Fot. Comedy Central

Drugie śniadanie (Quantico, The Grinder, Moonbeam City, The Player, Grandfathered)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery z pilotów seriali.

Pisaliśmy już o pierwszych jesiennych premierach. Joanna omówiła piloty fantastyczne, a potem razem z Pirjo wzięły na tapetę najgłośniejsze, nowe tytuły. Czas na drugą turę – seriale, które także przyciągnęły ich uwagę, na tyle, że warto o nich porozmawiać.

Quantico 

Pirjo: To serial z nielubianym przez Joannę fastforwardem – stało się coś strasznego, terrorystyczny atak, nie wiemy jak, dlaczego, nie wiemy kto. Dlatego cofamy się wstecz, by prześledzić historię szkolenia nowego narybku w tytułowym Quantico, czyli kandydatów na specjalnych agentów rządu USA. Napięcie związane z nieuniknioną tragedią nakręca akcję, sprawiając, że czuję się troszkę jak rok temu, w trakcie oglądania How to Get Away With Murder, serialu, który porzuciłam po pierwszym sezonie. Tam zabrakło mi bohaterów, z którymi bym się mogła zidentyfikować, których bym polubiła. Tutaj tacy bohaterowie są, nawet jeśli każdego i każdą z nich podskórnie podejrzewamy o to, że jest kimś innym, niż się wydaje. W obsadzie jest kilka twarzy znanych z innych seriali, a główną rolę gra Priyanka Chopra, nie dość, że kobieta, to jeszcze Hinduska. To nie jest oczywisty wybór dla tego gatunku serialowego i dla seriali w ogóle. W retrospekcjach oglądamy jej wspomnienia z nieodległej przeszłości, a pierwsze dni szkolenia wyglądają jak skrzyżowanie teen dramy o uczniach w nowej szkole i Igrzysk Śmierci. Nic dziwnego, że serial reklamowany jest jako mash-up Grey’s Anatomy i Homeland. Łatwo się wczuć w prezentowane wątki, produkcja poprowadzona jest bardzo, bardzo sprawnie. Przyjemna rzecz.

Fot. ABC

Fot. ABC

Joanna: To akurat rzadki przypadek tego, że flashforward może dobrze działać, jeśli jest umiejętnie wykorzystany jako forma narracyjna inherentna dla opowieści, a nie tani sposób budowania napięcia. (Nie zawsze narzekam!) Podobnie było w Lost i w How to Get Away With Murder, gdzie ten zabieg jest nie tylko efektowny, ale też wpisuje się w konwencję i w opowiadaną historię. Tutaj bohaterka musi poskładać swoją historię, żeby rozwiązać zagadkę, więc motyw działa całkiem dobrze.

Pierwsze dwa odcinki tak naprawdę nie dają ani głównej bohaterce, ani widzom chwili na oddech – nawet spokojniejsze chwile w akademii dla przyszłych agentów FBI są podszyte niepokojem, każdy ma swoje sekrety i nikomu tak naprawdę nie można ufać. To może się okazać dla mnie jednym z największych problemów w tym serialu, na dłuższą metę – trudno mi sympatyzować z postaciami, którym nie ufam. Na razie główna bohaterka wydaje się poza podejrzeniem, ale nie jestem pewna, jak długo to potrwa.

Wielką zaletą serii wydaje się już obsada – nie ma w niej wielkich nazwisk, są za to znane twarze serialowe. Priyanka Chopra jest nie tylko absolutnie zjawiskowa, ale też dobrze radzi sobie z główną rolą. Nie jest to przełomowy i wstrząsający serial, ale jak na razie jest to jedna z solidniejszych premier sezonu i zdecydowanie do oglądania dalej.

The Grinder

Joanna: Komediowy procedural meta? Z Robem Lowe reinterpretującym połączenie swoich postaci z Parks & Rec i z West Wing? Fred Savage przed kamerą i Natalie Morales w powracającej roli? Chyba nie mam tutaj zbytniego wyboru.

Lekcje odcinka są dosyć wyświechtane, a cały koncept mocno naciągany, ale pomiędzy trafnymi żartami z formuły telewizyjnej i świetną obsadą nie przeszkadzało mi to zbytnio. Trudno powiedzieć, czy konflikt między braćmi można będzie rozciągnąć na więcej niż kilka odcinków zanim stanie się to męczące, ale aktorzy być może pociągną ten serial dłużej niż same scenariusze. Warto obejrzeć chociażby dla genre savvy postaci i czytelnych nawiązań do dyskursu okołotelewizyjnego.

Fot. Fox

Fot. Fox

Pirjo: Ten serial jest esencją lekkości i niczym nie zaskakuje. Jest całkiem miły, jasne, ale czy to wystarczy? Z drugiej strony zdaje mi się, że nie mamy teraz w ramówce żadnego „prawniczego sitcomu”, więc serial może wypełnić tę lukę. Obejrzałam dwa odcinki i odnoszę wrażenie, że The Grinder szuka swojej ścieżki, swojej unikalnej formuły, a relacje wewnątrz rodziny, do której należą bohaterowie, jeszcze się kształtują. Niektóre postacie są bezbarwne, płaskie, nijakie, albo jeszcze ich nie rozumiemy, brak im wyrazistości. Serialowa banda musi się „dotrzeć”, bo tylko wtedy pojawi się prawdziwy komediowy potencjał. Jak lubię Freda i Roba, tak serialu nie lubię. Czy inaczej: nie mam na niego czasu.

