Fot. The WB

Luźniejsze kawałki (Supernatural, S11E07-09)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Dotarliśmy do zimowej przerwy w emisji serialu, więc chyba warto podsumować garść odcinków, które do tego momentu doprowadziły. A były to odcinki lekkie i zabawne, czyli coś, czego w tym sezonie dotąd nieco brakowało. Pierwszy nowy odcinek to Plush. Muszę powiedzieć, że zgodnie z tytułem, totalnie jedzie on po bandzie i przeniósł mnie do najlepszych ironicznych metanarracji z pierwszych sezonów serialu. Wystarczy powiedzieć, że szeryf Donna trafia na trop zabójczych króliczków. Najbardziej żal mi było Sama, który musiał w tym odcinku ponownie zmierzyć się ze swoim największym koszmarem, czyli z clownami. A na marginesie kiczu, campu i horroru Sammy próbuje się modlić i nawiązać kontakt z Wielkim Nieobecnym – taka mała wycieczka w metaplot. Mimo tego odcinek jest spójny i dynamiczny, no i miło zobaczyć Donnę. Pisałam już, że brak mi jakichś stałych, ale śmiertelnych postaci towarzyszących braciom. Tej ludzkiej perspektywy, która ich zakorzeni w świecie, zamiast bezpowrotnie przenieść na płaszczyznę starć demonów z aniołami.

Cathia: Nie przywiązuj się do niej zbytnio, bo skoro chłopcy awansowali ją honorowo na łowcę i widziała się z nimi już trzeci raz, może się okazać, że odejdzie w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach… A tak na serio, to bardzo się cieszę, lubię Donnę. Jest uroczym akcentem komediowym, nie da się jednak również ukryć, że patrzy na to, co się dzieje, z perspektywy człowieka, który dopiero co się dowiedział, że to wszystko istnieje naprawdę i reaguje prawdopodobnie tak, jak zareagowalibyśmy my. Podoba mi się to, że jest bardzo ludzka – walczy ze zbędnymi kilogramami, ma problemy damsko-męskie… Postać z krwi i kości, i oby taka pozostała. Co do samego odcinka – ojej, był absolutnie powalający, nawiązujący zresztą do klasyki takiej jak Wishful Thinking i miś z tendencjami samobójczymi. No i Sam w windzie! To prawie tak dobra scena, jak ta z Jimem Sterlingiem w finale drugiego sezonu Leverage. Oglądało się przyjemnie, jednak, jak to się czasem dzieje, zmuszał do myślenia – to kolejny już duch, któremu właściwie się kibicowało, bo zrobiono mu straszliwą krzywdę.

Fot. The WB

Fot. The WB

Pirjo: Jak się wkrótce okazuje, klasyczna intryga w Plush była tylko wstępem do festiwalu odjechanych pomysłów w Just My Imagination. No bo wiecie, jednorożce są prawdziwe, a ich krew – brokatowa! I wymyśleni przyjaciele, których nie widzi nikt prócz nas, też istnieją. Są mitycznymi opiekunami zagubionych dzieci i pomagają im poradzić sobie z przeciwnościami losu. Piękna historia.  Tu najlepszym, a może po prostu moim ulubionym, momentem odcinka była retrospekcja z przeszłości braci Winchesterów, uwielbiam te motywy i odcinki, które pozwalają nam zobaczyć świetne, młodsze wersje. Oglądałabym taki spin off! Mały Sammy pobija wszelkie rekordy słodyczy, czyż nie? Oczywiście, grzeczne ubranka dorosłych chłopców jako „konsultantów od traumy” też nie są pozbawione walorów. Gdy w kadrze pojawiła się prawdziwa syrena, od razu zrobiłam trwożliwe „ojej!”, bo bałam się, że prędko zginie. A gdy to się stało poczułam się osobiście oburzona, straumatyzowana i zaangażowana w fabułę. Ukaranie sprawcy stało się moim prywatnym priorytetem.

