Wibbly-wobbly, timey-wimey, czyli czas w Doctorze Who. Część 2

Wibbly-wobbly, timey-wimey, czyli czas w Doctorze Who. Część 2

Jak funkcjonuje czas w Doctorze Who? Postaram się wam o tym krótko opowiedzieć – przede wszystkim w oparciu o New Who. Uwaga na spoilery.

W części pierwszej skończyliśmy na płynnym i stałym, przejdźmy więc do kwestii paradoksów jakie to wibbly-wobbly wywołuje. I jakich nie wywołuje.

4. Paradoksy, paradoksy

Fot. BBC

Fot. BBC

Podróż w czasie właściwie z definicji wprowadza kwestię paradoksów. Może niekoniecznie powstaną one przez rozdeptywanie motyli, niemniej w Doctorze Who mamy z nimi do czynienia wcale często. Przede wszystkim dotyczą one osoby samego Doktora oraz (mniej konsekwentnie) jego towarzyszy. Zwykle są groźne, a energia w nich kreowana może służyć jako broń, w związku z czym Władcy Czasu dążyli do ich wyciszania. Ale Gallifrey zaginęła i jej mieszkańcy niewiele mają już do powiedzenia w tej kwestii, a paradoksy zagościły w whoniversum jako kolejny równorzędny element świata przedstawionego.

Wiele razy zostało powiedziane, że Doktor nie może spotkać samego siebie, ponieważ to doprowadzi do katastrofy, ale też Doktor niejeden raz spotkał siebie samego i do żadnej katastrofy nie doszło. Więc jak to jest? Władca Czasu może czy nie może się spotkać? Wbrew pozorom kwestia jest całkowicie logiczna. Otóż Doktor może spotkać siebie samego, ale tylko w różnych regeneracjach. Takie spotkanie nie doprowadzi do groźnych wydarzeń, a genialny mózg pomnożony razy dwa, trzy, pięć, trzynaście pokłóci się potężnie i doprowadzi do rozwiązania sytuacji, z której w pojedynkę Doktor pewnie wyszedłby równie szybko, wolniej, albo szybciej. Ot, taki paradoks. Niemniej nawet dotknięcie się, o ile mogę wywnioskować z widzianych odcinków, nie będzie stanowić dla Doktora z różnych inkarnacji problemu. Choć trzeba tu zaznaczyć, że zwykle tylko najpóźniejsza z inkarnacji zapamięta całe wydarzenie. A i jeszcze: TARDIS przez chwilę będzie musiała zastanowić się, który pokój kontrolny przybrać, jeśli wejdzie do niej więcej niż jedna inkarnacja Doktora. Ale, o ile nie wyląduje dwa razy w dokładnie tym samym punkcie czasoprzestrzeni, jej spotkania także nie będą stanowić problemu. Takie podwójne lądowanie to już jednak niezbyt ciekawa sprawa: jeśli nie zostanie czym prędzej rozwiązana, doprowadzi do powstania czarnej dziury wielkości Belgii. I cieszmy się, że nie wylądowało tam więcej TARDIS Doktora, bo mogłoby się skończyć na nieco większym kraju. Jak pokazuje przykład mniejszych urządzeń (patrz: soniczny śrubokręt), zetknięcie tego samego mechanizmu z różnych punktów czasoprzestrzeni z kolei grozi „tylko” ich doszczętnym zepsuciem, nie wywierając jednak widocznego wpływu na samą czasoprzestrzeń.

