Fot. NBC

Bohaterowie z przeszłością (Heroes, S01–04)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Herosi to ostatni serial, który oglądałam w telewizji, oczekując na kolejne odcinki, pojawiające się raz na tydzień, o określonej porze, na ekranie domowego odbiornika. Wydaje się, że to było eony temu! Nie wiem jak Wy, ale w międzyczasie zdążyłam się zupełnie odzwyczaić od tej formuły. Co pamiętam z tamtych czasów i z tamtego oglądania serialu? Emocje, zwroty akcji, lekkość i kolor. Poczucie humoru. Genialny i nowatorski pierwszy sezon. A Wy, jakie było Wasze zetknięcie z Heroes? Też w polskiej telewizji czy może już później?

Joanna: Na bieżąco, ale nie w telewizji (jak, można się domyślać ;)). To były jeszcze czasy, kiedy na nowy sezon telewizyjny wyczekiwałam z napięciem, czytając spoilery i zajawki w brytyjskiej prasie sci-fi, zdobywanej po empikach. Heroes przyszło na fali popularności Lost i jako jeden z lepszych debiutów seriali z tej fali – z tzw. high concept, tendencją do skoków w czasie i z wielką, zróżnicowaną obsadą. I mimo dość mocnego spadku jakości w późniejszych sezonach, nadal radził sobie całkiem nieźle w porównaniu z konkurencją, jak np. Flash Forward czy innymi naśladowcami. No i oczywiście wyprzedził trend seriali superbohaterskich o dobrych kilka lat, jednocześnie proponując coś bardzo wyjątkowego – superbohaterów niebędących już znanymi postaciami.

Fot. NBC

Fot. NBC

MrYoda: Rzeczywiście, pamiętam, że Heroes pojawił się na wczesnym etapie boomu na seriale, ale ja oglądałem go już w formule „odkryj nowy serial → pobierz wszystko, co jest z Internetu → binge watching po nocach, aż dojdziesz do aktualnie ostatniego odcinka → czekaj na ciąg dalszy, płacząc po nocach”. Był to etap w moim życiu, w którym namiętnie oglądałem różne anime i kreskówki z lat 90., w tym m.in. X-menów. Chyba właśnie dlatego Heroes tak mi podeszło. Myślałem o tym serialu jako o swoistej kopii właśnie tej formuły (A. niektórzy ludzie mają ponadnaturalne umiejętności; B. każdy z nich potrafi coś innego; C. muszą sobie jakoś z tym (i ze sobą samymi) poradzić; D. trzeba uratować świat gdzieś w tak zwanym międzyczasie). Zakochałem się w serii z miejsca, od pierwszego odcinka. Potem, kiedy pojawił się w polskiej telewizji też obejrzałem kilka odcinków, ale nie mogłem przyzwyczaić się do obecności lektora – słuchanie dialogów w polskim tłumaczeniu odjęło serialowi w moim odczuciu co najmniej 2–3 gwiazdki na 10-stopniowej skali.

Pirjo: Zapytam teraz, co pamiętacie z serialu i czy widzieliście wszystkie sezony? Jakie cechy produkcji zwróciły Waszą uwagę, dlaczego go w ogóle oglądaliście? Dla mnie pewnym novum była warstwa wizualna, kojarząca się z komiksem, dzięki używanej na ekranie czcionce, sposobom narracji, no i dzięki ważnej dla scenariusza roli rysownika noweli graficznych. Nie można też zapomnieć o obecności komiksowych zeszytów i generalnie o użyciu motywu sztuki jako mającej moc przewidywania przyszłości. Zresztą Herosi doczekali się komiksowej formy.

Drugą atrakcją serialu były dla mnie ciągłe fabularne twisty, nie można było się nudzić, każdy odcinek przynosił jakąś rewelację, a każdy sezon – mocny cliffhanger. Ktoś okazywał się czyimś synem, bratem, sekretnym wspólnikiem czy wersją z przyszłości. Bohaterowie nieustannie zmagali się z nadciągającą katastrofą. A wszystko ujęte było w precyzyjny, nieuznający przypadków scenariusz – to cecha, która mi się dość długo podobała, zanim zaczęła mnie nieco nużyć. Przykład? Mała dziewczynka, którą Parkman ratuje w jednym z pierwszych odcinków, wydawałoby się nieistotna, powraca jako niezwykła Molly kilkanaście epizodów później. Każdy detal się liczy, a wszystko jest zapięte na ostatni guzik. A jakie motywy czy zwroty akcji Wy pamiętacie najlepiej?

Fot. NBC

Fot. NBC

Joanna: Popularyzacja hashtaga „Save the cheerleader, save the world” zanim hashtagi stały się powszechne. Ten serial znakomicie dozował informacje, zwłaszcza we wcześniejszej fazie, żonglując wielką obsadą i coraz to nowymi rewelacjami. Telewizja high concept ma zawsze najwięcej problemów z rozciągnięciem pomysłu na odcinki i sezony – komiksowe podzielenie serii na rozdziały i tomy jednocześnie bardzo w tym pomogło i pasowało do estetyki serii.