Chyba tak powinno się pisać dla mnie odcinki. Bodziec – reakcja. Podobał mi się dziecięcy przyjaciel Sama, wątek z air guitar… dużo uroczych detali, czyniących SPN tak wyjątkowym, wyczulonym na potrzeby fana serialem. No i kto komu w tym odcinku pomaga? Wymyślony przyjaciel Samowi, czy na odwrót? Może Sam go potrzebował, w chwili zwątpienia szukał pokrzepienia, i dowodu na to, że wiara nie zawsze jest trafianiem kulą w płot, że to w co wierzymy, może się okazać prawdziwe? Serce mi się kraje, gdy słyszę o dawnych marzeniach Sammy’ego, o szkole, innym życiu. Doskonale wiem, jak się to skończyło…

Cathia: Przyjemny odcinek, ale tak naprawdę jeden z wielu i obawiam się, że nie wniósł dla mnie tak wiele do mitologii jak inne, zawierające wycieczki do przeszłości. Może stało się tak dlatego, że młodym Samem na wieczność pozostanie już dla mnie Colin Ford i nawet jeśli wiem, że wyrósł już z tego wieku, mam problem z zaakceptowaniem zastępcy (co nie zdarzyło mi się w przypadku rewelacyjnego Dylana Everetta). Może też dlatego, że te podróże w przeszłość były w moim odczuciu totalnym fanservicem – przy telefonie widzieliśmy znajome klocki LEGO i żołnierzyka. Jakoś niespecjalnie mnie to wzruszało. Bardziej zagotowałam się, kiedy po raz tysięczny uświadomiłam sobie, jak złym ojcem był John Winchester, i im bardziej twórcy usiłują mnie przekonać, że było inaczej, tym bardziej go nie znoszę. Potwory naszego odcinka i owszem, były bardzo niestandardowe, ale moje zawieszenie niewiary poszło się śniegiem rzucać w momencie chowania zwłok syrenki. Miałam napisać „pogrzebu”, ale właśnie… Czy ktoś może mi wyjaśnić, dlaczego Sully pozwolił na pochowanie, bądź co bądź przyjaciółki, pod płotem? Jak zdechniętej złotej rybki? Nie, za bardzo mi to nie pasowało do ogólnej koncepcji, żebym mogła nad tym przejść do porządku dziennego. Podobał mi się jednak finał i to, że sprawca zbrodni naprawdę miał dobry powód, by podjąć próbę dorwania mimowolnego zabójcy swojej siostry. Podobało mi się pojednanie. Happy end nie pojawia się często w Supernaturalu.

Fot. The WB

Fot. The WB

Pirjo: No i wreszcie mamy zmianę tonacji, bo to „jesienny finał”, czyli mniej więcej połówka sezonu. Oczywiście, trzeba było wrócić do metaplotu i nieco odkurzyć Amarę. Rzucić nam w twarz kilka popkulturowych klisz. Pokazać jaka jest nieadekwatna i słodka, gdy trafia w jej ręce ciekawa książka – Biblia – albo gdy próbuje się modlić w kościele, by dosłownie spotkać Boga. Boga – swojego brata. Który jednak nie chce z nią gadać, woli rozmawiać z Samem. Więc mało subtelne dziewczę robi demolkę za demolką. Ewentualnie spotyka się ze swoim chłopakiem, Deanem. Casualowa randka na placu zabaw, hot dogi zamiast restauracji. Mówiłam przecież, że laska jest średnio ogarnięta. Jeśli ktokolwiek zastanawiał się, czemu to Bóg wygrał, a nie jego siora, to dostał odpowiedź na talerzyku, razem z zestawem plastikowych sztućców. Słowa, że Bóg jest przy niej master manipulator brzmiały zarówno bluźnierczo (no bo jak to, mówić na ekranie, że Bóg jest zły?) i prawdziwie.

Najciekawszy i najbardziej jadący po bandzie motyw odcinka to z pewnością „krzew gorejący”, jako znak od Boga dla modlącego się Sama. A także te mocno manichejskie, podkreślane w serialu obecnie opozycje światła i ciemności, zmagania dwóch przeciwstawnych, lecz pokrewnych sił. Gnoza i Stary Testament w jednym odcinku. Kolejny mocny i nowy punkt mitologii. Otwiera wiele ścieżek, ale czy ktoś, tak na serio, w ogóle to przemyślał? Czy może scenarzyści błądzą po omacku, od jednego tropu do innego, byle pokazać kilka fajnych „rzeczy, które się z czymś kojarzą”? Ciekawi mnie, czy SPN wyjdzie kiedykolwiek poza Stary Testament w stronę Nowego i pokaże choćby postać Jezusa, bożego syna. To by było coś! A na razie mamy „Her beef is with God, not us!” – rzucone niedbale przez jednego z korpo-aniołków. Czyli Biblię zinterpretowaną na ogromnym luzie. W odcinku wraca też Crowley i jego paskudna, nużąco jednowymiarowa mamusia. Zresztą też mało subtelnie chichocząca na każdą wzmiankę o Lucyferze. Kobiety w tym odcinku naprawdę są niezbyt wyrafinowane, mało rozgarnięte i łatwe do przejrzenia. No i nade wszystko, powraca Klatka i Lucyfer – koniec końców okazało się, że bardzo łatwo tam się dostać, wystarczy pół odcinka i krótki pep-talk o „wspólnej sprawie”.

