Fot. ABC

Serialowy 2015 – podsumowanie

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Tak jak w ubiegłych latach zapytaliśmy naszych autorów o serialowe wrażenia z zeszłego roku. Jeśli sądzicie, że mogło Wam coś ważnego umknąć, szukacie ciekawego tytułu do nadrobienia albo po prostu chcecie się dowiedzieć, co oglądaliśmy, co lubimy, chcecie pogadać o serialach i dodać do dyskusji własne trzy grosze – zapraszamy!

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Jaki był serialowy 2015? Czy można wyróżnić jakieś trendy i tematy, o których wszyscy wokół dyskutowali?

Pirjo Lehtinen: Wokół mnie wszyscy dyskutowali o coraz liczniejszych i coraz lepszych serialowych adaptacjach komiksów oraz o serialach pisanych przez kobiety i zawierających mocne, ale nie karykaturalne kobiece postacie. Inny trend, który zaobserwowałam, to szeroko pojęty recykling i wskrzeszanie na fali nostalgii hitów z lat 80. i 90. Ten trend dopiero się rozwija i zobaczymy, jak daleko nas poniesie. Ja jestem sceptyczna i tęsknię za świeżymi pomysłami. Był to też kolejny rok kiepskich sitcomów, nic w zasadzie mnie nie rozbawiło ani nie zatrzymało na dłużej. No chyba że wspomnieć Documentary Now!, niszowy serial imitujący klasyczne filmy dokumentalne. Nie jest to może sitcom, ale turlałam się ze śmiechu.

Najlepszy nowy serial – co polecasz?

Pirjo: Było kilka bardzo dobrych seriali, choć żadnego wybitnego. Podobały mi się mądrze napisane produkcje o kobietach i dla kobiet, czyli Girlfriends’ Guide to Divorce i UnReal. Niesamowicie podeszło mi Into the Badlands, postapokaliptyczna fantazja napisana z chirurgiczną precyzją, pełna epickich pojedynków i krwawych starć na śmierć i życie. Rzecz nie dla każdego, ale ja bawiłam się cudownie, przyjemność estetyczna nie do podrobienia (tak, lubię oglądać przemoc na ekranie i oceany krwi, musicie mi to wybaczyć…). Bardzo spodobał mi się The Bastard Executioner Kurta Suttera, niestety przyjęty chłodno i skasowany przez samego twórcę po zaledwie jednym sezonie. Jednym z najbardziej uroczych seriali roku był też w mojej opinii Jonathan Strange & Mr Norrell od BBC. Naprawdę trudna do zekranizowania książka, a poszło jak z płatka. Na koniec napiszę może, że obiektywnie najlepsze były pewnie Mr. Robot, Jessica Jones i Daredevil, doceniam je wszystkie i obejrzałam z przyjemnością, ale nie do końca trafiły jednak w moją wrażliwość i mój gust.

Najlepszy serial, który nadal oglądasz, trzyma się mocno i warto go nadrobić?

Pirjo: 2015 to pożegnanie z Mad Men i z Downton Abbey, więc jeśli nie widzieliście, to naprawdę warto. Obydwa to rozkosz dla oka i dla ducha – a przy okazji można już chyba powiedzieć, że kawałek telewizyjnej historii. A jeżeli przegapiliście Banshee, a cenicie brutalne westerny z tak lubianymi przeze mnie wysmakowanymi scenami walk i szeroko rozumianej akcji, ten serial z sezonu na sezon jest coraz mocniejszy.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2015?

Pirjo: Trudne pytanie. Nic nie dorównało Peaky Blinders i Mozart in the Jungle z roku ubiegłego. Ale powiedzmy, że Doctor Who, który moim zdaniem odzyskał wiele ze swojego nadszarpniętego uroku i stanął mocno na nogi dzięki interesującym scenariuszom i fenomenalnej roli Capaldiego.

Ulubieni aktorzy i postacie? A może jest jakiś odcinek, który dosłownie wbił Cię w ziemię? Albo scena?

Pirjo: Bez dwóch zdań scena wampirycznych łowów, czyli Matt Bomer i Lady Gaga w pierwszym odcinku American Horror Story: Hotel.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Pirjo: Tak jak rok temu – Serialkon. Cieszę się, że udało nam się go zrealizować, że było na nim naprawdę sympatycznie, inspirująco i odświętnie i że zmierza w kierunku, jaki sobie zaplanowaliśmy.

Na co najbardziej czekasz w 2016?

Pirjo: Wbrew temu, co napisałam w odpowiedzi na pierwsze pytanie, bardzo czekam na obiecywany przez Netflixa finałowy sezon Gilmore Girls. Moje ulubione bohaterki zasługują na porządne happy endy, a ja bardzo chętnie powrócę jeszcze raz do sielankowego Stars Hollow. Zachęcona pilotem czekam też na The Magicians od SyFy.

Fot. BBC

Fot. BBC

Jaki był serialowy 2015? Czy można wyróżnić jakieś trendy i tematy, o których wszyscy wokół dyskutowali?

Piotr Górski: Rok był w kratkę. Pozytywne zaskoczenia następowały po zawodach, a kiedy myślałem, że nic już ciekawego nie zobaczę, jak diablik z pudełka wyskakiwały seriale, o których nawet nie wiedziałem, że były w produkcji. Rzeczy pozytywne: powrót telewizyjnej science fiction i w ogóle fakt, że fantastyka ostatecznie wyszła z cienia i getta, stając się najpopularniejszym gatunkiem kultury popularnej. Podobnie sprawa ma  się z produkcjami kostiumowymi. Osobnym zjawiskiem jest to, co dzieje się poza kręgiem anglosaskim – naprawdę warto wypłynąć na nieznane wody (pamiętajmy, że jeszcze 10 lat temu mało kto interesował się serialami z Wielkiej Brytanii), żeby zobaczyć jak w Disparue Francuzi zrobili z oklepanego schematu jeden z lepszych kryminałów tego roku. Z kolei całym kosmosem czekającym na swoich odkrywców są seriale rosyjskie. O tureckich telenowelach i dramach koreańskich nawet nie wspomnę – mają już własne, prężne fandomy. Rzeczy negatywne: fala nostalgii, seriale SF, których twórcy nie zauważyli, że od 1995 minęło 20 lat (o tobie mówię, Dark Matter). Doctor Who, który ostatni raz zainteresował mnie rocznicowym An Adventure in Space and Time. Sporo rzeczy, które powstały, by udawać inne rzeczy, najlepiej nostalgiczne. Regres drugiego sezonu Detektywa. Wreszcie jakaś niedobra choroba tocząca seriale brytyjskie: wyspiarze przestali mieć za ambicję tworzenie interesujących seriali. Zamiast tego zajmują się roztaczaniem klimatu telewizyjnej angielszczyzny dla spragnionych tego widzów z innych krajów. Przez to dotychczasowa potęga zaczyna przypominać podstarzałą kapelę metalową, nagrywającą dwusetną i pierwszą kalkę debiutanckiego albumu. Tak chyba wyglądają ciemne strony każdego wielkiego sukcesu.

Najlepszy nowy serial – co polecasz?

Piotr: Chyba rzeczywiście nie mieliśmy w tym roku żadnego pojedynczego mocnego akcentu. Załóżmy więc, że na podium jest dość miejsca, żeby pomieścić kilka tytułów. Z komedii – Galavant. Przezabawna musicalowa baśń komediowa zrealizowana przez twórców najlepszej kreskówki Disneya w tym stuleciu (czyli Zaplątanych). Dla tych piosenek i Vinniego Jonesa w roli złego przydupasa jeszcze gorszego króla wybaczę kilka drobnych potknięć i zmian tempa. W przypadku kryminałów wspomniana przeze mnie już wcześniej Disparue (Zaginiona). Fabularnie to najpopularniejszy obecnie schemat: w Lyonie znika bez śladu szesnastoletnia dziewczyna, na pierwszy rzut okaz anioł bez skazy i zmazy. I jak to było już w podobnych produkcjach (Forbrydelsen/The KillingBroadchurch czy The Missing) działania policji, reakcja lokalnej społeczności oraz losy rodziny muszącej zmierzyć się z traumą po równo dzielą czas antenowy. I wreszcie Służby specjalne: miniserial, który fatalnie zaczął (pierwszy odcinek to sieczka), ale potem jakość tylko rośnie, a końcówka jest jedną z najlepszych, jakie widziałem w telewizji w ogóle. Na zachodzie na aktorów i reżysera posypałby się deszcz Emm i Baft.

