Fot. BBC

Historynka (Doctor Who, S09E04-06)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Porozmawiajmy o wikingach. Nareszcie odcinek, który był zabawny i trzymający w napięciu; w zasadzie lekki, choć nie wolny od kilku (ale tylko kilku!) egzystencjalnych dylematów i meta-wątków. Doktor mówiący „po niemowlęcemu”, akcja z elektrycznymi węgorzami, nadawanie imion wojownikom, czyli taka klasyczna Doktorowa nonszalancja (ZZ Top!) i uczenie ich walki na miecze – te wszystkie szczegóły zrobiły mi dzień. Opowiadanie historii jako rodzaj mocy i prawdziwi, przedchrześcijańscy bogowie – o, tak! Zderzenie nowoczesnych technologii, z jeszcze nowszymi i… z najstarszymi! Zniszczenie reputacji armii, jej legendy, poprzez czarny PR, upokorzenie… och, tyle dobrych pomysłów na jeden odcinek! Nie mogę przestać nadużywać wykrzykników. I jeszcze kolejna dziwna dziewczynka, Ashildr, czyli cudna Maisie Williams. Wyrazista, dobrze napisana, charakterna postać. Rzecz jasna z tajemnicą, ale w tym wypadku jakoś mi to nie przeszkodziło. Zanim o meta plocie, pogadajmy o wikingach. Yay or nay?

Fot. BBC

Fot. BBC

Karolina: Raczej yay, nawet bardzo yay, choć było parę rzeczy, które mi się nie podobały (jak np. szantaż z filmikiem nagranym komórką: w jakimś omówieniu przeczytałam, że raczej nie chcemy, by Doktor wygrywał używając metod, których nie chcielibyśmy, by używały dzieci czy nastolatki na swoich gimnazjalnych „wrogach”, ale to tak na boku). Ogólnie, odcinek mnie wciągnął na tyle, że łyknęłam dość naciągane rozwiązanie z węgorzami. Dwunasty był tu fajnym Doktorem… choć z nawiązaniem do Timelord Victorious (a ten motyw bardzo lubię).

Ramzes: Tak, odcinek bardzo przyjemny, choć nie pozbawiony nuty dramatyzmu i nawiązań do naprawdę odległych wydarzeń. Motyw przyspieszonej nauki samoobrony odpowiednio zabawny, a do tego umiejętnie skonstruowano wyjście z tej, wydawało się, beznadziejnej sytuacji. Trochę obawiałem się, że znowu będę średnio usatysfakcjonowany z działań Doktora, ale i węgorze i ta iluzja zupełnie mi odpowiadały w odniesieniu do stylistyki całego serialu. I w ogóle Dwunasty w tym sezonie chyba wreszcie odnalazł swoją tożsamość i stał się bardziej „Doktorowaty”. Nie wiem, czy to kwestia tego, że Capaldi oswoił się z rolą, czy scenariusze są lepiej pisane, ale widać różnicę w stosunku do poprzedniego sezonu.

Pirjo: Najbardziej wzruszającym momentem odcinka był niespodziewany wtręt z Tennantem i Donną. Doktor przypomniał sobie kilka rzeczy z przeszłości i pobiegł ratować, a dosłownie to chyba naprawiać martwą, dziwną dziewczynkę. Albowiem jej historia się jeszcze nie zakończyła – co w świetle roli „wioskowej opowiadaczki” super pasowało do całości. Pobiegł zadziałać nieracjonalnie i na fali emocji, być może zadziałać zbyt ostro, radykalnie. Uczynił Ashildr „funkcjonalnie nieśmiertelną” hybrydą człowieka i obcego – bardzo interesujący pomysł, i prowokujący do rozważań o nieśmiertelności, a także o śmierci widzianej jako przywilej, zdolność. Nieśmiertelność oznacza, że wszyscy inni umrą – Doktor wiele razy tego doświadczył. Może dlatego nie oferował podobnego rozwiązania żadnej towarzyszce, ani tym wszystkim biednym, przypadkowym ofiarom, które się zdarzyły „po drodze”? W każdym razie po raz pierwszy od nie-wiem-kiedy pojawiła nam się postać posiadająca bardzo duży potencjał na to, żeby stać się integralną częścią mitologii. Miałam dosłownie wrażenie, że oglądam „origin story” ważnej, nowej super-bohaterki tego świata.

