najpierw stajemy więc oko w oko z Płaczącymi Aniołami, później przenosimy się na statek Daleków, które wyjeżdżają z wnęk i szybko nas otaczają. Jak zwykle jednak zamiast strzelać tylko stoją i krzyczą, więc Doktorowi udaje się wydostać nas stamtąd w jednym kawałku. No, w kilku, ale tych samych, w których się pojawiliśmy.

Cardiff Doctor Who Experience

Koniec końców trafiamy jednak do wnętrza TARDIS, co więcej: możemy ją pilotować. Jeśli tylko staniemy odpowiednio blisko konsoli, ma się rozumieć, ale tym razem nam się udało. Doktor uprościł nieco interfejs (być może spodziewając się gości?), operujemy bowiem tylko kilkoma wyraźnie oznaczonymi dźwigniami i przyciskami rozmieszczonymi wokół konsolety, ale podłoga się chybocze, więc chyba wszystko działa jak należy.

Daleki i Anioły przypuszczają ostatni atak, ale jest już za późno, bo za nimi otwiera się szczelina w czasie i przestrzeni. Zastanawiam się krótko, czy można patrzeć na nią gołym okiem – na szczęście mamy okulary 3D, więc raczej jesteśmy bezpieczni. Anioł sięga po nas dłonią, dalekowy laser wystrzeliwuje po raz ostatni, a potem szczelina ich zjada.

Cardiff Doctor Who Experience

Potwory pokonane, Doktor uratowany – a to wszystko w zaledwie pół odcinka! Możemy sobie pogratulować, a potem przejść do kolejnej, trwającej o wiele dłużej atrakcji. Oto bowiem otwiera się przed nami sezam: wielka hala wypełniona rekwizytami z całej długiej historii serialu. Zaczynamy od ustawionych rzędem manekinów przyobleczonych w stroje Doktorów, od Pierwszego do Jedenastego. Nieopodal znajdują się także kostiumy towarzyszy z nowej serii, od Rose do Clary. Osobne – honorowe – stanowisko zajmuje strój Matta Smitha z wyemitowanego w grudniu odcinka świątecznego.

A dalej? Dalej pozostaje nam już chyba tylko biegać od ściany do ściany z otwartymi ustami, ciągając się za rękawy i pokazując palcami. Patrz! Hełmy Cybermanów od początku ich istnienia, obszerna galeria potworów: Dalekowie, Ood, Płaczące Cherubinki, rybostwory z The Doctor’s Daughter, złowieszcze lalki z Night Terrors. Wszystko na wyciągnięcie ręki, i chociaż nie wolno dotykać, to stać i podziwiać – jak najbardziej.

Cardiff Doctor Who Experience

W rogu sali można zrobić sobie zdjęcie na zielonym ekranie, który potem zostanie podmieniony na przykład na wnętrze TARDIS. Taka pamiątka kosztowałaby nas jednak kilkanaście funtów, a zapewniam, że pieniądze będzie jeszcze na co wydawać. Lepiej chodźmy dalej, w końcu TARDIS stoi nieopodal, w dodatku w kilku odsłonach – jest tutaj i koralowe wnętrze z epoki Dziewiątego i Dziesiątego Doktora, i wersja klasyczna.

Kilka ciekawostek czeka również na zainteresowanych techniczną stroną serialu: makiety przedstawiające niektóre lokacje, krótki film poświęcony melodii z czołówki, możliwość nagrania krótkiej kwestii i przerobienia jej na głos Daleka lub Cybermana, a także wielce niepokojący odlew twarzy Matta Smitha użyty przy postarzaniu aktora w The Time of the Doctor.

Cardiff Doctor Who Experience

Wreszcie opuszczamy ciemną salę, mrugając na widok normalnego światła – i trafiamy na sklep z pamiątkami (jedyny, jak twierdzi strona internetowa, oficjalny fizyczny sklep z doktorowym merchem). To kolejne pomieszczenie, gdzie można spędzić mnóstwo czasu i – zostawić mnóstwo funtów. Czego tu nie ma! Od drobiazgów, takich jak pocztówki, przypinki czy breloczki, przez kubki, koszulki, szlafroki i szaliki, po książki, płyty ze słuchowiskami, wydania DVD czy nawet doktorową wersję Monopoly.

Obwieszeni torbami wynurzamy się wreszcie w holu. Kolejna grupa już czeka na otwarcie drzwi i wejście w czekającą za nimi ciemność. My wychodzimy na słońce. Wkrótce DWE przejdzie metamorfozę i razem z nami powita nowego Doktora, w dodatku rozszerzy swoją ofertę o spacer po Zatoce, wskazujący rozmaite lokacje, z których korzystano podczas kręcenia serialu. Być może trzeba więc będzie rozważyć kolejną wyprawę, tym razem w przyszłość. Póki co możemy jednak skoczyć na obiad w Mermaid Quay. Widać stamtąd całą zatokę, a także niebieską budkę unoszącą się nad falami.

Cardiff Doctor Who Experience

Przygotowanie zdjęć do publikacji: Karina Graj.
Autor tekstu pragnie wyrazić głęboką wdzięczność wobec University of East Anglia w Norwich, w szczególności zaś Travel and Expeditions Comittee, które umożliwiło mu wyjazd do Cardiff.

Artur Nowrot

Czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na blogu Wysznupane. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).