Fot. The WB

Kwestia Boga (Supernatural, S11E04-06)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Supernatural nareszcie dobrnął do tego, co lubię najbardziej, czyli do „spraw odcinka”, opowieści wyjaśniających się schludnie na przestrzeni pojedynczego epizodu. I są one dobre! Spójrzmy na Baby. Od pierwszej, hipnotyzującej minuty wiedziałam, że to będzie świetna rzecz – bo ma na siebie pomysł, jest sfilmowana inaczej niż zwykle i błyskotliwie skupia się na integralnym, choć nieożywionym elemencie serialu, jakim jest Chevrolet Impala braci Winchesterów (głównie Deana…). No właśnie. Tym razem dostajemy odcinek, w którym świat obserwujemy z perspektywy ukochanego autka. Jak wygląda życie na drodze? Co jest ważne, a co mniej istotne? Wędrówka amerykańskimi szosami okazuje się pełna muzyki, alkoholu, rozmów i wspomnień… starych i nowych, a także drobnych wydarzeń codzienności. Skradzionych przedmiotów, które odnajdują się w najbardziej sprzyjającym momencie.

Ciekawie i zabawnie jest zobaczyć, jak wyglądają rozwiązywane przez braci zagadki z perspektywy „tylnego siedzenia”. Co widać, a czego nie? Tym bardziej że sprawa stanowiąca tło Baby jest rozkosznie głupawa i dotyczy wilkopirów… a może ghoulpirów? Jest przesadnie aż sztampowa, jak z generatora wyzwań łowcy, i dzięki temu strasznie zabawna. A nade wszystko wzruszająca, gdy pod koniec słyszymy:„we are home”. Bo przecież nawet bez słów rozumiemy, że Impala jest dla Winchesterów zarówno domem, jak i dodatkowym członkiem rodziny… Jak Tobie podobał się ten odcinek?

Fot. The WB

Fot. The WB

Cathia: Szaleńczo! Kiedy dochodziły mnie plotki o tym, że jeden odcinek będzie poświęcony Impali, przyznam, że obawiałam się twistów rodem z fanfików (a obsada namiętnie zachęca do gdybania w tym kierunku!). Tymczasem historia była uroczo naiwna, taka, którą rozgryzamy w ciągu pierwszych pięciu minut, ale nie o to tutaj chodziło. Wreszcie zobaczyliśmy coś, o czym mówił Chuck w Swan Song – Impala jest domem chłopców, miejscem, w którym mogą porozmawiać, przespać się (choć nie wiem, jakim cudem Sam kompaktuje się na tylnym siedzeniu), i które towarzyszy im na każdym kroku. W końcu wiemy, że nie mają zbyt wielu środków finansowych (o właśnie, chciałabym powrotu do tego wątku), nie stać ich na motel za każdym razem, kiedy są zmęczeni. Jakie to było piękne! W dodatku ten odcinek był przyjemnym powrotem do tradycji rodem z pierwszego sezonu – w środku MOTW mamy jedną scenę nawiązującą do całości intrygi. Gościnny występ Matta Cohena był wisienką na torcie!

Pirjo: Przeskoczmy dalej, do hoteliku na prowincji, będącego także muzeum pamięci o Lizzie Borden – bardzo ostatnimi czasy popularnej popkulturowej antybohaterki. Jedynym, co miałam ochotę wykrzyknąć, widząc te cudne, przegięte wnętrza z wzorzystymi tapetami, lalkami w trumienkach i z dzierganymi serwetkami, było: delightful! Uczta dla oka! W mojej opinii dostajemy klasyczny, mocny stand alone, historię, w której jest wielu podejrzanych – ha, każdy jest podejrzany! – i niezliczone zwroty akcji. Odcinek jest wartki i pełen napięcia, ale też na swój sposób zabawny, takie nieco doroślejsze Scooby Doo. A przy okazji bez zadęcia i wysiłku rozwija się meta plot: nasi chłopcy sprawnie uzyskują wartościowy „intel” o Amarze i całej sytuacji, co jest odświeżającą odmianą. Nie ma ukrywania w nieskończoność informacji przed sobą nawzajem, a ja nie czuję się, jakbym miała ochotę krzyczeć, zostawiać wskazówki, łapać się za głowę, gdy patrzę na zwyczajowe zagubienie bohaterów. Tak, intryga posuwa się do przodu szybkimi krokami.