Gorzej wygląda to w wypadku strumienia czasoprzestrzennego pojedynczej inkarnacji Doktora. Z tego, co nam w serialu pokazano, nie może on spotkać siebie w swoim aktualnym wcieleniu. Nie wiemy, jakie byłyby konsekwencje, ale Doktor jest w tej kwestii niezwykle konsekwentny. Jeśli musi przekazać wiadomość sobie samemu z przeszłości, robi to przez pośredników i nie zostawia wskazówek, które mogłyby mu podpowiedzieć, od kogo taka wiadomość pochodzi, a poinformowanym przyjaciołom zabrania zdradzać się z tą wiedzą. Czasem – kiedy nie powinien – nie domyśla się nadawcy (The Impossible Astronaut), czasem – gdy przesłanie tejże wiadomości wymaga, by wiedział, że ma to zrobić – odgaduje kto jest tymże nadawcą (Time Heist). Niemniej w żadnym z tych wypadków nie dochodzi do bezpośredniej interakcji pomiędzy Doktorem z przeszłości i przyszłości. Co prawda w mini odcinku Last Night Jedenasty Doktor wchodzi do nie tej TARDIS, co trzeba, i spotyka Jedenastego Doktora, ale zachowuje odpowiedni dystans pomiędzy sobą i czym prędzej wychodzi na zewnątrz. Pilnuje też, żeby buszująca po statku w trzech postaciach River nie wpadła na siebie samą. Jest to jednak raczej wyjątek od reguły niespotykania siebie w jednej regeneracji niż powtarzalne wydarzenie.

Czy towarzysze także podlegają podobnemu zakazowi? W odcinku Father’s Day widzimy, że owszem. Rose może spotkać siebie samą jako niemowlę, ale już dotknięcie powoduje rozdarcie w czasoprzestrzeni. Poznajemy też konsekwencje tego wydarzenia. W świat wkraczają Kosiarze, już wcześniej próbujący się do niego przedostać po zmienieniu przez Rose stałego punktu, jakim była śmierć jej ojca. Jednakże Kosiarze pojawiają się tylko w tym odcinku i tak wcześniejsze, jak i późniejsze paradoksy i zaburzenia w strukturze historii nie prowadzą do ich pojawienia się w serialu. Dobitnym przykładem na ich jednorazową kanoniczność jest choćby Amy spotykająca w rozpadającym się wszechświecie siebie jako siedmiolatkę. Amy dotyka Amelię i nic się nie dzieje. Co prawda Amelia wkrótce znika, ale ma to związek nie z paradoksem spotkania z jej starszą wersją, a z rozwiązującą się historią, do czego doprowadził wybuch TARDIS. O ile jednak w przypadku Amy i Amelii nie tylko nie pojawiają się Kosiarze, ale też w ogóle nic się nie dzieje, o tyle w historii serialu widzimy, że takie spotkania mają swoje konsekwencje. W przypadku Brygadiera dochodzi do omdlenia obu jego wersji i utraty pamięci o spotkaniu przez jedną z nich. Jest to chyba jednak tylko mechanizm obronny wszechświata przed poważniejszymi konsekwencjami, na jakie zdaje się wskazywać Jack Harkness uwięziony w przeszłości, w której funkcjonuje jego wcześniejsza wersja, nakazując się zamrozić, by zapobiec spotkaniu z samym sobą. Można przyjąć, że raczej nie reagowałby w ten sposób, gdyby wynikiem podobnego spotkania miała być tylko chwilowa utrata przytomności i zapomnienie o całym zdarzeniu. Niemniej patrząc na przypadek Amy i późniejszy Kazrana Sardicka, a także zmultiplikowanej przez TARDIS Clary z jednego z mini odcinków po 7. serii, Moffat zdaje się tu tworzyć własną odnogę kanonu, w której spotkanie siebie samego nie daje asumptu do gwałtownej reakcji wszechświata. Choć może to tylko niekonsekwencja, skoro w Listen Doktor ostrzega Clarę przed skutkami spotkania jej młodszej wersji i każe jej wrócić do TARDIS, żeby do tego spotkania nie dopuścić.

W New Who paradoks tworzą też, między innymi, Amy i Rory, zabijając się w teraźniejszości, podczas gdy Rory jest uwięziony w przeszłości. Moc tego zdarzenia zatruwa energię życiową, którą żywią się Płaczące Anioły żerujące na życiu Williamsa, pozwalając mu uciec z pętli czasoprzestrzennej, w jakiej go zamknęły. Inaczej z kolei energię paradoksu wykorzystuje Mistrz. Tworząc z TARDIS Doktora Machinę Paradoksu, sprowadza na Ziemię w XXI wieku Toclafane, żyjących po końcu świata. Ich najazd poprzez rozdarcie w czasoprzestrzeni nie powinien być możliwy, a tak wielki paradoks (gdyby nie był wspomagany działaniem Machiny Paradoksu) powinien zniszczyć cały wszechświat. Machina jednak działa, niwelując skutki niemożliwego wydarzenia, a po jej zniszczeniu całe zajście zostaje wymazane z historii wszechświata.

