Lem kontra celuloid

Lem kontra celuloid

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Uważa się, że Stanisław Lem nie miał szczęścia do kina. On sam, poza kilkoma dosłownie wyjątkami, nie cenił adaptacji swoich dzieł. Przeciętny widz pamięta dwie wersje Solaris i tyle. Jednak poza tymi dwoma od 1960 roku powstał szereg lemowskich filmów, animacji, seriali, widowisk i słuchowisk. Dotarłszy ledwo do części z nich, odkryć można nieopisane bogactwo wyobraźni i filmowej inwencji.

Milcząca gwiazda (1960, reż. Kurt Maetzig)

Kino Lemem zainteresowało się bardzo szybko. Astronauci, jego debiut z 1951 roku, zostali po dziewięciu latach zekranizowani przez polsko-enerdowską ekipę.

Podczas budowy kombinatu energetycznego na Syberii zostaje odnaleziony tajemniczy obiekt. Artefakt okazuje się kapsułą zawierającą zapis magnetyczny poczyniony przez załogę wenusjańskiego statku kosmicznego, który w 1908 roku eksplodował w atmosferze Ziemi, a przez ludzi został nazwany meteorytem tunguskim. Ponieważ pewne fragmenty zapisu są niepokojące, w kierunku dziennej i wieczornej gwiazdy wyrusza międzynarodowa ekspedycja pod auspicjami (a jakże) miłującego pokój i postęp Związku Radzieckiego.

Choć sam Lem tego filmu nie lubił, uważając go za, cytuję, „socrealistyczną chałę”, ciesząc się wyłącznie z faktu, że przy okazji produkcji mógł przechodzić do Berlina Zachodniego i robić tam zakupy, Milcząca gwiazda zdołała przejść próbę czasu – o ile przymknąć oczy na papierowych bohaterów wygłaszających płomienne przemowy o pokoju na świecie i współpracy między narodami. Broni się sam rozmach przedsięwzięcia oraz pomysłowa scenografia Polaka, Anatola Radzinowicza. Milcząca gwiazda to bodaj najlepiej wyglądający film SF epoki, zrobiony poza Hollywood. Wschodnioeuropejska odpowiedź na Zakazaną planetę.

Ciekawostka: film, jak wiele produkcji zza żelaznej kurtyny, doczekał bardzo specyficznej dystrybucji w USA: wymontowano wszystkie ukłony w kierunku komunizmu, zdubbingowano i pod tytułem First Spaceship to Venus prezentowano jako rdzennie amerykańską produkcję.

Ikarie XB-1 (1963, reż. Jindřich Polák)

Drugą powieścią Lema był Obłok Magellana, kosmiczny epos o wyprawie do Proximy Centauri, najbliższej Układowi Słonecznemu gwieździe. Wprawdzie znowu jest to utwór skażony obowiązkowymi wówczas pochwałami panującego ustroju, zdolny twórca zdołał wycisnąć zeń doskonały film. Mowa o czechosłowackim reżyserze Jindřichu Poláku. Powstał film będący zaginionym ogniwem między Star Trekiem a Odyseją kosmiczną. Do tego pierwszego przynależą kostiumy, migający światełkami robot, nadmiar efektów dźwiękowych (w starym kinie fantastycznym każde ustrojstwo musiało robić „ping”) czy model statku kosmicznego wcale nie ukrywający, że jest modelem. Nową epokę w kinie SF zapowiada poważny nastrój dzieła, a przede wszystkim znakomicie zrealizowana sekwencja eksploracji napotkanego przez ekspedycję wraku bojowej stacji kosmicznej. Zdjęć, montażu, ponurej atmosfery nie powstydziłby się najlepszy kosmiczny horror.

Jest tylko jedna łyżka dziegciu: Czesi nie podali informacji, że ich dzieło jest adaptacją. Tym niemniej nie sposób ukryć, kto był autorem podstawy scenariusza.

Przyjaciel i Profesor Zazul (1965, reż. Marek Nowicki & Jerzy Stawicki)

Dwa krótkometrażowe filmy z Piotrem Kurowskim w roli Ijona Tichego. W pierwszym bohater spotyka w zrujnowanej rezydencji szalonego naukowca prowadzącego eksperymenty z klonowaniem ludzi. W drugim tytułowym przyjacielem jest komputer pragnący władzy nad światem. Obie produkcje wielokrotnie pokazywały TVP Kultura i Kino Polska.

Przekładaniec (1969, reż. Andrzej Wajda)

Ta lemowska opowieść należy do najczęściej adaptowanych. Najpierw było Czy pan istnieje, Mr. Jones?, słuchowisko z Tadeuszem Fijewskim i Andrzejem Łapickim. W 1969 roku zrealizował dla BBC widowisko Roly-Poly, a w tym samym roku odbyła się premiera filmu Andrzeja Wajdy. Lem wyjątkowo chwalił obraz – głównie dlatego, że był autorem scenariusza i miał dostęp do wszystkich etapów produkcji.

