Fot. SyFy

Burza w szklance wody (The Librarians, Premiera: S02E01-02)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Joanna: Drugi sezon Bibliotekarzy wyraźnie zabiega o moje względy. Co prawda po niesamowicie sympatycznym pierwszym sezonie jestem bardzo łatwym podbojem, ale i tak miło mi, że tak się starają. Pierwsze dwa odcinki nowego sezonu zgrabnie łączą to, co było najlepsze w poprzednim sezonie i przedstawiają nowy główny wątek – czerpiąc wprost z Szekspira i otwierając furtkę do niezliczonych literackich nawiązań poprzez stworzenie Fikcyjnych – postaci przywołanych do życia przez kulturowe przetwarzanie tekstów literackich. Każda iteracja konceptu który daje życie postaciom fikcyjnym i nierzeczywistym poprzez wiarę i retelling jest wprost stworzona dla mnie. A dla Ciebie?

Pirjo: Biblioteka zawiera książki – ten truizm nareszcie został odpowiednio zaprezentowany na ekranie i wpisany w fabułę. Dźwięk zsypujących się z kart ksiąg literek będzie mnie długo prześladował w snach. A jednak mamy spory popkulturowy miszmasz: angielscy bohaterowie literackiej klasyki grasują w Nowym Jorku, stykają się ze sobą hasłowo podane realia Sherlocka, Alicji, wzmiankowani są nawet rycerze z Camelot, tekst biblijny i Statua Wolności. Dlatego miałam wrażenie, że oglądam coś efektownego, ale płytkiego. Że te nawiązania literackie są powierzchowne, skaczą przed oczami jak kolorowe szkiełka w kalejdoskopie. Cóż, mamy cały sezon, żeby rozwinąć meta-plot. Na razie “złoczyńcy” przypominają poziomem wyrafinowania Wężowe Bractwo z pierwszego sezonu, i nie jest to z mojej strony komplement. Nieco bardziej zainteresował mnie wątek znikania artefaktów, liczę, że będzie mieć błyskotliwe i satysfakcjonujące wyjaśnienie.

Póki co w Bibliotekarzach cenię najbardziej “sprawy odcinka”, choćby ten z poprzedniego sezonu, w którym mieszkańcy miasteczka zmieniali się w postacie z bajek, albo mój ulubiony, o nawiedzonym domu. Dlatego nie jestem tak entuzjastycznie nastawiona do pierwszych epizodów nowego sezonu, jak Ty, czy może raczej w pilotach i finałach Bibliotekarzy nie dostaję tego, co sprawia mi największą przyjemność. W Bibliotekarzach najbardziej lubię środek!

Fot. TNT

Fot. TNT

Joanna: Nie wiem czy to dlatego, że stęskniłam się za Bibliotekarzami, czy może jestem tania jeśli chodzi o pewne wątki i klisze (a pewnie jestem), ale dla mnie pierwszy odcinek świetnie się zaczyna – niejako in media res, pokazując nam, co nasi bohaterowie robili na wakacjach (a w zasadzie na hiatusie) – ale głównym celem tego zabawnego wprowadzenia jest przypomnienie nam kim są, jakie są ich mocne strony i funkcje w zespole, jaka jest między nimi dynamika. Przy okazji ten początek jest dobrym wprowadzeniem do serii dla nowych widzów i dodatkowo wykłada nam główny wątek i zespołowy konflikt – czy lepiej pracować razem czy osobno, czy lepsza jest strategia Flynna polegająca na samodzielnej improwizacji i błyskach geniuszu, czy może wygra taktyka Eve, która chce wszystko planować i trzymać rodzinkę Bibliotekarzy blisko siebie.

Tym samym dostajemy nie tylko wątek rodziny z wyboru – role mamy i taty odgrywane idealnie przez Eve i Flynna, podczas gdy nowi Bibliotekarze sprzeczają się jak na rodzeństwo przystało – ale też dobrze wyłożony konflikt pomiędzy postaciami z rodzaju tych, które lubię najbardziej – fundamentalne różnice w podejściu do tego samego celu. Scenarzyści zgrabnie pokazują, że też nie lubią bezsensownych tajemnic – Jenkins szybko przekonuje się, że trzymanie czegoś w sekrecie jest bardzo złym pomysłem i może prowadzić do katastrofy.