Najlepszy serial, który nadal oglądasz, trzyma się mocno i warto go nadrobić?

Piotr: Bezapelacyjnie Ripper Street. W ogóle kwiaty należą się szefostwu Amazona, które serial uratowało, po tym jak został w skandalicznych okolicznościach skasowany przez BBC. Premierowe dwa odcinki trzeciego sezonu były warte walki, jaką o nie stoczono. Gdzieś w cieniu Ripper Street skrył się Father Brown. Wszyscy o nim zapominają, bo udaje popołudniowy kryminał, a jest czymś o wiele więcej.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2015?

Piotr:  Prowokacyjnie: rosyjska Farca (Фарца). Moskwa, początek lat 60. Czterech młodych, zdolnych chłopaków postanawia zrobić duże pieniądze w nie całkiem legalny sposób, czyli tak zwaną farcowką. Świetnie odtworzone realia epoki, wątki obyczajowe pomieszane z kryminalnymi i realizacyjny rozmach od razu mnie kupiły. Ponieważ producent udostępnił Farcę na youtubie, nie wyobrażam sobie, że ktoś nie spróbuje obejrzeć chociażby tylko trailera.

Ulubieni aktorzy i postacie? A może jest jakiś odcinek, który dosłownie wbił Cię w ziemię? Albo scena?

Piotr: Na pewno The Standing Stones, czyli 12 odcinek 3 sezonu Father Brown. Zawiera to, co najlepsze w tym serialu: moment, w którym standardowe śledztwo tygodnia nagle wskakuje na zupełnie inny poziom percepcji. Po drugie, scena „przyszliśmy ci zrobić samobójstwo” w Służbach specjalnych. Groza rodem z wampirycznego horroru, tylko bez wampirów. Po trzecie, wszystko, co robili z biednym Edmundem Reidem w tegorocznym Ripper Street. To nieprawda, że tylko G.R.R. Martin potrafi się pastwić nad bohaterami.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Piotr: Z wydarzeń oczywiście Serialkon. Z zaskoczeń (bo po sukcesie pierwszej edycji Serialkon ma zagwarantowany wysoki poziom) chyba Scream Queens. To serial bezdennie głupi, który zmusza nas do sympatyzowania z przedstawicielami amerykańskiej klasy próżniaczej, a wszytko to jest okraszone aluzjami politycznymi subtelnymi jak cios łomem  – ale się ogląda. Wstydzi i ogląda.

Na co najbardziej czekasz w 2016?

Piotr: Na trzeci sezon Detektywa. Wprawdzie po drugim nikt nie wydaje się zainteresowany rozkręcaniem oczekiwania na kolejny, ale ja chciałbym się przekonać, czy Pizzolatto wybrnie z tego, w co się wpakował na własne życzenie. Poza tym ciekaw jestem, co wyciśnie MTV z Kronik Shannary, czy SyFy poradzi sobie z Hyperionem (The Expanse i Koniec dzieciństwa dają nadzieje) i jak potoczą się losy policjantów z Whitechapel w czwartym sezonie Ripper Street. Wielką niewiadomą jest kontynuacja Broadchurch. Czy z tej historii da się jeszcze coś wycisnąć? Sporo obiecuję sobie po Rosjanach. Na 2016 szykowany jest drugi sezon Farcy i Szałas dłużnika (Лачугадолжника), adaptacja fantastyczno-naukowej powieści Wadima Szefnera. Producent zapowiada, że będzie to space opera utrzymana w estetyce radzieckiego retrofuturyzmu. I jak co roku liczę, że wreszcie ruszy coś u nas. Podobno trwają starania o reaktywację Watahy (to naprawdę dobry serial, który HBO zepsuło na własne życzenie, powierzając ostatnie odcinki innej, gorszej ekipie). Jedynka przygotowuje biografię Eugeniusza Bodo, a Dwójka Artystów – nie dość, że serial obyczajowy niebędący opera mydlaną, to jeszcze opowiadający o czymś innym niż „zwykłe życie” (bo o teatrze) i niedziejący się w Warszawie. Wyrwać się ze stolicy to dla polskiej telewizji przekroczyć Rubikon. Prócz tego jest pewnie pół setki zapowiedzi, których nawet nie zdążyłem zauważyć – tyle się dzieje w serialowym świecie.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Jaki był serialowy 2015? Czy można wyróżnić jakieś trendy i tematy, o których wszyscy wokół dyskutowali?

Karolina Rybicka: Hmm… Na pewno jest to rok udanych i nieudanych drugich lub trzecich sezonów świetnie przyjętych seriali lat poprzednich: Broadchurch, The AffairHalt and Catch FireMasters of Sex, True Detective; poniekąd można do tego zaliczyć drugi sezon Capaldiego w Doctorze Who. Poza tym, jak już wspomnieli przedmówcy, jest to rok złych sitcomów, ale i pozytywnych zaskoczeń, które okazały się zupełnie inne niż się tego spodziewano (dla mnie takimi zaskoczeniami była Jessica Jones i Crazy Ex-Girlfriend). Jak już Pirjo pisała: zalała nas fala nostalgii za latami 90., która na pewno jeszcze nie ustanie (Fuller House?!). Z tej nostalgii wyszedł uroczy, przedwcześnie skasowany Hindsight. Kolejną produkcją, która wywołała wiele ciekawych dyskusji, była ekranizacja Jonathana Strange’a i Pana Norrella (nad którą już się też zachwycaliśmy).

Najlepszy nowy serial – co polecasz?

Karolina: Polecam Jessikę Jones, o której na Pulpozaurze pisała Joanna, i wszystkim radzę zapoznać się z Jonathanem Strange’em i Panem Norrellem. Poza tym gorąco polecam „praktycznie romantyczną” komedię Catastrophe, której w tym roku wyszły aż dwa sezony (jeden w lutym, na przełomie listopada i grudnia drugi).

Najlepszy serial, który nadal oglądasz, trzyma się mocno i warto go nadrobić?

Karolina: Podobnie jak Przedmówczyni, w tym roku wróciła mi wiara w Doctora Who, bo wreszcie poznaliśmy Dwunastego. Trzeci sezon Masters of Sex niestety mnie zawiódł (WĄTEK Z GORYLEM!?!?!?), ale The Affair, mimo kilku gorszych odcinków, nadal jest ciekawe: świetnym posunięciem okazało się dodanie punktów widzenia Helen i Cole’a. Tak samo Halt and Catch Fire miało bardzo mocny, nawet chyba mocniejszy od pierwszego, sezon drugi. Elementary dalej się trzyma, Sherlock Jonny’ego Lee Millera i Watson Lucy Liu sprawiają, że nawet nudnawe czy mocno naciągane czasami „zagadki” ogląda się z przyjemnością.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2015?

Karolina Zdecydowanie Jessica Jones ex aequo z Jonathanem Strange’em i Panem Norrellem.

Ulubieni aktorzy i postacie? A może jest jakiś odcinek, który dosłownie wbił Cię w ziemię? Albo scena?

Karolina: Trudno powiedzieć… Maura Tierney jako Helen Soloway w The Affair jest świetna; Charlotte Riley jako Arabella i Alice Engert jako Lady Pole naprawdę zrobiły na mnie wrażenie w Norrellu. W ziemię wybiły mnie zwłaszcza 8 i 9 odcinki Jessiki Jones. Natomiast wspomniane odcinki (nie jeden!) z gorylem Masters of Sex wywołały u mnie największe załamanie i zwątpienie.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Karolina: Wydarzeniem był oczywiście Serialkon, choć jego ogólna wspaniałość znów mnie nie zaskoczyła. Największym (pozytywnym) zaskoczeniem jest serial Crazy Ex-Girlfriend: spodziewałam się, że mnie zirytuje lub znudzi, a okazał się bardzo śmieszny i teraz nie mogę się doczekać, aż wróci w styczniu i nie umiem przestać nucić piosenek z niego.

