Fot. MTV

Wezwanie do przygody (The Shannara Chronicles, Premiera: S01E01–04)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Pirjo: Na ten serial czekaliśmy długo. Nie da się ukryć, że to najbardziej wystawna z dotychczasowych produkcji MTV, stacji specjalizującej się jednak w serialach dla nastolatków, czy będzie to bardzo porządnie pisana (choć ostatnio nieco słabsza) supernatural drama Teen Wolf, czy zabawne, toczące się w amerykańskiej szkole sitcomy, jak Awkward lub Faking it, czy wreszcie rasowa teen drama czerpiąca z klasyków gatunku z lat 90. – Finding Carter. Oczywiście, nie wszyscy lubią produkcje tej stacji, spotkałam się nawet z opiniami, że Shannara jest zaskakująco dobra w porównaniu z fatalnymi poprzednikami, ale nie jestem pewna, czy osoby głoszące takie opinie choćby spróbowały oglądać zabójczo błyskotliwe Awkward albo doskonale obsadzone, porządnie wymyślone Finding Carter. W mojej opinii MTV celuje po prostu w młodzieżowy target, ale jest o wiele bardziej bezpruderyjna i mniej dydaktyczna, mniej konwencjonalna niż Freeform (czyli dawne ABC Family). Pomysł na ekranizację Kronik Shannary i prawdziwie świeża adaptacja mogły się wydarzyć, moim zdaniem, tylko w tej jednej stacji. A jakie są Wasze pierwsze wrażenia?

Piotr: Moje wrażenia są bardzo dobre. Właściwie całe moje zainteresowanie serialem napędzało pytanie, czy coś takiego w ogóle może się udać. Z seriali MTV oglądałem tylko zeszłoroczną Eye Candy, która mi się spodobała (a kasacja po pierwszym sezonie zasmuciła), ale neverlandowa epic fantasy to zupełnie inna kategoria wagowa. Nie wiem, czy przypisywać to mądrej głowie twórców, czy niesamowitemu szczęściu, ale chyba udało się sprawnie wyminąć wszystkie rzeczy, na których Shannara mogła się wywrócić.

Aeth: U mnie jest trochę pół na pół: ogólnie jestem zadowolona (rozmach jest, widoki zapierają dech, bohaterowie są wyraźnie naszkicowani), ale muszę przyznać, że trochę inaczej sobie to wyobrażałam. Z seriali MTV znany jest mi tylko oglądany na bieżąco Teen Wolf, zaś po obejrzeniu pilota Kronik nie mogłam oprzeć się porównaniom, że to właśnie taki Teen Wolf, tylko w wersji heroicznego fantasy. Co mam na myśli? Wyraźną młodzieżową atmosferę potęgowaną przez popową muzykę na tle dialogów czy też prosty, współczesny język tychże, a także mnóstwo dodanych lub zmienionych względem książki szczegółów, które w teorii mają bardziej przemawiać do współczesnego, młodego widza. Loren jako chłopak Amberle? Imprezujący wujek Ander? Kamienie elfów Shannary, powieść, na której oparty jest ten sezon, bierze się na poważnie od początku do końca, dzięki czemu jej dosyć prosta, nieskomplikowana fabuła jest w stanie porwać wyobraźnię, a przynajmniej pozwolić na pewne zawieszenie niewiary (gwoli jasności: należę do osób, którym powieść, pomimo swoich licznych wad, bardzo się podobała). Oglądając pilota Kronik musiałam niestety niejeden raz dusić rozczarowanie i przypominać sobie, że to nie będzie ekranizacja, że to nie będzie ta sama historia, ale swobodna wariacja na jej motywach.

Fot. MTV

Fot. MTV

Pirjo: Spójrzmy na naszkicowany w serialu świat. Nie da się ukryć, że jest to postapo – dalekie konsekwencje rozpadu, który widzimy już w czołówce serialu. W pierwszych odcinkach po wielokroć oglądamy w kadrze pozostałości dawnego świata, niezbyt teraz istotne, ale zmuszające do rozmyślań na temat cykliczności. Dawny świat jest tu o wiele, o wiele odleglejszy niż w takim Into the Badlands, serialu tych samych zresztą twórców, gdzie mimo feudalnego settingu artefakty dawnego – naszego – świata miewają kluczowe znaczenie i budzą sentyment. Tutaj są one póki co wyłącznie dekoracją. Serial, pewnie w dużej mierze przez te nowozelandzkie pejzaże, kojarzy mi się też ze światem Władcy Pierścieni, rysowanym z kolei przez Tolkiena jako „dawno, dawno temu” ludzkiego uniwersum, zamierzchłą, przedchrześcijańską przeszłość współczesnej autorowi Anglii.

