Kosmos naszym przeznaczeniem (The Expanse, Premiera: S01E01)

Kosmos naszym przeznaczeniem (The Expanse, Premiera: S01E01)

Artykuł zawiera spoilery.

Wiadomość, że SyFy (w Polsce z wiadomych względów używająca starej nazwy Sci-Fi) wraca pod nowym zarządem do fantastyki naukowej, z naciskiem na wszystko co dzieje się w kosmosie, cieszyła jak mało co w serialowym światku. Oczywiście wszyscy wciąż kochamy dzieła pokroju Rekinado, ale po długim poście nie da się do słów space opera i science fiction podejść bez emocji.  Zwłaszcza gdy w ekspresowym tempie SyFy ogłosiła całą falę nowych produkcji: od całkowicie autorskich formatów, po adaptacje żelaznej klasyki. Po kilku miesiącach mogliśmy zacząć konfrontować oczekiwania z efektem.

Po zawodzie, jaki sprawiło Ascension, archaicznym Black Matter (serial spóźniony o dwadzieścia lat) i Killjoysach, których obejrzałem może pół pierwszego odcinka (aczkolwiek Aeth z Wiedźmy na orbicie mówiła mi, że potem jest lepiej) pozostawała jeszcze nadzieja, że to tylko te słynne złe dobrego początki, zaś nadchodzące seriale-adaptacje będą miały przynajmniej dobrą podstawę scenariusza. Jak The Expanse, którego pilota SyFy wypuściła nieoczekiwanie w przedostatni weekend listopada – chyba z okazji drugiej edycji Serialkonu.

Ekspansja – pozwolę sobie używać polskiego tytułu, gdyż wydano u nas tom pierwszy, Przebudzenie lewiatana – to cykl powieści Jamesa S.A. Coreya (pseudonim spółki autorskiej Daniela Abrahama i Tya Francka), którego akcja toczy się w XXIII wieku. Ludzkość skolonizowała Układ Słoneczny, ale jeszcze poza niego nie wyszła. Na razie w najlepsze trwa zaludnianie Marsa i eksploatacja planetoid, pierścieni Saturna oraz księżyców gazowych olbrzymów. W tych warunkach powstał polityczny i etniczny podział ludzkości na mających stały grunt pod stopami mieszkańców planet wewnętrznych oraz pasiarzy wiodących niełatwe życie w ciasnych habitatatch, przy niskiej bądź zerowej grawitacji, tam, gdzie każda kropla wody i tlenu jest cenniejsza od złota. Występują również mniejsze podziały: Ziemią rządzi ONZ, Marsa kontrolują wojskowi, zaś w Pasie najwięcej do powiedzenia mają korporacje wydobywcze.

Fani  fantastyki naukowej od razu rozpoznają w powyższym polityczny obraz świata z Gwiazdy moim przeznaczeniem Alfreda Bestera, jednej z najlepszych powieści gatunku. Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, to obraz bardzo logiczny i można na niego wpaść bez znajomości klasyków. Po drugie, Ekspansja to podróż nie tylko w dwudzieste trzecie stulecie, ale i do imaginarium klasycznej SF. Jedni więc będą mogli zaznajomić się z wypisami z fandomowych lektur, inni powrotem w znajome okolice.

Fabuła pilota toczy się dwutorowo. Bohaterem pierwszego wątku jest Joe Miller (Thomas Jane), funkcjonariusz bezpieczeństwa Ceres. Dostaje zadanie odnaleźć Julię Mao, córkę korporacyjnego bonza, która związała się na studiach z grupą wywrotowców i uciekła z Ziemi. Wszystko wskazuje na to, że przebywa gdzieś na planecie karłowatej. Miller ma ją dyskretnie odstawić na statek do domu. W tym samym czasie Jim Holden wraz z resztą załogi kosmicznego trawlera Canterbury, przebywa na orbicie Saturna. Monotonne zbiory lodowych brył pierścienia przerywa sygnał alarmowy. Próba udzielenia statkowi Scopuli pomocy sprawia, że Holden wraz z najbliższymi towarzyszami wpadają w sam środek olbrzymiej intrygi mogącej wstrząsnąć całym układem. Intrygi, w której samym środku znajduje się poszukiwana przez detektywa Millera dziewczyna.

Pilot, prócz całkiem umiejętnego zarysowania podstaw świata, opowiada o wydarzeniach z samego początku książki. I robi to chyba nawet lepiej od niej – podczas lektury potrzebowałem dużo więcej czasu, by uwierzyć w bohaterów, serial natomiast robi z nich żywe postaci zanim jeszcze główny wątek fabularny ruszy do przodu. Jeśli więc komuś zabrakło czegoś więcej, niech się nie martwi, wszystko jest na dobrej drodze. Jednocześnie mamy do czynienia z adaptacją na tyle wierną, że dobre wrażenie, jakie sprawia snuta przez Coreya fabuła, może się udzielić serialowi.

Widać też, że twórcy przyłożyli się do swojej pracy. To nie są trzy korytarze na krzyż i opuszczona hala fabryczna, jak w Dark Matter. Świat Ekspansji jest wielki, żywy i całkiem prawdopodobny (przy przyjęciu podstawowych konstytuujących go założeń). Zwrócono uwagę nawet na takie szczegóły, by Pasiarze mieli własną odmienną kulturę – od kreolu, w którym mówią, po obfitość niewystępujących u Ziemian tatuaży i modyfikacji ciała. Podobnie dobrze wypadają bohaterowie. Wprawdzie dwaj „główni prowadzący” to typy znane w popkulturze od jej zarania (cyniczny, ale honorowy detektyw oraz twardy, zamknięty w sobie były wojskowy zmuszony do pracy poniżej kwalifikacji), ale pozostałe postaci to grupa nader różnorodna, od wysokiej urzędniczki Narodów Zjednoczonych, po załogantów Canterbury.

Kiedy wypominałem Dark Matter archaiczność jako największą wadę, większą nawet niż niski budżet i nudne dialogi, chodziło mi o to, że w dobrej fantastyce naukowej ważna jest świadomość problemów współczesności, od naukowych po społeczne. One poruszają widzów. Nieprzypadkowo w nowej wersji Battlestara Galactiki pojawili się Cyloni udający ludzi – to było zaraz po 11 września i nic tak nie przerażało jak świadomość, że niebezpiecznym ekstremistą może być każdy mijany przechodzień. Tematy przewijające się przez Ekspansję to: rosnące nierówności społeczne, polityczny radykalizm, koncert mocarstw i toczące się gdzieś w ukryciu skomplikowane intrygi grożące światowemu bezpieczeństwu. To właściwie nasz świat, tylko przeteleportowany w kosmiczną przyszłość.

Wszystko to sprawiło, że pilota przyjęto pozytywnie. Zarząd stacji, któremu zależało na powrocie do dobrych gatunkowych produkcji, jest blisko spełnienia swoich zamierzeń. Wiarę w projekt widać zresztą od samego początku – już pod koniec maja, czyli pół roku przez premierą, SyFy ogłosiła drugi sezon.

Czy nasze – i twórców – oczekiwania zostaną spełnione, dowiemy się 15 grudnia. Na razie możemy się cieszyć sukcesem pierwszego rozdziału opowieści o Ekspansji.

The Expanse
Science Fiction
SyFy 2015–

Piotr Górski

Krakowianin, Nowohucianin. Urodził się i na tym właściwie kończą się dramatyczne momenty jego biografii. Ekspert od seriali rosyjskich. Dużo czyta. Trochę pisze.