Kreowanie siebie, siebie niszczenie. W Doctorze Who oczywiście także można wpłynąć na własną przeszłość i przyszłość. I tak Melody Pond, wychowując się ze swoimi dorastającymi rodzicami, nie tylko zostaje nazwana po sobie samej, ale też doprowadza do tego, że Amy i Rory zostają parą, w efekcie czego dobrą dekadę później Melody przychodzi na świat. River Song sama zresztą musi nieustannie unikać zdradzania swojej wiedzy o przyszłości, by w paradoks nie popaść i nie ustalić wydarzeń, które ona pamięta, ale druga strona (Doktor, Amy, Rory) dopiero przeżyje. By nie odebrać Doktorowi nadziei na to, że to, co złego było w tych wydarzeniach, można jeszcze zmienić. Że można je przepisać.

Należy tu także przypisać Złego Wilka rozsiewającego po wszechświecie swoje imię tak, by natykała się na nie raz po raz podróżująca z Doktorem Rose, aż w przyszłości stanie się Złym Wilkiem, który roześle te słowa. Sally Sparrow rozmawiająca z Doktorem przez wideo z przeszłości i jego transkrypt, który dostarczyła Doktorowi, zanim Doktor w tę konkretną przeszłość zawędrował, tak by on wiedział, co w tym wideo powiedzieć i jak długie przerwy na odpowiedzi Sally zrobić, rónwież należy do tej kategorii paradoksów. Przykłady na „tworzenie siebie” można by zapewne zresztą mnożyć w nieskończoność. Istotne jest dla nas, że tego typu paradoksy będą funkcjonować, jeśli tylko zostaną przeprowadzone z odpowiednią ostrożnością i dokładnością. Przykładów na niszczenie jest chyba mniej. Poza wymienionym wcześniej samobójstwem Rory’ego (a myślę, że zaliczyć tu można każdą z jego śmierci i każdy z powrotów do życia, choć zwykle to nie sam Rory się uśmierca i ożywia), ponowną śmiercią ojca Rose, czy Toclafane dążącymi do zniszczenia ludzkości, której są potomkami, pamiętam jeszcze o Amy i Amy z The Girl Who Waited), gdzie jedna z wersji musi zniknąć, by druga przetrwała.

Zdawać by się mogło, że paradoksem jest także to, co robią Dalekowie w The Stolen Earth/Journey’s End, przesuwając ukradziony planetarny składzik o sekundę do przodu. Jednakże to nie jest paradoks, ponieważ choćby Doktor nie wiem jak próbował, nie wyprzedzi kawałka czasoprzestrzeni, który porusza się z dokładnie taką samą prędkością jak on, a „wystartował” o sekundę przed nim. Chyba że ci, którzy znajdują się w tym kawałku rzucą mu „linę holowniczą” w postaci sygnału komórkowego i – gdy ją złapie – przyciągną go do siebie. Proste i logiczne bardziej niż żółwie i strzały Zenona.

Czy są w Doctorze Who jeszcze inne paradoksy? Możliwe, że tak. Mam wrażenie, że w tym aspekcie w żaden sposób nie da się choćby zbliżyć do opisania wszystkiego, czy to na poziomie jednostkowych przypadków, czy to całych wielkich kategorii. Niemniej to, co wyżej, oddaje chyba w miarę dobrze charakter tych paradoksów, które pojawiają się w samym New Who, tutaj więc poprzestanę w ich omówieniu.