Austin Butler, aktor, który przeszedł w serialowym świecie podróż troszkę podobną do Ryana Goslinga – zaczynał w Hannah Montana, potem grał w serialach młodzieżowych, takich jak Switched at Birth i The Carrie Diaries, żeby wreszcie trafić do kina niezależnego i występować u boku najlepszych aktorów w produkcjach filmowych, pokazywanych choćby na festiwalu Sundance – tu pojawia się w roli chłopca, który chce być uzdrowicielem, a okazuje się raczej kimś na kształt Ostatniego Mohikanina skrzyżowanego z Mesjaszem. Team dopełnia waleczna elfia księżniczka o czystym sercu i mała, temperamentna złodziejka-flirciara. Co tworzy interesujący trójkąt, bo w większości współczesnych nastolatkowych narracji (dość wspomnieć sagę Zmierzch czy popularne seriale Reign i Pamiętniki Wampirów) mamy jednak dwóch młodzieńców walczących o jedno dziewczęce serce.  Na obrzeżach młodzieżowej drużyny pojawia się mentor – druid, nieco szorstki w obejściu. W tej charyzmatycznej, bardzo wiarygodnie odegranej roli występuje Manu Bennett, znany choćby ze Spartacusa. W roli Eretrii błyszczy Ivana Baquero, którą możecie pamiętać jako Ofelię w Labiryncie Fauna del Toro.

W tle widzimy wspomniany już postapokaliptyczny świat, a w jego centrum drzewo. Drzewo jako oś świata – to kolejny mocny i klasyczny symbol, znany z licznych mitologii, w tym słowiańskiej i nordyckiej, ale też istotny w książkowym fantasy. Bardzo pojemny symbol.  W nowym serialu Drzewo powoli umiera, a księżniczka musi zanieść ostatnie ziarenko do miejsca, w którym będzie się ono mogło odrodzić. Czyli mamy misję do wykonania. Klasyczną misję. Z lekką ironią można w gruncie rzeczy powiedzieć, że w serialu chodzi o to, że banda nastolatków ratuje świat od zagłady. Jak podoba się Wam ta opowieść i czy macie ulubionych bohaterów?

Fot. MTV

Fot. MTV

Piotr: Mnie krajobrazy kojarzą się bardziej z innym serialem realizowanym w Nowej Zelandii – Xeną. Poznał ktoś te klify z pierwszego odcinka? Ogólnie warstwę wizualną uważam za bardzo udaną. Olbrzymi plus za podkreślenie postapokaliptyczności. W książkach (w tym fragmencie, który zdołałem przeczytać) to były pojedyncze wzmianki. W serialu jest ich więcej i nadają mu własnego stylu. Odmiennego zarówno od Władcy…, jak i Gry o tron. Podobnie jak plenery potraktowano Allanona. Jeśli poszukać w internecie starych, przedserialowych ilustracji i fanartów, to dawniej wyglądał wybitnie gandalfowato. W serialu skrócili mu brodę, podgolili boki, dołożyli tu i ówdzie skaryfikacje (zauważyliście, że od premiery Wikingów w modzie nie są już gładcy chłopcy, ale brodate chłopy z dziarami i sznytami?), nadając mu nareszcie własny, oryginalny wygląd.

Shannara to klasyk fantastyki posttolkienowskiej, więc nie należy się dziwić, że bohaterami będą w niej młodzi ludzie na misji uratowania świata przed Wielkim Złym. Problem w tym, że to schemat tak oklepany, iż od lat nikt już go nie realizuje na poważnie. Gdyby więc MTV zechciało zrobić z Kronik Shannary „dorosłe” fantasy, takiego małoekranowego Władcę…, skończyłoby się to katastrofą. Za to decyzja, żeby to była młodzieżówka z trójkątem miłosnym i piosenkami pop w tle, okazała się strzałem w dziesiątkę. Jak ostatnio złościłem się, że seriale porzucają realizm i powagę, tak w Shannarze to kupuję.

I nawet jeśli trójkącik dwóch dziewczyn z chłopakiem to nowość w dramach młodzieżowych, to w scenie przyjęcia u króla elfów miałem nieodparte wrażenie, że tak ubraliby się bohaterowie Plotkary, gdyby wpadli na pomysł imprezy w stylu fantasy.

