Fot. Fox

Pierwsze śliwki robaczywki (Scream Queens, Rosewood, Blood & Oil, Limitless, The Muppets)

Artykuł zawiera spoilery z pilotów seriali.

Zewsząd słychać, że jesienny sezon serialowy Anno Domini 2015 ma być słaby i wtórny. Czuć zmęczenie i zwątpienie publiczności, zapowiedzi nie poruszają już tak, jak kiedyś i bardziej czeka się na powrót starych rzeczy niż na premiery.

Ale czy tak jest naprawdę, czy jakość telewizyjnych produkcji spada? Jak prezentują się gorące, szeroko reklamowane nowości? Joanna i Pirjo obejrzały kilka najgłośniejszych tytułów. Przeczytajcie, co myślą na ich temat.

Scream Queens

Pirjo: Trudno w to uwierzyć, ale udało się stworzyć mieszankę American Horror Story i Glee. Ten niezwykły – pod względem konceptu – serial to gratka tak dla współczesnych nastolatków (Ariana Grande! Cudowny, genialny Nick Jonas! A pojawić mają się też Tavi Gevinson i Patrick Schwarzenegger), jak i dla nastolatków z lat 90., dla osób wyrosłych na tamtejszych teen dramach i slasherach, a także na muzyce i estetyce lat dziewięćdziesiątych. Hej, w odcinku trzecim pojawia się Charisma Carpenter, etatowa, serialowa cheerleaderka i sorority girl z dawnych lat (Buffy, Greek). Trudno o lepszy tribute dla gatunku.

Po trzech odcinkach stwierdzam, że fabuła jest pretekstowa i zupełnie ridiculous, ale postacie słodkie, aktorzy świetni, a miłość Brada Falchuka i Ryana Murphy’ego do przyjętej konwencji widoczna jest gołym okiem. Przyjemnie ogląda się serial robiony z zamiłowaniem. To w zasadzie list miłosny w formie serialu! Choć Scream Queens nie nazwałabym dziełem wybitnym ani nawet dobrym, to jest to ten rodzaj pulpy, który może widzowi przynieść dużo przyjemności. I podoba mi się znacznie bardziej od Scream, nieco poważniejszego w tonie serialu emitowanego w MTV, od którego odkleiłam się po paru odcinkach, z nudów.

W nowym dziecku teamu Murphy-Falchuk odnajduję to, co lubię: czytelne nawiązania do Mean Girls, Witchcraft, Sixteen Candles, Szkoły Uwodzenia, Clueless czy – jakżeby inaczej – Krzyku i Koszmaru Minionego Lata, czyniące z tej plastikowej narracji produkt o wysokim połysku i wielkich walorach rozrywkowych. Pomijając wszystko inne, Emma Roberts jest przepiękna w swej roli Chanel numer jeden, a zobaczenie znów na małym ekranie ulubionej sukkubowej dziewczynki Chloe King (z nieodżałowanie skasowanego Nine Lives of Chloe King), czyli Skyler Samuels, to dla mnie radość szczera i głęboka, odczuwalna zupełnie poza kontekstem plastiku. Skyler to bardzo obiecująca młoda aktorka, a na dodatek wygląda jak gotowa postać z anime, więc szkoda, żeby się marnowała. Tęskniłam za jej obecnością. Rozkosznie ogląda się też Jamie Lee Curtis w roli pani dziekan, Lea Michele ujawnia komediowy talent jako Hester, a Abigail Breslin… no cóż, jest moim crushem od niepamiętnych czasów i mogę na nią patrzeć non stop. Tak, dobrze się domyślacie – to serial, w którym większość postaci stanowią kobiety!

W pierwszym sezonie tej komediowo-horrorowej antologii śledzić będziemy losy żeńskiego bractwa Kappa Kappa Tau. A przynajmniej ja planuję śledzić. Zagryzając nachosami z gorącą salsą i na czterdzieści pięć minut wyłączając logiczne myślenie. Inaczej się nie da. Werdykt? Serial dla koneserów gatunku. Może nie znudzę się za szybko – bo choć w przypadku AHS zaczynałam każdy sezon, żadnego nie kończąc, to Glee obejrzałam przecież do samego końca.

Fot. Fox

Fot. Fox

Joanna: Mam jedną zasadę na nowe sezony telewizyjne: każdy serial dostaje trzy odcinki. Nawet jeśli pilot jest absolutnie do bani, albo jeśli jest fenomenalny – jak już kiedyś pisaliśmy, piloty to wyjątkowe zwierzęta i nie da się po nich do końca ocenić serialu. Trzy odcinki to wypracowana metoda – przebrzmiały fanfary pilota, serial znajduje swoją własną drogę, niekoniecznie tę narzucaną przez stację, jest czas na zaznajomienie się z bohaterami i z przesłaniem. Do tej pory uważałam to za dobrą zasadę.

