Fot. BBC

Hey, Missy (Doctor Who, Premiera: S09E01–03)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Co sądzicie o rozpisanej na dwa odcinki przygodzie otwierającej sezon? Ja mam mieszane uczucia. Z jednej strony były cudowne momenty, jak herbatka z Dalekami, koncert rockowy w wykonaniu Doktora, Klarcia zamknięta w skorupce Daleka niczym w sarkofagu, mówiąca „It’s weird!” czy wcześniej, wymykająca się z pracy by udać się… do swojej drugiej pracy.

No i ta scena, wymiana zdań, w której Doktor wzruszająco mówi: przyszedłem, bo usłyszałem, że jesteś chory i mnie wezwałeś, a ja jestem lekarzem. On point. Z drugiej, ta cała kabała z Davrosem, pokazująca coś, co nie zawsze w Doktorze lubię: że sam sobie zgotował swój los i że wszystkie wydarzenia z przyszłości/przeszłości zostały w jakiś sposób i w jakimś momencie przez niego stworzone, wywołane, zaprojektowane. Doktor jest spiritus movens własnego uniwersum, jedyną aktywną i wpływową postacią. Sam sobie komplikuje życie, można powiedzieć. I nie do końca mnie takie rozwiązanie przekonuje, bo sprawia, że świat przedstawiony staje się klaustrofobiczny, a wszyscy pozostali bohaterowie są pionkami.

Poza tym ja zawsze sympatyzuję z dziećmi, więc od razu poczułam sympatię do małego Davrosa (świetny młody aktor, przy okazji!) i totalnie nie rozumiem, jak to możliwe, że po wszystkich swoich doświadczeniach Doktor ma jakiekolwiek wątpliwości co do tego, jak należy postąpić. Albo że twórcy kogokolwiek nabiorą takim sztucznym dylematem. Chodzi mi o samą sytuację z ratowaniem (lub nie) małego chłopca. Wiadomo, że Doktor go ocali.

Bo reszta historii, szczególnie wzruszająca rozmowa oponentów, podczas której widzimy, jak są do siebie podobni, ich wspólny śmiech przez łzy, była zrobiona z klasą i wyczuciem, dobrze napisana i ogromnie przypadła mi do gustu. A spodziewany twist czy może raczej seria dynamicznych twistów – bo znów przecież chyba wszyscy wiedzieliśmy, że to będzie pułapka – działał właśnie dzięki fajnie prowadzonej narracji i dzięki kontrastowi spokojniejszej sekwencji rozmowy z wartką akcją. Ale retrospekcja, sceny z chłopcem, to stawianie naszego herosa w „sytuacji wyboru”, znowu i znowu, to mnie w sumie zdenerwowało. Bo nie było potrzebne tej opowieści. Typowe, Moffatowe too much, przeszarżowanie, żeby na pewno nikomu nic nie umknęło. A jak Wy oceniacie premierę? Fajnie było oglądać Daleków, Davrosa, Mastera i Doktora w jednym scenariuszu czy też może to zbyt wiele na raz? Plusy, minusy, najważniejsze momenty?

Fot. BBC

Fot. BBC

Karolina: Mi się podobało! Nie było NAJLEPIEJ, nie było super-hiper fajerwerków, ale premiera dziewiątego sezonu podobała mi się znacznie bardziej niż ósmego. Scenarzyści powoli nauczyli się pisać Dwunastego – głównym minusem poprzedniego sezonu było to, że Doktor co odcinek był inny. Tutaj Doktor już powoli staje się „swoim” Doktorem. Pomiędzy odcinkami pooglądałam sobie fragmenty z Genesis of the Daleks, w którym Czwarty mierzy się z podobnym problemem… ale jest to jeszcze przed Wojną Czasu. Mam wrażenie, że dzięki temu bardziej mi się podobał drugi odcinek.  Minusy: rozwleczona pierwsza część pierwszego odcinka oraz ZNOWU Doktor myśli (lub my mamy myśleć, że on myśli), że umrze. Ileż można? Zwłaszcza, że wszyscy z góry wiedzą, że: 1) Doktor nie umrze, 2) Doktor nie zabije dziecka, 3) Clara i Missy nie zginą lub nie będą trwale martwe. Jak już mówiłam, nie były to dwa wybitne odcinki, ale ja dobrze się bawiłam oglądając, a chyba o to chodzi… Choć okulary mi się nie podobają i chyba się do nich nie przekonam!