Na co najbardziej czekasz w 2016?

Karolina: Czekam najbardziej na Mozart in the Jungle (wiem, wiem: wyjdzie jeszcze w tym roku, ale obejrzę go pewnie na początku stycznia, więc się liczy!). Podzielam też sceptyczną ciekawość Piotra co do Broadchurch (ale czy to nie wróci dopiero w 2017?), podobnie czekam na trzeci sezon The Fall: dwa poprzednie były bardzo dobre, ale nie wiem, czy da się z tego coś jeszcze wycisnąć.

Fot. BBC

Fot. BBC

Jaki był serialowy 2015? Czy można wyróżnić jakieś trendy i tematy, o których wszyscy wokół dyskutowali?

Piotr „Ramzes” Mrowiec: Dla mnie 2015 to na podwórku amerykańskim już ogromna przewaga, niemalże dominacja, rynku stacji kablowych, a także platform streamingowych, kosztem ogólnodostępnych. To nowe tytuły sygnowane nazwą HBO czy Netflix elektryzują obecnie najmocniej fanów seriali, a FOX czy CBS coraz poważniej odchodzą w cień w rywalizacji o widza. Widzę to chociażby po sobie – tytuły z kablówek, które oglądam, jestem w stanie natychmiast dopasować do odpowiedniej stacji, natomiast nad serialami z tzw. Wielkiej Czwórki muszę się już zastanowić. Poza tym to, o czym już wspomniano, a zatem niesłabnąca popularność tytułów komiksowych – Marvel nie tylko robi świetne produkcje, ale przy okazji snuje coraz ambitniejsze i bardziej dalekosiężne plany, The CW wprowadza trzeci serial w świecie DC Comics (i nieśmiało daje do zrozumienia, że to nie musi być koniec), mamy spin-off The Walking Dead Supergirl. Sporo tego. W 2015 zauważam również, jak moi poprzednicy, trend nostalgii, wskrzeszania starych hitów, a także przenoszenia filmów pełnometrażowych, i to zarówno tych z lat 80. jak i współczesnych, do świata telewizji. Bardzo sceptycznie do tego podchodzę i zmęczony jestem ciągle rosnącą liczbą tych tytułów. Raz na jakiś czas taki zabieg może się udać, ale obawiam się, że na jedno Fargo przypadnie dziesięć Minority Report.

Najlepszy nowy serial – co polecasz?

Ramzes: Niestety mój kalendarz już jest mocno napięty starymi tytułami, a doba się nie wydłuża, więc w 2015 zacząłem chyba najmniej świeżych produkcji, odkąd regularnie oglądam seriale. Z drugiej też strony mało tegorocznych zapowiedzi mnie porwało, bo jednak dla kilku nowych tytułów wygospodarowałem trochę czasu. Z tego, co udało mi się obejrzeć, polecam zdecydowanie Daredevila. Z przyjemnością oglądałem również Better Call Saul, ale tu nie do końca jestem pewien, jak duży wpływ na to ma uwielbienie dla Breaking Bad, a także brawurowa kreacja Boba Odenkirka i czy odejmując te dwie składowe serial dalej broni się jako ten z najwyższej półki (bo na wysoką wdrapał się bez większego wysiłku).

Najlepszy serial, który nadal oglądasz, trzyma się mocno i warto go nadrobić?

Ramzes: Ray Donovan. Nie spodziewałem się trzy lata temu, że „wakacyjny” serial może stać na aż takim poziomie, a tymczasem całkiem poważnie myślę, że z tytułów oglądanych przeze mnie Ray Donovan w zasadzie nie miał w tym roku poważnej konkurencji (a to bynajmniej nie oznacza, że inne produkcje były słabe). Poza tym Castle, który powoli staje się dla mnie fenomenem. Bo jak to jest możliwe, że procedural po ośmiu latach dalej zachowuje świeżość, para głównych bohaterów ma w sobie tyle samo, jeśli nie więcej uroku, co na początku, a pod względem humoru bawię się lepiej niż na niejednym sitcomie?

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2015?

Ramzes: Chyba Jessica Jones. Bo to nie tylko dobry serial, ale obok Agentki Carter to bardzo ważny przejaw zmian sposobu prezentowania i postrzegania żeńskich (super)bohaterek na ekranie, a obok Daredevila dowód na to, że można wiernie przenieść do telewizji świat z komiksu o ludziach w pelerynach (czasami metaforycznych) bez uciekania się w grube miliony i produkcję blockbusterów, tworząc przy tym dzieła o niezwykle wysokiej jakości.

Ulubieni aktorzy i postacie? A może jest jakiś odcinek, który dosłownie wbił Cię w ziemię? Albo scena?

Ramzes: Liev Schreiber w Rayu Donovanie, a szczególnie ostatnie minuty finałowego odcinka tegorocznego sezonu. Zgadzam się również z Pirjo odnośnie sceny łowów z AHS: Hotel.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Ramzes: Nie będę oryginalny, wydarzeniem roku z pewnością był Serialkon. A serialowym zaskoczeniem dla mnie okazał się Flash, bo naprawdę przyjemnie rozwinął się w drugiej połowie pierwszego sezonu, a w drugim to kontynuuje. Pomijając typowe dla The CW dylematy bohaterów i niektóre zachowania wyjęte żywcem ze stereotypowej teen dramy, Flash idealnie łączy w sobie lekkość, humor i bezpretensjonalność z poważnym, interesującym i wcale nie oczywistym wątkiem głównym. No i z seriali o superbohaterach chyba najbardziej odwołuje się do swojego papierowego pierwowzoru.

Na co najbardziej czekasz w 2016?

Ramzes: Zdecydowanie na szósty sezon Shameless, który jest już tuż tuż. A z rzeczy nowych przyznaję, że jestem zaintrygowany The Shannara Chronicles, bo przydałoby się sensowne fantasy w telewizji, chociaż wolę się zbytnio nie nastawiać i chyba skuszę się dopiero, jeśli po kilku odcinkach będą entuzjastyczne recenzje. Czekam również na kolejną współpracę Marvela i Netflixa – a zatem Luke’a Cage’a – po ich ostatnich dwóch przedsięwzięciach mają u mnie kredyt zaufania.

Fot. Fox

Fot. Fox

Jaki był serialowy 2015? Czy można wyróżnić jakieś trendy i tematy, o których wszyscy wokół dyskutowali?

Artur Nowrot: To był dobry rok. W mainstreamowej telewizji amerykańskiej nie pojawiło się zbyt wiele zachwycających rzeczy, co w okolicach września zaowocowało mnóstwem esejów narzekających na stan telewizji. Ale wystarczy rozejrzeć się nieco szerzej, by zobaczyć, że wcale nie jest tak źle. Szczególnie Netflix dostarczył w tym roku ciekawych opcji: Daredevil to dla mnie co prawda tylko Arrow z budżetem i aktorami, którzy potrafią grać, ale już Jessica Jones pod względem kalibru i zakresu tematów zdecydowanie wyznaczyła nową jakość dla seriali superbohaterskich. Spoza produkcji superbohaterskich tej marki należy wyróżnić także Sense8 rodzeństwa Wachowskich i J. Michaela Straczynskiego: serial przepiękny wizualnie, ze zróżnicowaną obsadą, mieszający thriller o zabarwieniu fantastycznym z ciekawymi historiami obyczajowymi. Tymczasem brytyjska telewizja robi swoje i robi to bardzo dobrze. Wiosna przyniosła najpierw ogromnie romantycznego Poldarka, pełnego koni, klifów, kopalnianej dramy i obnażonych klatek piersiowych (męskich), a później Jonathana Strange’a i pana Norrella, który oddał sprawiedliwość wybitnej powieści Susanny Clarke i uczynił Petera Harnessa jednym z głównych kandydatów na następcę Stevena Moffata w Doctorze Who.

Najlepszy nowy serial – co polecasz?