5. Wojna Czasu

Fot. BBC

Fot. BBC

Czym w ogóle jest taki konflikt? Istnieją jego dwa warianty. W pierwszym dochodzi do normalnego konfliktu zbrojnego z tą różnicą, że jego strony pochodzą z różnych punktów historii (taką wojną czasu byłaby np. wojna między Sylurianami z 66M p.n.e. i meteorytem Dalekami z XXI wieku n.e). W drugim wariancie czas jest używany w takiej wojnie jako broń. Zmiany wydarzeń, pętle czasowe, paradoksy temporalne… to tylko kilka przykładów z ogromnego arsenału wojny czasu. Czy w pierwszym wariancie można wykorzystać wariant drugi? W moim odczuciu owszem, aczkolwiek nie orientuję się w tych konfliktach tak dobrze, by móc powiedzieć, czy kiedyś doszło tego typu ich połączenia. Tutaj dość wspomnieć, że wojny czasu drugiego typu sprawiają wielkie problemy, jeśli chodzi o ich umiejscowienie w czasie, ponieważ walczy się w nich właśnie czasem. Takie próby to jak próby umiejscowienia w kwadratowym otworze pierwotnie kwadratowego klocka, który jednak od chwili wyprodukowania nieustannie zmienia swój kształt. W pierwszym wariancie ustalenie łamów chronologicznych jest już łatwiejsze, choć należy przy tym pamiętać, że taka wojna rozgrywa się w dwóch lub więcej przedziałach czasowych – zależnie od ilości biorących w niej udział stron o odmiennym usytuowaniu czasoprzestrzennym.

Jeśli chodzi o Ostatnią Wielką Wojnę Czasu, skrótowo nazywaną także Wojną Czasu (czyli konflikt, który doprowadził do zniszczenia/zamknięcia w blokadzie czasowej Gallifrey) z linearnego punktu widzenia trwała ona przynajmniej czterysta lat (choć i tu można wysnuwać inne hipotezy). Niesamowicie długo dla człowieka, ale nie zapominajmy, że Gallifreyanie mają dużo powolniejszy cykl starzenia się, więc dla nich te cztery stulecia nie trwały tak długo jak dla ludzi. Jednakże dla samych stron konfliktu liczył się jego faktyczny czas – a ten należałoby prawie dosłownie określić jako wieczność. Tak, wojny czasu są większe w środku. Nie wszystko, co większe w środku, musi być dobre. O samej Wojnie Czasu jednak więcej planuje za jakiś czas napisać Artur Nowrot, więc ja poruszę tutaj jeszcze tylko jedną kwestię z nią związaną.

Otóż Gallifrey zniknęła, ale dlaczego nie może wrócić? Pamiętacie, jak Doktor wspominał, że odkąd nie ma Władców Czasu podróżowanie między alternatywnymi światami jest prawie niemożliwe i niebezpieczne? Zapomnijcie. Na Gallifrey są w końcu właśnie Władcy Czasu – oni mają wiedzę i technologie pozwalające podróżować im, gdzie tylko zechcą. Dlaczego więc nie wrócą? Jeśli dobrze rozumiem, próbowali właściwie od początku 5. serii, czego kulminację widzieliśmy w The Name of the Doctor. Istnieją tu jednak dwie przeszkody. Po pierwsze Doktor zostawił Gallifrey zniszczoną, bezsilną. Taką ją uratował. Władcy Czasu nie mają tuż po Wojnie Czasu możliwości technicznych, by wrócić. Możemy założyć, że potrzebują sporo czasu, by odbudować swoją potęgę. A część ich wiedzy mogła dawno zniknąć w pomrokach dziejów, skoro czasy Rassilona najwyraźniej dawno minęły. W tej wersji wydarzeń nie było dla niego miejsca[8]. Jednakże kiedyś tę utraconą potęgę zapewne odbudują i możliwość powrotu będą mieli – a więc wracamy w tym punkcie do tego, co napisałam na początku akapitu: nie jest problemem kwestia tego, że Gallifrey nie może powrócić, nawet jeśli nie może wrócić od razu. Druga przeszkoda jest poważniejsza. Pamiętacie The Name of the Doctor. Nie zapominajcie: zostało tam powiedziane, że jeśli Gallifrey wróci, natychmiast dojdzie do kolejnej wojny czasu. Tak więc jeśli Władcy Czasu, jakimi widzimy ich we wspomnianym odcinku, mieliby zdecydować się na powrót, musieliby mieć pewność, że wróciwszy będą bezpieczni – że nie trafią w kolejne piekło i nie zafundują piekła innym mieszkańcom wszechświata. Doktor w odcinku rocznicowym nie mógł dać im gwarancji bezpiecznego powrotu, więc nie wrócili, choć najwyraźniej ich wspomniana wyżej potęga została odbudowana na tyle, by wrócić mogli. Pytaniem pozostaje, czy kiedykolwiek cokolwiek będzie w stanie dać im tę gwarancję? W moim odczuciu jedynym rozwiązaniem byłoby tu nie tylko odbudowanie przez Gallifrey jej dawnej potęgi, ale też rozbudowanie jej po wielokroć, tak by Władcy Czasu sami byli pewni, że już nikt i nic jej nigdy nie zagrozi. Ale czy to w ogóle jest możliwe? Mam odczucie, że nie i że Moffat et co., przywracając Gallifrey, obejdą ten problem, traktując go raczej po macoszemu.