Scream Queens jest pierwszym serialem od lat, który sprawił, że mam ochotę ją złamać. Nie wiem, czy przetrwam drugi odcinek. Przyznaję, nie miałam wielkich oczekiwań – nie przepadam za stylem Ryana Murphy’ego a z AHS przebrnęłam jakoś tylko przez trzeci sezon. Z drugiej strony lubię metahorrory i klisze, a obsada kusiła intrygującym zestawieniem, od Abigail Breslin po Jamie Lee Curtis. I owszem, gra aktorska nie jest zła, ale materiał jaki im dano sprawił, że czterdziestopięciominutowy odcinek oglądałam na raty przez trzy i pół godziny i nie mogłam go zmęczyć. Kąpiel w gorącym oleju w pewnym momencie wydawała się w miarę kuszącą alternatywą.

Z założenia Scream Queens mają być mieszanką kampu, komedii i horroru, jednak kamp jest tu nudny, komedia nieśmieszna, a horror i przerażenie wywołują głównie „subwersywne” rasistowskie żarciki. Ratujcie się, póki możecie.

Rosewood

Pirjo: Dawno takiego serialu nie było, a przynajmniej ja nie oglądałam. Floryda, palemki, jaskrawe krajobrazy, kolorowe samochody i szarmancki, pewny siebie glina – a w tym przypadku patolog – zajmujący się rozwiązywaniem kryminalnych zagadek. Apartamenty na plaży, drinki z parasoleczkami, jachty, pościgi w pełnym słońcu i gorące, latynoskie rytmy… a główny bohater nosi różowe (lub inne, byle krzykliwe) marynarki… czujecie klimat? Dr. Beaumont Rosewood Jr., konsultant policji, to wyszczekany kobieciarz, geniusz w swej dziedzinie, który zmuszony zostaje do pracy z nieufną i zamkniętą w sobie, ładniutką policjantką. Will they or won’t they?

Serial jest dokładnie tym, czym się wydaje, ale sądząc po dwóch odcinkach napisany został przyzwoicie, ma względnie fajne dialogi i dynamiczną akcję. W połowie każdego epizodu „ekipa” omawia dotychczasowe poszlaki, mamy „bazę”, w której się spotykają, struktura odcinków jest wręcz wzorcowa, a zakończenia zamknięte.

Mam miłe wrażenie słoneczności i uśmiecham się po seansie. To chyba dobrze? A jednak dzień później nie pamiętam już twarzy bohaterów, ich imion ani co ich ze sobą łączy. Jest słodko i bezboleśnie, ale przecież nie zdziwię się, gdy całość zostanie szybko zdjęta z anteny. Oryginalności nie ma tu nawet za grosz. Serial do obiadu czy śniadania, można „oglądać” robiąc milion innych rzeczy. Ja nie planuję śledzić go dalej. Jeśli skasują, płakać nie będę.

Fot. Fox

Fot. Fox

Joanna: Pisałam już kiedyś (wielokrotnie zapewne) o tym, jak bardzo nie znoszę seriali o ekscentrycznym geniuszu, którego intelekt sprawia, że wybacza mu się wszelkie „rysy na charakterze”, które zwykle sprowadzają się do bycia zadufanym dupkiem. Ta klisza jest na mojej liście najgorszych grzechów telewizyjnych, zaraz obok budowania konfliktu przez niepotrzebne sekrety i tworzenie napięcia przez lipny flashforward na początku odcinka. Jest jeszcze gorzej, kiedy połączy się to z gatunkiem, który Linda Holmes nazywa „Przygodami Pana Nadzwyczajnego i Pani Detektyw Sceptyczki” (“The Adventures Of Mr. Superabilities And Detective Ladyskeptic”).

Z drugiej strony, jedną z moich ukochanych rzeczy w telewizji i w mediach w ogóle jest competence porn (pożyczając termin Johna Rogersa) – oglądanie postaci robiących to, co umieją najlepiej. Konflikt i napięcie to jedno, a satysfakcja płynąca z oglądania kogoś, kto zna się na rzeczy – drugie. Czasami competence porn spotyka się z zachwytem nauką, jak w CSI. Czasami, niestety, towarzyszy mu tendencja do usprawiedliwiania Geniuszu.