Artur: Agentka Carter to serial, którym mieli być Agenci S.H.I.E.L.D. – zabawny i pełen wartkiej akcji, a przy tym nierozwodniony, zwięzły. Jessica Jones przekracza konwencje i zaciekawi nie tylko fanów superbohaterów, ale też czarnego kryminału, może nawet obyczajowego thrillera. Z kolei Sense8 to jedna z najbardziej queerowych rzeczy emitowanych obecnie w telewizji: nieheteronormatywni bohaterowie są w serialu obecni, fabuła skupia się na ich historiach i problemach (już w pierwszym odcinku mamy fantastyczną krytykę wymierzoną w feminizm wykluczający transgenderowe kobiety), a momentami udający się w rejony po prostu niespotykane, niezbadane, prowokujące do przemyśleń – wystarczy wspomnieć scenę orgii z szóstego odcinka, która powinna doczekać się tony analiz. Sense8 nie jest perfekcyjny, ale jest interesujący, ma fascynujące rzeczy do powiedzenia i, jak to się mówi, serce po właściwej stronie. Zasługuje na dostrzeżenie.

Najlepszy serial, który nadal oglądasz, trzyma się mocno i warto go nadrobić?

Artur: Mam ostatnio mniej czasu na oglądanie seriali i musiałem w tym sezonie wprowadzić ostrzejszą selekcję. Odpadł po niej Arrow, który rozczarował mnie swoim trzecim sezonem, a także Agenci S.H.I.E.L.D. Uchował się natomiast Flash, który pod koniec pierwszego sezonu skręcił wyraźnie w kierunku konwencji science fiction i zaczyna korzystać z tropów, które lubię: podróży w czasie, światów równoległych – dzięki czemu dostarcza mi mnóstwa rozrywki. Solidnej dawki dziwności dostarcza mi natomiast Adventure Time – sezon zaczął się od kilku winietek opowiadających historie różnych bohaterów pobocznych (to patent, z jakiego twórcy korzystają już od kilku sezonów). Bardzo podobało mi się Varmints poświęcone mojemu OTP, czyli Marcelinie i Królewnie Balonowej, oraz Cherry Cream Soda. Potem z kolei aż osiem odcinków poświęcono epickiej historii Marceliny i tego, jak została wampirem – byłem absolutnie zachwycony i poruszony, i z niecierpliwością czekam na więcej.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2015?

Artur: Napisałem, że Sense8 to jeden z najbardziej queerowych seriali, jakie w tym roku wyemitowano. Ale są jeszcze Cucumber i Banana – dwa powiązane seriale Russella T. Daviesa. Pierwszy z nich mocno odwołuje się do kultury gejowskiej, opowiada przede wszystkim o ludziach w średnim wieku, pozostających w długich związkach. Drugi to serial-antologia o młodych ludziach, tworzona przede wszystkim przez młodych twórców (dla niektórych to pierwszy zrealizowany scenariusz telewizyjny) – bardzo zróżnicowana pod względem stylu i, momentami, poziomu. Oba seriale są zabawne, smutne, mądre – i warte obejrzenia.

Ulubieni aktorzy i postacie? A może jest jakiś odcinek, który dosłownie wbił Cię w ziemię? Albo scena?

Artur: Szósty odcinek Cucumber to mój poważny kandydat do najlepszej rzeczy, jaka pojawiła się w tym roku w telewizji – i moją prywatną tragedią jest to, że nie mogę powiedzieć więcej na jego temat, żeby niczego nie zepsuć. Jeśli oglądaliście to wiecie dlaczego. Jeśli nie oglądaliście, obejrzyjcie. Cucumber was zniszczy. Niesamowicie zapadająca w pamięć była też scena porodu w Sense8. Orgia skupiła chyba uwagę wszystkich piszących i mówiących o serialu (nie powiem, że niesłusznie), ale poród też zasługuje na wyróżnienie, bo to scena niesamowicie ludzka i przez to piękna.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Artur: Poza lepszym, większym, dłuższym Serialkonem? Powrót Russella T. Daviesa po kilku latach nieobecności w telewizji. Te dialogi, ten humor, te obserwacje wplecione w fabułę. Ciągle jeszcze nie obejrzałem ostatniego odcinka Cucumber, bo nie chcę, żeby to już był koniec. No i muszę też wspomnieć o Hannibalu, który długo przyciągał mnie i fascynował. Bryan Fuller przełamał klątwę dwóch sezonów i tym razem udało mu się zrealizować aż trzy. I chociaż zakończenie niesamowicie mnie zdenerwowało, to trzeci sezon wreszcie w pełni stał się tym, czego zalążek było widać w poprzednich dwóch: kompletnie odjechaną, oniryczną opowieścią o niezdrowej miłości dwóch mężczyzn, którzy nie mogą żyć ze sobą i nie mogą żyć bez siebie. Będzie mi tego serialu brakować, chociaż chyba nie tak jak Gravity Falls – przecudnej perełki animacji. To może produkcja nieco bardziej konwencjonalna niż Adventure Time, ale broniąca się atmosferą – wspaniałą mieszanką Bradbury’owskiego lata i dziwności prosto Z Archiwum X – i ładunkiem emocjonalnym. Z ogromną przyjemnością zasiadałem do każdego kolejnego odcinka, serial nigdy nie schodził poniżej bardzo dobrego poziomu, a często wspinał się na wyżyny. Na początku 2016 roku zostanie wyemitowany ostatni odcinek – a ja chyba od razu zasiądę do ponownego oglądania całości.

Na co najbardziej czekasz w 2016?

Artur: Czekam oczywiście na drugie sezony seriali, które oczarowały mnie w mijającym roku: Agentki Carter (już niedługo!), Jessiki Jones, Sense8. Z nowych produkcji – na pewno na The Magicians. Pilot został niedawno wyemitowany i wywołał we mnie raczej pozytywne uczucia: akcja rusza raźno od samego początku, w dodatku w nieco innym kierunku niż książki, sądzę więc, że historia będzie zmierzać do celu w nieco inny sposób, co na pewno urozmaici mi oglądanie – nie będę tylko odhaczał kolejnych wydarzeń z książki, ale zastanawiał się, jak poprowadzą akcję dalej. Najbardziej jednak czekam na rzeczy, o których jeszcze nie mam pojęcia. Rok 2015 przyniósł mi kilka takich niespodzianek i liczę, że w następnym będzie podobnie.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Jaki był serialowy 2015? Czy można wyróżnić jakieś trendy i tematy, o których wszyscy wokół dyskutowali?

Anna „Mysza” Piotrowska: Mam wrażenie, że głównym tematem dyskusji, przynajmniej wokół mnie, była niska jakość tegorocznych serialowych premier. Rzeczywiście, zaskakująco niewiele seriali z jesiennej fali pilotów zdołało zachwycić wysokim poziomem, interesującą fabułą czy świeżą tematyką, niemniej całkiem sporo weszło na stałe do mego prywatnego kalendarza. Znalazły się wśród nich naprawdę przyjemne, porządnie zrealizowane produkcje i wbrew pozorom nie tylko te poważne – wiele osób narzekało na komedie i sitcomy, ale mnie do gust przypadło zarówno Life in Pieces (wesołe perypetie wielopokoleniowej rodziny opowiadane w formie czterech niezwiązanych fabularnie etiudek, co znacznie ogranicza niepotrzebne „wypychacze”), lekkie, ale niegłupie Younger (z cudowną Sutton Foster, grającą czterdziestolatkę udającą dwudziestolatkę w wydawnictwie książkowym) czy zaskakująco pełne humoru Telenovela (gdzie Eva Longoria gra bohaterkę/producentkę telewizyjnej opery mydlanej). Podejrzewam, że im więcej mamy wybitnych seriali – najczęściej ze stajni HBO, Showtime i Netflixa – tym mniej przychylnym okiem patrzymy na przeciętniaki, których od groma znajdziemy zarówno w telewizji ogólnodostępnej, jak i kablowej. Zmieniają się nie tylko nasze zwyczaje i przyzwyczajenia w kwestii oglądania, ale także nasze wymagania; naturalnie wymagamy, by nowe seriale przeskakiwały tę wciąż coraz wyżej zawieszaną poprzeczkę. Osobiście trochę tego żałuję i staram się aktywnie dawać szansę wszystkim serialom, nawet tym, o których nie jest głośno – czasem nawet w pozornie średniej produkcji da się odkryć ukrytą perełkę. Przy czym mogę nie być najbardziej obiektywnym głosem w dyskusji, bo mnie, w przeciwieństwie do innych wypowiadających się tutaj osób, nie przeszkadza zalewająca nas powódź nostalgii i remake’ów. Dla mnie serialowe kontynuacja filmów Limitless i Scream to jedne z najmilszych tegorocznych zaskoczeń i naprawdę wartościowe produkcje, którym warto poświęcić czas. W tym roku, z łezką wzruszenia, zasiadałam także do prequelowej kontynuacji kultowego kampowego filmu Wet Hot American Summer (czyli Wet Hot American Summer: First Day of Camp) czy mini-serii Heroes: Reborn, dzięki której mogłam powrócić do wytęsknionego świata ludzi z mocami. Tak więc, jak dla mnie, nostalgii mogłoby być jeszcze więcej.