Ramzes: Bardzo podoba mi się powrót do zwyczaju częstszego tworzenia dwuodcinkowych historii, co w przypadku premiery zdało egzamin – opowieść została należycie poprowadzona i dostaliśmy dzięki temu wiele dobrze przemyślanych momentów. Zgodzę się jednak co do tego, że – choć generalnie wyszło to historii na dobre – odcinek pierwszy został niepotrzebnie obarczony oczywistymi cliffhangerami. Bo tak jak mówicie – Doktor nie zabije dziecka, Clara i Missy nie zginą. Drugiemu odcinkowi natomiast zabrakło niewiele do ideału. Świetnie pokazano relację Doktora z Davrosem, podobnie jak fenomenalną Missy, no i Clara w Daleku – aż się przypominają stare już czasy premiery siódmego sezonu. Ale żeby dodać do tego łyżkę dziegciu, muszę wyrazić rozczarowanie tym, jak Doktor poradził sobie ze zdradą Davrosa. Premiera w oczywisty sposób nawiązuje do klasycznych serii (i za to chwała), których nie oglądałem, więc być może i to był hołd dla tamtych czasów, ale stwierdzenie „I knew exactly what you were doing and I let you do it” wydało mi się… leniwym od strony scenariusza, takim trochę pójściem na skróty. Przy tym skojarzyło mi się ze starym skeczem o Doktorze (notabene też autorstwa Moffata), a chyba nie o to chodzi, żeby do głowy przychodziły akurat takie skojarzenia.

Ale Doktor z gitarą sprawia, że jednak patrzę nieco przychylniej na wady premiery.

Karolina: Tak! Ten skecz też mi się przypomniał podczas seansu!

Pirjo: A jak oceniacie odcinek trzeci, podobał się Wam czy może raczej średnio? Oczywiście, to znów tylko połówka, więc na razie możemy tylko z grubsza przyjrzeć się klimatowi i pomysłowi na scenariusz, ewentualnie zastanowić się, czy dwuczęściowe historie są yay or nay? (Ja jestem ma TAK!). Ale jestem też trochę w rozkroku, bo znów, z jednej strony pierwsza połówka całkiem mi się podobała, Doktor był w dobrym humorze, uśmiechnięty i nie opowiadał wreszcie o swojej rychłej śmierci, ani o różnych Rzeczach Ostatnich, i dokładnie tak, jak sobie życzyła Clara – przygoda! Duchy pod wodą! Było trochę biegania, uciekania, zagadka, którą trzeba rozwikłać. Nowe, doktorowe okularki. Całkiem sympatyczna załoga podwodnej bazy. Ale z drugiej strony, choć głęboko pod wodą, to brakowało mi jakiejś głębi. Nie był to najlepszy odcinek w stylu „lekkiej przygody z dreszczykiem”, ale oglądało mi się go dobrze. Zanosi się, że tak jak w ubiegłym sezonie bardziej podchodzić mi będą pojedyncze historie, a niekoniecznie przekona mnie metaplot. Ale zobaczymy. A co Wy myślicie?

Karolina: Ja znowu jestem na yay! I to bardziej na yay niż po poprzednich odcinkach! Dobrze się oglądało, przypominało trochę Waters on Mars, czyli jeden z moich ulubionych odcinków. Było strasznie i śmiesznie, mrocznie i krypnie. Bardzo mi się podobała niesłysząca szefowa i jej tłumacz. Nie mogę się doczekać następnego!