Moonbeam City

Pirjo: Moonbeam City jest animowanym proceduralem komediowym. Każdy odcinek to jedna sprawa, rozgrywająca się w trakcie dwudziestu paru minut, rozwiązywana przez grupkę policjantów fikcyjnego miasta, w fantastycznej wersji lat 80. Humor jest nieco czerstwy, zagadki banalne, ale serialem warto się zainteresować, bo ma w sobie pewien hipnotyzujący czar. Detektywi są ekscentryczni, piękni i bardzo charakterni, szczególnie dzięki podkładającym głosy gwiazdom, takim jak Elizabeth Banks, Rob Lowe (znowu on!) czy Kate Mara.

Fot. Comedy Central

Fot. Comedy Central

Dla mnie serial jest skrzyżowaniem stylistyki Metalocalypse, z jego przegiętą, karykaturalną przemocą, pokazywanymi z lubością rysunkowymi masakrami, epickimi villainami; i starego dobrego Scooby-Doo, z zagadkami, w których sprawcą zawsze okazuje się ktoś, kogo już znamy, tylko zamaskowany. Jest w tym miejscowo nudnawym, parodiującym Miami Vice sitcomie od Comedy Central ogromny potencjał na bycie serialem kultowym, takim, który się ogląda na imprezach i to po wielokroć, przymykając oczy na minusy fabularne, ciesząc się wizualnym karnawałem genialnych kadrów i żenujących one-linerów. Świat Moonbeam City to w zasadzie trzy kolory – czerń, róż i błękit, a także wszelkie odcienie między spektrum różowego i niebieskiego, barwy kojarzące mi się z różnymi stadiami rozwoju siniaka… a w zamyśle pewnie związane z zachodem słońca, wschodem księżyca i kiczem lat 80. Jest to też miasto pełne szaleńców, indywidualistów, złoczyńców i rozpieszczonych diw. Nabuzowane syntezatorową muzyką, napisaną i wykonywaną przez intrygujący synthpopowy zespół Night Club szybko staje się metropolią z unikatowym charakterem.

Historie są banalne, ostrzegam, totalnie dziecinne i pozbawione dramaturgii – Miasto Księżycowego Promienia jako zwykły procedural na pewno nie miałoby szans przetrwania, humor też jest drugiej świeżości, ale jestem pewna, że przygody Dazzle’a i Chrysalis znajdą swoją publiczność. Ja będę oglądać dalej ze względu na muzykę i na estetykę, w jakiej się ten sitcom porusza. To w końcu tylko dwadzieścia minut tygodniowo, a jaka uczta dla oka!

Fot. Comedy Central

Fot. Comedy Central

The Player

Joanna: Ten serial to klasyczny John Rogers: bohater igrający ze swoją ciemną stroną, skomplikowany związek z byłą żoną (szybko zresztą zalodówkowaną), funkcjonalny alkoholizm. W tle grzechy bogatych i problem dystrybucji władzy i majątku w społeczeństwie. Na pierwszym planie bohater z intrygującym zestawem umiejętności i coodcinkowy competence porn.

Problem w tym, że Leverage zrobiło to już wcześniej, zabawniej i z o wiele większym urokiem, więc polecałabym raczej obejrzenie tamtej serii (pierwszy raz albo ponownie). The Player traktuje siebie zabójczo poważnie – i to jest największy problem tej serii – przy dość naciąganym głównym koncepcie: niesamowicie bogaci zajmują się hazardem, obstawiając szanse zapobiegania przestępstwom – a wszechwiedzący system AI jest dostępny dla Gracza próbującego je powstrzymać. Do tego typowa dla konspiracji dawka tajemnic i nikt nie ufający nikomu.

Rogers jest jednym z moich ulubionych showrunnerów, po części ze względu na tendencję do traktowania widowni jak ludzi w miarę inteligentnych, po części ze względu na zamiłowanie do researchu, po części dlatego, że opisuje szczegóły swoich serii (Leverage i The Librarians) na swoim blogu, Kung Fu Monkey. Spodziewam się po nim czegoś więcej niż serialu akcji ze średniej półki, jaki możemy znaleźć na każdym kanale jednej z Wielkich Stacji – poczekam i zobaczę, może The Player jeszcze mnie zaskoczy.

Fot. NBC

Fot. NBC

Grandfathered

Joanna: W ramówce jest sparowany z The Grinder i bardzo podobny w tonie: przystojni panowie w średnim wieku odnajdujący się w nowej sytuacji i przy rodzinie. Oba z solidną obsadą i znanym telewizyjnym aktorem w roli głównej. Grinder przemawia do mnie bardziej silnym elementem meta, ale Grandfathered nie jest bez uroku. Paget Brewster jest zawsze warta zachodu, więc nawet nielubiane przeze mnie zawstydzenie z drugiej ręki (dość silne momentami) powinno być do zniesienia.

Pirjo: Podziwiam, że dałaś szansę tak wielu serialom i oceniasz je tak łaskawie! Mi się już kręci w głowie od ich ilości i chyba sięgnę teraz po coś bardzo, bardzo starego. O, na przykład po jakąś książkę ;)

Fot. Fox

Fot. Fox

Quantico
thriller, drama
ABC, 2015–

The Grinder
sitcom
Fox, 2015–

Moonbeam City
police sitcom
Comedy Central, 2015–

The Player
crime drama, thriller
NBC, 2015–

Grandfathered
sitcom
Fox, 2015–

 

Joanna Kucharska
Człowiek-katarynka, z opinią na każdy temat. Urodzona w Krakowie, żyje przed ekranem. Uzależniona od kawy, musicali i złych żartów słownych. Czasami pisze, częściej przeklina migający kursor. Porzuciła hatewatchowanie na rzecz hope-watchingu, bo zdrowiej dla psychiki.

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)