Najlepszy nowy serial – co polecasz?

Mysza: Wspomniany już Galavant to z pewnością produkcja, której nie może zabraknąć w żadnym zestawieniu. To niesamowicie udane i dowcipne połączenie musicalu, komedii i baśniowych klimatów fantasy, bezczelnie naigrywające się z wielu klisz i stereotypów; jeśli szukacie połączenia Disneya z Robin Hood: Faceci w rajtuzach, Galavant to z serial dla Was. Przy okazji wychwalania produkcji z dobrze napisanymi kobiecymi bohaterkami, uważam, że należy wspomnieć o Grace & Frankie stacji Netflix. Serial ten nie tylko daje pole do popisu Jane Fondzie i Lily Tomlin, ale przede wszystkim opowiada o życiu i przyjaźni kobiet nie pierwszej młodości. Starość to wciąż temat, który jest rzadziej rozpatrywany – zwłaszcza w serialach amerykańskich – a Grace & Frankie podchodzi do tematu bezbłędnie, w idealnych proporcjach mieszając śmiech i smutek. Zupełnie jak prawdziwe życie. Laur pierwszeństwa zgarniają jednak Togetherness i Mr. Robot. Pierwszy to serial braci Duplass, którego fabuła nie wydaje się specjalnie interesująca – ot, obserwujemy perypetie życiowe i sercowe czwórki ludzi w Los Angeles. Geniusz Duplassów zasadza się jednak na idealnym wyważeniu humoru i powagi z ostrym komentarzem na temat współczesnego społeczeństwa, showbiznesu, relacji międzyludzkich i kryzysu wieku „przedśredniego”. Nie spodziewałam się, że zapałam do tej produkcji tak gwałtowną sympatią. Z niecierpliwością czekam na kolejny sezon, ciekawa co też jeszcze bracia Duplass pokażą. Z kolei Mr. Robotowi fanię i kibicuję już od wypuszczonego na miesiąc przed premierą pilota. Cieszę się, że kolejne odcinki mnie nie zawiodły; ba, wręcz zwiększyły moją sympatią i podziw dla serialu. W życiu bym nie podejrzewała, że tak nieoczywisty, ciężki, w gruncie rzeczy przygnębiający serial zajmie pierwsze miejsce na podium moich ulubionych produkcji 2015 roku. Out of the way, True Detective – there’s a new boss in town .

Najlepszy serial, który nadal oglądasz, trzyma się mocno i warto go nadrobić?

Mysza: Fantastycznie trzymają się dwa seriale okołobaśniowe, Once Upon a Time i Grimm. OUaT miewa gorsze sezony, ale genialnie gra na uczuciach i szybko przywiązuje nas do perypetii głównych bohaterów – jestem zdania, że żaden inny serial nie wywołuje tak silnych, typowo fanowskich emocji, jak właśnie Once Upon a Time. Z kolei Grimm, mimo swoistej kiczowatości związanej ze specyficznym klimatem serialu, to dla mnie wciąż jeden z najlepiej prowadzonych seriali w TV. Mimo czterech sezonów na karku fabuła toczy się w bardzo dobrym tempie, rozwiązania proponowane przez scenarzystów są logiczne i konsekwentne, a charaktery postaci mądrze rozwijane. To właśnie w Grimm pojawiają się bodaj moje ulubione interakcje między poszczególnymi bohaterami. Kolejnym serialem, którym pod względem relacji między postaciami jest bezbłędny, mimo upływu sezonów, jest Elementary – choć miewa cięższe odcinki i porusza niełatwe tematy, dla mnie jest to idealny feel-good show; oglądanie perypetii Sherlocka i Watson po prostu sprawia mi ogromną przyjemność. Warto też zainteresować się kierunkiem, w jakim zmierzają The Blacklist oraz iZombie – te dwie produkcje może i nie mają zbyt długiego stażu, ale w interesujący sposób (podobnie jak Grimm) zmieniły niedawno swoje status quo, wprowadzając ciekawe, niespodziewane wątki.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2015?

Mysza: Większość widzów prawdopodobnie wymieniłaby Daredevila na spółkę z Jessiką Jones (z honorable mention dla Agent Carter), ale dla mnie na podium powinien się znaleźć Mr. Robot. Po Netflixie można się było spodziewać dobrej jakości – choć wiele osób miało wątpliwości, czy publiczność strawi kolejną komiksową ekranizację – więc oczywiste było dla mnie, że zarówno Daredevil jak i Jessica Jones znajdą swoich fanów. Natomiast niepozorna produkcja USA Network, tak odstająca od standardowego „klimatu” tej stacji, pozornie nie miała większych szans. Stąd Mr. Robot jest dla mnie największym triumfem sezonu.

Ulubieni aktorzy i postacie? A może jest jakiś odcinek, który dosłownie wbił Cię w ziemię? Albo scena?

Mysza: Ulubiona postać?… chyba Ice Bear z animacji We Bare Bears. Czuję, że ukazany tam małomówny niedźwiedź polarny powinien być moim duchowym totemem. A tak na poważnie: przygotowując się na Serialkonową prelekcję, zrobiłam powtórkę z obu sezonów Penny Dreadful i muszę przyznać, że Ethan Chandler, grany przez Josha Hartnetta, stał się jedną z moich najulubieńszych postaci ever. To jak ta postać archetypicznego kowboja-awanturnika w cudownie subtelny sposób walczy ze stereotypem toksycznej męskości, to idealny przykład na to, jak w interesujący sposób pisać męskie postaci. W popkulturze jest ostatnio bardzo głośno o postaciach (i serialach) „kobiecych”, ale często to właśnie źle napisane postaci mężczyzn są największym problemem. John Logan w bardzo przemyślany sposób pokazał pod postacią Ethana Chandlera kierunek, w którym powinni podążać inni scenarzyści. Popieram zachwyty Pirjo na sceną w American Horror Story: Hotel i dodam, że w ogóle ten sezon obfituje w świetne sceny – zwłaszcza te łączące elementy horroru z perfekcyjnie dobraną muzyką. Przy czym moim ulubionym momentem muzycznym pozostanie piosenka Comedy Gold z Galavanta – mam ogromną słabość do postaci Błazna. Serial Scorpion miał fantastyczne odcinki bożonarodzeniowe (zarówno w tym, jak i zeszłym sezonie). Z kolei Grimm (s4), Once Upon a Time (s4) i The Night Shift (s2) miały najlepsze w tym roku finały – zwłaszcza ostatnie dwa odcinki The Night Shift wbiły mnie w ziemię. Nieodmiennie porównuję ten serial do Ostrego dyżuru, bo potrafi wywołać równie silne emocje, co tamta pamiętna produkcja – z ręką na sercu przyznaję, że dawno tak nie płakałam, jak właśnie na finale The Night Shift. No… może podczas odcinka 1×09 iZombie. Niemniej moim najulubieńszym wątkiem pozostanie powoli rozwijana relacja między Ianem i Mickey’em w amerykańskim Shameless. Fakt, że tak mało osób ogląda ten serial uważam za absolutny skandal!… pozostaje mi, tak jak Ramzesowi, czekać z utęsknieniem na kolejny sezon.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Mysza: Największym wydarzeniem z pewnością był wspominany przez wszystkich Serialkon – choć była to dopiero druga edycja, dla mnie ten spęd fanów seriali już stał się najważniejszym konwentowym wydarzeniem roku. Miłym zaskoczeniem był sukces Mr. Robot i drugi sezon dla Galavanta (aaaa, już w styczniu!), a także bardzo sympatyczna serialowa kontynuacja filmu Limitless. Niemiłym zaskoczeniem: przedwczesne, niesłuszne i niespodziewane skasowanie wspomnianych już Hindsight i The Bastard Executioner, a także nieodżałowanego Forever. Z kolei mnie osobiście najbardziej zaskoczył rozdźwięk między dwiema tegorocznymi produkcjami Ryana Murphy’ego. Scream Queens było dla mnie absolutną porażką sezonu. Za to American Horror Story: Hotel to, po kiepskim AHS: Coven i AHS: Freak Show, powrót do bardzo dobrej formy; już przebieram nogami na finałowe 3 odcinki!