Fot. BBC

Fot. BBC

Karolina: Jakże miło było znowu zobaczyć mój ulubiony duet, Dziesiątego i Donnę! Mieliśmy (dość przewidywalne, ale satysfakcjonujące) wyjaśnienie nowej „twarzy” Doktora, widzieliśmy, jak Doktor popełnia jednocześnie straszną i wspaniałą (zwłaszcza z punktu widzenia widza) decyzję. Wyrządza Ashildr (Ashildzie?) w sumie niedźwiedzią przysługę, co zresztą widzimy dokładniej w następnym odcinku.

Ramzes: Zgadzam się. Doktor zachował się wspaniale, ratując Ashildr, ale to jednocześnie przecież katastrofalna decyzja, o czym, zdaje się, nie zawsze pamiętamy. Temat nieśmiertelności jest obecny w kulturze od samego początku, ale mam wrażenie, że wciąż zdecydowanie zbyt wolno uświadamiamy sobie tragizm takiej sytuacji, gdyby faktycznie jakaś jednostka została obdarzona nieśmiertelnością. Doktor potraktował tę kwestię może nie w pełni subtelnie, bo wszystko nam wyjaśniono, ale z pewnością zmuszając do refleksji. No ale nie czas i miejsce na bardziej filozoficzne rozważania.

A co do Dziesiątego i Donny – ile to już lat temu było! Nostalgicznie się zrobiło na widok Tennanta i aż zachciało się zrobić sobie maraton z pierwszych sezonów.

Pirjo: A teraz przeskoczmy do drugiej części opowieści – Doktor spotyka na swej drodze słynnego ludowego herosa, Zorro, który okazuje się być… naszą „Historynką” (czy ktoś tutaj czytał może L.M. Montgomery?), Ashildrą! „What took you so long, old man?” pyta dziewuszka z figlarnym wyrazem krągłej twarzyczki, a ja od razu rozpływam się z rozkoszy. Jakże inna to relacja od tej z Masterem/Missy i od tej z Klarą! Szybko okazuje się, że humor nie opuścił (a przynajmniej nie całkowicie) naszej bohaterki, wiedzie ona bowiem awanturniczy żywot, a kolejnych wcieleń szybko się pozbywa, tak samo jak imion, sama sobie będąc sterem, żeglarzem, okrętem i towarzyszką. Sama sobie dostarczając wrażeń i przygód. Moim zdaniem przemiana postaci pokazana jest świetnie. Z jednej strony to dalej ta sama osóbka, którą poznaliśmy w odcinku z wikingami, a z drugiej, mimo niezmienionej fizycznej formy widzimy osobę dorosłą, doświadczoną, taką która przeżyła wiele „żywotów” i ogrom cierpienia, bólu. Ashildr z pierwszej części chowała się momentami „za spódnicą Klary”, bywała przerażona, dziecinna, oczywiście także dzielna. W części drugiej dostajemy kobietę aż nieco przerażającą w swojej dorosłości, bo ukrytą w ciele niemal dziecięcym. Nieco wykolejoną, zdziczałą. Przypomina mi się Claudia z „Wywiadu z wampirem” Anne Rice. Osiemset lat życia! A na dokładkę mroczna rezydencja i mnóstwo mrocznych tajemnic. Przeskakujemy nagle w (wizualnie, rekwizytowo) baśń o Pięknej i Bestii, lecz kto jest bestią w tym związku? Krypność!