Rosewood w scenie otwierającej pilot plasuje się bardzo blisko pierwszej tendencji. Potem zaczyna tańczyć na linii łączącej wszystkie trzy i przyprawiając mnie o niemały zawrót głowy.

Z jednej strony mamy Rosewooda jako kobieciarza i aroganta, z drugiej dostajemy jego silne, interesujące relacje z matką i siostrą. Minutę po tym jak rzuci irytującym tekstem zaserwuje nam intrygujący pogląd na życie i śmierć.

Ogólnie: solidny procedural ze wszystkimi cechami gatunku i ciekawym, choć frustrującym głównym bohaterem.

Blood & Oil

Pirjo: O, a tego nie było jeszcze dawniej, i przyznam, okrutnie mi się marzył serial w stylu Dallas czy nawet Dynastii – baśń o rodach sławnych, mściwych i bogatych. Wypasiona soap opera, dobrze napisana. Czy to będzie to? Na razie jestem dobrej myśli, bo pierwszy odcinek idealnie wpisał się w moje oczekiwania.

Mamy młodego, ambitnego młodzieńca (Chace Crawford, którego możecie pamiętać z Gossip Girl) bez grosza przy duszy, za to z ciężarną żoną, który trafia w poszukiwaniu lepszego życia na współczesny „Dziki Zachód”, by dzięki sprytowi i łutowi szczęścia kupić w rozkwitającym miasteczku „roponośną działkę” i tak rozpocząć swoją – niewątpliwą – karierę. Setting jest więc jak z westernu, trafiamy nawet do lokalnego „saloonu” i poznajemy czarnoskórych (przyszłych) właścicieli restauracji. Mamy też miejscowego potentata (wspaniały Don Johnson w kowbojskim kapeluszu), jego modelkowatą, chłodną żonę (Amber Valetta) i rozpieszczonego synka (Scott Michael Foster, nareszcie w roli serialowego złoczyńcy!). W pierwszym odcinku dostajemy wszystko, czego by można oczekiwać od obyczajowej dramy: młodzieńczą miłość, a po drugiej stronie emocjonalnego horyzontu grasuje piękna femme fatale; mamy pościgi, jazdę konną, bydło na pastwisku, strzelaninę i nawet bójkę w czarnej kałuży tytułowego oleju. Serial oferuje również toporne aktorstwo, wzniosłe dialogi, zapowiedź klasycznych wątków romantycznych, biznesowych i rodzinnych oraz, równie typowy dla tego typu formuły, wieńczący premierowy epizod cliffhanger.

Fot. ABC

Fot. ABC

Blood & Oil to więc kolejny serial wyłącznie dla fanów gatunku, szczególnie tych wyposzczonych brakiem prawdziwie wystawnych, przegiętych i zarysowanych z fantazją opowieści z życia Pięknych i Bogatych. Sceneria i zamysł są „na swoim miejscu”, teraz wszystko zależy od jakości scenariusza. Trzymam kciuki i póki co oglądam.

Limitless

Pirjo: Pójdźmy dalej. Co by było, gdybyśmy łykając jedną małą pigułkę potrafili uzyskać świadomy dostęp do stu procent możliwości własnego mózgu i do całej swojej pamięci, wszystkich rzeczy, które kiedykolwiek usłyszeliśmy lub zobaczyliśmy? Limitless to film z Bradleyem Cooperem, który rozwijał ten wątek, a teraz uzyskał ładne przedłużenie w formie serialu. Serial jest po trosze remake’iem, a po trosze dalszą częścią, pojawia się nawet Bradley. A jednak tym, co mnie z miejsca „kupiło” jest obecność Jake’a McDormana. To przecież połówka mojego ukochanego bromance’u z Greek (drugie pół jabłka dokonuje złowrogich uczynków jako villain w Blood & Oil i już tu dziś o nim wspominałam). Tak, Greek to jedna z moich najulubieńszych produkcji dla młodzieży i obejrzę pewnie każdy serial lub film, w którym pojawią się jej główni bohaterowie (wybacz, Spencer Grammer). Patrzę na świat z perspektywy Greek-freaka, to dość ekskluzywna nacja, bo nie znam nikogo, z kim bym mogła o serialu porozmawiać… Ale zostawmy smutek i cierpienie, rozumiecie samą ideę – ten aktor, ta twarz, jest kimś więcej niż tylko pierwszym z brzegu amerykańskim młodzieńcem w obsadzie nowego show. A w dodatku w debiutującym serialu jego partnerką została siostra Dextera!

