Fot. Lifetime

“Here’s what you missed on Glee!” (Pitch Slapped, Premiera: S01E01–02)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Dziś postanowiłam napisać Wam o intrygującym nowym serialu dokumentalnym. Amerykanie zdecydowali się mianowicie wyciągnąć wnioski z popularności filmów z serii Pitch Perfect, programów typu The Sing Off oraz muzycznej teen dramy Glee i pokazać nam, jak faktycznie wyglądają takie konkursowe rywalizacje nastolatków w USA. Pomysł, przyznacie, fajny. Nieco gorzej jest, jak na razie, z realizacją.

Dostajemy więc mocno uproszczoną, odartą z pogłębionej fabuły wersję Glee – w perspektywie sezonu śledzimy rozwój dwóch chórów szkolnych z New Jersey śpiewających a capella, zmagających się ze sobą nawzajem i z innymi zespołami w ramach drabinki zawodów, w których zwycięstwo zapewni najlepszej ekipie udział w rywalizacji międzystanowej.  Pierwszy z zespołów – Stay Tuned z Cherry Hill – jako żywo przypomina mi New Directions z Glee. To różnorodna banda dzieciaków pełnych emocji, ale niekoniecznie dobrze „wytrenowanych” i „profesjonalnych” w tym, co robią. Ich nowym trenerem zostaje, pokazany tu jako osoba bardzo entuzjastyczna i nerdowata, pan w okularkach i kamizelce – Deke Sharon, czyli aranżer piosenek do filmów z cyklu Pitch Perfect. Jego zadaniem jest wyeksponować atuty zespołu, pomóc młodym i niepewnym siebie ludziom uwierzyć w siebie, a także w miarę możliwości poprawić te cechy, których im brak, na przykład „koordynację ruchową”. Stay Tuned pokazywani są więc jako underdog, zespół słaby i dość amatorski, ale z „wielkim sercem”.

Fot. Lifetime

Fot. Lifetime

Po drugiej stronie mamy grupę wzorowaną na Vocal Adrenaline z Glee, czyli Highlands Voices z Allendale, bandę profesjonalistów i ambitnych, pracowitych uczniów, których wykonania są jednak nieco plastikowe i pozbawione oryginalności. Ich nową trenerką zostaje Diana Preisler: supergwiazda świata a capella, wokalistka zespołu Blue Jupiter, aktorka broadwayowa i trenerka chórów, znana szczególnie ze swoich pomysłów choreograficznych. Zaletą show jest pokazanie obydwu zespołów w bardzo pozytywnym świetle – Highlands Voices nie są villainami, mają po prostu inny klimat, inne problemy i inne atuty. Wygrywają wiele lokalnych konkursów, ale nigdy nie udało im się przejść dalej i zrobić prawdziwej kariery.

Każdy tydzień i każdy odcinek programu to kolejne z cyklu ośmiu zawodów w ramach Summer Invitationals wiodących do wielkiego finału. Opiekunowie wybierają piosenki, przeprowadzają casting na solistów (co jest źródłem dodatkowej dramy i napięcia), wymyślają choreografię i trenują razem z młodzieżą w szkolnych salach prób. Słyszymy kawałki Sama Smitha, Taylor Swift czy Imogen Heap. Na koniec odcinka oglądamy właściwe zawody, poznajemy punktację, a laureaci otrzymują trofeum. Brawo! W tle przewijają się też inne zespoły, czasem o zabawnych nazwach, jak choćby The Rolling Tones.

Fot. Lifetime

Fot. Lifetime

Pitch Slapped póki co wydaje mi się dość toporne, schematyczne i klaustrofobiczne. Ja rozumiem, że wprowadzenie kilkudziesięciu nowych postaci na raz – dwa chóry i ich opiekunowie – to całkiem sporo i może dlatego pierwsze odcinki skupiały się na postaciach trenerów, ale chętnie widziałabym na przykład wywiady z jurorami, więcej zewnętrznego świata, wychodzenia poza granice szkolnych salek prób i obiektów koncertowych. A także trochę dłuższe fragmenty piosenek i ich konkursowych wykonań! Postacie są póki co zarysowane bardzo grubą krechą, tak samo „intrygi” poszczególnych odcinków. Widać gołym okiem, jak wiele rzeczy zostało tu wyreżyserowanych, wtłoczonych w sztampową formułę. I jak okropnie wszystko jest statyczne. Strona muzyczna też nie nie zachwyca ani nie porywa.

To powiedziawszy, widzę w nowym „serialu dokumentalnym” spory potencjał na rozwój. Najlepsze jak dotąd fragmenty to portrety, zbliżenia na poszczególnych uczniów. Historia Vanessy, która marzy o karierze na Broadwayu i jest gwiazdą chóru, ale ciągle nie jest pewna swojego talentu i motywacji, czy opowieść o zmaganiach Sam, dziewczyny często prześladowanej przez rówieśników ze względu na swoją wagę i swoją seksualność, naprawdę miały sporo świeżości i „prawdziwego mięsa”. Przykuły moją uwagę i od razu sprawiły, że zaczęłam te zawodniczki dostrzegać i interesować się ich losami. Widzę więc dużo pozytywów w sposobie, w jaki przedstawiani są nam uczniowie, i mam nadzieję, że stopniowo poznamy ich wszystkich i to poznamy na tyle dobrze, że będziemy się ich losami przejmować. Na razie bowiem emocje podczas oglądania zmagań konkursowych pozostają umiarkowane. A przecież nie da się niczym zastąpić świadomości, że to nie film, nie „literacka fikcja”, lecz prawdziwe zawody w prawdziwym świecie i że smutki i radości są też autentyczne, śledzone tylko okiem kamery.

Podsumowując, pomysł na Pitch Slapped jest genialny, gorzej z realizacją. Przynajmniej na razie!

Fot. Lifetime

Fot. Lifetime

Pitch Slapped
docudrama
Lifetime, 2016–

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.