No a z drugiej strony przyjemność – Doktor nareszcie może porozmawiać z kimś w podeszłym wieku i podobnie jak on zajawionym „na przygodę”. I słodkość, gdy Lady Me robi z Doktora swojego „sidekicka”. Elementy zabawne mieszają się z refleksyjnymi, w Aszildzie odbijają się najlepsze jak i najgorsze cechy twórcy. Gniew, melancholia, samotność, ale i miłość dla ludzkości. Maisie Williams kradnie Capaldiemu show, a na pewno mu dorównuje. Ten odcinek ma znacznie ciemniejszą tonację, nie tylko dlatego, że… ciągle jest ciemno. Dodatkowo bohaterka jawi się jako ktoś, kogo nasz szaleniec z budką zasadniczo stworzył – czyli jest taką jego jakby przyszywaną córką.

Fot. BBC

Fot. BBC

W tym odcinku, oprócz samej akcji – poszukiwania amuletu, wspaniałej sceny wieszania Sama Swifta; w odcinku bez Klary, za to z kolejnym gitarowym popisem – znów mamy rozważania o blaskach i cieniach nieśmiertelności, na przykład o meandrach słabej pamięci. Bohaterka prowadzi pamiętniki, a Doktor, jak wiemy, też różne rzeczy sobie zapisuje w kajeciku.

Właśnie, jakie wrażenia po drugim odcinku, czy czyny miały konsekwencje, a historia się satysfakcjonująco dopełniła? Czy storytelling autorów scenariusza – zaimponował Wam?

Karolina: Ten odcinek też mi się bardzo, jeśli nie bardziej, podoba W sumie to były dwa osobne odcinki, z trochę innymi bohaterkami o tej samej twarzy. No dobra, niby pod koniec zobaczyliśmy więcej Ashildr w Lady Me, ale jednak kilka wieków odcisnęło na niej swoje piętno. Grając tą samą, ale jednak o 800 lat bardziej skomplikowaną bohaterkę Maisie Williams poradziła sobie według mnie jeszcze lepiej, niż grając uroczą Historynkę z wioski wikingów (oczywiście, że pamiętam! świetna książka, rok temu wróciłam zresztą do niej podczas mojej Wielkiej Powtórki z LMM). Relacja Doktor-Ashildr/Lady Me była tak dobrze rozpisana, że dało się przełknąć stand-up pod szubienicą i w ogóle słabsze, moim zdaniem, zakończenie w stosunku do świetnego początku. Choć trochę mi żal zmarnowanej szansy: myślę, że pomysł Bestii/„Króla Lwa” można było w ciekawszy sposób rozwinąć w tym czy innym odcinku.

Ramzes: A ja się akurat wyłamię. Wszystko to, o czym wspominacie, czyli cała historia Ashildr/Lady Me, jej relacja z Doktorem i sam ton odcinka to ogromne plusy, miałem jednakże duże poczucie niedosytu. Scena wieszania Sama zupełnie mnie nie porwała, a wątek kosmicznego lwa absolutnie niewykorzystany i przez to odnoszę wrażenie, że wciśnięty na siłę, ot po to, by Ashildr mogła zużyć drugą płytkę i przekonać się, że jednak jeszcze jej zależy. Tym bardziej, że sama inwazja i jej powstrzymanie trwało ile? Dwie minuty? Wiem, że nie to było głównym celem odcinka, ale naprawdę trudno się przejąć losem bohaterów, jeśli wątek zostaje potraktowany tak bardzo po macoszemu. Do tego sama Ashildr/Lady Me – rozumiem oczywiście ograniczenia czasowe odcinka, ale wszystko działo się bardzo szybko, łącznie z przedstawieniem bohaterki i zmianą jej nastawienia. Naturalnie trudno wyrokować, jakie Moffat ma wobec niej plany, ale jeśli ścieżki jej i Doktora jeszcze się zejdą, to mimo wszystko pozostawiłbym nieco więcej niedomówień (nie żebym twierdził, że teraz wiemy o niej za dużo). Tak jak na początku było czy z River czy z Jackiem (swoją drogą Moffat ma talent do pisania takich „tymczasowych” towarzyszy).