Pirjo: Ja w ogóle lubię seriale, w których drużyna to jakby rodzina, a postacie, choć mają swoje wady, są sympatyczne i dlatego sprzyjamy im. Nie lubię chłodnych produkcji, pełnych aspołecznych, nieprzyjemnych antybohaterów, typków trzymających emocje na wodzy, i udających coś przed resztą świata – a to, przyznasz, częste rozwiązanie we współczesnej telewizji. I lubię też seriale “familijne”, zapomniany nieco gatunek, który rozbawi mamę i babcię, dzięki wartkiej akcji zachęci tatę, wujka i kuzynkę, przykuje uwagę dzieciaków, nie wystraszy za bardzo. Można go oglądać wspólnie, przed telewizorem, przy okazji weekendowego podwieczorku. Bibliotekarzy widzę jako właśnie taki serial, skierowany do szerokiej widowni. Geekowskie odniesienia nie są w nim zbyt hermetyczne, a czerpanie ze świata nauki i literatury, jak już powiedziałam, hasłowe i zrozumiałe dla każdego względnie otrzaskanego w popkulturze widza. Dla widza mniej otrzaskanego pewne watki mogą mieć nawet walor edukacyjny. Oglądanie jest jednak przede wszystkim zabawą, poprawia humor, trzyma w napięciu, serial ma fajne dialogi i gagi.

Pierwsze odcinki? Pokazały mi, że tęskniłam za całą gromadką, i nie mogłam się już doczekać ponownego “zebrania drużyny”. Urzekły mnie detale, aplikacja na komórkę zastępująca tradycyjną książkę (digitalizacja bibliotek!), winda prowadząca w głąb biblioteki, do jej rdzenia. To, że centrum, jak w przedchrześcijańskich mitologiach, stanowi drzewo. I to, jak Flynn na podstawie drzewa wyjaśnił nam naturę wiedzy. Ewa w Raju. Królowa, rozsypująca się jak domek z kart, potwór Frankensteina odnajdujący sobie miejsce we współczesnym świecie (to dopiero retelling!) i wspomniane już, spadające z kartek ksiąg literki.

Fot. TNT

Fot. TNT

Co mnie znudziło? Bardzo schematyczny tok opowieści, rozmowy zawierające “popisywanie się dedukcją” (to już nie jest śmieszne nawet na poziomie meta). I nowi bohaterowie. Moriarty do mnie nie przemówił. A sam Prospero, mimo górnolotnego wysławiania się, charakterologicznie zupełnie niczym nie odstawał od uśrednionego wyobrażenia “złowrogiego czarodzieja”. Mógłby mieć chociaż żywsze poczucie humoru albo jakieś nieco bardziej lotne powiedzonka. Mógłby dostać choć jedną bonusową cechę wyróżniającą go z tłumu. Nie wiem, różowe szaty, miotłę albo mopa – woźny latający na mopie, hellou! – albo chociaż sumiasty wąs woźnego. Mógłby seplenić, mógłby nienawidzić swego twórcy, nosić na sercu sekretnik z portrecikiem Szekspira, w skrytości rozdłubywany i dręczony szpilkami, igłami i czubkiem noża. A tymczasem Prospero szast-prast, nakierowany na cel, na swoją laskę, zemstę i władzę nad światem – zupełnie nie zaciekawił mnie jako postać. Wiesz co mam na myśli, prawda? Nie wyobrażam sobie całego serialu o nim. Nie oglądałabym. To nie jest taka persona. A szkoda!

Joanna: Wydaje mi się, że przeciwnicy to w ogóle najsłabszy element całej serii – narzekałyśmy już wcześniej na Wężowe Bractwo pisząc o pierwszym sezonie i na razie zarówno Moriarty jak i Prospero są dość jednowymiarowi (choć Moriarty i jego interakcje z Eve dają mi nadzieję na lepszy rozwój postaci). Ale Prospero cieszy mnie głównie ze względu na mój wielki sentyment do Burzy i fakt, że jest to jeden z najbardziej interesujących dramatów szekspirowskich, a jednak mało przetwarzany w popkulturze – przynajmniej w porównaniu z innymi, bardziej znanymi sztukami.

Na początku pierwszego sezonu byłam bardzo zaskoczona jak szybko rozwinął się romans pomiędzy Flynnem a Eve – żadnego przeciąganego napięcia, żadnego will they won’t they. Drugi sezon z jednej strony pokazuje ich związek na etapie kłótni w stylu starego dobrego małżeństwa, z drugiej jednak wykłada fundamentalne różnice w ich charakterach – pod względem tego jak jest prowadzony narracyjnie jest to jeden z najbardziej interesujących dla mnie związków na małym ekranie – chyba nie spodziewałam się tego po serialu wzorującym się na kinie nowej przygody i filmach klasy B, ale nie narzekam.

Fot. TNT

Fot. TNT

Pirjo: Zgadzam się, relacja Eve i Flynna jest bardzo oryginalna właśnie dzięki temu, że rozwinęła się szybko, naturalnie i bez większych ceregieli. W serialach tego typu nie zdarza się za często, żeby “sparowani” bohaterowie chodzili sobie po ulicy trzymając się za ręce, nadstawiali sobie nawzajem buzie i policzki do odruchowych, niezobowiązujących pocałunków, albo wpadali na randkę na szczyt Statuy Wolności. W takim Grimm mamy zarówno młode małżeństwo, jak i parę, która spotykała się przez wiele lat – i nikt nigdy nikogo nie trzymał za rękę, ani nie całował w sytuacjach innych, niż celowo romantyczne. A przecież scen “kroczenia ulicami” mieliśmy bez liku, i długie godziny czasu ekranowego spędzane były przez bohaterów razem. W Grimm bohaterowie, żeby móc się pocałować, muszą umknąć jakiemuś zagrażającemu życiu niebezpieczeństwu. Flynn i Eve zachowują się normalnie. Brawo, Bibliotekarze!