Pamiętam też niesamowity sztorm w fandomie kiedy okazało się, że Claire i Peter są spokrewnieni – w shipperskim grajdołku wręcz zawrzało – Gra o Tron jeszcze nas nie przyzwyczaiła do kazirodztwa.

MrYoda: Przede wszystkim Zachary Quinto jako Sylar i to, jak bardzo mnie ta postać przerażała, zwłaszcza w pierwszym sezonie. Większość postaci była dobrze pomyślana, miała swoje ciekawe aspekty, starannie przemyślane historie i motywacje, losy – zdałoby się zupełnie niezwiązanych ze sobą postaci – przeplatały się ze sobą w przekonujący i niebanalny sposób. Do tego podróże w czasie, Hiro z przyszłości, który przybywa, by przekazać wiadomość, apokaliptyczne wizje. Wszystko to niezwykle mnie zajmowało, nawet pomimo osłabienia się serii w kolejnych sezonach. Ale największe wrażenie zrobił na mnie główny zły, boogeyman, którego twórcy serialu kazali nam się bać przez bardzo dużą część serialu. Z jakiegoś powodu postać ta na tyle mocno odcisnęła się na mojej psychice, że raz, oglądając jakiś wywiad z Zacharym, w którym był on niezwykle miły, uśmiechnięty i czarujący, miałem ciarki na plecach, gęsią skórkę i czekałem tylko, aż facet zacznie zabijać…

Pirjo: Wspomniany rysownik komiksów, Isaac Mendez był, oprócz niezłomnej cheerleaderki, moją ulubioną postacią serialu. Zupełnie mnie nie dziwi, że Santiago Cabrera robi karierę jako najpiękniejszy muszkieter Jej Królewskiej Mości, że w międzyczasie był też Lancelotem; nie zaskakuje wieść, że Hayden Panettiere udanie wciela się w charyzmatyczną divę muzyki country w hitowym serialu Nashville. To niepowtarzalni, ciekawi aktorzy. A trzecią ulubioną postacią, zarówno jeśli chodzi o odgrywanie, jak i o pomysł na bohatera, był dla mnie wspomniany Sylar, seryjny morderca z „zegarkowym umysłem”, czyli Zachary Quinto. To chyba jeden z najlepszych villainów w TV! Heroes to również kopalnia postaci drugo- i trzecioplanowych, obecność aktorów, którzy w kolejnych latach rozwijali swoje talenty na dużym i małym ekranie, takich jak Kristen Bell czy David Anders. A które jeszcze postacie przychodzą Wam na myśl, gdy słyszycie tytuł Heroes? Team Hiro?

Joanna: Hiro był ciekawą postacią pod kątem fan service – razem z Ando reprezentowali do pewnego stopnia widownię, zwłaszcza spod znaku genre savvy. Obecność takich postaci pozwala na zachowanie dystansu do opowiadanej historii i do gatunku. Zwykle dość lubię ten typ, choć w przypadku Hiro czasami pojawiało się za dużo fanboy-owości jak na mój gust.

Ale tak wielka obsada pozwala zwykle każdemu widzowi znaleźć przynajmniej kilka interesujących wątków i postaci. Dla mnie byli to głównie Niki Sanders i jej rodzina, i Mohinder Suresh i jego quest poszukiwania odpowiedzi.

Fot. NBC

Fot. NBC

MrYoda: Ciekawe było to, że każda z postaci była inna, miała swój styl, do pewnego momentu także oddzielną historię. Prawie każda z nich doczekała się też ciekawego rozwinięcia swojego wątku. Najbardziej czekałem na to, by wyjaśniło się, o co chodzi z Peterem Petrellim? Na czym polega jego moc, dlaczego jest taki ważny w tym, co ma nastąpić, czemu jego brat nie mówi mu prawdy? Wszystko zaczęło pięknie nabierać tempa, gdy spotkał Niewidzialnego Człowieka (mała, acz bardzo udana i niezapomniana rola Christophera Ecclestona). Potem przez jakiś czas najbardziej czekałem na to, co stanie się z Mattem Parkmanem. Początek jego dochodzenia do ładu z nowopoznanymi mocami już był ciekawy, a później, gdy okazało się, że jego zdolności są prawie nieograniczone, gdy w pewnym momencie on sam stał się przerażający (na krawędzi popadnięcia w skrajnie niebezpieczny Kompleks Boga… Wspomnijcie choćby to, jak uwięził Sylara – tego samego, którego widzowie i pozostali Herosi bali się tak strasznie tyle czasu – w więzieniu jego umysłu i zamurował w piwnicy domu…), jego wędrówka na pustynię i spotkanie z szamanem. Niesamowita przygoda!
Zawsze trzymałem też kciuki za Niki i uwielbiałem Hiro już od pierwszej sceny, kiedy przypomniałem sobie, ile razy w życiu sam sprawdzałem, czy przypadkiem nie mam jakiejś mocy, która nie zamanifestowała się do tej pory :)

Pirjo: Serial został skasowany, a ostatni sezon oceniany był jako najsłabszy, zresztą wyniki oglądalności pokazują mocną tendencję spadkową. Czy Wy także zauważyliście ten spadek formy, oglądając? Dotrwaliście do końca? Czy seriale poznaje się po tym, jak się kończą, czy jak się zaczynają?