Na co najbardziej czekasz w 2016?

Mysza: Ciekawią mnie wspomniane już ekranizacje młodzieżowych serii fantasy: The Magicians, Shadowhunters i The Shannara Chronicles. Jeśli dobrze pójdzie, przynajmniej jeden z tych seriali będzie się nadawał do oglądania. Z produkcji, które wykorzystują istniejący materiał źródłowy, interesująco prezentują się również Emerald City (o krainie Oz, w reżyserii Tarsema Singha), Damien, czyli kontynuacja losów diabelskiego dziecka z filmów Omen, oraz Westworld, czyli futurystyczno-westernowy remake filmu z 1973 (opartego na książce Michaela Crichtona). Jako fankę muzyki i teatru intryguje mnie także Grease: Live, czyli zapowiedziany na styczeń musical na żywo stacji FOX.

A poza tym?… czekam po prostu na kolejne sezony nowych i starych seriali – przy czym liczę na to, że zaprezentują one tendencję zwyżkową. Zwłaszcza w przypadku piątego sezonu Teen Wolfa mam nadzieję na znaczną poprawę formy.

Fot. USA

Fot. USA

Jaki był serialowy 2015? Czy można wyróżnić jakieś trendy i tematy, o których wszyscy wokół dyskutowali?

Agnieszka „Aeth” Jędrzejczyk: U mnie dominujące trendy są zdecydowanie dwa: szeroka gama pierwszoplanowych bohaterek kobiecych oraz faktyczny, obiecany powrót seriali science fiction. Jeśli chodzi o kobiety, wystarczy spojrzeć na seriale komiksowe: począwszy od fenomenalnej, pełnej klasy Peggy z Agent Carter, przez sympatyczną i uroczą Karę z Supergirl, aż po dojrzałą i ciężką w odbiorze Jessikę Jones, z każdej strony otaczały nas bohaterki, których porównać do siebie nie sposób. A to wszystko nie wymieniając nawet innych gatunków, jak chociażby medyczny Code Black z Marcią Gay Harden, soap thriller Quantico z Priyanką Choprą czy też mystery thriller Blindspot z Jaimie Alexander. Każda z tych bohaterek to postać indywidualna, każda zbudowana z innej gliny, każda z możliwością przemówienia do innej grupy odbiorców. A tego właśnie potrzebujemy – dywersyfikacji. Im więcej różnych bohaterek do wyboru, tym lepiej. Z kolei drugi trend to przede wszystkim moja ukochana stacja SyFy, która konsekwentnie spełnia swoje odważne obietnice sprzed ponad roku, dostarczając nam kosmicznych seriali prawie że na pęczki. Prawda, nie wszystkie udały się tak dobrze, jak by mogły – staromodny Dark Matter niech będzie tu najlepszym przykładem – ale ta sama sytuacja: dywersyfikacja. Fanom dużej ilości humoru i akcji gorąco polecam Killjoys, dobry dramat to z kolei mini-serial Childhood’s End, a na deser jeszcze prawdziwa, współczesna space opera z wątkami społeczno-politycznymi, The Expanse. Nic nie jest dla mnie bardziej ewidentne niż fakt, że wchodzimy w wiek odrodzenia serialowego science fiction.

Najlepszy nowy serial – co polecasz?

Aeth: Wylecę tu trochę w przyszłość (wait for it), bo nie mieliśmy jeszcze okazji poznać całości serialu, ale po czterech wyemitowanych odcinkach z całą pewnością da się powiedzieć, że z The Expanse – serialowej ekranizacji space-operowej serii książek Jamesa S.A. Coreya – wyjdą naprawdę nieźli ludzie. Czekałam na ten serial od ponad roku – zabrałam się za książki niemal tuż po ogłoszeniu zamówienia i od tamtej pory przebierałam nogami z niecierpliwości; tak bardzo spodobała mi się ta seria. Jako czytelnik, nie mogę wręcz nacieszyć się widokiem swoich ulubionych bohaterów i ich świata, ale jestem również bardzo zadowolona z subtelnych zmian wprowadzanych przez serial do materiału źródłowego (widać, że współpraca scenarzystów i autorów książek popłaca). Co więcej, The Expanse nie tylko świetnie ukazuje ciężkie warunki życia w kosmosie, ale również prezentuje ten kosmos w sposób obłędny. Nie na darmo projekt nazywany jest najdroższym serialem w historii SyFy. Ogólnie – warto. Bardzo.

Najlepszy serial, który nadal oglądasz, trzyma się mocno i warto go nadrobić?

Aeth: Mam wrażenie, że powtórzę się z zeszłego roku wymieniając Agents of S.H.I.E.L.D., których z wypiekami na twarzy niezmiennie śledzę od początku emisji. W drugim sezonie przeobraził się z poczwary w motyla – w trzecim ten motyl poszybował w przestworza. Agents of S.H.I.E.L.D. nie traci już czasu na wprowadzenia i przedstawienia i inne potwory tygodnia, a od razu wskazuje w sam środek akcji, przedstawiając nam silnie sfabularyzowaną historię z tysiącem emocji po drodze. Mamy konflikt pomiędzy rządem a osobami obdarzonymi supernaturalnymi mocami (pierwsze echo Captain America: Civil War), mamy niesłychanie emocjonujący odcinek z ratunkiem Simmons (i samej historii Simmons samotnie radzącej sobie na bezludnej planecie), mamy odradzającą się HYDRĘ w jeszcze bardziej przerażającej inkarnacji, mamy dojrzalszego i bardziej cynicznego Coulsona – a przy tym całe mnóstwo zabawy, bo choć serial wziął się za mocne, dojrzalsze wątki, wciąż zapewnia masę rozrywki. Jak mówiłam, jestem z Agentami od początku i dziś nie mogłabym być z nich zadowolona bardziej. Na deser wspomnę jeszcze o The 100, który w drugim sezonie stracił wiele ze swojej młodzieżowej otoczki na rzecz odważnych i dramatycznych wątków, z czego żaden nie pozwala bohaterom wyjść bez szwanku. Tak właśnie powinno się ekranizować YA.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2015?

Aeth: Trudny wybór, ale postawiłabym chyba na Daredevila, bo jak żaden inny serial pokazał, że da się zrobić ekranizację komiksu o superbohaterze w kostiumie w sposób przyziemny i rzeczywisty, bez odbiegania ani w lekką komedię, ani w ciężkostrawny, mroczny dramat. Późniejsza Jessica Jones tylko ten trend potwierdza, a przy tym dodaje swoją własną, niezwykle ważną cegiełkę dotyczącą radzenia sobie z traumą w brudnym, nieprzyjaznym świecie.

Ulubieni aktorzy i postacie? A może jest jakiś odcinek, który dosłownie wbił Cię w ziemię? Albo scena?