Ramzes: Też bardzo na tak. Jak wspomniałem wyżej, zdecydowanie popieram dwuczęściowe historie, a ta zapowiada się naprawdę interesująco. Ja w ogóle szalenie lubię odcinki skonstruowane na zasadzie dołączenia Doktora do zespołu pięciu, sześciu osób, które napotykają coś wykraczającego poza ich zrozumienie, szczególnie jeśli ciekawie pokazano interakcje w grupie, a tutaj się to udało. W Doktorze cenię przy tym powrót do opowiadania zajmującej historii kosztem efektowności i fajerwerków – za pomocą kilku zamkniętych pomieszczeń i zbioru różnych osobowości naprawdę da się przekazać interesującą opowieść! Do tego w końcu widać w Dwunastym tę iskrę, kiedy ma do rozwiązania zagadkę, z którą nikt inny nawet nie ma szans się mierzyć – takiego Doktora chcę oglądać.

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: Porozmawiajmy o towarzyszce, shall we? Nadal, po tych wszystkich sezonach i odcinkach mam mieszane uczucia co do Clary jako postaci. Najpierw była nieprawdziwa i niemożliwa, potem zmieniała charakter z pięć razy i cały czas żegnała się z Doktorem, ciążyła na niej ta zbliżająca się, mrożąca sytuacja rozstania. Jenna z Capaldim działa lepiej niż ze Smithem, ale nie było żadnego momentu, w którym Clara i Doktor po prostu podróżują i nic im nie grozi, to znaczy nic nie grozi ich związkowi. Zawsze czułam niepokój, nad tą relacją ciąży straszliwe fatum i napięcie odpychające od siebie postacie, zamiast je przyciągać. W opowieści o Klarci jest w moim odczuciu początek i jest koniec, ale nie ma środka. To powiedziawszy chcę wyznać, że tandem Clara i Missy, ukazany w dwuczęściowym odcinku premierowym uwiódł mnie, cudownie się sprawdził i sprawił też, że zaczęłam sprzyjać pomysłowi wypuszczenia żeńskiej inkarnacji Doktora i zwizualizowałam sobie, jak to by mogło wyglądać w praktyce. A przyznacie, wyglądało świetnie! Co sądzicie o Clarze, o Missy i o koncepcji żeńskiego Doktora?

Karolina: A ja Clarę lubię i prawie zawsze pałałam do niej sympatią, nawet jeśli scenariusz temu nie sprzyjał… Bardzo podoba mi się jej ciekawość świata i pociąg do przygody (a we Flatline absolutnie miażdży jako Clara-Doktor). Ale też mam nadzieję, że teraz relacja Clara – Doktor będzie już stabilna, że rozstaną się w przyjaznych okolicznościach. Drużyna Clara – Missy świetnie działała, choć co do Missy mam mieszane uczucia. Nie wiem sama co mi nie gra: Michelle Gomez jest bardzo dobra, pomysł z żeńską inkarnacją Mastera świetny (czekam na panią Doktor!), ale coś nie pasuje. Może to „chcę cię zabić, ale cię lubię”? A może to dlatego, że z wyglądu i z zachowania Missy trochę zbyt przypomina inne „paskudne damy” (Miss Hartigan z Next Doctor, właścicielkę banku z Time Heist czy wręcz Madame Kovarian). Nie, żebym jej nie lubiła: tutaj sprawdziła się świetnie, ale chętnie od niej odpocznę.

Ramzes: Relacja Clary z Missy była cudowna, ale… no właśnie, czy nazbyt niekonsekwentna w stosunku do Clary? Rozumiem, że Missy jako Time Lady ma dużą przewagę intelektualną nad swoją wymuszoną towarzyszką i to ona sobie prędzej poradzi na planecie pełnej Daleków, ale ta rezolutna, nieustraszona i inteligentna Clara tak po prostu daje sobą kierować? I to kierować nemezis Doktora? Ok, zawdzięcza jej życie, ale jest wręcz boleśnie świadoma tego, jak bardzo Missy potrafi manipulować, a mimo tego jej słucha, przy swoim, bądź co bądź, raczej słabym sprzeciwie. To natomiast nie zmienia mojej opinii na temat samej Missy – uważam, że Michelle Gomez skradła premierę dla siebie. A żeński Doktor jak najbardziej tak. Pewnie mitologia Doktora uległaby drobnej kosmetyce, bo zawsze nam powtarzano, że wszystkie cywilizacje przekazywały sobie historie o „mysterious man in a blue box”, ale myślę, że podobnie jak w przypadku casusu Tolkienowskiej Éowyn, dwuznaczność angielskiego man działa tu na korzyść.