Przekładaniec opowiada o pilocie wyścigowym Foksie (w tej roli wielki Bogumił Kobiela). Fox ulega wypadkowi. Przeżywa, ale ginie jego brat, którego organy zostają przeszczepione Foksowi. Podobne sytuacje zdarzają się coraz częściej, Fox ma coraz mniej oryginalnych „części”, a wdowa po bracie pragnie wysokiego odszkodowania…

W oryginalnym tekście nowe części ciała rajdowca były elektroniczne. W filmie Wajda z Lemem zdecydowali się zaktualizować fabułę w związku z pierwszym udanym przeszczepem serca.

Solaris (1968, reż. Borys Nirenburg)

Pisząc we wstępie o znanych powszechnie Solarisach Tarkowskiego i Soderbergha nie wspomniałem, że istnieje trzeci, pierwszy, a zarazem prawie kompletnie zapomniany. W formie dwuodcinkowego spektaklu telewizyjnego zrealizował go Borys Nirenburg. Kelvina zagrał Wasilij Łanowoj, zaś Harey – Antonina Pilius. Mimo inscenizacyjnej prostoty jest to najwierniejsza adaptacja najgłośniejszej powieści Lema.

Śledztwo (1973, reż. Marek Piestrak)

Marek Piestrak, autor Wilczycy i Klątwy w dolinie węży, miał szczęście w nieszczęściu. Będąc młodym człowiekiem, dostał paszport i wyjechał do USA, gdzie spotkał Romana Polańskiego. Wielki rodak zaprosił go do Hollywood i pozwolił towarzyszyć sobie przy zdjęciach do Dziecka Rosemary. Nieszczęście polegało na tym, że Piestrak zakochał się w kinie amerykańskim i postanowił robić je za polskie pieniądze. Sytuację pogarszało jeszcze to, że nigdy nie był dobrym reżyserem. Począwszy od Śledztwa przez dwadzieścia lat wypracował sobie tytuł „polskiego Eda Wooda”.

Śledztwo dość dokładnie odtwarza treść książkowego oryginału. Policjanci Scotland Yardu prowadzą skomplikowane śledztwo w sprawie zniknięć zwłok z podlondyńskich kostnic. Kolejne tropy prowadzą donikąd, sprawdza zdaje się nieuchwytny, a każdy kolejny incydent zbliża do konkluzji, że dzieją się rzeczy wykraczające poza racjonalistyczny paradygmat.

Mając ograniczony telewizyjny budżet, Piestrak dokonywał cudów improwizacji (czemu został wierny przez całą karierę). Pojechał na kilka dni do Londynu, gdzie bez żadnych pozwoleń przy pomocy ukrytej kamery filmował ulice i wnętrza siedziby policji. Materiał ten wmontował potem do realizowanej na Dolnym Śląsku części aktorskiej. W efekcie powstał film dziwny, ni to nieudolny, ni to awangardowy (nieliniowy montaż), a do tego z muzyką wybitnego jazzmana, Włodzimierza Nahornego.

Pirx Kalandjai (1973, reż. Istvan Kazan i Andras Rajnai)

Rzecz niesłychana: węgierski serial SF. I do tego wierny książkowemu oryginałowi – nie znając języka, potrafiłem bez trudu odgadnąć, jaką scenę mam przed oczyma. Węgrzy zekranizowali większą część pirksowskiego kanonu. Jest i test młodego kadeta Pirxa, i tragedia statku Albatros, i polowanie na Setaura, i śledztwo w bazie Mendelejew, i groza kryjąca się w obwodach robot Terminusa, i lot do pierścieni Saturna z nieliniowcem na pokładzie. Do tego, niczym we współczesnym blockbusterze, serial zrobiono w całości na green screenie…

Jak to wygląda? Starszym od razu przypomną się Przybysze z Matplanety. Pozostałym powinny szczęki opaść na widok księżycowych krajobrazów uczynionych szuflą piachu, zabawkach w roli kosmolotów, oscyloskopu wielkości domu i muzyki gigantów rocka progresywnego – za żelazną kurtyną nie przejmowano się prawami autorskimi.

Test pilota Pirxa (1978, reż. Marek Piestrak)

Śledztwo było być może złe, jednak Lemowi spodobało się do tego stopnia, że obiecał Piestrakowi zgodę na następny film. Nie trzeba było długo czekać i w 1978 roku świat dostał Test Pilota Pirxa oparty na opowiadaniu Rozprawa. Polaków w produkcji wspomagał estoński Tallinfilm, a główną rolę zagrał rosyjski aktor Siergiej Desnitski. Po raz kolejny Piestrak robił wszystko, by dopiąć swego: Nowy Jork grały paryskie wieżowce (co z tego, że w kadr wjeżdżały Citroeny), a Krym – Lazurowe Wybrzeże. Start rakiety wzięto z materiałów NASA, nie przejmując się w ogóle zakupem licencji. Wreszcie pierścienie Saturna wykonano z gąbki – a pamiętajmy, że dekadę wcześniej sam Stanley Kubrick zrezygnował z ich pokazywania w Odysei kosmicznej stwierdzając, że jest to ponad techniczne możliwości kina. Po raz kolejny też Piestrakowi poszczęściło się z muzyką – tym razem skomponował ją sam Arvo Pärt.

