A po nocy przychodzi dzień (Supernatural, Premiera: S11E01-03)

A po nocy przychodzi dzień (Supernatural, Premiera: S11E01-03)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Zaczął się nowy sezon naszego ulubionego, rozpisanego na kilkanaście lat, czyli w zasadzie niekończącego się serialowego bromansu. Zaczął się od strasznej, przerażającej, nieporównywalnej z niczym wcześniej, przedwiecznej Ciemności, która została w epickich okolicznościach uwolniona i zawładnęła światem… czy może, jak się wkrótce okazało, kawałeczkiem świata, z którym nasi bohaterowie poradzili sobie bez większego wysiłku w toku premierowego odcinka. Przyznam, że przez chwilę miałam nadzieję – a może raczej bawiłam się myślą – że uwolnienie bluźnierczej mocy przemieni w zombiaki całą ludzkość – rzecz jasna poza garstką łowców i osób wysoce religijnych – i że wejdziemy z kolejnym sezonem w zupełnie, ale to zupełnie odmieniony świat. Oczywiście, taka apokaliptyczna wizja oznaczałaby kres „spraw odcinka”, wędrówek od miasteczka do miasteczka, podszywania się pod policjantów czy agentów, koniec naszej przyziemnej rzeczywistości, z rzadka tylko naruszanej przez nadnaturalne zdarzenia.

A tymczasem wystarczyło mgnienie, i rozbuchany, kosmiczny metaplot, ta epokowa zmiana – przestaje mieć czołowe znaczenie, a nasi chłopcy wracają do domu, do pracy, i pomijając nowy zestaw zagrożeń na odległym horyzoncie – ich życie się nie zmienia. Kolejna apokalipsa, nad którą przechodzimy do porządku dziennego. Kolejne groźby, że następny zgon braci będzie ostatecznym. To się fachowo nazywa „bicie piany”, czyż nie? A potem piana opada, balonik pęka i okazuje się, że śmierć Śmierci czy Kaina nie ma większego znaczenia. I tym razem naprawdę coś mi tu nie gra. Nie wiem, dlaczego kontrast uderzył mnie mocniej, niż ostatnio, ale jestem rozczarowana i nie do końca czuję się komfortowo. A Ty?

Cathia: Ja to nazywam Syndromem Sezonu Siódmego. Tam też mieliśmy praktycznie przedbiblijne zagrożenie, nawet podobne w swej oryginalnej formie do Ciemności – lewiatany. Dwa pierwsze odcinki rzeczywiście były groźne, jeszcze wówczas bawiono się zaledwie koncepcją zabicia Bobby’ego (idę chlipać w kąciku), ale potem lewiatany snuły się gdzieś w tle i nawet zimna logika Dicka Romana nie mogła mnie zmusić do potraktowania ich poważnie. Obawiam się tego samego i tutaj.

Fot. The WB

Fot. The WB

Również przyznam szczerze, że oczekiwałam małej inwazji zombie, przede wszystkim ze względu na śmierć Śmierci (Bogini, jak to brzmi!), choć niespecjalnie byłabym z tego zadowolona, nie znoszę tej tematyki. Ogólnie wrażenie mam takie, że zapowiadano wielkie „Grooooooaaaar”, a dostaliśmy małe „Miau”. I na tym etapie desperacko oczekuję odcinków MOTW, bo one akurat wychodzą ostatnio znakomicie. Wątek główny nudził w ubiegłym sezonie, tu nie zapowiada się lepiej.

Pirjo: Porozmawiajmy o konsekwencjach przybycia Ciemności – o konsekwencjach fabularnych. Nowym nabytkiem jest Amara – szybko rosnąca, pożerająca dusze na śniadanie dziewczynka z mini-znamieniem Kaina. Na mój gust dość antypatyczna i boleśnie jednowymiarowa, chwilowo pod opieką wujka Crowleya, i kolejnych diabelskich niań, a do tego rozmawia poprzez magiczne lustro jak z bajki ze swoją chrzestną matką, a może po prostu swoją dojrzałą wersją? Ani Niebo, ani Piekło, ani ludzie nie wiedzą do końca, co o niej sądzić. Jest przewidywalna – sposób jej „skonstruowania” zupełnie niczym mnie nie zaskoczył. A Ty, co myślisz na ten temat? Czego się możemy spodziewać po tym wątku? Jakiego end game?