No właśnie, piszemy o Herosach nie bez powodu – stacja NBC zdecydowała się wskrzesić urwany dość niespodziewanie serial. Najpierw pojawiło się mini-webseries, spinające stare sezony z nowym, a teraz premierę swoją miał nowy cykl – Heroes reborn, budzący różnorodne reakcje. To prowokuje do pytań i rozmyślań, czy rezurekcja ma sens, bo w międzyczasie konwencja superbohaterska doczekała się wielu ciekawych tytułów i w zasadzie na fali inwazji Marvela i DC przeżywamy serialowy, superbohaterski boom i skok. Z drugiej strony, serial przerwany został nagle i nie doczekał się stosownego zakończenia. Czy stare, dobre Heroes broni się w świetle licznych, komiksowych seriali, czy oglądaliście lub potencjalnie obejrzelibyście go ponownie? Czy ta pogrążona w hibernacji franczyza ożyje i przyciągnie młodych odbiorców, czy tylko dopieści starą gwardię? Macie ochotę na nowe sezony?

Fot. NBC

Fot. NBC

Joanna: Ciekawi mnie jak Heroes odnajdzie się w nowym krajobrazie telewizyjnym, gdzie aż roi się od masek i peleryn. Serial ten jednak zawsze wyróżniał się po pierwsze tym, że nie był adaptacją znanej franczyzy bohaterskiej – nawet teraz odchodzi od znanych postaci z pierwszych sezonów i daje nam całkiem nowych bohaterów, co częściowo zapewne motywowane jest dostępnością aktorów, ale mimo wszystko ma efekt na historii. Po drugie, format zazębiających się osobistych historii – częsty w serialach z rozbudowaną obsadą – sprawia, że każdy widz ma szansę znaleźć wątki dla siebie. Heroes zawsze dobrze radził sobie z obsadą, od weteranów telewizji gatunku po utalentowanych nowicjuszy; tym razem miesza jeszcze znane i nowe twarze. Cieszy mnie obecność Zachary’ego Levi, dla którego oglądałabym cokolwiek. Fakt, że serial ma dość poważną bazę fanowską – widzów, którzy czekali na wznowienie – może mu dość mocno pomóc w erze hype’u społecznościowego. Ciekawe tylko, czy tym razem serial utrzyma formę i nie zaprzepaści potencjału.

MrYoda: Nie zdążyłem wgryźć się jeszcze w nową serię spod znaku Heroes, ale wydaje mi się, że jeżeli pracować będzie przy tym ta sama ekipa, co przy oryginalnym serialu, to jest bardzo duża szansa, że nie będzie to tylko odcinanie kuponów w oparciu o markę. Jest szansa, że powstanie coś naprawdę dobrego, nowa jakość zbudowana na sprawdzonym fundamencie. Jak wspomniała Joanna – serial ma swoją bazę fanów, w której z pewnością znajdzie się mnóstwo osób, które rozczarowało wycofanie serii i które nie mogły się doczekać wznowienia czy kontynuacji jakiegoś rodzaju. Ja sam z pewnością sprawdzę, z czym mamy do czynienia tym razem. Nie bez lęku – wiadomo, jak to często bywa z sequelami i kontynuacjami – ale mam sporo nadziei i będę trzymał kciuki za to, by twórcy odzyskali dawną formę, bo uwielbiam superbohaterów! A historia opowiadana w Herosach miała jednak swoją specyficzną jakość, inną w pewnym stopniu od tego, co powstaje w oparciu o uniwersa DC i Marvela.

 

Heroes
supernatural drama
NBC, 2007–

Joanna Kucharska
Człowiek-katarynka, z opinią na każdy temat. Urodzona w Krakowie, żyje przed ekranem. Uzależniona od kawy, musicali i złych żartów słownych. Czasami pisze, częściej przeklina migający kursor. Porzuciła hatewatchowanie na rzecz hope-watchingu, bo zdrowiej dla psychiki.

Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Maciej „Mr Yoda” Walasek
„Chłop z Mazur”, którego losy zagnały na południe. Człowiek, o którym powiedzieć można wiele, ale na pewno nie to, że jest nudny. Cierpi na wieczny brak czasu, chociaż sam nie wie, na czym mu on ucieka. Czyta, ogląda, obserwuje, tłumaczy i dzieli się ze światem swoimi spostrzeżeniami – tym razem przez Pulpozaura.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)