Sama Amara z postaci totalnie płaskiej staje się w tym odcinku nieco bardziej interesująca. Na przykład przejawia zachowania stosowne do nastoletniego obecnie wieku i bywa… miła. A w każdym razie jej motywacje są nieco bardziej skomplikowane. Podsumowując, cieszy mnie, że główny wątek pozostaje w tym odcinku na drugim planie. Osobiście podobał mi się też temat dziewczyny, dla której utrata duszy okazała się wyzwoleniem. Nareszcie! Czekałam na taki pomysł parę dobrych sezonów. Dowiadujemy się, jak to właściwie jest, gdy się traci duszę, jak się różnią indywidualne reakcje, jakie to uczucie, co dalej, jak ten brak może ewoluować w czasie. Nie wiem, czy nie był to największy bonus do mitologii serialu i rozwinięcie tematu duchowości, które dostaliśmy w tym sezonie? Jak myślisz?

Fot. The WB

Fot. The WB

Cathia: Przyznam, że kiedy okazało się, że Thin Lizzie nie jest li i jedynie odcinkiem z potworem tygodnia, byłam trochę rozczarowana – pierwsze odsłony zagadki po rozpoczęciu sezonu nie nastroiły mnie do Ciemności specjalnie pozytywnie. Tymczasem… Wszystko ma tutaj swoje miejsce, Amara nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, tak jak mówisz, zaczyna myśleć i działać jak zupełnie indywidualna postać, a to już coś! Również zauroczyła mnie, podobnie jak Ciebie, scenografia – hotelik był absolutnie cudowny, wszystkie pamiątki dostępne w recepcji tak bardzo prawdopodobne… Mniam!

Wątek z utratą duszy mnie fascynuje. Podoba mi się, że dostaliśmy kolejną osobę podobną Bezdusznemu Samowi – Len nie stał się automatycznie mordercą, zastanawiał się, co z nim jest nie tak, eksperymentował. Dotychczas znakomita większość osób, które duszę straciły, zmieniała się w bezlitosnych zabójców, a to już było nieco nudne! Jednocześnie odcinek wprowadza pytanie – czy dusza to to samo, co sumienie? Len ewidentnie ma sumienie, rozważa wszystko, odnosząc do systemu wartości… Jak to prowokuje do myślenia!

Pirjo: Oby ten temat jeszcze powrócił! Dusze versus sumienie, dusze jako paliwo i energia, dusze jako trofeum. Jest tyle niuansów… Ale idźmy dalej. W trzecim odcinku swoje apogeum osiąga podkręcany przez dwa poprzednie motyw z  binge watchującym Netflixa Castielem. To trafny metakomentarz do rzeczywistości i uśmieszek puszczony w stronę fanów. Amara dorasta o kolejny level… stając się wyrafinowaną ślicznotką. Znów robi się mroczniej i skupiamy się na głównej osi scenariusza. Zżulały Metatron zwiedza najpodlejsze zakamarki świata ludzi, nihilistycznie ogłaszając, że „religion is dead”. Castiel jak zwykle chce ratować, kogo się da. Amara uwodzi Deana. A Crowley eksploruje wątki rodzinne, rozwijając relację z nastoletnią „córeczką”, i jest to związek równie rozkoszny jak ten z cudownie odnalezioną mamą w poprzednim cyklu. Bawi mnie ta relacja, trochę udawana, a trochę przecież prawdziwa.

Dowiadujemy się nareszcie, kim jest Amara – siostrą Boga! Fiu-fiu! I to taką, która chowa urazę i która przez eony trzymana była w więzieniu. A nie ma to jak gniew zdradzonej kobiety, prawda? Czysta, pierwotna motywacja i kolejny przyczynek do mitologii serialu. Czy to oznacza, że Bóg Ojciec rzeczywiście przemawiał do Sama pod postacią… ojca? Czy nareszcie dobieramy się do długo omijanego i zamiatanego pod fabularny dywan tematu „Bóg”? Czy stawki w serialu wzrosną, czego obie chciałyśmy? Bracia znów staną naprzeciwko siebie, jako wcielenia dwóch przeciwstawnych, archetypicznych sił? No i na koniec genialna puenta muzyczna – Girl, you’ll be a woman soon. Jest w tym jakaś fajna świeżość, nieprawdaż? Jakby na odcinki nareszcie był pomysł.