Fot. MTV

Fot. MTV

Aeth: Ja znów zajmę pozycję połowicznie entuzjastyczną, bo owszem, mieszanka telewizji młodzieżowej z heroicznym, staromodnym fantasy działa i serial ogląda się całkiem przyjemnie, jednak od dłuższego czasu czuję spore zmęczenie współczesnym sposobem pisania i kręcenia fantasy. W serialach mamy przyziemną, brutalną Grę o tron, w literaturze ciągle jakieś wojny, zdrady i intrygi – przez co niesamowicie tęsknię do fantasy klasycznego, opowiadającego właśnie o drużynie młodych bohaterów obarczonych wielkim questem w celu ratowania świata. Inaczej mówiąc, marzył mi się powrót do korzeni tolkienowskiego fantasy, zrealizowany porządnie i magicznie, tak by porwać wyobraźnię jak na sesji fabularnego RPG. Stąd całe to rozczarowanie – dostałam tylko kawałek tego, na co czekałam. Młodzieżowa otoczka nie jest zła i może faktycznie w dzisiejszych czasach trudno byłoby zrobić ten serial inaczej, ale mimo wszystko troszeczkę mnie ten klimat kłuje.

To mówiąc – i jako osoba zaznajomiona z książką – muszę dodać, że jest tu też wiele zmian, które bardzo mi się podobają. Przede wszystkim kreacja obu głównych bohaterek: Amberle jako odważna, pełna determinacji młoda kobieta, dzielnie kierująca swoim własnym przeznaczeniem, i Eretria, świetnie wprowadzona ze swoją własną historią i doskonale wykorzystująca wszystkie swoje atuty, by zyskać niezależność. Dziewczyny zrobiły na mnie tak fantastyczne wrażenie, że kompletnie przyćmiły Wila, który póki co dość wyraźnie potwierdza standardowość swojej roli. Serial jednak już na starcie zaskakuje: a to zmianami, a to wizualizacją, a to wątkami, które wypływają ni stąd, ni zowąd – więc mam nadzieję, że i Wil dostanie w końcu swój moment. Co do krajobrazów, ode mnie cztery słowa: Legend of the Seeker!

Fot. MTV

Fot. MTV

Pirjo: Wiem już, że czytaliście wydane także w Polsce książki Terry’ego Brooksa, na podstawie których serial nakręcono, a przynajmniej, że udało się Wam do nich zajrzeć. Jak wypada porównanie książek z serialem? Czy tej historii przeniesienie na język filmowy pomogło czy może zaszkodziło? Jakie są podobieństwa, a jakie różnice? Coś Was zaskoczyło?

Piotr: Serial jest adaptacją drugiego tomu cyklu, czyli Kamieni elfów Shannary. Ja natomiast poległem w jednej trzeciej pierwszego tomu. To nie jest dobra literatura. Jej sukces wziął się z tego, że Brooks jako pierwszy wpadł na pomysł, żeby otwarcie nawiązać do wzorów tolkienowskich. Miecz Shannary był nawet uważany za plagiat. Już krótki research na Wikipedii pokazuje, że scenarzyści poczynili sporo zmian, chociażby wprowadzając Eretrię na sam początek historii. Mnie się te zmiany podobają. Pozwalają MTV zabrać się za Shannarę od strony, którą dobrze zna, czyli teen dramy. Poza tym twórcy robią to, co cały czas podkreślam – dają serialowi własny styl.

Fot. MTV

Fot. MTV

Aeth: Przeczytałam Kamienie elfów na jakieś trzy miesiące przed premierą serialu, raz, na fali spragnienia heroicznego fantasy, dwa, w ramach „przygotowań” do serialu. Wszyscy wokół mówili mi, że nie warto, że to kopia Władcy Pierścieni, że będę się nudzić i że lepiej zrobiłabym ze swoim czasem coś innego. Ale ja się uparłam – po czym wpadłam pod urok książki już po kilku pierwszych stronach. Zanim wątek fabularny, a więc wspólna podróż Wila i Amberle, na dobre się rozpoczął, minęło 150–200 stron, ale jakimś cudem wchłaniałam je wszystkie jak na głodzie. Jak powiedział Piotr, to nie jest dobra literatura. Wszystko da się przewidzieć, wszystko da się opowiedzieć w trzykrotnie mniejszej ilości słów, wszystko idzie po najmniejszej linii oporu – ale po wielu skomplikowanych wojennych sagach i zawiłych dworskich intrygach, które ostatnio czytałam i oglądałam, taka zwykła, prosta historia była dla mnie jak odświeżający prysznic.

