Ksiądz w stroju detektywa (Father Brown, S01–03)

Ksiądz w stroju detektywa (Father Brown, S01–03)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Jest jedna poważna rzecz, którą można zarzucić naszemu Ojcu Mateuszowi oraz jego włoskiemu odpowiednikowi Don Matteo: są za mało katoliccy. Owszem, mają wiele cnót, którymi chciałoby się obdarować wszystkich napotykanych księży: inteligentni, obdarzeni wyobraźnią i rozeznaniem ludzkich charakterów, wyróżniają się pogodą ducha i zdrowym rozsądkiem. Ale nie ma w tym wszystkim Kościoła, modlitwy czy sakramentów – rozumianych nie socjologicznie, ale jako żywa treść Wiary.

Mateusz i Matteo poruszają się w gruncie rzeczy w spektrum akceptowalnym bodaj przez wszystkich prócz twardogłowych ateuszy-antyklerykałów. Po ewentualnym zakupie licencji przez telewizję izraelską, średnio zdolny scenarzysta nie miałby problemów z zastąpienia księdza rabinem. Identycznie można by stworzyć wersje z protestantami wszelkich możliwych denominacji (od pastorki-lesbijki ze Sztokholmu po szalonego baptystę z Alabamy), a nawet z mnichem buddyjskim i kapłanem szinto.  Pokój, dobro i ład społeczny są uniwersalne.

Na tak zarysowanym tle chciałbym przedstawić serial-ewenement: nadawanego przez BBC Księdza Browna. Oczywiście sama postać księdza Browna nie jest wynalazkiem współczesnym –  stworzył go, jako chyba pierwszego detektywa-kapłana, wybitny brytyjski pisarz Gilbert Keith Chesterton. Opowiadania o księdzu Brownie są w Polsce znane i były wielokrotnie wznawiane.

Wersja BBC nie jest też pierwszą ekranizacją. Wypada wspomnieć chociażby o wersji z 1954 roku, z Alekiem Guinnessem w roli tytułowej, którą nominowano do Złotych Lwów.

Pierwszym i najważniejszym problemem przy adaptacji kryminałów Chestertona jest brak tła. Takie tło ma chociażby Sherlock Holmes w postaci kluczowych osób (Watson, Lestrade, Mycroft, pani Hudson), miejsc (Baker Street) czy wydarzeń (sprawa psa Baskerville’ów, pojedynek przy wodospadzie Reichenbach). One nadają holmesowski charakter nawet najbardziej ekscentrycznemu filmowi. Wiecznie roztargnionemu i zainteresowanemu moralnymi paradoksami bardziej niż kreacją świata Chestertonowi wystarczał sam kapłan-detektyw, czasem uzupełniony postacią Flambeau, nawróconego złodzieja.

Scenarzyści więc dopisali Brownowi stereotypowy kapłański świat: kamienny kościółek na prowincji (prowincja to ostatnie miejsce, gdzie mogą się ostać detektywi-amatorzy), gospodynię tyleż władczą, co wścibską, oraz policjanta – zgodnie z regułami gatunku wiecznie zirytowanego konkurencyjną działalnością amatora. I jakkolwiek sam Chesterton zmarł w 1936, BBC uznało, że najlepszym czasem akcji będą lata 50.

Zasadniczo więc mamy ojca Mateusza, tylko przeniesionego na angielską prowincję, która, jak wiemy z Morderstw z Midsomer, jest zagłębiem zbrodniarzy. Co tydzień trup. Policja błądzi jak dziecko we mgle, mieszkańcy wyciągają sobie nawzajem tajemnice z przeszłości, a sprawca wydaje się nieuchwytny. W takiej sytuacji tylko korpulentny księżulo (w tej roli znany chociażby z Harry’ego Pottera Mark Williams) jest ostatnią nadzieją, by zwyciężyły prawda i sprawiedliwość.

Do drzwi z wolna pukają postęp i imigranci z kolonii, sporą część katolików w miasteczku stanowią Polacy, a autorytet sutanny plus dobre kontakty z żoną lorda otwierają każde drzwi.

To wszystko jednak tylko powtórka ze sprawdzonych rozwiązań oraz kalka zagranicznego formatu. I to nienowego. Można by nawet pomyśleć, że BBC wygrzebało opowiadania Chestertona tylko po to, by nie płacić Włochom licencji i jeszcze jedną produkcję otagować hasłem „original British drama”. Archaiczność Księdza Browna widać jeszcze bardziej w konfrontacji z konkurencyjnym Grantchester stacji ITV, gdzie w inny, ciekawszy sposób rozpisano relację między pastorem-detektywem a policjantem. Na szczęście jest wspomniany na wstępie aspekt religijny, który nie tylko Browna ratuje, ale i wznosi na wyższy poziom.

Zdawałoby się, że scenarzysta serialu z kapłanem w roli głównej pierwsze na co zwróci uwagę, to religia. W końcu to jego obowiązek, by odnaleźć w postaci coś, co ją wyróżnia i przekuć w przyciągającą uwagę historię. Nie jest to jednak oczywiste i potrzeba było dopiero księdza Browna, by wyzwolić detektywów w sutannie z oków dobroludzizmu.

Potraktowana na serio religia okazuje się bardzo skutecznym motorem fabuły. Zarówno socjologia (np. pewien katolicki obyczaj nadający suspens scenie ślubu z drugiego sezonu), jak i treść (dla księdza od zdemaskowania sprawcy ważniejsze jest uchronienie świątyni przed profanacją, a dusza człowieka od litery prawa).

I co najważniejsze, widzowie to polubili. Ksiądz Brown doczekał się trzech sezonów wyemitowanych i czwartego, który BBC pokaże w przyszłym roku. Pewnie w styczniu, jak poprzednie. Jako oddany fan, mogę tylko polecić. Wybija się ponad inne „kryminały na sobotnie popołudnie” oraz pozostawia z nadzieją, że doczekam się czasów, gdy ktoś opowie historię kolejnego detektywa w sutannie tak, jak zawsze chciałem – współcześnie i na poważnie.

Father Brown
kryminał
BBC 2013–

 

Piotr Górski

Krakowianin, Nowohucianin. Urodził się i na tym właściwie kończą się dramatyczne momenty jego biografii. Ekspert od seriali rosyjskich. Dużo czyta. Trochę pisze.