Aeth: Będzie chyba kilka, ale zacznę od niedawnego odcinka The Librarians, And the Point of Salvation, w którym – uwaga: spoiler – bohaterowie zostają zamknięci w grze komputerowej i tylko Ezekiel jest w stanie ich z niej wyciągnąć. Odcinek nie tylko nie powiela krzywdzących stereotypów o graczach (przeciwnie, wyśmiewa to, czego sami gracze w grach nie lubią), ale jest również godziną triumfu Ezekiela, którego możemy poznać od wrażliwszej strony. Świetną robotę odwaliły finały Defiance i Dominion – ten pierwszy wiedział, że już nie powróci, więc zaserwował nam niezwykle emocjonującą i wzruszającą jazdę; ten drugi spotkał się z niespodziewanym anulowaniem, a szkoda, bo drugi sezon naprawdę rozwinął temu serialowi skrzydła (get it? get it?). Dalej, ogromnie podobała mi się scena testowego lotu B-Winga w Star Wars Rebels – spokojna, niespieszna, przepięknie nakręcona, była wspaniałą odskocznią od niekończących się akcji i nowych problemów (polecam drugi sezon!). Gigantyczne wrażenie całościowo zrobiła na mnie Amy Manson wcielając się w serialową wersję dorosłej Meridy w Once Upon a Time, która bez absolutnie żadnego wysiłku nadała bohaterce życia, energii i wiecznie poszukującego przygody ducha, a poza tym niezwykle odważnego, czystego serca. Każda chwila w jej towarzystwie była prawdziwą rozkoszą. A jeśli chodzi o aktorów, to wspomnę jeszcze Aarona Ashmore’a w Killjoys, którego Johnny Jacobis skradł mi serce. No i wielokrotnie wspominany już Gavalant – piosenka piratów i śpiewający Lord Grantham zrobiły mi rok, a może nawet i kilkanaście.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Aeth: Pewnie już się domyślacie, ale Serialkon! Co jak co, ale wagi w pełni serialowego eventu, w dodatku zorganizowanego tak dobrze i otoczonego atmosferą tak szczerej pasji nie da się podkreślać wystarczająco często. Druga edycja imprezy była bigger, better, badder, gdzie badder to oczywiście najlepiej na świecie. Zapowiedź nowego serialu Star Trek też jest niczego sobie.

Na co najbardziej czekasz w 2016?

Aeth: W chwili obecnej wprost nie mogę doczekać się premiery The Shannara Chronicles, która dla gatunku fantasy może zrobić to, co obecnie SyFy dla science fiction. Kroniki Shanary mają być powrotem do przygód pokroju Władcy Pierścieni, gdzie drużyna bohaterów wyrusza w podróż, by ratować świat. Nie jestem w stanie wyrazić, jak bardzo tęsknię za tym gatunkiem i jak ogromnie cieszę się na myśl o tej ekranizacji (zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że mam już dość Gry o tron). Ciekawią mnie również Shadowhunters, którzy jako serial mogą udać się znacznie lepiej niż pełnometrażowy film (Dary Anioła: Miasto kości). Czekam również na Legends of Tomorrow – zarówno Arrow, jak i Flash znajdują się w mojej stałej ramówce, a nowy spin-off zapowiada się na wyjątkowo szaloną jazdę. No i muszę przyznać, że choć nie przepadam za sitcomami, z powodów tych i innych, w tym nie przeczę, że nostalgicznych, jestem dosyć mocno zaciekawiona kontynuacją Pełnej chaty!

Fot. ABC

Fot. ABC

Jaki był serialowy 2015? Czy można wyróżnić jakieś trendy i tematy, o których wszyscy wokół dyskutowali?

Magda „Cathia” Kozłowska: Bez wątpienia był to rok obfity w wiele tytułów. Choć nawał obowiązków uniemożliwił mi oglądanie zbyt wielu produkcji, w oczy rzuca się przede wszystkim to, że coraz częściej producenci stawiają na bohaterki. Jessica Jones, Peggy Carter to postaci, które przychodzą mi na myśl. Co ważniejsze – nie są to bohaterki, które mają tylko wyglądać albo borykać się z codziennymi kobiecymi problemami – one kopią tyłki z wielkim wdziękiem!

Najlepszy nowy serial – co polecasz?

Cathia: Nie będę oryginalna. Moim absolutnym numerem jeden, jeśli chodzi o tegoroczne nowości, jest Galavant. Jako wielka fanka klimatów okołomelobrooksowych kupuję każdy jeden odcinek, a potem chodzę po domu, nucąc i śpiewając…  Choć historia z początku miała być sztampowa, wszystkie (może i przewidywalne) twisty fabularne sprawiają mi wielką przyjemność, a występy gościnne znakomitości tylko dodają smaczku – zwłaszcza, jeśli nie rozpozna się twarzy od pierwszego spojrzenia!

Najlepszy serial, który nadal oglądasz, trzyma się mocno i warto go nadrobić?

Cathia: Definitywnie Grimm. Jakkolwiek kilkadziesiąt odcinków temu miałam pewne wątpliwości co do rozwoju sytuacji, teraz kupuję każdą kolejną część telenoweli o przygodach gliny z Portland. Scenarzyści doskonale wiedzą, co zrobić, by utrzymać zainteresowanie widzów, jeszcze nie gonią w piętkę, próbując zaskoczyć. Choć sam Nick jest postacią raczej nudnawą, tak całe jego towarzystwo rozwinęło się tak bardzo, że nie da się nudzić. Nowy wątek główny rzeczywiście jest wciągający, nie oglądam go, z niecierpliwością oczekując, żeby się wreszcie skończył. Zaskakuje mnie, jak długą drogę przebył ten serial i mam szczerą nadzieję, że utrzyma poziom.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2015?

Cathia: Dla mnie była to zdecydowanie Agent Carter. Jest interesująca, doskonale poprowadzona, świetnie dobrano aktorów, którzy ewidentnie dobrze się bawią na planie. Lubię Marvel Cinematic Universe, ale zawsze brakowało mi nieco serialu w tym świecie, który jest równy i nie rozmienia się na drobne, co jest, niestety, przynajmniej dla mnie, wadą Agentów S.H.I.E.L.D. Swobodny urok tego świata w malowniczych plenerach lat 40. najwyraźniej jest tym, co tygryski lubią najbardziej.

Ulubieni aktorzy i postacie? A może jest jakiś odcinek, który dosłownie wbił Cię w ziemię? Albo scena?

Cathia: Tym razem będzie o mojej największej serialowej miłości, czyli o Supernatural. Jakkolwiek ciężko nazwać kolejne sezony tego serialu czymś wysoce odkrywczym, nadal ma rewelacyjne momenty. W tym roku były nim dla mnie odcinki The Executioner’s Song i The Prisoner. Pierwszy pozostawił mnie w ciężkiej żałobie, jako że było to drugie i ostatnie pojawienie się tak niesamowitej postaci, jaką był Kain, grany przez Timothy’ego Omundsona. Kain (i jego fryzura) kradną każdą scenę, w której się pojawiają, w tym, niestety, scenę zejścia Pierwszego Mordercy. Doskonały odcinek! W ziemię wbił mnie również fragment odcinka The Prisoner, kiedy to Crowley po raz pierwszy od dawna ujawnia swój Badness Factor i kopie łosiowy tyłek. Niestety, zaledwie na jeden odcinek, no ale to już inna bajka.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Cathia: „Śmierć” Clary Oswald! Nie byłam specjalną fanką tej postaci, w ogóle ostatnimi czasy nie leżał mi kierunek, w którym zmierza Doctor Who, ale sposób, w jaki pożegnano Towarzyszkę Dwunastego bardzo mi się podobał. Prawdziwie emocjonalna, godna scena, później zamieszanie na miarę czasoprzestrzennego chaosu, który zawsze pojawia się tam, gdzie Doktor i wreszcie piękne, bardzo optymistyczne zakończenie, w dodatku w towarzystwie cudownej postaci tego sezonu – Ashildr! Niestety, zaskoczeniem była również ostateczna decyzja stacji w sprawie kolejnego sezonu Constantine’a – był to naprawdę znakomity serial i gościnne występy naszego cynicznego egzorcysty nie wynagrodzą fanom olbrzymiej straty!