Zmian jest z kolei bez liku: nie było żadnego wyścigu, by zostać opiekunem Ellcrys, Loren nie był niczyim chłopakiem, postać Andera jest przerobiona kompletnie – z cichego wielbiciela książek w urokliwego imprezowicza, wątek z pozyskaniem kamieni jest zupełnie inny, wspomniana Eretria jest w książce bohaterką bardziej epizodyczną, zresztą cały wątek z Roverami zrobiony jest od nowa. Dużo, dużo zmian, praktycznie na każdym kroku. Ale: muszę przyznać, że jeśli sam klimat nie odpowiada mi, to większość tych zmian bardzo mi się podoba – do tego stopnia, że autentycznie nie mogę doczekać się, jak będzie wyglądała kolejna przygoda bohaterów. Zatem pod względem odświeżania czegokolwiek, twórcy serialu mają u mnie zdecydowany plus.

Pirjo: Wątkiem, który zawsze mnie bardzo interesuje w fantasy jest kreowanie nieistniejących wcześniej języków. Jak się okazuje, twórcy serialu podeszli do tematu bardzo poważnie. Nowy język – druidzki i magiczny dialekt Noalath, wymyślił na potrzeby The Shannara Chronicles lingwista David J. Peterson , który obmyślał też język Dothraki i Valyriański w Grze o Tron, oraz język Kinuk’aaz dla serialu Defiance.

Peterson, jak i twórcy serialowej  Shannary podkreślają, że w zamyśle nowy język miał brzmieć jak coś bardzo starożytnego oraz przypominać języki słowiańskie, a nawet, że miał być wypowiadany ze „słowiańskim akcentem”. Zaczęło się więc od brzmienia i od inspiracji podanymi przez autora książek nazwami, takimi jak Allanon, Shannara, Shea, Amberle. Nie wiem, czy czuję te wszystkie wpływy, ale wypowiadane przez Dagdę Mor’a i przez druida Allanona  kwestie rzeczywiście brzmią świetnie i magicznie. Z powodu tego języka o wiele bardziej przerażają mnie mroczne postacie, demony. A kwestie wypowiadane przez druida mają w sobie moc. Zresztą, cóż pochodzący z Nowej Zelandii Maorys – czyli grający Allanona Bennett – może wiedzieć o „słowiańskim akcencie”…? Hmm.

Fot. MTV

Fot. MTV

Piotr: A wiesz, że nie wiedziałem o tym, ale słysząc Noalath automatycznie przestawiałem się na rosyjski? Oczywiście nie rozpoznałem ani słowa, ale doceniam efekt. Nie wiem, czy w ogóle jest coś takiego jak słowiański akcent (jednak nasze języki pod tym względem się różną i trudno pomylić rosyjski z czeskim), ale Bennett i ekipa dali radę.

Aeth: Kompletnie nie znam się na fikcyjnych językach poza tym, czy mi się podobają, czy nie, więc w zamian powiem, że cokolwiek wymawia Manu Bennett, ja będę słuchać jak oczarowana.

Pirjo: Jak pozycjonujecie ten serial? Czy bliżej mu do poważnej, okrutnej Gry o tron, czy może do pulpowych produkcji familijnych, typu Miecz prawdy (Legend of the Seeker), a kilka dekad temu Hercules i Xena? A może dobrym tropem byłby tu jednak filmowy Władca Pierścieni? Albo Adventure Time, które też z pozoru jest najsłodszą i malowaną w jaskrawych kolorach opowieścią, a pod spodem kryje się postapo i niepokojące ruiny dawnego świata? Z czym Shannara się Wam najbardziej kojarzy?

Fot. MTV

Fot. MTV

Piotr: Nigdy nie przekonałem się do Miecza prawdy. Wiem, że ma on swój mały fandom, ale dla mnie to próba zrobienia nowej Xeny, ale bez lekkości, która była fundamentem jej sukcesu. Nie jest też Shannara drugą Grą o tron – i dobrze, bo już w drugim sezonie znudziła mnie ta mieszanina soft porno i przemocy. Wychodzi więc, że adaptacja powieści uważanej za, delikatnie mówiąc, epigońską okazuje się czymś bardzo oryginalnym. Hybrydą współczesnej młodzieżówki z klasyczną fantasy okraszoną akcentami postapo. Już połączenie dwóch z tych rzeczy byłoby intrygujące, a tu mamy trójkę.

