Dziewięć rzeczy, za które antyfan kocha Stevena Moffata

Dziewięć rzeczy, za które antyfan kocha Stevena Moffata

Tekst ukazał się po raz pierwszy na stronie Gallifrey.pl. Zawiera spoilery czy coś.

Nie jestem wielkim fanem Stevena Moffata. Kiedyś byłem – sezon piąty nadal znajduje się w pierwszej trójce moich ulubionych w całym New Who. Później jednak przyszło kilka nie do końca udanych pomysłów w sezonie szóstym, sezon siódmy i coraz wyraźniejsze dla mnie problemy: od „dorosłych” żartów, przez dialogi brzmiące, jakby każdy z bohaterów w przerwach między scenami w pocie czoła układał błyskotliwe one-linery, po sposób przedstawiania samego Doktora.

Nie przyszedłem tutaj jednak hejtować czy nawet przedstawiać jakąkolwiek systematyczną krytykę. Hejtowanie jest męczące, na krytykę pewnie przyjdzie jeszcze pora. Tymczasem jednak zbliża się nowy sezon i chciałbym znów zachwycić się serialem (w ósmym sezonie świetna była Clara i Peter Capaldi, ale nie porwał mnie ani Dwunasty Doktor, ani nowa, mroczna atmosfera). Wiem, że dużo zależy od mojego nastawienia. Dlatego postanowiłem przypomnieć sobie momenty, które autentycznie mnie w odcinkach Moffata zachwyciły.

9. Możliwość zmiany płci przez Władców Czasu

Wbrew temu, co mogą twierdzić zwolennicy poprawności szowinistycznej i Social Injustice Warriors, pomysł zmiany płci u Władców Czasu to nie współczesna fanaberia. Już w latach 80. Sydney Newman w liście do ówczesnego szefa BBC postulował zmianę płci Doktora. Od zakulisowych propozycji do serialu wiedzie jednak długa droga – i Steven Moffat zrobił sporo, by ją skrócić. To w napisanej przez niego scenie regeneracji Jedenasty Doktor zastanawia się, czy nie jest przypadkiem kobietą. To on pokazał nam, jak żeński Doktor mógłby wyglądać, tworząc River Song. Wreszcie – to on jest odpowiedzialny za Missy, która też chyba ma coś wspólnego z którymś Władcą Czasu…?

Nie wiem, czy to Moffat będzie tym, który wprowadzi X-nastą Doktor. Nie wiem nawet, czy chciałbym, żeby to był on. Ale to on wprost, na ekranie pokazał, że tak, to możliwe. I za to należą mu się wyrazy uznania.

Fot. BBC

Fot. BBC

8. Zabicie Doktora w The Impossible Astronaut

Mało jest twórców, którzy potrafią tworzyć takie cliffhangery jak Moffat: cliffhangery, które wydają się niemożliwe do rozwiązania, z których nie ma wyjścia. To nie jest pierwszy z nich, bo w finale piątego sezonu mieliśmy potrójne kombo Doktora zamkniętego w Pandorice, zabitej Amy i River uwięzionej w wybuchającej TARDIS. Nie jest to też ostatni raz, gdy Doktor mierzył się z własną śmiercią, bo Trenzalore jeszcze przed nami. Ale ten moment – moment, w którym Doktor zostaje zastrzelony przez astronautę z jeziora – jest dla mnie największym i najbardziej spektakularnym. I chociaż rozwiązanie okazało się klapą, to ten niemożliwy moment, w którym wszystko było możliwe, ciągle mam w pamięci.

7. Rozwiązanie wątku Clary

Clara miała trudne początki. Nawet jej najbardziej interesujące momenty (dla mnie Rings of Akhaten) przytłaczał Wątek Główny, zagadka Niemożliwej Dziewczyny, sprowadzająca ją do roli plot device. Tajemnica Oswin i Clary-wiktoriańskiej guwernantki była dla sezonu siódmego tym, czym śmierć Doktora w sezonie szóstym – i sami wiecie, jak to się skończyło. Jednak w tym przypadku efekt końcowy wypada znacznie lepiej. Ostatecznie Clara okazała się bowiem nie pułapką, nie enigmą – tylko zwykłą młodą dziewczyną o niezwykłej odwadze. Takie towarzyszki lubię i w ósmym sezonie to właśnie Clara przyciągała mnie do serialu najbardziej.

Fot. BBC

Fot. BBC

6. Pożegnanie Doktora z Amelią w The Big Bang

Finał piątego sezonu to nadal mój ulubiony z moffatowych finałów. Wszystko w nim działa tak, jak powinno, a świat, w którym czasoprzestrzeń stopniowo się rozpada, robi niesamowite wrażenie. Ale szczególnie chcę wyróżnić scenę, w której Doktor zmierza stopniowo w stronę szczeliny i przystaje na ostatnią pogawędkę ze śpiącą Amelią. To jeden z najlepiej zrealizowanych smutnych momentów w twórczości Moffata. Spokojna rezygnacja Doktora, który właściwie już odszedł ze świata i chce jeszcze tylko pożegnać się z dziewczynką, która na niego czekała, unika nadmiernego sentymentalizmu (na pożegnanie Jedenastego w The Time of the Doctor reaguję podobnie, jak większość fanów na końcówkę The End of Time) i autentycznie chwyta mnie za serce.