Fot. The WB

Fot. The WB

Cathia: Amara mnie drażni. Bóg mnie drażni. Boskie rodzeństwo mnie drażni. Chociaż z tego odcinka wynika, że to ona była pierwsza, wydaje się, że potrafi li i jedynie kopiować zagrania brata, zachowuje się też jak mentalna nastolatka, pragnąca zwrócić na siebie uwagę rodziców. Mam wrażenie, że scenarzyści nie mogą się zdecydować, czy ona ma być ofiarą, czy katem. Na mojej liście villainów znajduje się gdzieś koło lewiatanów, a to nie świadczy o niej najlepiej. W dodatku nadal oczekuję na wyjaśnienie owej infekcji z pierwszego odcinka – póki co, wszyscy wydają się o niej zapominać. Jak napisałaś – Amara nie ma nic przeciwko Stworzeniu, zaledwie przeciwko Stwórcy, co nie przeszkadza jej w pożeraniu dusz i utrzymywaniu, że w ten sposób żyją wiecznie. Kupy mi się to nie trzyma, zupełnie.

Szczęśliwie, druga strona odcinka – Piekło – prezentuje się jakby lepiej, a to za sprawą Marka Pellegrino i jego genialnego Lucyfera. Nie jestem wielką fanką Nosiciela Światła w tym serialu, jednak tutaj wgniótł mnie w ziemię. Zwłaszcza, że obecnie praktycznie nie ma konkurencji – Crowley nadal zachowuje się jak przyjazny demon z sąsiedztwa, choć powiem ci, że po raz pierwszy podobała mi się ich wzajemna dynamika z mamusią. „Mother, get ahold of yourself, you’re drooling” ubawiło mnie do łez, bo też Rowena mnie bawiła jako fangirl. Natomiast – tak jak piszesz – motyw z Klatką w kontekście choćby sezonu czwartego i piątego jest idiotyczny, podobnie jak w ogóle koncept Księgi Przeklętych jako skrótu i ułatwienia fabularnego. Rozumiem, że Lilith nie miała o niej pojęcia, a Azazel musiał mordować zakonnice w klasztorze, by się z Lucyferem porozumieć? Ech, pamiętamy o takich nawiązaniach jak klocki LEGO, a nie pamiętamy ważnych informacji mitologicznych.

Pirjo: Spójrzmy jeszcze raz na end-game odcinka. Dwaj bracia znów zostali przypisani dwóm walczącym ze sobą, przeciwnym stronom. Sam prawie dał się wmanipulować w bycie „naczyniem”, czy też „wehikułem” dla Lucusia, a już na pewno kolegą z akademika, a Dean okazał się kimś niezwykle ważnym i bliskim dla Amary. Siostra Boga to prawie jak córka pastora, nie? Ona chce być z nim „na poważnie”, a on, gdy się tylko zorientował, bad boy, chce uciekać. Ochroniarze tatusia próbują obezwładnić oszalałą dzierlatkę. Reszty dowiemy się za jakiś czas. Tylko czy w ogóle nas to ciekawi? Ale, hej, seriously, gdzie jest Adam?

Fot. The WB

Fot. The WB

Cathia: Fandom spekuluje, że to nie była właściwa Klatka, tylko jej przywołanie z innego wymiaru, i kiedy przypomnimy sobie wizje Sama, to by się zgadzało. Podobno we właściwej Klatce ma się znajdować Michał i Adam, więc może Sam zawiąże sojusz z bratem i wyrwą się na wolność. W co wątpię. Na wolność wypuści ich zapewne Amara współpracująca z Deanem, albo Crowley współpracujący z mamusią… Nie byłam zaskoczona tym, że to Lucyfer był źródłem samowych wizji, tego się spodziewałam, ale powrót do Sezonu 5 i kwestia bycia vesselem archanioła nieco mnie rozdrażniła. O Amarze i Deanie się nie wypowiadam, bo i ten wątek mnie drażni. Jest pokazywany głównie przez namiętne patrzenie Amary w oczy Deana, i brakuje tam sensownego rozwiązania. Tak więc… stoję niejako na Rozdrożach: brawa za spektakularnego Lucyfera, kciuk w dół za skróty fabularne i za raczej nudną Amarę… I czekam na ruch Piekła, bo anioły już pokazały, że biorą się do pracy.

Supernatural
supernatural drama
The CW/The WB, USA, 2005–

Cathia
Mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.

Pirjo Lehtinen
Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)