Nic dziwnego, że o Limitless nie umiem się wyrażać rozsądnie i liczę, że Joanna napisze coś z większym sensem i powagą. W każdym razie serial jest uroczy, przyjemny, z narracją z offu, prowadzoną przez głównego bohatera – tak jak lubię. A bohaterem tym wreszcie jest postać pogodna, pozytywna, uśmiechnięta, zaradna i bez choćby cienia depresji. Sam pomysł – marzenie o byciu superczłowiekiem i niebezpieczeństwa płynące z naruszania naturalnego porządku – też mnie przekonuje. Zagadki odcinka i nieco mroczniejszy metaplot składają się na całość w moim stylu. No i Jake! Po prostu, co tu dużo mówić, count me in! Ogląda się niezwykle gładko, to najlepszy i najspójniejszy z omawianych dziś seriali, a przynajmniej tak się zapowiada.

For. CBS

For. CBS

Joanna: Amerykańska telewizja po raz kolejny udowadnia, że nie ma takich umiejętności, których nie można zaraz wykorzystać do walczenia z przestępczością. Limitless jest solidną, typową proceduralką, do tego wpisującą się dość dobrze w obecny prąd telewizyjnych sequeli i remake’ów filmów – serial odpowiedni dla miłośników gatunku.

Kawał dobrej roboty zrobiony jest przy przedstawianiu jak główny bohater wykorzystuje swoje umiejętności – serial zmienia paletę kolorów w zależności od tego, czy mamy do czynienia z bohaterem na dopalaczu czy nie, dialogi z samym sobą przybliżają nam to, jak w danym momencie działa jego umysł, etc. To ostatnie zwłaszcza znaczy, że mamy podwójną dawkę McDormana, co jest zaletą – ten typ serialu musi opierać się na charyzmie bohatera, a ciepło i humor McDormana bardzo w tym pomagają, wybaczam nawet wyświechtany motyw slackera. Obsada w ogóle jest tu sporym plusem – Carpenter, Hill Harper, Ron Rifkin – to solidni i doświadczeni zawodowcy z dobrym warsztatem. Jennifer Carpenter wyraźnie tęskni za możliwością przeklinania, ale uszami wyobraźni słyszę słowa na F w każdej linijce dialogu. Rifkin, jako ojciec głównego bohatera, jest niezbędny dla podtrzymania naszej dla niego sympatii.

Limitless to solidny kawał dobrej proceduralnej roboty i jeden z lepszych seriali obecnego sezonu (szkoda, że nie ma większej konkurencji).

The Muppets

Joanna: Jak na razie najgorsza premiera sezonu i nie wiem, czy cokolwiek ją przebije. Scream Queens są złe, ale przynajmniej próbują coś zrobić z akcją i postaciami – Muppets są kiepskim kabaretowym skeczem wydłużonym do granic nieskończoności. Cały pomysł serialu opiera się najwyraźniej na tym, że znane i lubiane Muppety są dupkami. That’s it, that’s the show.

Zrealizowany w stylu mockumentary za kulisami telewizyjnego show Miss Piggy serial mógłby mieć pewien potencjał, gdyby skupiono się na postaciach i pozwolono Muppetom być Muppetami, ale zamiast tego mamy skrzyżowanie Ekipy i Teda, wykorzystujące ich najgorsze części.

Pilot to parada przewidywalnych żartów na temat formatu, show-biznesu i tego, że typem Kermita są świnie. W tle nowszy model panny Piggy sugestywnie zasysa napój przez słomkę.

Nie chodzi tu o zawodzenie w stylu „zniszczyli mi dzieciństwo” – jak dla mnie, Muppety mogą sobie pić, przeklinać i wszystko inne na p – problem tkwi raczej w wykonaniu, które jest bez polotu i bez pomysłu wykraczającego poza dwuminutowy skecz. Nie mam pojęcia, jaki jest plan na sezon albo kilka i, mówiąc szczerze, nie chcę wiedzieć.

Fot. ABC

Fot. ABC

Pirjo: Dla mnie nawet ostatnie pełnometrażowe filmy były abominacją, nie ma Muppetów bez Jima Hensona. Ten subtelny, wyrafinowany i zarazem zaraźliwie prosty humor odszedł w mrok przeszłości i nie planuję sięgać po „nowe Muppety”. Po co się denerwować kiepskim fanfikiem do legendy?

 

Scream Queens
comedy, horror
Fox, 2015-

Rosewood
police procedural
Fox, 2015-

Blood & Oil
soap opera
ABC, 2015-

Limitless
crime drama
CBS, 2015-

The Muppets
mockumentary
ABC, 2015-

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)