Cathia: Przybycie Ciemności jest, niestety, siakoś mało apokaliptyczne i czuję się tym szczerze rozczarowana. Tak jak piszesz wyżej, wymagałoby to zmiany formuły serialu, ale mam wrażenie, że Jeremy Carver nie może pojąć, że jeśli wprowadza tego typu wątki, one takiej zmiany właśnie wymagają. Niestety. Apokalipsa i owszem, też się w sezonie piątym przewijała w tle, ale czy tylko ja mam wrażenie, że napięcie istniało od samego początku?

Tutaj nie mamy napięcia. Od momentu pojawienia się maleństwa w beciku czułam, że będzie miała coś wspólnego z Ciemnością – chociażby przez to, że „opanowany” tatuś starał się ją chronić za wszelką cenę. Pewną niespodzianką było szybkie urośnięcie maleństwa po nakarmieniu się duszą Jenny, ale potem to już poleciało całkowicie utartym schematem, obecnym nie tylko w filmach o szatańskiej progeniturze, ale również w klasyce fantastyki – łapka w górę, kto pamięta Adrię ze Stargate: SG1! Ciemność… Podobała mi się scena lustrzana, kiedy jej dorosła forma zapowiada, że ostateczne przeznaczenie dopiero się ujawni, ale z drugiej strony zastanawiam się, co to ma być. W rozmowie z Crowley’em dziewczątko mówi, że ma na myśli większy obrazek – Niebo, Piekło, ludzie dobro i zło są nieistotni… Co zatem jest? Czy Ciemność ma na celu przemeblowanie dokładnie całego Wszechświata wedle swojej woli? Bo to chyba jedyna rzecz, która byłaby w większej skali. Jednak jeśli chcemy większej skali, to dlaczego czekać? Dlaczego Ciemność musiała się wcielić w ludzkie, tak nieistotne przecież, dziecko, żeby osiągnąć dojrzałość? Karmienie się duszami też ma sens tylko w jednym przypadku – jeśli istnieją one od zarania dziejów i dlatego są najpotężniejszą walutą i źródłem energii we Wszechświecie.

Tylko jeśli Ciemność jest na tyle potężna, że może właściwie je wyrywać z ciał ludzkich, żywych i martwych, co powstrzymuje ją od zrobienia tego na globalną skalę? Uzyskania naprawdę wielkiej mocy od ręki? Dlaczego też jej opary infekowały ludzi, zmuszały do bezsensownej przemocy? Jedną teorią byłoby to, że konsumowała ich dusze… Nie jest to w sumie zła teoria, bo wszyscy wiemy, jak zachowują się w serialu ludzie bez duszy, może też przez to opary nie są w stanie wyrwać ich od razu, konsumuje je po trochu… To moja teoria, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że bronię SPNa przed scenarzystami.

Fot. The WB

Fot. The WB

Pirjo: Mimo efekciarskiego początku, już po kilku odcinkach mamy same all, same all, czyli kontynuację wątków z poprzedniego sezonu: Castiel, udręczony jak nigdy dotąd, zmaga się ze statusem „pariasa” tako w Niebie jak i na Ziemi, a Crowley męczy się z mamusią, która próbuje rozdawać karty po swojemu. I w sumie cieszę się, że te wątki są nadal ważne, że się rozwijają – bo teraz nareszcie wydają mi się wystarczająco ważne, pogłębione, a nawet powiedziałabym, że klasyczne dla uniwersum. Otrzaskałam się z postaciami znajdującymi się w dokładnie takim układzie. Nie spodziewałam się, że coś takiego może się wydarzyć – tematy, które mnie denerwowały rok temu, teraz są z tego wszystkiego najlepsze. Co sądzisz o dalszym rozwoju wątków z poprzedniego sezonu? Czy to tylko moje wrażenie, że lepiej się je ogląda? A może nadal Cię nudzą?

Cathia: Bardzo liczyłam na realizację zapowiedzi Carvera z ComicConu, czyli na powrót do wielkiego wątku, a nie rozmienianie się na drobne. Dla mnie były tym między innymi perypetie Crowleya i jego mamusi, którym kres miała położyć przecudna badassowa scena w The Prisoner. Niestety, jak widać, sytuacja ciągnie się jak smród za zaciężnym wojskiem, a mnie już strzela! Gdzie te demony, które były w stanie doprowadzić do rozpoczęcia Apokalipsy, skoro nie są w stanie nawet skrytobójczo kogoś zamordować? Jasne, to Rowena, ale nikt mi nie powie, że nie da się tego zrobić. Jeśli już chcieliby kontynuować wątki z 10 sezonu konsekwentnie, naturalnym rozwiązaniem wydaje się alians Crowleya z Olivette, jak tylko przestanie być chomikiem – w końcu Rowena zagraża także jej opus magnum, Wielkiemu Kowenowi. Znając jednak życie, chomik zakończył bieganie zapomniany gdzieś w kącie piekielnym…

Udręczenie Castiela sięga szczytów, moja irytacja również. Ja rozumiem, że ta postać od początku miała przegwizdane, ale ostatnio to nawet biedny Misha nie ma co grać – wiecznie umęczony wyraz twarzy Casa sugeruje niekończące się problemy żołądkowe. Bardzo proszę, dajcie mu wreszcie sensowny wątek.