Pirjo: Czas zapytać – kim TAK NAPRAWDĘ jest Ashildr? Teorie spiskowe wybuchły wśród widzów z wielką siłą, bo bohaterka tak się spodobała, że część z nich chętnie widziałaby w małej, a przecież bardzo już starej, nieśmiertelnej dziewczynce nową towarzyszkę. Inna część – nowego wroga. Wszyscy zgodnie chcieliby, żeby Ashildr powróciła. Ja też pooglądałabym więcej tego dobra, jakie się dzieje, gdy para działa razem na ekranie. Jeśli Maisie miałaby powrócić jako kompan, to bez towarzyszącego zwykłym, ludzkim companionom poczucia winy, bez ryzyka że jak krusi ludzie umrze, albo odejdzie. Ashildr jest Doktorowi podobna – ale czy jest wystarczająco ludzka dla nas, widzów? A może nie bez powodu wspomniany został Jack Harkness, i Lady Me będzie postacią podobnego typu, powracającą od czasu do czasu?

Karolina: Mam nadzieję! Podejrzewam, że ją jeszcze zobaczymy, są już takie informacje. Jest to świetna „wizytująca” postać, jak Jack (za którym tęsknię!). Mam nadzieję, że jak Doktor, Ashildr/Me znajdzie sobie śmiertelnego towarzysza, dzięki któremu miałaby mniejszą szansę zejść znowu na „złą drogę”. Nie mogę doczekać się kolejnego spotkania!

Ramzes: Generalnie jakieś nostalgiczno-melancholijne te dwa odcinki – wspomnienie Donny, Dziesiątego, Jacka, przypomnienie, że towarzysze w życiu Doktora pojawiają się i znikają, więc coś chyba jest na rzeczy. Maisie Williams świetnie wpasowała się zarówno w serial jak i towarzysząc Capaldiemu, więc i ja liczę, że jeszcze wróci. Nie do końca jestem przekonany, czy sprawdziłaby się jako stały towarzysz (Doktorowi jednak potrzeba śmiertelnika obok), ale tak jak pojawiał się Jack – jak najbardziej tak!

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: No dobra, powiem to, te dwa odcinki były w mojej opinii za-je-***-te! I cudownie się ogląda pogłębione, dwuczęściowe epizody. A w kolejnym odcinku wraca (ale jak to, ale jak to?) Osgood. I Zygoni. Tyle dobra! Tyle powrotów! A może zjawi się też Jack? Nie wywołuj Jacka z lasu… Marazm związany z początkiem serii zupełnie już mnie opuścił i jestem zdrowo podniecona Doktorem i zmobilizowana do fangirlizmu!

Karolina: Też mam nadzieję, że znów pojawi się Jack! A Jack i Ashildr to byłoby spełnienie stosunkowo świeżych marzeń! Nie mogę się doczekać powrotów Zygonów i zmartwychwstałej Osgood/Zygona w kształcie Osgood/Osgód, która naprawdę nie umarła na wzór Missy/cokolwiek twórcy wymyślą.

Ramzes: Cóż więcej mi pozostaje powiedzieć? Zygoni, Osgood i nadzieja (pewnie mało realna, ale pomarzyć można) na zobaczenie Jacka? Mnie wystarczy, żeby czekać na następny odcinek.

 

Doctor Who
science fiction
BBC, 2005–

Piotr „Ramzes” Mrowiec
Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.

Karolina Rybicka
Jako Rybka tworzy pół duetu odpowiedzialnego za bzdury na http://dobryfilmzlyfilm.wordpress.com/. Trochę tłumaczy, chociażby co to jest to dziwne coś, co właściwie studiuje. Uwielbia seriale BBC (zwłaszcza kostiumowe) i literaturę dziecięcą. Fascynują ją modernizacje klasyki literatury. Zajadle gra w Scrabble, lubi wracać do kochanych książek i filmów oraz bazgrać po sprzętach złotym pisakiem.

Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.