Fot. FX

Najgorzej! (You’re the Worst, S01)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Są wakacje, więc mam ochotę na oglądanie rzeczy lekkich, dobrych i niezobowiązujących, i takie Wam polecam. W tę kategorię idealnie wpisuje się serial stacji FX, którego drugi sezon ruszy już we wrześniu, a pierwszy, dziesięcioodcinkowy, można nadrobić w jedno popołudnie – odcinki mają raptem po dwadzieścia minut. To skromny rom com, autentycznie zabawny, świeży, jedyny w swoim rodzaju. Zainteresowałam się nim, gdy na tytuł trafiłam w kilku niezależnych od siebie zestawieniach „najbardziej niedocenianych seriali”. Bo przyznacie, nie jest to jakaś super sławna, głośna produkcja, o której się mówi i którą się masowo ogląda. Pewnie Wy także o niej nie słyszeliście?

Fot. FX

Fot. FX

O czym jest? Otóż jest to historia miłosna, ale bardzo specyficzna, bo sami bohaterowie nie należą do romantyków i do słodyczy tu daleko. Egocentryczny pisarz Jimmy (Chris Geere) podrywa na weselu byłej dziewczyny jej koleżankę, równie samolubną ekspertkę od PR-u, Gretchen (Aya Cash). Związek dwóch toksycznych osobowości mógłby być niewypałem, ale szybko okazuje się, że para dobrała się jak dwa przysłowiowe ziarenka w korcu maku czy dwie połówki (potencjalnie trującego, a już na pewno zgniłego) jabłka. Ich liczne podobieństwa, dystans do siebie i kąśliwe komentarze celnie wymierzone w banalną rzeczywistość szybko zaczynają nas bawić. Grupkę bohaterów uzupełnia jej przyjaciółka, uwięziona w nieszczęśliwym małżeństwie i zmagająca się z nadwagą Lindsay oraz jego były diler i współlokator Edgar, weteran wojny w Iraku, walczący z PTSD. W tle pojawiają się inne, zabawne postacie, takie jak grupa raperów, którymi opiekuje się Gretchen, byłe dziewczyny i chłopaki naszej pary, czy nastolatek z sąsiedztwa.

Fot. FX

Fot. FX

Serial trafnie wyważa proporcje między ostrym komentarzem rzeczywistości i brutalnymi żartami a snującą się pod spodem, poruszającą „komedią romantyczną”. Słowem, które mi tu najbardziej pasuje, jest „bezpretensjonalny”. Bo ten serial pozbawiony jest wad średnich sitcomów, wycinanych jak od sztancy i bazujących na ciągle tym samym zestawie obowiązkowych anegdot. Tutaj nigdy nie wiemy, dokąd poprowadzi nas opowieść, i jak w najlepszych serialach komediowych czujemy, że podane historie, problemy, mimo pozornej śmieszności są poważne. Atutem są główni bohaterowie, twarze niezbyt znane i nie opatrzone, osóbki ładne, ale niekoniecznie piękne, w jakimś sensie zwyczajne, takie jak my.

Grają też w sposób nie przesadzony, bez nużącej maniery. Większość efektu comic relief realizuje się przez, jak siebie sami gorzko nazywają, sidekicków, czyli wspomniany drugoplanowy duet, to oni są nieco przerysowani i łatwiej się z nich pośmiać.

Natomiast Jimmy i Gretchen to para jakich wiele. Rozczarowani poprzednimi związkami nie wierzą w „długo i szczęśliwie” i sami podważają każdy z romantycznych mitów, bojąc się zaangażować w coś nowego. Ich bronią przed emocjami jest ironia i swoista hipsterska poza – zresztą odcinek o hipsterach wydaje mi się jednym z najbardziej udanych, ma gorzką puentę o tym, jak ciężko jest być trendsetterem, wyszukiwać ciągle nowe, inspirujące miejsca i rzeczy, i jak mętna jest w swej istocie granica między oryginalnością a banałem.

Fot. FX

Fot. FX

Ona jest trochę wrażliwsza, nieco zazdrości koleżankom, on żyje we własnym świecie i ostentacyjnie nie zapamiętuje twarzy i imion osób, które nie mają dla niego znaczenia. Ale właśnie przez to, że bohaterowie poznają się poprzez ekshibicjonistycznie podane najgorsze cechy – tytułowe „you’re the worst!” – i dzięki temu, że są wobec siebie bezlitośnie szczerzy, ich związek ma zdrowe podstawy. O wiele zdrowsze niż pary, które obserwujemy wokół nich, udające przed sobą, uwikłane w kłamstewka i przemilczenia, maskujące szerokim uśmiechem poczucie beznadziei, niezadowolone ze swojego życia.

Związek Jimmy’ego i Gretchen jest dla całego towarzystwa „solą w oku”, bo po pierwsze nikt się go nie spodziewał, a po drugie nikt nie przypuszczał, że może się on okazać w gruncie rzeczy szczęśliwy, wspaniały, prawdziwy. A także dający partnerom wolność, swobodę bycia sobą – co w małżeństwach i związkach obserwowanych na ekranie zupełnie się nie udaje. Jimmy i Gretchen buntują się przeciw konwencjom, z trudem przychodzi im dojście do momentu w którym nazwą się nawzajem „chłopakiem” i „dziewczyną”, mrozi ich myśl o ślubie i dzieciach, bo zbyt dużo jest wokół nich relacji na pokaz, bez miłości i zrozumienia. Takich, których nie uratuje najlepszy robot kuchenny – żarciki z „poważnego” sprzętu, cementującego rodziny, są tu na porządku dziennym. Nawet prosta wydawałoby się decyzja o wymienieniu się kluczami do swoich mieszkań urasta do tego, by stać się metaplotem sezonu. Tematy epizodów, choć podane lekko i zabawnie, są poważne, prawdziwe i konkretne.

Fot. FX

Fot. FX

Jednym z najlepszych słodko-gorzkich odcinków jest ten, w którym miotana wyrzutami sumienia Lindsay poświęca jeden dzień na to, by… bliżej poznać swojego męża i jego zainteresowania. Można powiedzieć, że dla bohaterki jest to ostatnia szansa na ratowanie związku opartego, jak wiele zbyt prędko i w zbyt młodym wieku zawartych małżeństw, o niewłaściwe motywacje. Lindsay ze zdumieniem odkrywa, że wyśmiewany i pogardzany przez nią, także publicznie, Paul zajmuje się ciekawymi rzeczami, ma fajnych znajomych, fascynujące hobby, wiedzę, i dobrze się z nim spędza czas, ale niestety dziewczyna jest już w stanie uratować związku. Bliższe poznanie pogodnego, sympatycznego i stojącego zawsze po jej stronie Paula tylko utrudnia decyzję, którą ostatecznie podejmuje mąż.

Tu puenta dotyka kolejnej życiowej prawdy, wcale nie komediowej, o niedocenianiu tego, co się ma, niedostrzeganiu czegoś, co znajduje się na wyciągnięcie ręki, co jest nasze. Aż do momentu, gdy jest za późno i traci się wartość, której się nawet nie zauważało. Dopiero strata boli. A oglądanie tej utraty rani także nas, widzów. I zmusza do refleksji nad głębią czającą się w codziennych decyzjach, drobnostkach składających się na końcowy rezultat.

Fot. tumblr

Fot. tumblr

Podsumowując, jest lekko, ale nie jest głupio. I chyba właśnie tego spodziewam się po wakacyjnych serialach. A Wy?

You’re the Worst
sitcom
FX, 2014–

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.