5. Paul McGann w The Night of the Doctor

Należało się spodziewać, że 50. rocznica serialu obfitować będzie w niespodzianki – i chyba żadna nie była tak miła, jak obecność Paula McGanna w prequelu Dnia Doctora. Ósmego Doktora życie nie rozpieszczało, bo jego debiutancki „odcinek” nie należał do udanych. Lepiej wiedzie mu się w słuchowiskach, ale (choć żywię do nich sympatię) nie mają one takiej siły oddziaływania jak serial. Dlatego bardzo się cieszę, że w The Night of the Doctor dostał porządną i piękną historię o regeneracji (cała scena z pilotką, którą chce uratować – wspaniała!), którą mogliśmy nie tylko usłyszeć, ale i zobaczyć.

Fot. BBC

Fot. BBC

4. Świat realny to kłamstwo, twoje koszmary są prawdziwe

Przed objęciem stanowiska showrunnera Moffat był fanom znany przede wszystkim ze Strasznych Odcinków. W związku z tym nie mogło na mojej liście zabraknąć elementu grozy. I chociaż lubię Płaczące Anioły i Ciszę tak jak wszyscy, to moim ulubionym motywem, jaki stosuje czasem Moffat, jest nagłe odkrycie nieprawdziwości świata. Nie jest to może rzecz przesadnie oryginalna (Matrix, hello!), ale trzeba przyznać, że Moffat wykorzystuje go z prawdziwą maestrią i potrafi uczynić autentycznie przerażającym. Jednym z koronnych wywołujących ciarki momentów (tuż nad podręcznikami z Last Christmas) jest właśnie ten przywołany w nagłówku: moment, w którym doktor Moon mówi przerażonej dziewczynce, że to, przed czym chciała uciec, to jedyne, co naprawdę istnieje.

3. Moment

Mam kilka problemów z Dniem Doktora; chociaż podoba mi się kierunek, jaki wytyczył dla serialu ten odcinek, myślę, że można to było zrobić w nieco inny sposób. To jednak materiał na inny tekst, teraz bowiem chcę wyrazić swój absolutny zachwyt Momentem: obdarzoną sumieniem bronią z arsenału Władców Czasu, która poddaje próbie tego, kto chce się nią posłużyć. To piękny pomysł, który doskonale pasuje do zaprzątającego Moffata motywu „Doktora jako wojownika”.

No a do tego gra ją Billie Piper.

Fot. BBC

Fot. BBC

2. Everybody lives!

Jeden z najbardziej kojarzonych z Moffatem motywów, który w pewnym momencie musiał się przejeść i nawet sam twórca w ostatnim sezonie świadomie od niego odszedł. Mimo to zakończenie Tańczącego Doktora („The Doctor Dances”) nie straciło nic ze swej siły. W pierwszym sezonie, po Gelth i samotnym Daleku, z tym Doktorem, na którym Wojna Czasu odcisnęła tak duże piętno, słowa: „Just this once, Rose: everybody lives!” obwieszczały niesamowity, nieprawdopodobny triumf.

1. Ten fragment z wywiadu:

When they made this particular hero, they didn’t give him a gun, they gave him a screwdriver to fix things. They didn’t give him a tank or a warship or an x-wing fighter, they gave him a call box from which you can call for help. And the didn’t give him a superpower or pointy ears or a heat ray, they gave him an extra heart. They gave him two hearts. And that’s an extraordinary thing; there will never come a time when we don’t need a hero like the Doctor.

[Kiedy tworzyli tego bohatera, nie dali mu pistoletu, dali mu śrubokręt do naprawiania rzeczy. Nie dali mu czołgu ani okrętu wojennego ani x-winga, dali mu budkę telefoniczną, z której możesz zadzwonić po pomoc. Nie dali mu supermocy ani spiczastych uszu, ani promienia cieplnego, dali mu dodatkowe serce. Dali mu dwa serca. I to jest niezwykłe; nigdy nie będzie chwili, gdy nie będziemy potrzebowali bohatera takiego jak Doktor.]

(Źródło)

Mogę się czasem nie zgadzać z tym, jak Moffat prowadzi postać Doktora w praktyce (również w kwestii tego, jakim bohaterem jest Doktor, ale w tej wypowiedzi udało mu się w niesamowicie zgrabny sposób uchwycić sedno tej postaci. Mam nadzieję, że w dziewiątym sezonie zrozumienie bijące z powyższego cytatu również będzie widoczne – wtedy z pewnością będzie mi się podobać.

Artur Nowrot

Czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na blogu Wysznupane. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).