Na co najbardziej czekasz w 2016?

Cathia: Oczywiście, że na The X-Files! Obok Robina z Sherwood był to drugi serial, który na długo ukształtował moje zainteresowania i oczekiwania wobec telewizyjnych historii. Do dzisiaj pamiętam również przerażenie, kiedy po emisji odcinka musiałam zejść do ciemnej piwnicy, tak jakoś koło północy. To był doskonały serial, przynajmniej dopóki nie poszedł zanadto w stronę teorii spiskowej, dlatego bardzo jestem ciekawa, co wyjdzie z projektu ożywienia tego kultowego tytułu. Ale cóż – mają Davida Duchovnego, mają Gillian Anderson, mają Mitcha Pillegi, mają i mnie!

Fot. CBS

Fot. CBS

Jaki był serialowy 2015? Czy można wyróżnić jakieś trendy i tematy, o których wszyscy wokół dyskutowali?

Joanna Kucharska: Nowe platformy produkcji i dystrybucji seriali, jak Netflix, Amazon czy Hulu odbiły się już wcześniej szerokim echem. Ten rok nie tylko potwierdził ich triumf poprzez reakcje widowni i krytyków, ale dostarczył też chyba najmocniejszych i najbardziej interesujących produkcji do tej pory. Wspominając o najlepszych serialach roku co rusz wspominamy właśnie takie produkcje – od Jessiki Jones i Daredevila po Mozart in the Jungle i Transparent. Dzięki innemu systemowi produkcji seriale te wydają się mocniejsze scenariuszowo i koncepcyjnie niż większość typowych produkcji telewizyjnych z rozwlekłymi sezonami i wydają się znacznie lepiej podchodzić do kwestii reprezentacji. Netflix nadal uderza też mocno w binge-watching, wypuszczając całe sezony na raz i redefiniując telewizję. Drugi wyraźny trend w krytyce to właśnie kwestia reprezentacji. Nie tylko w telewizji, ale też w kinie, zwłaszcza jeśli chodzi o reprezentację kobiet, ale też reprezentację rasową, queer, niepełnosprawności, etc. Przez blogosferę krytyków przetaczają się coraz to nowe zawzięte dyskusje i think pieces, ale wydaje mi się, że po raz pierwszy w tym roku mieliśmy wyraźne, znaczące odbicie tego na ekranach – od większej ilości female-lead telewizji w gatunkach dotychczas zaludnionych przez mężczyzn jak i produkcji takich jak Master of None, Transparent czy Sense8 (które w kwestii reprezentacji strzela do chyba każdej bramki). Trzeci, nieco mniej przyjemny temat, który zawładnął serialowym światkiem w 2015 to derywatywność i nieoryginalność nowego sezonu pilotów. Jestem wielką fanką remake’ów i retellingów, ale takiego braku inspiracji jeszcze nie widziałam i wydaje mi się, że wielu krytyków się z tym zgadzało.  Nie znaczy to, że nie pojawiła się dobra, nowatorska telewizja – ale raczej poza wrześniowym sezonem amerykańskich sieci.

Najlepszy nowy serial – co polecasz?

Joanna: Wszyscy już w zasadzie wymienili moje typy: Jessica Jones, Agent Carter, Mr. Robot – nowatorskie, intrygujące produkcje przełamujące sporo barier w telewizji, każda na swój sposób. Więc może trochę z lewego pola: Master of None i Crazy Ex-Girlfriend, dwa sitcomy, jeden z Netflixa autorstwa Aziza Ansari, drugi z CW współtworzony przez „internetową sensację” Rachel Bloom. Oba w inteligentny, zręczny sposób omawiają tematy, o których trzeba mówić – Master of None bierze na cel kwestie rasowe, Crazy Ex spogląda na zaburzenia psychiczne i emocjonalne. Oba przy okazji spoglądają na kulturowe konstrukcje ról kobiet i mężczyzn. Obydwa są też niesamowicie zabawne i przyjemne w oglądaniu, co dla mnie paradoksalnie jest rzadko spotykane w sitcomach.

Najlepszy serial, który nadal oglądasz, trzyma się mocno i warto go nadrobić?

Joanna: Elementary. Sprawy tygodnia nie zawsze są wybitne, ale serial konsekwentnie rozwija postaci i robi to zarówno z szacunkiem do materiału źródłowego jak i do widzów, jednocześnie podważając sporo prekoncepcji dotyczących klasycznych opowiadań. Rzadko spotykam proceduralkę, w której szczerze lubię postaci, a już zwłaszcza proceduralkę opartą na schemacie ekscentrycznego geniusza, którego Sherlock jest przecież pierwowzorem, ale Elementary nigdy mnie nie zawodzi. Drugi to zdecydowanie Person of Interest kolejna CBS-owa produkcja, która wyglądała na sztampowy procedural, a zamieniła się w jedno z najlepszych sci-fi obecnie w telewizji, z intrygującą analizą sztucznej inteligencji i człowieczeństwa i pytaniami o bezpieczeństwo, inwigilację i wolność jednostki. Plus, emocjonalnym centrum serialu stał się związek Root i Shaw, dwóch kobiet z poważnymi emocjonalnymi problemami, rozstrojonym kompasem moralnym i zamiłowaniem do broni palnej i/lub tortur.

Który tytuł zasługuje na miano serialu roku 2015?

Joanna: Nie mogę powiedzieć nic innego niż Jessica Jones, bo serial absolutnie rozniósł mnie emocjonalnie. Znakomite aktorstwo, szczere i bezkompromisowe podejście do trudnej tematyki, nowe ujęcie gatunku superbohaterów – zdecydowanie mój typ.

Ulubieni aktorzy i postacie? A może jest jakiś odcinek, który dosłownie wbił Cię w ziemię? Albo scena?

Joanna: Cała obsada Jessiki Jones, ze szczególnym uwzględnieniem Kristen Ritter i Davida Tennanta. Hayley Atwell w Agent Carter. Amy Acker jako Root w Person of Interest.  Ulubiony odcinek roku to chyba If-Then-Else w Person of Interest, gdzie Maszyna przewiduje kolejne możliwe zwroty akcji – struktura podobna do Chaos Theory z Community, ale z niesamowitym kopem emocjonalnym i świetnie osadzona w świecie serialu. Jessica Jones dała mi sporo emocjonalnie satysfakcjonujących (lub miażdżących) scen, zwłaszcza w interakcjach Jessica-Kilgrave, z bezkompromisowym podejściem do kwestii przemocy, gwałtu i wykorzystania. Za to czystą radością były wszystkie sceny w Sense8, w których bohaterowie „użyczali” sobie umiejętności. Oglądanie making-of nie tylko nie zabiera nic z magii, ale jeszcze bardziej mnie zachwyca. „That’s what I do”.

Największe serialowe zaskoczenie/wydarzenie roku?

Joanna: Nie będę w żaden sposób oryginalna – Serialkon. Ciężka praca, ale niesamowita satysfakcja – wyszłam nabuzowana pozytywną energią. W telewizji sporym wydarzeniem był dla mnie finał Parks and Recreation, chyba mojego ulubionego sitcomu. Sporo telewizji kończyło się w tym roku i jakkolwiek większość z nich nie była „moimi” serialami, to zdecydowanie były one telewizyjnymi kamieniami milowymi dla wielu ludzi.

Na co najbardziej czekasz w 2016?

Joanna: Już za chwileczkę, już za momencik, nowe sezony Agent Carter i Galavanta, dwie produkcje, które po prostu mnie cieszą samym swoim istnieniem, a co dopiero dobrymi odcinkami. Poza tym, na finałowy sezon Person of Interest i na więcej Marvelowskiej telewizji od Netflixa – po świetnym Daredevilu i znakomitej Jessice Jones, co dalej? No i zdecydowanie na następny Serialkon, mógłby przyjść szybciej niż listopad, bo w sumie już tęsknię.

Fot. The CW

Fot. The CW

My też już tęsknimy! A Wy? Też tęsknicie? I które seriale zrobiły na Was największe wrażenie w 2015?