Aeth: O Grze o tron można zapomnieć niejako by default, jako że reprezentuje zupełnie inne podejście do fantasy – czy będzie to low fantasy, czy dark fantasy, wyjdzie w każdym razie coś ponurego, brutalnego i ciężkiego. Jak Piotr, skreśliłabym również Xenę, ale zatrzymałabym się na dłużej przy Mieczu Prawdy. Miecz Prawdy to serial, który chciał z ciężkiej, nieprzyjemnej historii zrobić lekką opowieść o heroicznej wyprawie bohatera. Nie udało się, bo przeholował i to w obie strony – całość okazała się zbyt lekka dla miłośników książek i zbyt niepoważna dla widzów serialowych. Tymczasem Kroniki już na starcie są w lepszej pozycji, bo przynajmniej zaczynają z tego samu punktu wyjściowego: heroicznego fantasy. Są lżejsze od materiału książkowego, w dodatku przetłumaczone na język teen dramy, ale taki właśnie jest też ten podgatunek: przystosowany dla szerokiej grupy odbiorców i odwołujący się do uniwersalnych (i przedstawianych w pozytywnym świetle) prawd. Nie przypominam sobie, byśmy mieli dotąd serial fantasy dla młodzieży, więc zasadniczo można mówić o przecieraniu nowych szlaków. A jeśli to się uda, pomyślcie, ile przyszłych wielbicieli heroicznego fantasy nam się urodzi!

Fot. MTV

Fot. MTV

Pirjo: Na koniec powiedzcie mi może, czy pierwsze odcinki zachęciły Was do dalszego oglądania. Czy zakochaliście się w tym formacie, czy może „zaledwie” się Wam podoba? Widzicie w nim potencjał na hit podobny do GoT, ciągnący się przez wiele sezonów i generujący entuzjastyczne fandomy? Nosilibyście koszulkę z Kronik Shannary?

Piotr: Podejrzewam, że pierwszy sezon będzie się pokrywał fabularnie z Kamieniami elfów (plus minus pomysły scenarzystów), więc MTV może łatwo zamknąć serial, jeśli zechce. Jeśli natomiast pójdzie w kontynuację, pozostała Pieśń Shannary oraz cały legion prequeli i sequeli (Brooks właśnie pisze drugi i trzeci tom trylogii The Defenders of Shannara). Czy Kroniki Shannary mogą stać się czymś więcej niż jednorazowym wyskokiem? Myślę, że tak. Nigdy nie podbiją one mojej wyobraźni, ale już chyba mają w niej swoje miejsce. Czekam więc na kolejne odcinki.

Aeth: W sumie koszulkę to bym nosiła, pewnie, zwłaszcza, jeśli miałyby na niej widnieć Amberle i Eretria – serio, te dwie dziewczyny są tak przebojowe, że pod względem kobiecej reprezentacji nowy rok nie mógł zacząć się lepiej. A co do fabuły: jeśli serial ma pokrywać się z książką, to (spoiler, spoiler, spoiler!) w przyszłym sezonie powinna nam się szykować nowa aktorska ekipa. Potencjał na wielowątkową historię jest tu jak najbardziej, w sumie już się zastanawiam, czy uda się Kronikom rozwinąć tak wspaniale, jak udało się to wcześniej Teen Wolfowi – z perypetii nastoletniego wilkołaka w iście klimatyczny horror. Jestem dobrej myśli, bo – pomimo początkowych rozczarowań – serial zwyczajnie mi się podoba. Jestem na pokładzie!

Fot. MTV

Fot. MTV

 

The Shannara Chronicles
fantasy
MTV, 2016–

 

Agnieszka „Aeth” Jędrzejczyk
Geek. Gracz. Kobieta. Miesza science-fiction, fantasy i fantastykę z serialami, filmami i grami video, a do tego wiernie wielbi twórczość Jossa Whedona, Playstation i zombie. Ogląda niemal wszystkie seriale fantastyczne w ramówce (przeszłej, teraźniejszej i przyszłej) i już nawet nie pamięta, od jak dawna. Od ponad dwóch lat pisze za to z orbity na wiedzmanaorbicie.pl.

Piotr Górski
Krakowianin, nowohucianin. Urodził się i na tym właściwie kończą się dramatyczne momenty jego biografii. Dużo czyta. Ma eklektyczne gusta. Puścili mu opowiadanie w Nowej Fantastyce.

Pirjo Lehtinen
Człowiek-inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)