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: Podsumowując, jak oceniacie to, co zobaczyliśmy w trzech pierwszych odcinkach? Lepsze, gorsze czy może „więcej tego samego, co zwykle”?

Może czas zadać trudne pytanie, czy Doctor Who powinien i będzie w stanie istnieć bez końca? Ratingi spadają, scenariusze są więc zdaniem większości odbiorców coraz słabsze, a na pewno nierówne. Przyzwyczailiśmy się do specjalnego statusu Doktora, ale przecież to serial i tak jak inne, podlega prawom rynku. Ktoś go musi oglądać. Czy ostatnie wieści o spin offie, skierowanym do młodszego widza, to oznaka rozwoju czy może paniczna próba ratowania sytuacji? Czy sądzicie, że może się zdarzyć, za kilka sezonów, że serial o podróżniku w magicznej budce po prostu zostanie zawieszony czy skasowany? Że formuła ponownie się wyczerpie? A może jesteście pewni, że Doctorowi nigdy nic nie zagrozi?

Karolina: Spin offy w DW to nic nowego. Było Torchwood, były The Sarah Jane Adventures. Chętnie obejrzałabym serial o przygodach Clary i Missy…. (Clara opuści Doktora dla Missy? :D). Nie wróżę temu najnowszemu długiego życia, ale zobaczymy. Co do początku dziewiątego sezonu: mi się podobał znacznie bardziej niż większość sezonu ósmego, oby tak dalej! Odcinki, które już widzieliśmy może nie należą do jakichś bardzo oryginalnych czy wybitnych, ale dobrze wpisują się w lubiane (przeze mnie!) schematy i czuję, że ten sezon będzie naprawdę DOBRY, a na pewno lepszy od poprzedniego.

Ramzes: Mnie też początek sezonu bardzo przypadł do gustu. Wydaje się, że Moffat z resztą scenarzystów mają niezłą wizję na tegoroczne odcinki, a przy tym wiedzą, jak tę wizję przekazać. Błędów się nie uniknie, ale i nie oszukujmy się – z każdym nowym rokiem mierzą się z coraz większą legendą, a i my jako widzowie robimy się coraz bardziej wybredni, czy tego chcemy czy nie, bo zwiększająca się liczba obejrzanych/oglądanych seriali lub choćby odcinków samego Doktora sprawia, że i nasze oczekiwania ciągle ewoluują.

Ale o najbliższą przyszłość serialu jestem spokojny – wydaje mi się, że póki co wierna publiczność się utrzymuje, a jakość mimo wszystko zachowuje w moim odczuciu bezpieczny poziom. Do tego w końcu trzeba będzie zmienić głównego showrunnera i może to znacząco odświeży markę? Ale to już temat na osobną i dłuższą dyskusję…

Fot. BBC

Fot. BBC

Doctor Who
science fiction
BBC, 2005–

Piotr „Ramzes” Mrowiec
Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.

Karolina Rybicka
Jako Rybka tworzy pół duetu odpowiedzialnego za bzdury na http://dobryfilmzlyfilm.wordpress.com/. Trochę tłumaczy, chociażby co to jest to dziwne coś, co właściwie studiuje. Uwielbia seriale BBC (zwłaszcza kostiumowe) i literaturę dziecięcą. Fascynują ją modernizacje klasyki literatury. Zajadle gra w Scrabble, lubi wracać do kochanych książek i filmów oraz bazgrać po sprzętach złotym pisakiem.

Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.