Jeśli chodzi o charaktery, to moim zdaniem uzupełniają się doskonale. On bywa chimeryczny, wręcz szalony, odklejony od rzeczywistości – ale potrafi wymyślić naprawdę dobry plan działania. Ona jest poukładana, opiekuńcza, silna, mocno stoi na ziemi. Widzę tutaj odświeżające odwrócenie konceptu damsel in distress. To Ewa jest rycerzem, a Flynn zaczarowaną księżniczką.

Joanna: Poprzedni sezon bawił się wątkami arturiańskimi, teraz dostajemy Szekspira, i to w postaci nawiązania do Burzy. Nie jest to dramat po który popkultura często sięga, tym bardziej więc miło mi widzieć Prospero. Dodatkowo trafia nam się szereg innych postaci literackich i intrygujący koncept Fikcyjnych. W zeszłym sezonie mieliśmy okazję spotkać kilka legendarnych postaci znanych z opowieści, nowy sezon wyraźnie sygnalizuje chęć wciągania w intrygę postaci literackich. Wyłożone zasady ich funkcjonowania – są zależni od swoich historii – mogą być podstawą dla wielu dobrych zwrotów akcji. Cały ten koncept pozwala też scenarzystom popuścić wodze swojego literackiego geekostwa – dialogi Prospero pisane są jambicznym pentametrem, z tendencją do dystychów i solilokwium. Do tego scena w której Flynn i Eve posługują się znajomością Makbeta żeby rozwiązać łamigłówkę. Jeśli pierwsze odcinki są miarodajne w stosunku do całego sezonu, to już nie mogę się doczekać.

Fot. TNT

Fot. TNT

Pirjo: Powtórzę jeszcze raz – w bibliotece nareszcie liczą się książki, nie są już tylko rekwizytami, tłem, są materią scenariusza. Nareszcie! Szekspirowska Burza jako motor katastroficznego scenariusza, osadzonego jak to zwykle bywa w amerykańskiej metropolii? Bingo! Sam koncept bardzo mi się spodobał. Makbet to z kolei jeden z moich ulubionych dramatów, więc nawiązania do tego tytułu zawsze mnie cieszą. I jeszcze John Dee! Koncept Fikcyjnych, o którym wspominasz, ma w sobie dużo potencjału, ale dotychczas wprowadzone postacie literackie nie zrobiły na mnie wrażenia. Bardziej podoba mi się sam pomysł.

Joanno, na co czekasz w tym sezonie? Bo ja chyba chciałabym znów zobaczyć przebłysk Evil Cassandry, jakieś odcinki z błyskotliwym twistem na koniec, jak mój ulubiony, wspomniany już epizod o nawiedzonym domu, a także trochę więcej meandrów biblioteki, która wydaje się co najmniej tak ciekawa i pojemna, jak T.A.R.D.I.S.

Joanna: Na tym etapie mamy już dobre pojęcie kim są nasi bohaterowie. Dobrze by było w związku z tym porządnie nimi potrząsnąć i pokazać ich od nieznanej strony. Zwłaszcza w przypadku Christiana Kane’a, który dalej gra trochę Eliota z Leverage, ale pozostali Bibliotekarze też zdecydowanie potrzebują możliwości wykazania się szerszym repertuarem umiejętności i emocji. Mam sporą nadzieję na powrót arturiany – obecność Jenkinsa nadal stanowi dosyć mocne zahaczenie w tej mitologii, a na horyzoncie mogłaby znowu zamajaczyć Morgana le Fay. Jestem też dobrej myśli jeśli chodzi o koncept Fikcyjnych – ciekawi mnie, jakie postaci literackie mogą być wciągnięte w tę intrygę. Wygląda na to, że mamy przed sobą przynajmniej trochę zaglądania w tajemnice Biblioteki i Bibliotekarzy przed Flynnem – tajemnicza wiadomość, znikające artefakty – zdecydowanie chce wiedzieć więcej.

Ale tak szczerze mówiąc, to najbardziej cieszą mnie interakcje i związki pomiędzy bohaterami, a na tym polu serial zdecydowanie nie zawodzi.

The Librarians
action adventure, fantasy
TNT, 2014–

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Joanna Kucharska
Zawodowo ogląda seriale. Jeszcze jej za to nie płacą, ale pracuje nad doktoratem na temat seriali internetowych, więc prawie prawie. W międzyczasie hate-watchuje większość seriali, które ogląda i pasywno-agresywnie udziela się na tumblerze.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)