6. Czarna dziura w sercu statku, telepatyczna załoga

Fot. BBC

Fot. BBC

Wiemy czym jest TARDIS, ale jak ona właściwie działa? To nie jedyny statek kosmiczny/mechanizm służący do podróży w czasie – mamy tu między innymi technologie Daleków, statki wojenne Chula czy manipulatory wiru z Agencji Czasu. Wiemy też, że ludzie po XXX wieku odkryli możliwość podróży w czasie, a więc możemy założyć, że skonstruowali też swoje machiny służące właśnie do tego celu. TARDIS jest w teorii dość klasycznym statkiem kosmicznym, przeznaczonym do podróży w czasie, posiadającym dwa podstawowe typy – eksploracyjny i militarny. A jednak jest przecież wyjątkowa. Do pewnego stopnia świadoma, organiczno-mechaniczna, nieustannie przebudowująca samą siebie. W jej sercu zaś mieści się Oko Harmonii. A może tylko jego kopia? Ostatecznie Oko Harmonii jest tylko jedno, a TARDIS jest wiele[9].

Czym jednak jest Oko Harmonii? To tak zwana Gwiazda Rassilona. A stało się to (w jednej z wielu wersji wydarzeń) tak: Rassilon zaprzągł jako źródło energii do podróży czasoprzestrzennych zapadającą się gwiazdę, tuż przez momentem jej ostatecznego kolapsu w czarną dziurę. Zaginając wokół niej czas zamknął ją w pętli czasowej, tak że nigdy nie zmienia się ona w czarną dziurę, a potencjalna energia z tego wydarzenia pozwala Władcom Czasu podróżować przez czwarty wymiar. TARDIS orientują się podług niej w swojej pozycji w czasoprzestrzeni. Tym więc właśnie jest Oko Harmonii, z którego korzystają wszystkie statki Władców Czasu. Doktor twierdzi, że od pewnego momentu każda TARDIS była budowana z duplikatem Oka, które znajduje się na Gallifrey, ale może to po prostu machinownia każdej z tych TARDIS znajduje się na Gallifrey, tam gdzie i samo Oko Harmonii? To mogłoby rodzić paradoksy (Belgia? raczej cały wszechświat), niemniej wydaje się interesującą teorią. Zwłaszcza w kontekście gallifreyańskiej legendy mówiącej, iż Oko Harmonii obserwuje wszystkich Władców Czasu, niezależnie od tego, gdzie się znajdują.