Mimo wszystkich swoich wad, Test… został w 1979 roku nagrodzony Złotym Asteroidem na festiwalu filmów fantastycznych w Trieście. Wygrał z samym Obcym Ridleya Scotta.

Szpital przemienienia (1978, reż. Edward Żebrowski)

Rzadki przypadek niefantastycznego tekstu Lema stał się kanwą psychologicznego filmu wojennego. Pierwsze dni niemieckiej okupacji. Lekarze prowincjonalnego szpitala próbują być wierni etyce w warunkach narastającej grozy i okrucieństwa.

Śledztwo (1997, reż. Waldemar Krzystek)

Już druga ekranizacja tej powieści, tym razem bardziej tradycyjna – jako teatr telewizji. Zamiast niskiego budżetu udającego nowoczesne kino policyjne, świadoma stylizacja na stary angielski kryminał. Krzystek nie tylko sprawnie przeniósł Lema na ekran, ale też ukazał, że mamy do czynienia z opowieścią godną najlepszych odcinków Z Archiwum X.

Ijon Tichy: gwiezdny podróżnik (2007-11, reż. Oliver Jahn)

Niemiecki reżyser Oliver Jahn po raz pierwszy wziął na warsztat przygody Ijona Tichego, kręcąc etiudy studenckie. Efekt musiał się okazać udany, bo potem powstały aż dwa sezony (pierwszy: 6 odcinków, drugi: 8) komediowego serialu. W roli tytułowej Jahn obsadził siebie, zaś w roli holograficznej towarzyszki Halucyny (na ekranie potrzebna była druga postać, by móc sarkastycznie komentować akcję) uroczą Norę Tschirner. Osobne pochwały należą się sferze wizualnej. Rakietę Tichego gra pełne enerdowskich mebli berlińskie mieszkanie Jahna, a kosmitów grają ludzie przebrani w kostiumy z kartonu, folii aluminiowej i rur od odkurzacza. Wszystko to nie tylko znakomicie oddaje szalony, groteskowy nastrój oryginału, ale jest też mu wierne.

Maska (2010, reż. bracia Quay)

Para amerykańskich scenografów i animatorów już raz mierzyła się z polską literaturą, adaptując Ulicę krokodyli Schulza. Natomiast w 2010 roku, razem z łódzkim studiem Se-ma-for, przygotowali krótkometrażową wersję Maski, najdziwniejszego z opowiadań Lema. W świecie przypominającym ten z Bajek robotów, lecz opowiadanym na poważnie, robot-asasyn zamknięty w ciele kobiety ma zabić uczonego dysydenta, lecz zamiast tego zakochuje się w nim…

Kongres (2013, reż. Ari Folman)

Ostatni (na razie) lemowski film znów jest częściowo animacją. Izraelski reżyser Ari Folman, twórca nagradzanego Walca z Baszirem, oparł swój kolejny obraz na Kongresie futurologicznym, postać Ijona Tichego zastępując Robin Wright graną… przez samą siebie, przez aktorkę Robin Wright. Podobnie jak w oryginale Kongres opowiada dwa wątki, jeden współczesny, a drugi dziejący się w przyszłości – zrealizowany w formie psychodelicznej animacji.

To nie wszystkie filmy na podstawie utworów Stanisława Lema. Nie udało mi się dotrzeć do wielu innych – animacji z lat 60. (Wycieczka w kosmos), widowisk telewizyjnych Macieja Wojtyszki, francuskiego Śledztwa, wreszcie Marianengraben Achima Bornhaka, filmu z oryginalnym scenariuszem Lema (!) i wielu, wielu innych (pisząc te słowa, dowiedziałem się, że sama Wyprawa profesora Tarantogi miała w Niemczech dwie wersje – erefenowską i enerdowską).

Osobną sprawą są filmy, które nigdy nie powstały. Nie ujrzeliśmy nigdy Powrotu z gwiazd, ani też Wajda nie podjął się Kongresu futurologicznego. Po Pamiętniku znalezionym wannie pozostał scenariusz autorstwa Lema i Jana Józefa Szczepańskiego, w latach 60. prawa do Niezwyciężonego kupili Amerykanie.

Czy w najbliższych latach możemy się spodziewać kolejnych filmów? Na pewno nie hollywoodzkich superprodukcji. Za to jeśli chodzi o filmy inne, awangardowe, eksperymentalne czy po prostu robione  z potrzeby serca – to owszem, przecież od ponad 50 lat powstają w niezmiennym tempie.

 

Tekst jest przeredagowaną wersją prelekcji, które Autor wygłosił w 2015 na Smokonie i Polconie.

Piotr Górski

Krakowianin, Nowohucianin. Urodził się i na tym właściwie kończą się dramatyczne momenty jego biografii. Ekspert od seriali rosyjskich. Dużo czyta. Trochę pisze.