Ania @ Zielone Wzgórze (Green Gables Fables, S01)

Ania @ Zielone Wzgórze (Green Gables Fables, S01)

Tekst nie zawiera spoilerów.

Karina: Uwielbiam wracać po kilka razy do tych samych opowieści. Niektóre historie są dla mnie tak ważne, że chcę je ciągle przeżywać na nowo. Lubię doświadczać ich w różnych formach: raz czytam książkę, innym razem słucham audiobooka, a jeszcze kiedy indziej… oglądam videobloga na ich podstawie. Lizzie Bennet Diaries i Emma Approved połknęłam w kilka dni. Ale kiedy usłyszałam o Green Gables Fables, adaptacji Ani z Zielonego Wzgórza, przez chwilę się zawahałam. Dla mnie Ania to też bufiaste rękawy, długie suknie i wysoko upięte włosy. Zupełnie nie mogłam zaakceptować Ani jako współczesnej nastolatki! Czy Ty też miałaś z tym problem, czy to tylko moja nieuświadomiona niechęć do współczesnej młodzieży?

Karolina: W moim przypadku był to nie tyle niepokój czy wątpliwości, a ciekawość. Dla mnie to było już kolejne zderzenie z adaptacją przenoszącą bohaterów literatury do liceum (wcześniej wpadłam w wir opisywanych przeze mnie w grudniu internetowych adaptacji Szekspira, nie mówiąc o przeuroczym Clueless, filmowej modernizacji Emmy Jane Austen), więc wiedziałam, że da się to DOBRZE zrobić. W przypadku Ani… jednak  też zastanawiałam się, czy to wypali. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do wspomnianych uwspółcześnień, w tym wypadku część bohaterów nie jest odmłodzonych, lecz wręcz dodano im z pięć lat, a różnica między jedenastolatką a szesnastolatką jest znacząca. Nawet nie chodzi o sam fizyczny wiek, ale o to, jak wypadnie egzaltowanie, marzycielstwo, rozgadanie i pewna naiwność głównej bohaterki – coś, co łatwo sobie wyobrazić u rozbrykanej jedenastolatki z początku książki, lecz może wyjść nienaturalnie u współczesnej szesnastolatki (ach, ta cyniczna współczesna młodzież :)). Jednak tutaj to jakoś nie razi – Mandy Harnon udaje się połączyć żywotność „małej” książkowej Ani z (co widać zwłaszcza pod koniec pierwszej serii) dojrzałością książkowej szesnastolatki, a jednocześnie ja przynajmniej „kupuję” ją jako współczesną licealistkę. A Ty? Czy na podstawie GGF udało Ci się przezwyciężyć nieuświadomione uprzedzenia do współczesnej młodzieży?

Karina: Muszę przyznać, że właśnie te początkowe odcinki oglądało mi się najtrudniej. Gadatliwość i egzaltacja czy wyszukane słowa, które są tak urocze u dzieci, są zwyczajnie irytujące u nastolatków. Na szczęście Ania jest nie tylko rozmarzoną trzpiotką. W poszczególnych odcinkach widzimy, że potrafi być lojalna, otwarta na innych. Do tego kolejne trafne uwspółcześnienia (slam poetycki! manicure!) pozwoliły mi oderwać się od dziewiętnastowiecznej wizji Ani.

Myślę, że twórczynie serialu w ogóle świetnie radzą sobie z portretowaniem współczesnej młodzieży. Nawet postaci, które na pierwszy rzut oka są karykaturalne, jak Ruby, Josie czy Jane, zyskują głębię dzięki temu, że mogą wypowiedzieć się same w swoim imieniu. Właśnie oddanie im głosu poprzez wprowadzenie innych vlogów niż kanał Ani to chyba mój ulubiony zabieg.

Karolina: Owszem. Poznanie całej „paczki” (z Gilbertem na czele) zarówno poprzez rozmowy na twitterze, jak i przez vlogi (ostatnio ukazały się jeszcze po dwa dodatkowe vlogi innych postaci) sprawiło, że naprawdę można uwierzyć, że postacie oparte na dziewiętnastowiecznych bohaterach to współcześni nastolatkowie. Jednocześnie adaptatorki zadbały o to, by byli oni bardzo podobni do pierwowzorów. Rzeczywiście, początkowe odcinki ogląda się najciężej – podczas kręcenia, ba, nawet w trakcie nadawania pierwszych sześciu odcinków zmieniła się trochę wizja twórczyń. Z początku chciały przyjaźń Ani i Diany pokazać jako przyjaźń internetową, rozmowy miały być pokazywane przez Skype’a, później zdecydowały się wprowadzić Dianę przed kamerę razem z Anią. Uważam, że było to bardzo dobre posunięcie, usprawniło proces filmowania i pozwoliło na zwiększenie wierności – dzięki temu mogłyśmy oglądać aferę z sokiem malinowym, która jest jedną z najbardziej znanych scen książki. Właśnie – jak oceniasz wierność tej modernizacji do oryginału?