Fot. The WB

Fot. The WB

Pirjo: Wróćmy na koniec do naszych ulubionych braci – odnoszę wrażenie, że fabule bardzo by pomogło wprowadzenie jakiegoś rozbudowanego, długoterminowego wątku romantycznego. Wiadomo, bracia koniec końców są romansem sami dla siebie, i wędrują razem w stronę zachodzącego słońca (opcjonalnie: w kierunku nowej apokalipsy). Ale przydałby się ktoś świeży, taki niezbyt potężny, „normalny”, kim bracia by się mogli opiekować, jakaś zwyczajna postać na tle nadnaturalnych graczy. Ktoś bliski Winchesterom. Jeśli nie dziewczyna, co byłoby najłatwiejsze, to może „nowy Bobby”? Serio, uwiera mnie, że nasi bracia obracają się już wyłącznie w towarzystwie istot obdarzonych wypasionymi mocami, i to w bardzo ograniczonym, elitarnym gronie. Są półbogami świata SPN, I get it, niektóre rzeczy byłyby absurdalne po jedenastu latach ewolucji postaci, ale są też – nadal – „poster boys for humanity”. Tej ludzkiej perspektywy zwyczajnie mi teraz brak. Och, brak.

Masz jakieś życzenia na nowy sezon?

Cathia: Wątek romansowy w tym serialu jest z góry skazany na niepowodzenie, jednak z przyjemnością zobaczyłabym kolejnego sidekicka w stylu Charlie lub Kevina. Oczywiście, z góry wiemy, jak ich żywot się zakończy, wszak to już kiedyś powiedział Crowley, ale mogą wprowadzić coś ciekawego do akcji. Mnie denerwuje w tym momencie co innego – rozmowa chłopców w pierwszym odcinku sugeruje powrót do walki razem, tymczasem już w trzecim wychodzi na jaw deal Roweny i Sama, a Dean zachowuje się, jakby się tego wcale nie domyślał. Seriously? A czego się, do diabła, spodziewał, wiedząc o współpracy brata i wiedźmy, która, nota bene, jest mamusią Króla Transakcji? Na litość bóstw Olimpu, to jest sztuczne jak linoleum i bardzo mi się nie podoba! Ciekawe, czy doprowadzi to do długotrwałego focha i za ile odcinków…

Cieszy mnie jedna scena z The Bad Seed – spotkanie demona i anioła w barze. Pomijając już to, jak ładnie pokazuje to ewolucję serialu (pamiętacie reakcję Uriela na Ruby w Heaven and Hell?), ich rozmowa sugeruje, że zarówno na dole, jak i na górze powoli pojawia się opozycja. Dziwi mnie to w sumie w kwestii Niebios, ale Crowley zachowuje się tak, że prosi się wręcz o przewrót… Oponenci mają w sumie potencjalnego przywódcę – Lucyfera, o którym wiemy, że się przewraca w Klatce. Jeśli udałoby się Klatkę otworzyć (a nie wątpię, że takie zaklęcie można byłoby znaleźć w Księdze Przeklętych), na wolność wyjdzie także Michał, co pozwoliłoby na nowe rozstawienie pionków na szachownicy. I tak, nie wierzę, że to mówię, ale mam na to szczerą nadzieję. Podobnie jak na powrót Boga – ktoś w końcu zesłał Samowi wizję Klatki – zapowiedź przyszłości czy ostrzeżenie?

Fot. The WB

Fot. The WB

Chcę wreszcie konkretnego wątku głównego, który wzbudzi we mnie jakąkolwiek niepewność albo napięcie… Na razie, niestety, tego brak. I chcę już odcinka MOTW, bo poziom trzech pierwszych odcinków mnie na razie rozczarowuje.

Pirjo: Zgadzam się! Czekamy więc, z lękiem i nadzieją, na napięcie w wątku głównym, i na błyskotliwe odcinki z „potworem tygodnia”.

Supernatural
supernatural drama
The CW/The WB, USA, 2005–

Cathia
Mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)