Jakąkolwiek jednak wersję przyjmiemy, jedno jest pewne: Oko łączy wszystkie TARDIS, w tym TARDIS Doktora. Co rodzi dwa pytania. Po pierwsze, kiedy Doktor myślał, że Gallifrey (wraz z Okiem) zginęła, dlaczego nie zastanowiło go, że wciąż może podróżować przez czas? Czy jego TARDIS miała wystarczający zapas energii? Czy taki zapas energii jest w ogóle możliwy do zgromadzenia? Oczywiście udało się to Omedze, ale czy do czegoś takiego wystarczy zwykła, niezmodyfikowana (?) w tym celu ani nienakierowana nań TARDIS? Czy też to w TARDIS Doktora znajduje się prawdziwe Oko Harmonii, w którymś momencie skradzione przez naszego ulubionego Władcę Czasu? Po drugie, jeśli jednak nadal znajduje się ono w Cytadeli na Gallifrey ukrytej w kieszonkowym wszechświecie, a Doktor mimo to może podróżować w czasie wszechświata, w którym Gallifrey nie ma – to połączenie między Okiem i jego kopią w doktorowej TARDIS musi wciąż istnieć. Nadal stanowi ono punkt odniesienia czasoprzestrzennego dla jego statku. Czyli TARDIS wie, gdzie jest Oko Harmonii, a więc i gdzie jest rodzima planeta Władców Czasu. A zatem dlaczego Doktor nie spróbował wykorzystać tego połączenia do odnalezienia Gallifrey?

Mamy więc budzące pytania Oko Harmonii, które pozwala na podróżowanie w czasie. Mamy też miejsce dla sześciu pilotów, którzy zgodnie z zamysłem powinni być telepatycznie połączeni. W praktyce zaś: jednego Doktora z niewielkimi zdolnościami telepatycznymi oraz (zwykle) jednego lub dwoje towarzyszy, którzy zazwyczaj zdolności telepatycznych nie mają żadnych (nawet gdy zdarzy się, że jest ich około tuzina). Zresztą sami Gallifreyanie z upływem czasu powoli tracili swoje zdolności telepatyczne, a więc i ich statki nie powinny wymagać od nich większych umiejętności w tym zakresie niż faktycznie przez nich posiadane. Zastanawia mnie też jak to wyglądało u River? Albo u Ace, po ukończeniu Akademii Władców Czasu i zmianach genetycznych z tym powiązanych, które prawdopodobnie przeszła lub przejdzie. Czy były/są one telepatkami czy też niekoniecznie? Wracając jednak do Doktora: jest on i towarzysze, jedni mniej, inni bardziej zainteresowani tym, by nauczyć się kierować TARDIS. I jakoś to wszystko działa, mimo że Doktor nie posiada nawet prawa jazdy na swój statek kosmiczny. Albo taki Mistrz, który zwykle podróżuje sam, więc nie ma wsparcia nawet towarzysza. Czyżby więc ta sześcioosobowość załogi stanowiła tylko przejaw tendencji Władców Czasu do „barokowej” nadmiarowości? Cóż, skoro jednym z planowanych, zgodnie z projektem telepatycznie połączonych, pilotów miało być czteroletnie dziecko – w gallifreyańskiej skali czasu ledwie niemowlak, a w każym razie wciąż bardzo małe dziecko[10] – to mówi samo za siebie. Chodźmy najmować hordy TARDIS i wędrujmy po wszechświecie.

7. Wir czasu

Fot. BBC

Fot. BBC

Czym właściwie jest wir czasu, przez który porusza się TARDIS? Mógłby zostać uznany za zawiniętą strunę – z tych, które postuluje teoria strun, ale może raczej jest istniejącym na zewnątrz wszechświata wirem… czegoś[11] pozwalającego na obejście tegoż wszechświata i powrócenie do innego punktu w czasoprzestrzeni niż ten, z którego wyruszyliśmy. Jeśli przyjmiemy, że TARDIS czy inny statek/mechanizm/istota służący do podróży w czasie porusza się tu poza czasem (a zdaje się, że wir czasu jest właśnie bezczasowy), co byłoby logiczne, bo skoro jesteśmy na zewnątrz wszechświata to przecież tam nie ma czegoś takiego jak czas – więc jeśli przyjmiemy takie założenie, niestraszne będą nam nawet naukowe paradoksy stwierdzające, że taka podróż jest niemożliwa, ponieważ musielibyśmy w niej przekroczyć prędkość światła. Oczywiście samo poruszanie się poza czasem jest z logicznego punktu widzenia bzdurą – skoro czas to właśnie miara zmian – ale na poziomie fikcji możemy w tym punkcie spokojnie zawiesić naszą niewiarę. A jeśli ten wir to jednak tylko zanurzona w czasie, mikroskopijna struna, to i sama wielkość statku nie stanowi problemu, gdy ma się wehikuł mniejszy na zewnątrz. TARDIS zaś faktycznie jest w środku przeogromna i kompensować musi nie tylko swój rozmiar, ale i masę: inaczej przeważyłaby każdą planetę, na której ląduje i wybiła ją z jej orbity doprowadzając do katastrofy. Szczęśliwie obwód kameleona w TARDIS Doktora jest tylko zablokowany na jednym wyglądzie zewnętrznym, a nie całkowicie zepsuty. W każdym razie poruszanie się przez mikroskopijną strunę nie stanowi dla tego typu machiny żadnego wyzwania.