Karina: Och, czasem mam poczucie, że adaptacja jest aż zbyt wierna! Kto z oglądających nie miał nadziei, że wątek Matthew zostanie poprowadzony inaczej niż w książce? Oczywiście to tak istotny element fabuły, że trudno byłoby go zmienić, ale związane z nim emocje pokazują, że potrafimy się przejąć ta historią, choć już ją przecież znamy. Natomiast wszystkie odstępstwa od oryginału (rozwinięcie postaci Jane, wprowadzenie Tristana, zbudowanie silniejszej więzi między Gilbertem i Fredem) oceniam tylko na plus – dzięki nim świat jest po prostu pełniejszy i bardziej spójny. Zmiany w chronologii (choroba Gilberta i zawarcie przyjaźni) zrealizowane zostały tak sprawnie, że nawet ich nie zauważam. No i bez tego nie mielibyśmy tych wspaniałych rozmów na Twitterze i wiersza Ogdena Nasha.

Cieszę się, że Ania i Diana wystepowały razem przed kamerą, a wątek rozmów internetowych wprowadzono tylko pobocznie w crossoverze z In Earnest. Zaskoczył mnie ten zabieg i w pierwszym momencie nie skojarzyłam, o co chodzi. Nadal mam w stosunku do niego trochę mieszane uczucia. Zwykle jednak strasznie mnie cieszą te wszystkie dodatkowe rzeczy, których szczególnie dużo jest teraz, kiedy w przygotowaniu jest sezon drugi (dobre stretch goals w Kickstarterze to podstawa!). I choć trochę szkoda, że Ania z Avonlea nie doczeka się pełnej adaptacji przez vlogi, rekompensatę stanowią w pewnej mierze pozostałe media. Czasem gubię się w ich gąszczu, na szczęście archiwa pozwalają sprawdzić, czy nic mi nie umknęło. Czy Ty też starasz się zawsze ogarnąć wszystkie kanały i nie pominąć żadnej fotki na Instagramie? Czy myślisz, że to istotne dla odbioru całości historii?

Karolina: Też płakałam nad Mateuszem! Miałam taką nadzieję, że go oszczędzą! Zgadzam się z Tobą w zupełności co do pozytywnych zmian i rozwinięciu postaci pobocznych.

Wracając do Twojego pytania… trochę śledzę, trochę nie… Nie ogarniam Twittera, więc konwersacje twitterowe zazwyczaj oglądałam w wygodnej formie w archiwach, natomiast „śledzę” bohaterów na Instagramie. Uważam to za ciekawy element odbioru historii – może nie kluczowy dla głównych wątków, ale ważny jeśli chodzi o rozwój bohaterów.  Bardzo mi się podobały dodatkowe filmiki od Gilberta, Jane i innych.

Co do crossoveru z In Earnest też mam mieszane uczucia – wg mnie działa on bardziej „od drugiej strony”, tj. w pewnym momencie w tamtym serialu (modernizacji Brata marnotrawnego a.k.a. Bądźmy poważni na serio a.k.a. Mój brat w walizce): w pewnym momencie Cecily musi się wygadać komuś „z zewnątrz”, więc przesyła „prywatny” filmik swojej internetowej przyjaciółce, Ani. Z punktu widzenia historii opowiadanej w adaptacji Wilde’a był to ważny film – z punktu widzenia Green Gables Fables – ciekawe, acz nie wnoszące nic nowego urozmaicenie.

Choć trzeba dodać, że taka przyjaźń pasuje do twórców GGF: scenarzystki/producentki poznały się przez internet i tworzyły całą pierwszą serię nie spotkawszy się osobiście. Kręcono wszystko w Utah, gdzie mieszka jedna z nich. Druga seria była kręcona ze wszystkimi na miejscu, przewiezionymi na miesiąc do Kanady (tu można posłuchać wywiadu z twórczyniami o serii drugiej).

Z niecierpliwością czekam na Anię na uniwersytecie! Wiemy, że poznamy wiele nowych postaci. Nie mogę się doczekać czarującego Roya i jak rozwiążą trójkąt, czy raczej kwadrat miłosny z książki. Jak myślisz, ile tego zobaczymy w trakcie jednego sezonu? Pamiętajmy, że książka obejmuje ze 3–4 lata, a pierwsza seria prześlizgnęła się przez 5–6 lat książki w rok. Jak myślisz, czy jak bohaterowie serialowi dogonili wiekiem swoje pierwowzory, to teraz zobaczymy ich poczynania bardziej w „czasie rzeczywistym”? Jakie masz teorie i oczekiwania względem drugiej serii?