Fot. The WB

Fot. The WB

Cathia: Nie tylko na same odcinki, ale ogólnie i na sezon! W dodatku nareszcie serialowa mitologia wykonuje nieoczekiwany twist – nieomal jak z Bogiem, który zniknął i przestał przejmować się tym, co dzieje się z Jego światem. Jak inaczej można bowiem określić ujawnienie, kim tak naprawdę jest Ciemność? Mamy tutaj piękne nawiązanie do wszystkich boskich rodzeństw, uzupełniających się wzajemnie, Ying i Yang. Jednak ten krok scenarzystów ma konsekwencje. Jeśli Bóg miał siostrę, dlaczego nie zaszaleć ogólnie politeistycznie i nie zastanowić się, skąd się wzięli. Jasne, mogli wynurzyć się z pierwotnej zupy Chaosu, mogli zamordować swoich rodziców, mogli… No w sumie dużo mogli. I teraz mam zagwozdkę – pamiętamy, że Śmierć mówił, iż jest starszy od Boga, że był tam wcześniej… Czyżby Śmierć również był bóstwem na miarę Boga?

Zastanawia mnie też Plan Amary. Wspomina o rozstrzygnięciu starej kłótni… Czy będzie to zemsta na bracie? A co mogłoby go dotknąć bardziej niż zniszczenie tego, dla czego się tak poświęcił? Zniszczenie Stworzenia? Co zabolałoby Boga bardziej? Zniszczenie jego świata czy jego przejęcie? Czy tylko Dean będzie ją w stanie powstrzymać? W końcu Ciemność ma do niego słabość.

Co do widzeń „Samowych”, osobiście nie jestem przekonana, że zsyła je Bóg. Tym bardziej, że po raz pierwszy w serialu pojawia się… Klatka! Przyznam, że zastanawiam się nad wydźwiękiem tej wizji – bo istnieją dwie wersje jej rozumienia. Jedna mówiąca, że Lucyfer i Michał chcą się wydostać, ponieważ wiedzą, co wyrwało się na wolność (o czym wspominały Crowleyowi demony w pierwszym odcinku). W kontekście najnowszych rewelacji przy okazji zaczęłam się zastanawiać, kiedy anioły właściwie zostały stworzone (niech żyje klasyczna dysputa). Bo jeśli Lucyfer miał Znamię Ciemności, to jak zdołał się z nią porozumieć po tym, gdy została uwięziona? Po Stworzeniu? Jedyne logiczne rozwiązanie mówi, że stało się to przed i to całkowicie zmienia nam mitologię, jeszcze bardziej dystansując się od judeochrześcijańskiej. Zatem Lucek może chcieć się wydostać, by wesprzeć swą ulubioną panią… to jest ciekawa opcja. Druga, równie interesująca, zakłada, że Amara może zostać uwięziona właśnie w Klatce w Piekle. O mamo, tyle rozkminy! Jak ja to kocham!!! I jak mi tego w serialu brakowało!!!

Fot. The WB

Fot. The WB

Pirjo: Podbiję to, co napisałaś: może chcę tak myśleć, a może tak jest naprawdę – serial złapał wiatr w żagle. Unika dłużyzn i powtórzeń, nie pozwala sobie na kserowanie ciągle tych samych dylematów, rozmów i konfliktów. W każdym z omawianych trzech odcinków dowiedziałam się czegoś nowego o przedstawionym świecie i o Winchesterach.  Nie nudziłam się. Czułam powiew świeżości, jakiś taki „radosny duch dobrego fanfika” i zaskoczyły mnie całkiem sensowne pomysły na scenariusze. Jestem zaciekawiona, ale nieufna: zobaczę, co będzie się działo w kolejnych trzech lub czterech epizodach. Poprzyglądam się bacznie temu zjawisku. Bo może sezon będzie nierówny. Może zaraz wyskoczą jakieś idiotyzmy i bezsensy?

Cathia: Dokładnie tak! Jest nieźle, choć jak dla mnie, ten jeden bezsens i idiotyzm się w tle przewija. Crowley. Przewrót czuję nieomal nosem, jeśli go nie będzie, demony zasługują na wszystko, co się im przydarza. Nie podoba mi się ten Crowley, w rozmowie z kimś odsłaniający karty, robiący wszystko to, co robili dotychczas wrogowie Winchesterów, chełpiący się i wygłaszający mowy, zanim ich pozabija. Coś gdzieś poszło źle. Bardzo źle. Wybitnie irytuje mnie fakt, że w The Prisoner mieliśmy tę badassową przemowę, zapowiadającą, co to Crowley obecnie robił, bo JEST potworem. Niestety, nie zachowuje się jak potwór. Zachowuje się jak mały głupawy tyran, w dodatku wybitnie krótkowzroczny. Zupełnie nie śmieszy mnie Król Piekieł czytający podręczniki dla rodziców… To jest moje jedyne zastrzeżenie do tych trzech odcinków… Czyli… jest nieźle.

Supernatural
supernatural drama
The CW/The WB, USA, 2005–

Cathia
Mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)