Otwartym pytaniem pozostaje, czy wszyscy kosmici naturalnie poruszający się przez czas, także podróżują wirem czasu. Z pewnością korzystają z niego mieszkający poza czasoprzestrzenią Vistowie, ale czy robi to Bilis Manger[12]? Bilis swoją drogą jest o tyle ciekawą postacią, że nie tylko podróżuje w czasie, ale też widzi cały czas – to, co się wydarzyło, zdarza i każdą z możliwych przyszłości, poza swoją własną oraz – z jakiegoś powodu – Jacka Harknessa. Posiada też zdolności telepatyczne i tworzenia iluzji. Jak nic wampir. Co czyni go niezwykle podobnym do Władców Czasu. Nie stanowi jednak podpowiedzi odnośnie kwestii metod jego podróży czasoprzestrzennych. Wiemy o nich jedynie tyle, że mają one swoje ograniczenia – Bilis nie może wybrać się w przyszłość dalej niż na kilkadziesiąt lat od momentu, w którym się znajduje. O naturze wiru czasu nie mówi nam to nic.

I to tyle, jeśli chodzi o przedstawienie pokrótce funkcjonowania czasu w Doctorze Who. Można by tu napisać o wiele więcej, jeszcze mocniej zgłębiając się w tę tematykę, w dużo większym stopniu odwołując się tak do klasycznych serii, jak i słuchowisk, powieści i komiksów. Spróbować stworzyć pełny obraz tego rozwichrzonego, ogromnego kanonu czasu i podróży w nim, jaki narósł i wciąż nieustannie narasta we wszystkich mediach opowiadających nam o Szaleńcu z Budką i jego przygodach w czasie i przestrzeni, byłoby jednak niemożliwością.

[8] Pamiętajcie, że kanon Doctora Who składa się z całkiem często wykluczających się linii czasowych, w związku z czym to, że Rassilon dowodził Gallifrey podczas Wojny Czasu w odcinkach specjalnych po czwartej serii nie wyklucza faktu, że w odcinku rocznicowym Gallifrey dowodzi już zupełnie inny Władca Czasu.
[9] A przynajmniej było, dopóki Dalekowie nie zniszczyli (prawie?) wszystkich w trakcie Wojny Czasu.
[10] Chociaż jeśli patrzylibyśmy na to z perspektywy kanonu, w którym Władcy Czasu są tkani na Krosnach to taki czterolatek mógł być już całkiem nieźle wyedukowanym młodym Gallifreyaninem.
[11] W serialu spotykamy także kosmitów żyjących poza czasem, podróżujących wzdłuż własnego życia i przeżywających je po wielokroć na nowo, nie byłaby to więc całkowicie nieuzasadniona teoria.
[12] Człowiek, który zdolność do podróży w czasie uzyskał po uwięzieniu w rozdarciu czasoprzestrzeni z Cardiff. Jest wampirem. Wygląda jak wampir.

Gallifrey.pl logo

Ginny N.

Istota żywiąca się absurdem, fantastyką, serialami i muzyką alternatywną. Uwielbia książki w każdej postaci. Korektorzy z zamiłowaniem, choć przecinki czasem odmawiają jej współpracy. Pisze m.in. dla Gallifrey.pl, na blogu ziemniak i Dinozarły i współtworzonych z koleżanką (Ułomnych) recenzjach ziemniaka.