Karina: Ania na uniwersytecie to moja ulubiona część całej sagi, więc oczekiwania są wysokie! Przede wszystkim liczę na jeszcze większą mnogość głosów w tej historii. Uniwersyteckie koleżanki książkowej Ani to ciekawe i mocne osobowości, więc mam nadzieję, że dostaną dużo czasu ekranowego, a może nawet jakieś własne filmiki. Nie chciałabym jednak, by pozostałe postaci całkiem zniknęły ze sceny, ale o to chyba nie ma się co bać. Osobny kanał Freda i Diany czy aktywność Ruby wskazują, że coś się będzie pojawiać. Muszę też przyznać, że liczę na więcej enigmatycznych tweetów Tristana (w jaki sposób postać, która nawet nie pojawia się w książce, stała się jedną z moich ulubionych?!).

W ostatnim wywiadzie (tym, który linkowałaś wyżej) autorki nie podają, ile będzie odcinków w drugiej serii, ale myślę, że większość akcji zostanie ściśnięta w jeden rok i to nie z braku materiału. Po prostu budżetowo wydaje mi sie to najbardziej realistyczne. Co nie znaczy, że nie chciałabym więcej. A co Ty chciałabyś zobaczyć i czego oczekujesz w drugiej serii?

Karolina: Moim marzeniem jest, by ten serial ciągnął się latami, byśmy mogli obejrzeć moją ulubioną, użerającą się z uczniami Anię z Szumiących Topoli, byśmy poznali dzieci Ani i Gilberta, abyśmy w odpowiednim czasie poznali i Rillę ze Złotego Brzegu… Wiem, niestety, że to trochę mało realistyczne. Dlatego na razie szykuję się na poznanie uniwersyteckich psiapsiółek Ani i tajemniczego Roya oraz na parę uroczych interakcji pomiędzy Anią a Gilbertem.

Ostatnio pojawiła się kolejna internetowa adaptacja AniProject Green Gables. Póki co kilka odcinków i trailer. Ta wersja kręcona jest w Finlandii (!), ale rozgrywa się na Wyspie Księcia Edwarda (GGF rozgrywa się w prowincji Saskatchewan). Tu Ania pochodzi z Jamajki (co pięknie słychać!) i nie ma rudych włosów – ale dalej cierpi z ich powodu: bo są kręcone! Ze zwiastunu widzę, że chyba tym razem to Diana będzie rudzielcem. Zapowiada się ciekawie. A Ty co sądzisz? Czy dwie vlogowe adaptacje Ani to za dużo? Jak Ci się ta podoba?

Karina: Ania z Jamajki też przypadła mi do gustu. Wydaje mi się, że każda kładzie nacisk na coś innego, więc na pewno będę oglądać. Poza tym, jak pisałan ma początku, lubię wracać po kilka razy do tych samych opowieści. Muszę jednak przyznać, że zdążyłam się już przywiązać do Mandy Harmon i nie wiem, jak dam sobie radę ze śledzeniem tych dwóch historii równolegle. Też dlatego, że moje serce może wybuchnąć od nadmiaru dramy, bo wystarczył trailer drugiej serii, by przypomnieć mi o tych wszystkich postaciach i momentach z powieści, które tak bardzo chcę zobaczyć na ekranie.

Karolina: Tak też, drodzy czytelnicy, macie czas do drugiego września br. na nadrobienie fantastycznej (zwłaszcza pod koniec) pierwszej serii Green Gables Fables, a jeśli chcecie śledzić jedną z Ań na bieżąco, to macie Project Green Gables.

Fot.

Fot. Green Gables Fables / CBC / Project Green Gables

Green Gables Fables
adaptacja
YouTube, 2014–

Karina Graj
Na co dzień klawiatury używa raczej do skrótów w Photoshopie niż do pisania tekstów. Lubi ładne rzeczy ze szczególnym uwzględnieniem ekranizacji powieści Jane Austen. Mnogość różnych działań próbuje usystematyzować na karinagraj.pl.

Karolina Rybicka
Jako Rybka tworzy pół duetu odpowiedzialnego za bzdury na http://dobryfilmzlyfilm.wordpress.com/. Trochę tłumaczy, chociażby co to jest to dziwne coś, co właściwie studiuje. Uwielbia seriale BBC (zwłaszcza kostiumowe) i literaturę dziecięcą. Fascynują ją modernizacje klasyki literatury. Zajadle gra w Scrabble, lubi wracać do kochanych książek i filmów oraz bazgrać po sprzętach złotym pisakiem.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)